20 listopada

„Bezdomny ptak”, czyli nastoletnia wdowa


Koli, bohaterka powieści „Bezdomny ptak” Glorii Whelan, ma jedynie trzynaście lat. Jak każda współczesna nastolatka powinna chodzić do szkoły, poznawać świat, czytać książki, słuchać muzyki, kolekcjonować plakaty, przeżywać pierwsze miłości, marzyć. Beztrosko. Niestety, Koli urodziła się w Indiach. Pech. Dziewczynkę poznajemy w chwili, gdy dowiaduje się, że już przyszedł ten czas, by wyszła za mąż.

„Bezdomny ptak” Gloria Whelan

Wyobraź sobie, że to ty, twoja córka, siostra macie trzynaście lat i zostajecie wbrew własnej woli wydane za człowieka, którego nawet nie widziałyście na oczy. Chce się wyć, uciekać, nieprawdaż? Koli nie krzyczy, nie sprzeciwia się, choć ogarnia ją przerażenie.

To nie koniec. Okazuje się, że wasze małżeństwo trwa tak krótko, że zostajecie nastoletnią wdową. Kobietą objętą w tej konkretnej kulturze społecznym tabu, przynoszącą rodzinie hańbę. Przypominam, trzynaście lat, wasze prawdziwe życie powinno się właśnie powoli zaczynać, kształtować, ale nie, tradycja, inni wykluczają was już teraz poza nawias społeczeństwa za winy, które nie zostały przez was popełnione. Stajecie się zbędne, zanim zaczęłyście tak naprawdę żyć. I co najgorsze, jesteście tego świadome. W końcu trafiacie na śmietnik społeczeństwa, w miejsce, w którym kobiety takie jak wy, wdowy mają po prostu wegetować do końca swoich dni. Pozbawione męża jesteście bez wartości. Stajecie się częścią tłumu w mieście wdów - Wrindawan.

Tak wygląda życie części indyjskich kobiet. Nie kiedyś, dawno. Raczej niemal dziś. Akcję książki umiejscowiono bowiem mniej więcej w latach 90. dwudziestego wieku.

Już w pierwszych scenach jeszcze w domu rodzinnym Koli w punkt zdiagnozowana zostaje sytuacja kobiet w Indiach. Wykształcenie to zbędny, nieprzydatny luksus. Czytanie to strata cennego czasu dziewczynki, która powinna uczyć się rzeczy praktycznych, użytecznych. Nie dla siebie, ale dla rodziny, przede wszystkim dla rodziny męża. Podczas wesela najpierw posilają się mężczyźni, dla kobiet nie zawsze starczy łakoci, nawet dla panny młodej.  Umierający mąż Koli, dziecko jeszcze, wie, że żona ma słuchać męża. Niska pozycja społeczna Koli pokazana jest także przez jej relacje z innymi. Z braćmi owszem łączy ją więź, czuła i szczera jedynie w ukryciu, gdy nikt tego nie widzi. Napięte stosunki z teściową zapowiada już pierwszy wieczór, gdy chwyta ona dziewczynkę za ramię tak, jak „kobiety na targu chwytają kurczaki, zanim je ubiją”.

Przeraża fakt, że Koli sama siebie traktuje jak towar, ocenia. „Musiałam mieć jakąś wartość, skoro Mehtowie wydali pieniądze na muzyków. Nie przyszło mi do głowy, że nie sprowadzono ich z myślą o mnie, ale by wzbudzić podziw przyjaciół” - mówi. Dziewczynka niestety nie myli się, jedyną jej wartością jest posag, środki potrzebne, by ratować śmiertelnie chorego narzeczonego. 

Koli to widzi, uważa za niesprawiedliwe i krzywdzące. Czuje się jak „mucha wplątana w sieć pająka”. W jej świecie nie ma jednak miejsca na jakikolwiek bunt. Płynie się jedynie z nurtem wydarzeń, próbuje marzyć, znaleźć w miarę wygodne miejsce. Mimo to dziewczynka trochę niezdarnie walczy o własną przestrzeń, pozwala sobie na sprzeciw, stosuje bierny opór, sabotuje gospodarskie prace, by choć przez chwilę poczuć, że odpowiada za własne życie, że jest podmiotem, a nie zbędnym przedmiotem.

Warto podkreślić, że nie tylko Koli cierpi z powodu nieludzkiego obyczaju. Jej rodzice nie są przedstawieni jako bezduszne, pozbawione uczuć potwory. Mają wątpliwości, szczególnie gdy okazuje się, że nie wszystko wygląda tak, jak powinno. Więzi ich jednak nie tylko tradycja, kultura, ale i po prostu bieda. Tak jak Koli zdają się myśleć, że nie może być inaczej.

Książka dotyka także innego problemu - wykluczenia ze społeczeństwa, podatności na manipulację ze względu na analfabetyzm. Zwykła i powszechna z naszej perspektywy umiejętność czytania tu rzeczywiście otwiera zupełnie nowe horyzonty, możliwości, a przede wszystkim pozwala wciąć sprawy we własne ręce, bez pośrednika.

Brak formalnego wykształcenie, nawet niepiśmienność nie wykluczają ogromnej, wewnętrznej potrzeby obcowania ze sztuką, pięknem. To ona daje Koli ukojenie, stanowi jedyny sposób na wyrażenie siebie, oswojenie lęków, obaw. I to niezależnie od tego, czy dziewczynka pełni rolę twórcy wyszywając sari, czy zwykłego odbiorcy, gdy odziedziczony po teściu tomik poezji Rabindranatha Tagore staje się jej największym skarbem. To sztuka wreszcie, wielki talent Koli umożliwiają zmianę, przezwyciężenie pasma nieszczęść. I życzliwi ludzie, gdyż bez zewnętrznego wsparcia wdowy w tym świecie nie mają żadnych szans.

Nie da się ukryć, że to bardzo wzruszająca opowieść. Choć sama nie jest przeładowana emocjami, z pewnością wzbudza je u czytelnika. Gniew, sprzeciw, poruszenie, łzy. Gdyby historię przenieść na ekran, bardzo prawdopodobne, że powstałby tkliwy wyciskacz łez, hollywoodzki standard ocierający się trochę o kicz. Czy z happy endem? Tego nie zdradzę. Na szczęście autorka oddaje głos samej bohaterce. Pierwszoosobowa narracja napisana dość oszczędnym językiem pozwala na częściowe uniknięcie pułapki epatowania tanią emocjonalnością.

Na szczęście dla czytelnika ta książka nie ocenia, nie wartościuje. Poznajemy świat tylko oczami Koli, widzimy jedynie to, co ona widzi, znamy wyłącznie jej emocje. Reszty czytelnik musi się sam domyślić bądź zdać się na opinie narratorki, która okazuje się być dość wnikliwą obserwatorką otaczającej ją rzeczywistości i kontrastów w niej panujących. Gdyż współczesne Indie to miejsce, w którym koegzystują zaawansowane technologie z analfabetyzmem, wiara w uzdrawiającą moc kąpieli w Gangesie z nowoczesną medycyną. I to wszystko w ramach jednej rodziny.

Historia wydaje się przy tym wiarygodna, ale czy prawdopodobna? Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że tak. Pozwala na chwilę zanurzyć się w egzotycznej kulturze, próbować choć odrobinę ją zrozumieć, a filtr europejskich doświadczeń i wiedzy jest niemal niewyczuwalny.

Wydawnictwo rekomenduje pozycję czytelnikom powyżej 10. roku życia i śmiało możecie wręczyć ją młodszym nastolatkom. Nie tylko dziewczynom. Prosty język, nieduża objętość i czytelnicze emocje sprawiają, że „Bezdomny ptak” to książka, którą się dosłownie połyka na raz. Dorosłym może przeszkadzać przewidywalność fabuły i mało pogłębiony świat przedstawiony, szczególnie w scenach ulokowanych w Mieście Wdów. Przede wszystkim jednak podczas lektury cały czas towarzyszyła mi gorzka świadomość, że w prawdziwym życiu baśnie rzadko kończą się dobrze.


BEZDOMNY PTAK
Tekst: Gloria Whelan
Okładka: Aleksandra Cieślak
Tłumaczenie: Jadwiga Jędryas
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2016
Oprawa: twarda
Liczba stron: 170
Sugerowany wiek: 10+


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Mamobab czyta