Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepełnosprawność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepełnosprawność. Pokaż wszystkie posty
„Tydzień Konstancji”, czyli zapach koloru

28 października

„Tydzień Konstancji”, czyli zapach koloru


Siedem dni z życia jednej dziewczynki, wyjątkowy symboliczny tydzień złożony z dni specjalnych, niezapomnianych, począwszy od pachnącej babciną szarlotką soboty, poprzez niedzielę o kawowym aromacie, lany poniedziałek, zalatujący rybą wtorek, czwartek, w którym unosi się woń papkowatego ryżu i domowych pączków, aż do kolejnej soboty, gdy spełniają się marzenia. O tym właśnie opowiada niewielka książka „Tydzień Konstancji” Olgi Masiuk - zabawna i wzruszająca, słodka (czasami za) i szczera.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


Tytułowa Konstancja to ciekawa świata, trochę roztrzepana dziewczynka, która uwielbia słowa, choć z tymi trudniejszymi czasami sobie jeszcze nie radzi. Jak każde dziecko w jej wieku chce przede wszystkim doświadczać, czuć i wiedzieć. Pędzić na rowerze tak szybko, by poczuć wiatr. Zostać porządnie oblaną w wielkanocny poniedziałek. Niestety, w jej przypadku nie wszystko jest proste. Jeden ze zmysłów dziecka nie działa, Kostka nie widzi od urodzenia.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


W tej pełnej niewymuszonego humoru opowieści autorce udało się w subtelny, lekki sposób pokazać nam, widzącym, z czym musi się mierzyć ktoś, kto nie widzi. To historia marzeń, które ze względu na to ograniczenie wydają się być niemożliwe do spełnienia. Czy to prawda? Odpowiedź znajdziecie w książce.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


Pierwszoosobowa narracja dodaje wiarygodności. Poznajemy świat Konstancji jej oczami. I ten problem, który bystry czytelnik już wyłapał, przewija się przez całą książkę. Najlepiej oddaje to przezabawna rozmowa Kostki z wujkiem, dialog „ze ślepym o kolorach”, uzmysławiająca, jak bardzo nasz język jest przesiąknięty odwołaniami do leksemów związanych z wzrokiem. Wujek mówi, dziecko punktuje, ujawniając przy tym dystans do siebie i swojej niepełnosprawności. Niezręczność wynikająca z nieadekwatności leksyki, frazeologii kryjącej się w dosłownych znaczeniach stanowi punkt wyjścia do zabawnej próby oddania tego, co w tym przypadku wydaje się być niemożliwe do zrozumienia w typowy sposób.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


W dzieciństwie byłam na zimowisku zorganizowanym w szkole dla głuchoniemych z świetnie wyposażoną (jak na tamte czasy) salą dyskotekową. Z prawdziwą kulą. Wszystkie dzieciaki były zdumione. Po co? Dlaczego? Jak? Do dziś pamiętam panią, która próbowała pokazać nam, w jaki sposób osoby niesłyszące czują dźwięk, muzykę, rytm. Podobnie w tej historii paradoksalnie świat dziewczynki wypełniają kolory definiowane przez odniesienia do rzeczywistości, którą ONA może poznać i zrozumieć. Barwy pachną, znaczą, są konkretne, przywołują wspomnienia, wydarzenia, emocje podobnie jak odsłaniające się dzięki dotykowi kształty. Zmysły, którymi dysponuje dziewczynka, kompensują ten jeden brak, starają się wypełnić lukę. Niestety, nikt z nas nie jest w stanie w pełni pojąć istotę tego procesu, nie możemy wejść w skórę osoby niesłyszącej/niewidzącej/niepełnosprawnej i tak naprawdę poczuć, jak to jest. Możemy tylko starać się zrozumieć.
„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry

Klimat książki tworzą również minimalistyczne, ale pełne treści ilustracje Ewy Stiasny. Przypominają cienie, sylwetki i kształty wyłaniające się gdzieś z mroku i doskonale dopowiadają treść.

Prosta, wiarygodna narracja pełna zabawnych scenek, charakterystycznych ciepłych postaci sprawia, że książka czyta się sama i świetnie nadaje się do wspólnej lektury nawet z młodszymi dziećmi. Z naszych rodzinnych lektur pamiętam jednak, że jednemu ze słuchaczy trochę przeszkadzał nieco przesłodzony sposób mówienia głównej bohaterki. Nie do końca się z tym zgadzam, ale obowiązek recenzencki wymaga, bym o tym wspomniała. Z dużym uznaniem zaś spotkały się zabawne słowne przekształcenia, przejęzyczenia, językowe łamańce.

Historia Konstancji pokazuje przede wszystkim, że mimo różnego sposobu doświadczania świata wszyscy, niezależnie od naszej sprawności, jesteśmy tacy sami. Marzymy, lubimy dobre jedzenie, chcemy być akceptowani i samodzielni, tęsknimy za bliskimi, przeżywamy śmierć naszych zwierzaków. Jesteśmy po prostu ludźmi. 

Książki szukajcie w bibliotekach.

TYDZIEŃ KONSTANCJI
Tekst: Olga Masiuk
Ilustracje: Ewa Stiasny
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2008
Oprawa: twarda
Liczba stron: 132
Format / forma: kieszonkowa
Sugerowany wiek: 6+
„Pasztety, do boju”, czyli rowerami w dorosłość

26 czerwca

„Pasztety, do boju”, czyli rowerami w dorosłość



Książkę oceniłam już po okładce. Energetycznej okładce, z której aż bije wyzwanie. Jej twórczyni, Małgorzacie Herbie, udało się w jednym obrazie w punkt oddać klimat opowieści. Trzy kanciaste dziewczyny na rowerach w pozycji startowej i ten tytuł „Pasztety, do boju” prowokują, intrygują i ciekawią. Dalej jest jeszcze lepiej. Clémentine Beauvais ze swadą próbuje udowodnić, że nawet z największego upokorzenia można się podnieść. Nie bez strat, nie w łatwy sposób, ale można.


„Pasztety, do boju” Clémentine Beauvais, Dwie Siostry





Historię nieco dziwnej z początku przyjaźni pomiędzy trzema nastolatkami poznajemy z perspektywy jednej z nich. O przygodzie, której nie byłoby, gdyby nie wygrana w facebookowym konkursie na najbrzydszą dziewczynę w szkole, opowiada Mireille, nieformalna przywódczyni grupy pasztetów, trochę cyniczna, zawsze wyszczekana, z natury dominująca i jednocześnie zdystansowana do problemu bądź ten dystans doskonale udająca. Przyznam, że często po prostu irytująca. Przy tym jednak przenikliwa, niezwykle inteligentna i błyskotliwa. Urodzona liderka i nieocenione wsparcie dla koleżanek, które po raz pierwszy muszą zmierzyć się z psychologicznymi skutkami tego specyficznego zwycięstwa.
Towarzyszą jej: szukająca pocieszenia w muzyce ulubionej kapeli Astrid i wycofana, nieśmiała, najmłodsza Hakima. Trzy skrajnie różne osobowości, które początkowo łączy jedno - odrzucenie, naznaczenie etykietką tej, która nie pasuje do właśnie obowiązującego wzorca i co gorsza (zdaniem niektórych) nie próbuje tego zmienić.
Książka dotyka nie tylko tematyki związanej z cielesnością, samoakceptacją własnego ciała. Autorka w naturalny sposób uwzględnia w fabule większość problemów, z którymi pośrednio bądź bezpośrednio stykają się współczesne nastolatki, nie tylko w dalekiej Francji. Znajdziemy tu rasizm (Hakima pochodzi z muzułmańskiej społeczności), wykluczenie, samotne macierzyństwo i trudne relacje w rodzinach patchworkowych lub niepełnych, niepełnosprawność (towarzyszący dziewczynom w wyprawie brat Hakimy), zdradę, stratę przyjaciela, porzucenie, poświęcenie kariery dla rodziny, młodzieńcze zauroczenie, przemoc szkolną, a nawet pierwszą menstruację. Jak inicjacja, to na całego!  Gdzieś w tle pojawia się cień wojny, jej wpływ na psychikę żołnierzy i na zwykłe uczucia między zwykłymi ludźmi. Dużo trudnych spraw, ale dawkowanych w taki sposób, że w żadnym momencie nie miałam poczucia przesytu, przytłoczenia.
Przede wszystkim jednak uwaga skupiona została na otoczeniu, które niezależnie od tego, czy coś akceptuje, czy nie, zawsze ocenia. W dodatku dziś dysponuje narzędziami zwielokrotniającymi siłę rażenia każdej opinii. Te lajki, łapki w górę bądź w dół, komentarze, ta moc mediów społecznościowych (choć pojawia się ku mojemu zdziwieniu również prasa tradycyjna), ten sztucznie wykreowany świat, w którym muszą nauczyć się poruszać współczesne nastolatki. Uderza kontrast pomiędzy życzliwością, z którą spotykają się w trakcie swej podróży w realnym świecie, a ostrymi, nieprzychylnymi reakcjami w wirtualu.
Bałam się naiwności fabuły, banalnego przekazu, że chcieć to móc lub stereotypowego wykorzystania baśniowego archetypu Kopciuszka. Brzydkie kaczątka nie zmieniają się ot tak w piękne łabędzice. Autorka sprawnie unika oczywistości i uproszczeń. Kreuje prawdziwy świat, taki, w którym funkcjonujemy na co dzień. Owszem, bohaterki trafiają na bal, owszem, zostają pięknie ubrane, przy czym czasownik zostają jest tu kluczowy. Rowerowa wyprawa do Paryża na imprezę z okazji święta narodowego Francji z udziałem prezydenckiej pary również nie ma na celu przeobrażenia dziewczyn w zwiewne lilije, nie chodzi tu o schudnięcie, stanie się fit. Każda z dziewczyn ma inne sprawy do załatwienia, inny problem do rozwiązania, a wyrobione łydki to tylko efekt uboczny.



„Pasztety, do boju” to także brawurowa inicjacyjna powieść drogi. Dziewczyny wyruszają w świat, by poznać siebie, zawalczyć o swoją podmiotowość, zbudować poczucie własnej wartości, słowem - by dojrzeć. Warto podkreślić, że nie chcą przy tym nikomu nic udowadniać, naginać siebie do oczekiwań otoczenia. Po prostu pedałują przed siebie, a to ludzie próbują zrozumieć, w jakim celu, szukają drugiego dna, chcą wtłoczyć je w zrozumiałe w popkulturowej rzeczywistości ramy.
Beauvais dobrze pokazuje siłę słowa. Tego, które rani i tego, któremu samodzielnie możemy zmienić nacechowanie emocjonalne. Główna bohaterka próbuje odczarować obraźliwy epitet, którym dziewczyny zostały naznaczone, odebrać mu jego krzywdzący potencjał. Sama zresztą o tym mówi:


Nie rozumiem, czemu z takim uporem eksponujecie to przezwisko! – oburza się mama. – Pasztety! Straszne słowo. – Stanie się piękne, zobaczysz. A w najgorszym razie zyska moc. 
(Rubryka „Zyciowe triki i sztuczki” cioci Mireille: chwytaj obelgi, które ci rzucają, i rób sobie z nich kapelusze.) 

Tę próbę możemy uznać za udaną, choć w innych przypadkach zaklinanie rzeczywistości przez Mireille nie działa tak sprawnie. Cóż wtedy robi nasza bohaterka? Nakłada maskę i zgodnie z oczekiwaniami otoczenia zmienia narrację. I muszę przyznać, że jest w tym mistrzynią.
Ujmuje przewrotność opowieści, do bólu szczerej, zabawnej, pełnej ciętego dowcipu, żywych, naturalnych dialogów i wyrazistych postaci. Te buzujące hormony po prostu się czuje w każdym zdaniu, w każdej reakcji bohaterów, w doskonale oddanym nastoletnim spojrzeniu na świat.
Przede wszystkim jednak - wbrew temu co napisałam w pierwszym akapicie - historia ta po raz kolejny pokazuje, że nie można oceniać człowieka po jego wyglądzie. Tak jak i książki po okładce. Każdemu trzeba dać szansę. Niby truizm, ale wart przypomnienia, szczególnie w tej pozbawionej drętwego moralizatorstwa formie.
Wielki plus za ścieżkę dźwiękową. Świat nastolatków najlepiej przybliża słuchana przez nich muzyka. A jeszcze większy plus za mimowolne skojarzenie z inną rowerową i oczywiście francuską historią. Koniecznie muszę odświeżyć fenomenalne „Trio z Bellville”.


PASZTETY DO BOJU
Tekst: Clémentine Beauvais
Ilustracje (okładka i strona tytułowa): Małgorzata Herba
Tłumaczenie: Bożena Sęk
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2017
Format/forma: klasyczna książka do czytania
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 276
Sugerowany wiek: 13+

Gdy kolor jest tylko ideą - Czarna książka kolorów

24 lipca

Gdy kolor jest tylko ideą - Czarna książka kolorów


Jak wytłumaczyć pojęcie koloru osobie, która nie widzi nic? Coś, co dla większości z nas jest oczywiste, fizycznie namacalne, a nagle staje się pełną abstrakcją, jedynie ideą? Taką próbę podejmują  Menena Cottin (tekst) i Rosana Faria (ilustracje) w „Czarnej książce kolorów”. Na kolejnych kartach tej pozycji czytelnik poznaje sposób postrzegania koloru przez Tomka, niewidome dziecko.
picture book Czarna książka kolorów Menena Cottin, Rosaria Faria, Widnokrąg

Kolor w jego świecie to smak, dotyk, zapach, dźwięk, czyli szeroko rozumiana kinestetyka. Żółty smakuje jak musztarda i jest mięciutki jak piórka kurczątek". Czerwony może być zarówno kwaśny, jak i słodki, czerwień boli. Brązowy szeleści, pachnie czekoladą i odchodami, itd. Każdy kolor definiowany jest poprzez doświadczenie bliskie dziecku, czytelne dla każdego. Przy czym nie są to jedynie doznania przyjemne. Ich cechą wspólną jest raczej wyrazistość i zapamiętywalność.

Książka operuje kontrastem pomiędzy czernią a srebrem (szarością), płaskim a wypukłym. Świat Tomka jest czarny i nawet na kartach książki możliwy do poznania przez dotyk (alfabet Braile’a, ilustracje), świat narratora, pełniącego funkcję tłumacza opowiadającego nam o sensualnym świecie Tomka, to płaska szarość liter. Tomek określiłby to jako byle jakie, jak woda bez słońca, która „nie ma ani koloru, ani smaku, ani zapachu”. Ciemność świata ludzi niewidomych została symbolicznie oddana również przez kolor papieru, okładki – wszechobecną czerń. Cała książka to zaproszenie do zanurzenia się w tym świecie, jednak zgodnie z jego potocznym wyobrażaniem przez ludzi widzących. Ludzie niewidomi przecież nie widzą koloru, czerń też jest tylko wyobrażeniem. Podobno… 

W „Czarnej książce kolorów tekst nie istnieje bez ilustracji (w tym właściwości edytorskich książki), a ilustracje bez tekstu. Na najprostszym poziomie pozycja ta może być nawet traktowana jako zwykła zabawka, książka dotykowa wykorzystująca fakturę papieru, która rośnie, nabiera znaczeń i nowych perspektyw interpretacyjnych wraz z czytelnikiem.

Trudno więc określić wiek potencjalnego odbiorcy, śmiało można zaliczyć ją do kategorii crossover fiction. Tak też klasyfikuje „Czarną książkę kolorów samo wydawnictwo i rekomenduje ją czytelnikom od 5. do 99. roku życia.

Książka otrzymała New Horizons Award 2007 na Targach Książki Dziecięcej w Bolonii.

Niestety, nakład jest wyczerpany. Wielka szkoda, ale jeśli traficie na tę pozycję w bibliotece, antykwariacie, na półce u znajomego - kupujcie, pożyczajcie. Warto!

CZARNA KSIĄŻKA KOLORÓW

Tekst: Menena Cottin
Ilustracje: Rosana Faria
Tłumaczenie: Marta Jordan
Wydawnictwo: Widnokrąg
Data wydania polskiego: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 22
Format/forma: mini wysokość, maksi szerokość
Rekomendowany wiek: 5+, dla każdego




Copyright © 2017 Mamobab czyta