07 stycznia

„Różowa walizka”, czyli rysy na parkiecie


Sto lat temu moje dziecko po miesiącu uczęszczania do placówki opiekuńczo-wychowawczej zwanej przedszkolem całkiem serio zapytało: „Mamo, ale ty wiesz, że jestem dziewczynką?”. Nieco zdziwiona odpowiedziałam oczywiście twierdząco. „Mamo, ale ty wiesz, że dziewczynki lubią różowy?” Wiedziałam, ale dla córki było to epokowe odkrycie. W ten oto sposób też dowiedziałam się, że dziecko właśnie odkryło świat płciowych stereotypów. Świadomie, gdyż tak naprawdę funkcjonowało w nim od urodzenia. Tak jak każdy. Tak jak Beniamin, główny bohater krótkiej opowieści Susie Morgenstern „Różowa walizka”.




Historia rozpoczyna się tuż po narodzinach chłopca. Tłumy gości, prezenty. Och, ach. Pięknie opakowane, starannie dobrane i markowe. O tak, markowe. Przecież dzidziuś (jedynak w dodatku) musi mieć wszystko to, co najlepsze.

I nagle wkracza ona. Babcia nonkonformistka. Ciągnie za sobą prezent, a jakże. Tylko że to nie tylko zwykły podarek, ale przede wszystkim wyzwanie rzucone sztywnym konwenansom, stereotypom, przyzwyczajeniom i oczekiwaniom otoczenia.



Babcia ofiarowuje bowiem wnukowi rzecz ze wszech miar nieodpowiednią. Po pierwsze - zupełnie nieużyteczną z punktu widzenia niemowlaka. Po drugie - w złym, uznawanym za dziewczyński kolorze. Po trzecie - daną niedbale, w ogóle nieopakowaną. Prezentem tym jest tytułowa różowa walizka, która staje się kością niezgody pomiędzy dwiema (trzema) najważniejszymi kobietami w życiu Beniamina - mamą i babcią (żoną).

Można odczytywać „Różową walizkę” jako satyrę na arbitralny podział świata na ten męski i ten kobiecy, jako sprzeciw wobec krzywdzących stereotypów związanych z płcią. Bo niby dlaczego różowy ma być kolorem właściwym jedynie dziewczynkom? Moim zdaniem w tej niepozornej książce kryje się znacznie więcej znaczeń, choć niektóre mogą nie być łatwe do odczytania przez najmłodszych.



Dość ciekawie odwrócono tu (zgodnie zresztą z trendem, że po pokoleniu liberalnym następne zwraca się ku wartościom konserwatywnym) inny dość mocno zakorzeniony stereotyp. Babcia symbolizuje wartości wręcz anarchistyczne, to urodzona rewolucjonistka, która tylko poprzez bycie sobą sieje ferment. Koncentruje się na pielęgnowaniu własnej strefy wolności, w nosie ma konwenanse i to, co ludzie sobie o niej myślą. Na przeciwnym biegunie sytuuje się mama. Trochę zestresowana, skupiona na opinii innych. Świat wokół niej jest uporządkowany, przewidywalny. Różowa, zostawiająca rysy na parkiecie walizka w rękach chłopca w żaden sposób do niego nie przystaje.

Konfrontując dwa odmienne wzorce wychowania, autorka przewrotnie odniosła się do znanego powiedzenia, które mówi, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania. Tutaj na pierwszy rzut oka wydaje się, że babcia wcale wnuka nie darzy wielką atencją, o czym może świadczyć jej nonszalanckie z pozoru podejście do wyboru prezentu. Gdy przyjrzymy się jednak bliżej, okazuje się, że mały Benjamin otrzymał od babci najwspanialszy podarek - poszanowanie jego wolności, autonomii i zrozumienie dziecięcych potrzeb. A wiele lat później po prostu lekcję o tym, czym jest związek i jaką rolę odgrywa w nim trudna sztuka kompromisu.



Różowa walizka okazuje się bowiem prezentem trafionym w dziesiątkę. To istny samowyzwalacz dziecięcej kreatywności, który może stać się wszystkim, o czym tylko się pomyśli. To najlepszy przyjaciel, stały punkt odniesienia dający poczucie bezpieczeństwa. Wreszcie po czasie okazuje się, że to atrybut Beniamina, jego cecha charakterystyczna wyróżniająca go z tłumu chłopców i dziewczynek ze zwykłymi tornistrami, coś, co czyni go niepowtarzalnym i wyjątkowym. I nie chodzi tu wcale o rzecz, ale o sposób, w jaki Beniamin ją traktuje.




Książka dotyka również w przejmujący sposób problemu rywalizacji pomiędzy matką a babcią wynikającej między innymi ze wspomnianego wyżej różnego podejścia do życia. Nie ma tu knucia, przeciągania na własną stronę, manipulacji i przekonywania do własnych racji. To jedynie zestawione ze sobą dwie skrajnie odmienne postawy. Każda z pań zachowuje się po prostu w sobie właściwy sposób. Świetnie ukazuje ten stan ilustracja, na której na kanapie chłopiec siedzi pomiędzy mamą a babcią. Spójrzcie tylko na miny całej trójki.

Narrator stara się przy tym zachować maksymalny obiektywizm, co niestety nie do końca jest udanym zabiegiem. Mimo wszystko bardzo czuć, że bliżej mu do strony babci. Dość ostre prześmiewcze tony z początku książki niejako ustawiają matkę od razu na przegranej pozycji.




Zwraca uwagę również forma językowa książki. Historia opowiedziana została wprost, realistycznie, bardzo prostym i konkretnym językiem. Autorka nie posługuje się metaforą, jedyny symbol, wokół którego koncentruje się fabuła to tytułowa różowa walizka. Styl książki jednych zachwyci, innym (w tym mnie) przyjęta konwencja może wydawać się trochę nieprzystająca do tematu i mało wciągająca dla młodszego czytelnika, który ze względu na swe doświadczenie życiowe nie będzie w stanie wyłapać różnych smaczków.



Historia nie wywierałaby takiego wrażenia, gdyby nie doskonałe ilustracje Serge'a Blocha. Jak zwykle proste i trafiające w punkt. Na stonowanym tle sprawiającym wrażenie naszkicowanego tak od niechcenia róż walizki aż razi w oczy, czyni ją główną bohaterką opowieści. Faktury ubrań, mebli, tapet urzekają. Blochowi udało się świetnie oddać emocje, stworzyć kilkoma kreskami wyraziste i zapadające w pamięć postaci. Ich strój, mimika, postawa ciała mówią wszystko. Mama w klasycznej spódnicy w bezpiecznej długości tuż za kolanko, babcia we wzorzystych dzwonach. Czyż trzeba dodawać coś więcej?
------------

Doceniam trudną i złożoną tematykę poruszaną w tej pozycji. Jej oprawa graficzna stworzona przez Blocha to klasa sama w sobie. Nie wiem jednak, do kogo tak naprawdę jest skierowana ta książka. Czy wszystkie ukryte w niej przesłania będą czytelne dla dziecka?

Nie, choć zagadnienia związane z funkcjonowaniem w świecie stereotypów i uprzedzeń na pewno będzie bliskie doświadczeniom dzieci. 
Czy raczej to krzywe zwierciadło, w którym powinien przejrzeć się dorosły?
Tak. Umieściłabym wręcz „Różową walizkę” na liście lektur obowiązkowych dla wszystkich młodych mam i ojców oraz świeżo upieczonych babć i dziadków. 

RÓŻOWA WALIZKA
Tekst: Susie Morgenstern
Ilustracje: Serge Bloch
Tłumaczenie: Iwona Janczy
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Sugerowany wiek: 6+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Mamobab czyta