07 grudnia

„Znikające zwierzęta”, czyli coraz mniej czasu na poszukiwania

„Znikające zwierzęta” Isabelli Bunnell to zmuszający do refleksji mariaż oszałamiających, optymistycznych barw i przygnębiającej treści. Niby zwykła wyszukiwanka, w której na bajecznie kolorowych rozkładówkach czytelnik ma za zadanie odnaleźć wybrane zwierzęta. W rzeczywistości gorzka lekcja, gdyż wszystkim poszukiwanym gatunkom grozi wymarcie. Dziś trudno znaleźć je na kartach, jutro nie będzie to możliwe w prawdziwym świecie.  

„Znikające zwierzęta” Isabella Bunnell

Dziesięć ekosystemów, a w każdym pięć przedstawicieli fauny, których już za chwilę może nie być. Góry, lasy deszczowe i sawanna, rafy koralowe, pustynie, jaskinie, jeziora i rzeki, oceany, przestworza i podziemia - wszędzie tam trwa wymieranie. Nie wielkie, głośne, ale ciche, niemal niezauważalne. 

„Znikające zwierzęta” Isabella Bunnell

Przyczyn jest wiele, jednak najbardziej przygnębia fakt, za jak wiele z nich odpowiada człowiek. Jak złe zaklęcie przewija się wycinanie i wypalanie lasów, ekspansywne rolnictwo, turystyka, kłusownictwo. 

Nienachalne przesłanie ekologiczne podane zostało w formie zmuszającej dziecko do aktywności. Poprzez zabawę w zwykłe wyszukiwanie mały czytelnik wręcz dosłownie może uświadomić sobie rzadkość wybranych gatunków. Druga część książki dostarczy bardziej konkretnych informacji o miejscu występowania danego zwierzęcia i jego najważniejszych cechach, liczebności populacji, a przede wszystkim o przyczynie jego znikania. 

Powodów jest wiele, jednak najbardziej przygnębia fakt, za jak wiele z nich odpowiada człowiek. Jak złe zaklęcie przewija się wycinanie i wypalanie lasów, ekspansywne rolnictwo, turystyka, kłusownictwo. 

„Znikające zwierzęta” Isabella Bunnell


„Znikające zwierzęta” Isabella Bunnell

Odnalezienie zwierząt to trudne zadanie, a także świetny trening spostrzegawczości i koncentracji. Nie wiem, na ile odpowiada to rzeczywistości, ale w tym przypadku mamy do czynienia z samymi mistrzami kamuflażu.

Wyzwania nie ułatwia tło ilustracji, na których zwierzaki się ukryły, pełne szczegółów, drobiazgów, kropek, kresek i kolorów. Wszystkie strony przypominają piękny malowany jedwab, batikową tkaninę.

„Znikające zwierzęta” Isabella BunnellPrzyznam szczerze, że o istnieniu części prezentowanych gatunków nie miałam pojęcia. Marmozeta lwia, wargatek stadny, grubogonik piaskowy, wielkouch króliczy, lutung jasnogłowy, epoletnik lagunowy do teraz wydają mi się obrazowymi określeniami stworów z jakiejś powieści fantastycznej, z równoległej rzeczywistości. Część z nich tak rzadko występuje w przyrodzie, że nie doczekała się nawet usankcjonowanej przez oficjalną taksonomię polskiej nazwy. Niektóre zamieszkują bardzo ograniczony teren, przykładowo jedną jedyną jaskinię na świecie, której właśnie grozi zawalenie, a zwierzakom utrata siedliska.

Warto podkreślić, że pojawia się w książce nuta optymizmu. Niewielka, lecz pokazująca, że nie wszystko stracone. To zwierzęta, które przestały znikać.

„Znikające zwierzęta” to książka po prostu mądra. Ucząca ważnych rzeczy niejako mimochodem, przy okazji dobrej zabawy podobnie jak „Uratuj mnie” Patricka George'a (klik do recenzji). To, że jej opracowanie graficzne cieszy oko, w tym wypadku sprawia mi (i zapewne innym czytelnikom) podwójną radość. 

ZNIKAJĄCE ZWIERZĘTA 
Tekst i ilustracje: Isabella Bunnell
Tłumaczenie: Tina Oziewicz
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Sugerowany wiek: 4+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Mamobab czyta