16 sierpnia

Na szczęście mleko - Nawet ojciec może być bohaterem

I jak tu napisać w miarę obiektywną recenzję, gdy od kwietnia 1998 roku człowiek podejrzewa, że jest psychofanem autora? No jak? Weźcie to pod uwagę, czytając ten wpis. Lojalnie uprzedzam.

Mowa o Neilu Gaimanie, którego przedstawiać chyba nie muszę („Koralina”, „Amerykańscy Bogowie”, „Sandman” itd., itp.), i o jego trochę nieoczywistej książce „Na szczęście mleko”.

„Na szczęście mleko” Neil Gaiman

Zacznijmy od tego, że według Gaimana w literaturze ojcowie są jawnie dyskryminowani. Bardzo często po prostu umierają, aby życie ich dzieci stało się ciekawsze. Posłuchajcie zresztą sami.





I gdy się nad tym głębiej zastanowić, coś w tym jest. Do zliczenia recenzji na tym blogu wystarczą zaledwie dwie ręce, a już w jednej z omawianych pozycji odnajdujemy ten schemat (Amulet).

Dlatego też głównym bohaterem „Na szczęście mleko” Gaiman uczynił właśnie ojca, pozornie trochę gapowatego, błądzącego gdzieś myślami, odrobinę nieobecnego. I jednocześnie takiego, który choć na kanapie skrywa się za gazetą, tak naprawdę nad wszystkim ma kontrolę.

Oprócz mleka. Bo mleko się kończy i to w strategicznym momencie. Dzieci, śniadanie, płatki, brak mleka. Każdy rodzic zna ten schemat. Śniadanie-płatki-mleko, śniadanie-płatki-mleko. Nierozerwalne połączenia. Odejście od rytuału jest nieakceptowalne i grozi zaburzeniem całego kontinuum czasoprzestrzennego. 
„Na szczęście mleko” Neil Gaiman

Mamy nie ma, wyjechała na konferencję. Sytuację musi ratować ojciec, to on bohatersko wyrusza na wyprawę do pobliskiego sklepu, by ratować świat/śniadanie/własną herbatę (wszystko jedno).

Poszedł. Dzieci czekają. Czas się dłuży. Oj dłuży. Mijają „całe wieki wieków”. Wraca. W dłoni dzierży karton mleka. On. Ojciec. Bohater.

I tu zaczyna się właściwa opowieść, w której pojawiają się (kolejność występowania w tekście przypadkowa) śluzowaci zieloni obcy, międzygalaktyczna policja, królowa piratów wraz z załogą, wumpiry (nie żadne tam pospolite wampiry), gniewni bogowie wulkanu, oko Sploda, profesor Steg w wielkim balonie, a nawet na specjalne życzenie - niezwykle mądre kucyki. A przede wszystkim główny bohater całej tej historii - człowiek z mlekiem.
„Na szczęście mleko” Neil Gaiman

W tej krótkiej książce znajdziecie wszystko to, z czego słynie Gaiman. Niesamowitą wyobraźnię, świetne lekko ironiczne poczucie humoru i niezmierzone pokłady dystansu do wszystkiego - do siebie, do narratora, do bohaterów, do świata przedstawionego, do samej historii. Gaiman po raz kolejny udowadnia, że pożywką do snucia fantastycznych opowieści może być wszystko - oczywiście mleko, a nawet... (tego nie zdradzę). Jak w dzieciństwie, gdy zwykły patyk czy kamień zamieniał się w każdą rzecz, którą sobie wymarzyliśmy.

Mimo pozornego chaosu cała opowieść układa się w logiczną, spójną całość, a jeżeli pojawiają się jakieś odstępstwa, niewybaczalne nieścisłości w logice jak na przykład piranie w słonej wodzie, interweniuje i sprowadza fantazjującego ojca na dobrą drogę dziecko - starszy syn. Jak to nastolatek poddający w wątpliwość wszechwiedzę rodzica.

Polski wydawca zdecydował się na brytyjską wersję książki z doskonałymi ilustracjami Chrisa Riddela. I chwała mu za to. Czarno-białe rysunki pozornie wyglądające jak szkice pełne są smakowitych szczegółów, dopowiadają historię, kierują uwagę czytelnika na pewne interpretacyjne ścieżki, a nawet w formie komiksowych kadrów po prostu ją opowiadają. Spójrzcie na to, jak Riddell sportretował bohaterskiego ojca. Nie przez przypadek wygląda on jota w jotę jak sam autor. Zresztą swoje znaczenie ma tu każdy element typograficzny - zróżnicowane wielkość, krój i kolor czcionki, tło stron.
„Na szczęście mleko” Neil Gaiman

„Na szczęście mleko” świetnie się sprawdzi jako jedna z pierwszych samodzielnych dłuższych lektur i to nie tylko dzięki wciągającej akcji, wyrazistym bohaterom i problemom wprost z dziecięcego świata (każdy przeżył brak kluczowego elementu śniadania, a rodzice zawsze wracają za późno/za wcześnie). Dodajmy do tego jeszcze małą ilość tekstu na stronie i dużą czcionkę.

A przede wszystkim pamiętajcie, że „póki jest mleko, jest nadzieja".

NA SZCZĘŚCIE MLEKO

Tekst: Neil Gaiman
Ilustracje: Chris Riddell
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Wydawnictwo: Galeria Książki

Data wydania: 2013
Oprawa: twarda
Liczba stron: 160
Rekomendowany wiek:
7+

2 komentarze:

  1. Och, też czytałam wiele książek Gaimana :-)
    "Na szczęście mleko czytałam z córką kilka lat temu. Też nas urzekło/a ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-D Nie dziwię się. "Mleko" ma to wszystko, co dzieci kochają najbardziej, a przy tym jest po prostu świetnie napisane. A Gaimana po prostu wielbię bezkrytycznie przede wszystkim za cudowne ironiczne poczucie humoru nawet w najstraszniejszych jego książkach.

      Usuń

Copyright © 2017 Mamobab czyta