Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
„Jabłonka Eli”, czyli siła prostoty

17 sierpnia

„Jabłonka Eli”, czyli siła prostoty

„Jabłonka Eli” Catarina Kruusval, Zakamarki, książka obrazkowa dla małych dzieci o cyklach przyrody

„Jabłonka Eli” Catariny Kruusval to obyczajowa, bardzo realistyczna historia pewnego roku w życiu dwójki dzieci, tytułowej Eli i Olka. Roku szczególnego, gdyż pewnego dnia wichura niszczy ich ukochaną jabłonkę, drzewo, które rosło w przydomowym ogrodzie od zawsze. Drzewo, które się zmieniało wraz z cyklem przyrody. Stanowiło doskonałą kryjówkę, bazę dziecięcych przygód. Dostarczało najlepszych jabłek na świecie. Dawało cień.

„Jabłonka Eli” Catarina Kruusval, Zakamarki, książka obrazkowa dla małych dzieci o cyklach przyrody

Piękny, choć bardzo prosty język, mądra, choć równie nieskomplikowana fabuła sprawiają, że to świetna propozycja dla najmłodszych czytelników. Wiele uczy, choć dydaktyzmu w niej nie uświadczymy ani odrobiny. Pokazuje realny świat, codzienność, zwykłość w atrakcyjny sposób. Uzmysławia nam, jakie wielkie znaczenie mają pozornie tak prozaiczne rzeczy jak zwykła i niezwykła jednocześnie jabłoń. Daje pożywkę wyobraźni, jest strefą wolności, współtworzy bezpieczną, znaną przestrzeń, łączy mieszkańców domu z naturą. Jej zmienność można obserwować jak najlepszy serial. Jedno drzewo, a tyle funkcji. Stały punkt, który łączy wszystkich.
 
„Jabłonka Eli” Catarina Kruusval, Zakamarki, książka obrazkowa dla małych dzieci o cyklach przyrody


Równie realistyczne są ilustracje. Pełne szczegółów, detali przedstawiają zwykłe życie, codzienne scenki. Zabawę i pracę w ogrodzie, czułość i miłość, zbiory. Wiosnę, lato, jesień i zimę. Podoba mi się szersza perspektywa, którą daje przedstawione na wyklejkach urocze miasteczko. To plansze, które mali czytelnicy mogą badać godzinami.

„Jabłonka Eli” Catarina Kruusval, Zakamarki, książka obrazkowa dla małych dzieci o cyklach przyrody
Autorce udało się w ciekawy sposób uchwycić dziecięcą wrażliwość i sposób odkrywania świata, empiryczny, przez zmysły i działanie. Świetnie widać to podczas próbowania jabłek. Latem zielone kwasidła, jesienią pełne smaku owoce, zimą przypomnienie ciepłych dni.
Równie czule i przystępnie opisano tu stratę i przemijanie. Zima przynosi śmierć drzewa, kolejna wiosna - nowe życie i nadzieję. Smutek z powodu utraty, żal, wspomnienia i wreszcie radość z zapoczątkowania czegoś nowego, czyli wszystkie klasyczne etapy.

„Jabłonka Eli” Catarina Kruusval, Zakamarki, książka obrazkowa dla małych dzieci o cyklach przyrody

„Jabłonka Eli” to klasyczna opowieść, która porwie już odkrywające świat 2-,3-letnie dzieci. Choć nie brakuje w pewnym momencie dość trudnych emocji, pokazane zostały one w sposób odpowiedni dla wrażliwych maluchów. Przystępnie, mądrze i czule. W prostocie siła!


JABŁONKA ELI
Tekst: Catarina Kruusval
Ilustracje: Catarina Kruusval
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska
Wydawnictwo: Zakamarki
Data wydania: 2009
Oprawa: twarda
Liczba stron:
Format/forma: klasyczny picturebook
Sugerowany wiek: 2+
„Basik Grysik i wrony”, czyli ufajcie księgarkom, wiedzą, co mówią

26 lutego

„Basik Grysik i wrony”, czyli ufajcie księgarkom, wiedzą, co mówią

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci


Justyna Bednarek w wersji refleksyjnej, której tekst wzrusza. Ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej, które wywołują we mnie jakąś pierwotną tęsknotę za sama nie wiem czym. Może rajem? Może za dzieciństwem? Może za poczuciem bezpieczeństwa? Poznajcie urzekającą i zaskakującą książkę „Basik Grysik i wrony”.

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

Powiem szczerze, że okładka zupełnie nie oddaje treści i charakteru tej pozycji. Wręcz przeciwnie. Myli, sprowadza na manowce. Dlatego nie uwierzyłam księgarce, która zapewniała, że się nie zawiedziemy. I za pierwszym razem zdecydowanie odłożyłam książkę na półkę, niesłusznie klasyfikując ją jako klasyczną historyjkę dla przedszkolaków. Ale nitka została już zawiązana i pewnego dnia przekartkowałam ją dokładniej, i zdziwiłam się, i zadumałam, a książka wylądowała natychmiast w naszej biblioteczce. 

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

Basik Grysik i wrony to bowiem opowieść nietuzinkowa, choć autorki i w tekście, i w obrazie eksplorują najbardziej chyba wyeksploatowany literacko motyw. Po prostu życie. Robią to jednak w sposób magiczny i pełen czułości.  Po swojemu.
Oto pewnego zimowego dnia na świat przychodzi Basik Grysik Kapelusik. Wypada główką w dół, a po przecięciu pępowiny staje się odrębnym bytem. Właśnie Basikiem Grysikiem Kapelusikiem. Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda, że z innymi ludźmi, ze światem, z losem łączą i Basika, i każdego z nas Linki Osobiste Sprężynki. Widzą je jedynie wrony. 
Na następnych stronach podpatrujemy kolejne etapy życia dziecka. Pierwszy spacer, pierwszy domowy wypadek, zgubienie ukochanej kaczuszki w przedszkolu, przyjaźń z wronami, spotkanie z Tym Ktosiem, który potknął się o linkę dorastającej dziewczyny i został już na zawsze, by opiekować się chorą wroną i nie tylko, aż po przybycie na świat Małego Prosięcia z Muchą w Nosie. Wszystkie te ważne chwile, drobiazgi, które splatają los Basika z innymi, te niby przypadkowe zdarzenia, które determinują jej przyszłość. I choć pojawia się gdzieś w tle pytanie, czy kieruje nami przypadek, czy przeznaczenie, to tekst nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Nigdy bowiem nie wiemy, czy przypadek na pewno jest przypadkiem, do kogo trafi zgubiona ukochana zabawka, z kim połączy nas miłość do naleśników, o czyją linkę sprężynkę zahaczymy gdzieś w przelocie.
Justyna Bednarek snuje przy tym swoją opowieść powoli, niespiesznie, osadza akcję gdzieś w tym świecie, w którym rzeczywistość przenika się z magią. Tu czytelnik może zatracić się w tym, co jest prawdą, co metaforą, co prozą życia, a co baśnią. Autorka wydobywa z codzienności ten metafizyczny, baśniowy pierwiastek, o którym w codzienności zapominamy.  

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

Tekst owszem polubiłam i to bardzo, ale to ilustracje pokochałam. Elżbieta Wasiuczyńska stworzyła przepiękne, malarskie impresje, które przypominają mi malowane pocztówki z dawnych lat. To właśnie one nadają opowieści ten wyjątkowy refleksyjny klimat. Zróżnicowane kadrowanie, zbliżenia i oddalenia, szczegóły i ogólny plan, dosłowność i metafora - z właśnie takich elementów artystka utkała opowieść. Najbardziej jednak zapadają w pamięć pejzaże, zapisy ulotnych chwil. 

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

„Basik Grysik i wrony” zachwyca magią i spokojnym, trochę nie z tego świata czarem. Jednocześnie to historia bliska, domowa, zwyczajna. Dzięki tej wielowymiarowości trafi i do przedszkolaka, który znajdzie tu ciekawą przygodę, i do dojrzalszego czytelnika, którego wzruszy, zatrzyma na chwilę, zmusi do zadumy. Jak poezja, bo choć historia spisana została prozą, to liryzm aż w niej buzuje. Zawołajcie dzieci, zróbcie hektolitry gorącej herbaty, nasmażcie naleśników, otulcie się miękkim kocem, zapalcie świece i zanurzcie się w tej opowieści. Warto. I nie zwracajcie uwagi na nieszczęsną, mylącą okładkę. A przede wszystkim ufajcie rekomendacjom księgarek. Wiedzą, o czym mówią. 


BASIK GRYSIK I WRONY
Tekst: Justyna Bednarek
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format / forma: klasyczna książka
Sugerowany wiek: 4+, dla każdego

„Tuli tuli, cmok cmok”, czyli pierwsza lekcja mówienia NIE

25 lutego

„Tuli tuli, cmok cmok”, czyli pierwsza lekcja mówienia NIE

„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE

Nikt z nas nie lubi, gdy naruszana jest nasza przestrzeń osobista. Nikt. Każdy jednak indywidualnie definiuje jej granice. Samodzielnie. Także dziecko powinno mieć do tego prawo. Nic mnie tak nie denerwuje jak oddech człowieka, który niemal leży na moich plecach w kolejce, jak ktoś obcy lub nielubiany rzucający się nagle na moją szyję, czy współpodróżnik anektujący coraz bardziej miejsce, na którym siedzę. Koszmar. Niezręczność, Dyskomfort. „Tuli tuli, cmok cmok” - prosty, uroczy, zabawny i mądry picturebook - także opowiada o tym problemie.  

„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE

Anita Lehmann i Kasia Fryza przyglądają się światu z perspektywy 5-letniej dziewczynki, Emmy, która owszem uwielbia się przytulać, kocha całusy i gilgotki, bliskość, ale tylko w najbardziej rodzinnym, prywatnym, intymnym gronie. Pamiętacie własne doświadczenia? Wielu z nas w dzieciństwie wzdrygało się, gdy musieliśmy pocałować widzianą po raz pierwszy w życiu ciocię, wielu nie miało ochoty czule witać się z jakimś obcym, wąsatym wujkiem. Mnie paraliżowało poczucie bezsilności, że przecież trzeba, bo każą, bo tak wypada, bo babci, dziadkowi, rodzinie będzie przykro.

„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE

W tym przypadku rodzice wcale (na szczęście) nie przymuszają dziecka do powodujących dyskomfort powitań. To witani zakładają, że są one normą. Nie widzą w nich nic złego. A dziewczynka czuje się źle, niezręcznie. Babci skrzypią łokcie, ciocia pachnie piwnicą, a wujek przypomina morsa. Pewnego dnia jednak w domu pojawia się wielki psiak, Tytan, który również lubi się wylewnie witać i nie przyjmuje odmowy. Jak babcia, ciocia i wujek. Czy czworonożny przyjaciel pomoże rozwiązać problem? Przekonajcie się sami. 

„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE

Ten prosty pod względem narracyjnym, pełen humoru picturebook pomoże uświadomić dziecku, że ma prawo stawiać granice dotyczące swojego ciała, bliskości, nawet jeśli dotyczy to tylko niewinnych relacji w rodzinie. To ono wyznacza, co jest dopuszczalne, a co nie, co akceptowalne, a co powoduje niechciane uczucia. I powinno móc to robić tak po prostu, asertywnie, bez sztuczek, podstępów. To babcia, ciocia, wujek mają zrozumieć każde NIE postawione w tego typu sytuacjach, szanować przestrzeń osobistą wyznaczoną przez dziecko. 

„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE


„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE

Mądrą historię świetnie uzupełniają przezabawne ilustracje Kasi Fryzy. Lekko kanciaste, kubistyczne, trochę umowne mają zaczepny i energetyczny charakter. Warto zwrócić uwagę na to, jak kadrowanie, podział treści na poszczególne rozkładówki buduje dramaturgię wydarzeń. Dzieciom spodoba się również komiksowy klimat. 
Przyznaję dodatkowego dużego plusa za bardzo staranne wydanie i świetny, gruby, mięsisty papier, który matowym, trochę retro kolorom nadaje dodatkowego sznytu. Klasa.  

„Tuli tuli, cmok cmok”, Anita Lehmann, Kasia Fryza, Wydawnictwo Kropka, czyli mądry i zabawny picturebook dla najmłodszych o mówieniu NIE


Główna bohaterka to pięciolatka, ale formuła książki obrazkowej o prostej, jednowątkowej narracji sprawia, że nawet młodsze dzieci nie będą miały problemu z jej zrozumieniem. Najlepsza forma lektury? Zachęćcie zbyt wylewną ciocię, narzucającego się wujka, kochaną, ale zajmującą całą przestrzeń, babcię do wspólnego przeczytania historii. Może i dojrzali odbiorcy coś sobie uświadomią i następnym razem zamiast buziaka zaproponują na przykład żółwika. Istnieje przecież tyle alternatywnych sposobów powitania, neutralnych i komfortowych dla wszystkich stron. I również pełnych uczuć, troski i miłości. 

„Tuli tuli cmok cmok” otrzymało nagrodę główną XIX edycji konkursu Świat Przyjazny Dziecku w kategorii książki dla dzieci w wieku 0-7 lat. Słusznie. Świat przyjazny dziecku to świat, w którym czuje się ono komfortowo, w którym wszyscy szanują jego granice, jego przestrzeń osobistą.

TULI TULI, CMOK CMOK
Tekst: Anita Lehmann
Ilustracje: Kasia Fryza
Tłumaczenie: Paulina Błaszczykiewicz
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format /forma: klasyczna książka
Sugerowany wiek: 3+ (moim zdaniem nawet 2+)
 „Kocyk”, czyli opowieść, która otula

13 listopada

„Kocyk”, czyli opowieść, która otula

„Kocyk” Miguel Gouveia, Raquel Catalina, Wydawnictwo Kropka,  tradycyjna opowieść we współczesnej wersji dla dzieci

W sumie mogłabym tym razem napisać jedno zdanie. „Kocyk” to piękna, poruszająca i mądra historia. Klasyczna, ciepła wykorzystuje stary motyw pochodzący z ustnej tradycji żydowskiej. Autor, Miguel Gouveia, uwspółcześnia go, osadza w nowym kontekście, wydobywa dodatkowe znaczenia. Cała opowieść wzrusza, odwołuje się do świata emocji, relacji i podstawowych wartości. Przepełnia ją czułość.

„Kocyk” Miguel Gouveia, Raquel Catalina, Wydawnictwo Kropka,  tradycyjna opowieść we współczesnej wersji dla dzieci


Oto rodzi się chłopiec. Dziadek ofiarowuje mu własnoręcznie wykonany kocyk. Ten zwykły skrawek materiału staje się w życiu dziecka czymś szczególnym, bliskim, dającym poczucie bezpieczeństwa. Ale każda rzecz się zużywa, niszczeje. Wtedy pojawia się mama i jak Schulzowska Adela wkracza w mistyczny, magiczny świat ze zwykłą codziennością. Zniszczone się przecież wyrzuca. Dziadek jednak jak demiurg nawet ze skrawka podartego materiału potrafi stworzyć nową rzecz. I tak wielokrotnie, gdy zdaje się, że to już koniec, że nic nie da się zrobić, powstają kolejne przedmioty. Owszem, coraz mniejsze, ale coraz bardziej znaczące, kumulujące w sobie doświadczenia, emocje, uczucia.

„Kocyk” Miguel Gouveia, Raquel Catalina, Wydawnictwo Kropka,  tradycyjna opowieść we współczesnej wersji dla dzieci

W świecie dziadka i chłopca rzecz nie jest bowiem tylko rzeczą, ale niesie ze sobą historię, opowieść. To symbol, psychologiczna kotwica. Rozejrzyjcie się wokół siebie, zajrzyjcie do szuflad i szaf, spójrzcie na półki. Na pewno znajdziecie wiele przedmiotów, które choć trochę zepsute, trochę niepasujące, trochę zużyte, nadal z wami są, nie umiecie się z nimi rozstać. Może mają one magiczną moc, a może po prostu przywołują wspomnienia, łączą was z czymś ważnym. 

„Kocyk” Miguel Gouveia, Raquel Catalina, Wydawnictwo Kropka,  tradycyjna opowieść we współczesnej wersji dla dzieci


Opowieść snuje się powoli, jak pieśń, kwestie mamy i dziadka wyznaczają rytm, pojawiają się regularnie jak refren, porządkują treść i nadają całości poetycki wydźwięk. Ta powtarzalność podkreśla ciągłość ludzkiego losu, sztafetę pokoleń, to porozumienie pomiędzy najstarszym i najmłodszym, tym, który odchodzi i tym, który przejmuje pałeczkę.
   
Klasyczne w formie ilustracje, w tym przygaszone barwy, miękkie linie, które stosuje Raquel Catalina, dobrze oddają ciepły, otulający i kojący klimat opowieści, nadają jej nostalgiczny wymiar. Na obrazach tak jak w tekście panuje spokój, ale nie nuda. Wzrok przyciąga już wyklejka nawiązująca do treści książki, na której ciemnym tle widać krawieckie wykroje, elegancji wydaniu dodaje płócienny grzbiet.  


„Kocyk” Miguel Gouveia, Raquel Catalina, Wydawnictwo Kropka,  tradycyjna opowieść we współczesnej wersji dla dzieci


Siła tej opowieści tkwi w jej wielowymiarowości. Można ją bowiem czytać na wielu poziomach. Każde z tych odczytań ma sens, każde jest wartościowe, nawet to najbardziej dosłowne, literalne niesie proekologiczne przesłanie, pokazuje, że przez jednorazowość rzeczy w naszym współczesnym świecie tracimy tak wiele. Z mojego punktu widzenia to historia relacji i więzi oraz przypowieść o rzeczach, które coś znaczą, niosą treść i emocje, stanowią łącznik pomiędzy pokoleniami. Składają się na opowieść o nas, o tym, kim jesteśmy i skąd się wywodzimy. A jakie emocje wywoła opowieść o Józefie, dziadku i kocyku w dzieciach? Jakie obrazy przywoła w innych dorosłych? Pewna jestem jednego - nikt nie pozostanie obojętny. (4+)  


NA MARGINESIE! To już druga wariacja na temat tej magicznej przypowieści skierowana do dzieci, którą poznałam. Pierwsza z nich „Płaszcz Józefa” (Simms Taback) wydana przez Format także jest wyjątkowa, wielokrotnie do niej wracaliśmy, gdy tylko udało się ją zdobyć w bibliotece. Niestety, nie mamy własnego egzemplarza.


KOCYK
Tekst: Miguel Gouveia
Ilustracje: Raquel Catalina
Tłumaczenie: Monika Świda
Wydawnictwo: KROPKA
Data wydania: 2020
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Format / forma: klasyczna książka
Sugerowany wiek: 4+
„5 sekund do Io”, „5 sekund do Io. Rebeliantka”, czyli czy można przeżyć własną śmierć?

27 lipca

„5 sekund do Io”, „5 sekund do Io. Rebeliantka”, czyli czy można przeżyć własną śmierć?

Typowe młodzieżówki rzadko goszczą na blogu. Zbyt rzadko, ale jako że dzieci rosną, przewiduję, że stan ten ulegnie w najbliższej przyszłości zmianie. Dziś godny reprezentant gatunku young adult, krwisty, soczysty i naprawdę bardzo strawny. „5 sekund do Io” i kontynuacja „5 sekund do Io. Rebeliantka” to bowiem lektura, w której starszy nastolatek znajdzie to, co najprawdopodobniej lubi: wręcz ekstremalne emocje, dylematy moralne, pytania o ważne sprawy, uczucia gdzieś w tle i świat wirtualny. 
  
„5 sekund do Io”, „5 sekund do Io. Rebeliantka” Małgorzata Warda, Media Rodzina, powieść dla młodzieży

W obu tomach Małgorzata Warda zgrabnie łączy dwie konwencje: powieść obyczajowo-sensacyjną z wyrazistym wątkiem kryminalnym i typową dystopię, którą odnajdziemy w świecie dwóch gier, w tytułowej Bitwie o Io i w Tytanie. Te przenikające się rzeczywistości są dalekie od doskonałości, w obu dzieją się rzeczy straszne, przytłaczające, za duże w wielu wymiarach dla zwykłej siedemnastolatki. Punkt wyjścia akcji to bowiem szkolna strzelanina, która determinuje wydarzenia w obu światach. Jatka, którą przeżyła główna bohaterka, to pierwszy łącznik z środowiskiem skupionym wokół najnowocześniejszej konsoli na rynku - Work a Dream.


W trakcie lektury momentami zastanawiałam się, czy autorka trochę nie przesadziła z ilością nieszczęść, tragicznych zdarzeń, których doświadcza główna bohaterka Mika. Strzelanina w szkole, podczas której giną koledzy i nauczyciele dziewczyny, śmierć ojca, porzucenie przez matkę, rozdzielenie z siostrą, ciągłe funkcjonowanie w przygnębiającym cyklu od kolejnej rodziny zastępczej do pogotowia opiekuńczego. Nastoletni Hiob XXI wieku. Odrzucenie i poczucie straty budują jednak postać, uwiarygodniają niektóre jej decyzje, tłumaczą, dlaczego Mika tak a nie inaczej patrzy na świat. 


Autorka nie oszczędza również czytelnika. To mocny, miejscami brutalny cykl. Dodatkowo nie tylko świat wykreowany w grze pełen jest przemocy, negatywnych emocji, śmierci. W wirtualnej przestrzeni, która miała być dla wielu azylem i ucieczką od prawdziwych, codziennych problemów, Mika jest świadkiem upadku wartości, to rzeczywistość bez reguł, w której ludzie mogą - niestety - zrealizować swoje najbardziej mroczne marzenia. To uwiera i dręczy nie tylko bohaterkę, ale i innych graczy.

Oczywiście, że książka ostrzega przed niebezpieczeństwem wirtualnego świata bez zasad, punktuje słabości zbyt realistycznej kreacji i braku scenariusza, uczula na problemy wynikające z uzależnienia się od gry, wniknięcia w nią zbyt głęboko, sugeruje nie zawsze uczciwe intencje jej twórców (szczególnie w drugim tomie). Autorka przy tym nie serwuje czytelnikowi jednak łatwych odpowiedzi, nie poucza, nie grozi palcem, nie znajdziemy tu ani krztyny moralizatorstwa. Po prostu widzimy i fakty, i dylematy, przed którymi stoi nie tylko Mika, ale i inni bohaterowie, analizujemy potencjalne pułapki wynikające z niekontrolowanego rozwoju technologii, możliwości, do których być może my ludzie jeszcze nie dorośliśmy. To wystarczy. 

Z drugiej strony gdy zapomnimy, że mamy do czynienia z grą, ze światem wirtualnym, otrzymujemy po prostu opowieść o człowieku, jego wyborach i ich etycznej podbudowie, o tym, kim tak naprawdę jesteśmy, co w nas samych jest prawdą, a co kreacją, i próbę odpowiedzi na pytanie, jak poznać prawdziwe oblicze innych.  Klasyczne tematy, które literatura porusza chyba od samych swych początków. 

Wiarygodny świat gry, w której czujesz wszystko naprawdę (a nawet jeszcze bardziej), wciągająca, dynamiczna akcja, doskonale zbudowane wyraziste postaci to tylko wybrane elementy dobrej konstrukcji obu tomów cyklu. Za każdym razem główne wątki zostają zamknięte, ale jednocześnie w fabule delikatnie podkreślono pewne elementy mogące sugerować, co się wydarzy w potencjalnych kolejnych tomach. Czekam z niecierpliwością na trzeci, by zweryfikować swoje podejrzenia. 

Jedyny słabszy punkt to kreacja świata realnego, której momentami brakowało wiarygodności, nie do końca przekonała mnie akcja policyjna z udziałem nieletniej, niektóre zachowania policjanta nadzorującego śledztwo również wydawały mi się absurdalne.  Podobnie trudno mi uwierzyć w realizm zdarzeń w gdyńskiej szkole. Rozumiem też, że postać Miki ewoluuje, dojrzewa, ale momentami jej rozważania w drugim tomie stają się zbyt wyrachowane, zimne, nie pasują do postaci prawie osiemnastolatki. I to nawet osiemnastolatki po takich przejściach, jakie Mice zafundowało życie w dwóch wymiarach.  

Dzięki pominięciu technicznych aspektów gry, braku wytłumaczenia jak od podszewki funkcjonuje świat Io, autorka uniknęła pułapki, która powoduje, że książka może zbyt szybko się zestarzeć. Pamiętam swoją konsternację podczas lektury „Labiryntu odbić” Siergieja Łukjanienki. Z jednej strony zaawansowana wirtualna rzeczywistość, z drugiej - dyski o pojemności 100Mb, karty graficzne 2Mb i wdzwaniany Internet. Zbyt duży kontrast,  który sprawił, że trudno mi było w pełni skupić się na skądinąd wciągającej fabule. Tutaj ten problem nie wystąpi.

Mam to szczęście, że pierwszy tom kupiłam wieki temu w starej, świetnej okładce autorstwa Uli Pągowskiej. Nieoczywistej, intrygującej. Dziś na rynku dostępne jest nowe wydanie i niestety oklepana grafika nie zachęca do lektury. Taka sztampowa, katalogowa od razu wrzuca powieść do kategorii romans dla dziewczynek, które chcą być takie dorosłe. Szkoda, było bowiem bardzo dobrze. Z drugiej strony rozumiem marketingowy myk. 

„5 sekund do Io” i „5 sekund do Io. Rebeliantka” to cykl, który naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Obawiałam się wtórności, na szczęście autorka owszem korzysta z klasycznych schematów fabularnych, które obecne są w literaturze tego segmentu, ale rozwija je twórczo, w właściwy sobie sposób. Obawiałam się naiwności. I owszem, naiwność się pojawia, ale wynika ona z przyjętej perspektywy, to nastoletnia Mika jest narratorką, oprowadza nas po swoich światach, to jej wiedza, doświadczenie, emocje wyznaczają granice. A jako że bohaterka ma 17 lat, naiwność jest w pełni usprawiedliwiona, co więcej, bez niej książka straciłaby wiele na wiarygodności. Gdyby jeszcze wątki z życia Miki w prawdziwym świecie poprowadzone zostały bardziej realistycznie, byłoby doskonale. Tak jest po prostu dobrze.  

Nie dziwi, że „5 sekund do Io” została wielokrotnie doceniona przez krytykę. W 2015 roku polska sekcja IBBY nagrodziła ją tytułem Książki Roku w kategorii literackiej, w 2016 roku pozycja została wpisana na prestiżową międzynarodową listę Białych kruków (White Ravens) przez Internationale Jugendbibliothek, International Youth Library w Monachium.

Podsuńcie starszym nastolatkom, tym prawie dorosłym. Warto. (14+)

5 SEKUND DO IO
Tekst: Małgorzata Warda
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2015
Liczba stron: 344
Oprawa: miękka
Format/forma: klasyczna książka
Sugerowany wiek: 14+

5 SEKUND DO IO. REBELIANTKA
Tekst: Małgorzata Warda
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2017
Liczba stron: 312
Oprawa: e-book
Format/forma: e-book
Sugerowany wiek: 14+



Oscar Brenifier filozofuje z dziećmi, czyli sztuka stawiania pytań

09 lipca

Oscar Brenifier filozofuje z dziećmi, czyli sztuka stawiania pytań


Dzieci zadają pytania. Czasami konkretne, na które łatwo znaleźć odpowiedź w Google. Dwa plus dwa zawsze daje cztery, stolicą Polski jest wciąż Warszawa, a Ziemia krąży wokół Słońca. Pytanie - odpowiedź. Koniec kropka. Łatwizna. Dzieci jednak zadają także inne pytania, na które nawet my dorośli nie znamy jednoznacznej odpowiedzi. Nie zawsze pytania te postawione zostają wprost, nie są wyartykułowane głośno i wyraźnie. Tkwią gdzieś w głowie, dręczą, męczą. Warto wtedy zadać je za dziecko, a raczej wraz z dzieckiem. Wspólnie zastanowić się, czym jest życie, jak odróżnić dobro od zła, jak radzić sobie z niektórymi uczuciami, wreszcie jak zdefiniować piękno. To trudne zadanie, kłopotliwe, niezręczne. Z reguły głupio się czujemy, poruszając zdawałoby się zbyt wzniosłe treści ot tak od niechcenia. Czasami jednak trzeba, a pomóc w tym między innymi mogą książki autorstwa Oscara Brenifiera: wydana przez Zakamarki seria „Dzieci filozofują” i dwutomowa seria „Filozofia dla dzieci” z wydawnictwa Czarna Owca.


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Zakamarki, Czarna Owca, filozofia dla dzieci


W skład pierwszej serii wchodzi pięć tomów: „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?” oraz (nie ujęłam tej części w recenzji) „Ja. Co to takiego?”. Wszystkie składają się z pytań, takich, jakie może zadać odkrywające świat i rządzące nim reguły dziecko - mały człowiek próbujący zmierzyć się z fundamentalnymi sprawami, które w tym przypadku okazują się tak życiowe. Brenifier sięga do korzeni filozofii opartej na prostocie poruszanych zagadnień. Prostota nie oznacza przy tym, że odpowiedzi są łatwe i jednoznaczne. Wręcz przeciwnie.


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Każdy tom to zaledwie sześć pytań. Tylko, ale każde z nich otwiera pole do dyskusji, do wielowymiarowej analizy. Czy można kraść jedzenie? Czy zawsze musimy być mili dla innych? Dlaczego umieramy? Skąd wiemy, że rodzice nas kochają? Dlaczego kłócimy się z tymi, których kochamy? Czy każdy z nas jest artystą? Czy artysta jest wolny, kiedy tworzy? To tylko przykłady pojawiających się w serii zagadnień. Każdy z nich stanowi doskonały punkt wyjścia do rozmowy o wartościach, życiu, postawach, ideach, uczuciach, a nawet zwykłych, codziennych wyborach.


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci

Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Brenifier uczy dzieci wątpić, prowokuje, pokazuje, w jaki sposób argumentować i jak te argumenty obalać, podkreśla znaczenie kontekstu. Nawet pytania pozornie zamknięte, na które naturalnie chcielibyśmy odpowiedzieć TAK lub NIE, okazują się nieoczywiste. We wszystkich książkach bowiem kwestionowane są najbardziej ewidentne odpowiedzi. Tu się drąży, tu się naświetla problem z wielu stron. Słowem filozofuje. Nie zawsze zgadzaliśmy się z sugestiami autora, czasami budziły one nasz stanowczy sprzeciw, ale o to właśnie chodziło twórcy książki - o postawienie nas w niezręcznej sytuacji, o zmuszenie nas do spojrzenia na omawiane zagadnienie z najbardziej nieoczekiwanej strony, o wybicie nas z utartych ścieżek poznawczych. Nic lepiej nie pobudza krytycznego myślenia, nic bardziej nie kształci empatii, zrozumienia niż wejście choć na chwilę w cudze buty. Nawet jeśli uwierają. 


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci

Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Prosty język i osadzenie problematyki w świecie bliskim dziecięcemu doświadczeniu sprawiają, że filozofia przestaje być postrzegana jako akademicka, skomplikowana dziedzina. To nie odrealnione, uwznioślone dywagacje na tematy odległe, zupełnie abstrakcyjne z punktu widzenia dziecka, to konkretna wiedza, kompas, drogowskaz i najlepszy trening myślenia. 


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci

Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Lubię formę wydania serii - przyjazną, przejrzystą, przyciągającą wzrok. Każdy tomik przypomina notatnik z trochę wzmocnioną okładką, tekst podzielono na sekcje wyróżnione kolorowymi wycięciami i zakładkami. Choć każdy tom zilustrował inny artysta (Clément Devaux, Rémi Courgeon, Jérõme Ruillier i nasz faworyt - Serge Bloch), wszystkie grafiki utrzymane są w jednakowej, lekko humorystycznej konwencji pozwalającej na złapanie odpowiedniego dystansu do niekiedy przytłaczających treści. Nas szczególnie urzekł Serge Bloch. Nie sposób nie uśmiechnąć się, widząc okładkę tomu poświęconego uczuciom.


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci

Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Wydawca rekomenduje serię małym filozofom powyżej siódmego roku życia. Potwierdzam. Wszystkie części czytaliśmy, a może raczej omawialiśmy, analizowaliśmy wielokrotnie właśnie wtedy, gdy dzieci uczęszczały do pierwszych klas podstawówki. Sięgaliśmy po nie, by rozmawiać, by zrozumieć i w sytuacjach awaryjnych, gdy pojawiał się (nawet niewypowiedziany) problem do obgadania. Sprawdziły się, najlepiej podczas lektury jeden na jeden, czyli w relacji dziecko - dorosły. Trochę intymnej, prywatnej, sprzyjającej skupieniu. To nie jest pozycja do czytania w biegu, mimochodem, wymaga czasu, nastroju i niekiedy przygotowania ze strony starszego przewodnika.


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci


Oscar Brenifier „Życie. Co to takiego?”, „Uczucia. Co to takiego?”, „Dobro i zło. Co to takiego?”, „Piękno i sztuka. Co to takiego?”, Zakamarki, filozofia dla dzieci



Druga seria poświęcona filozofii dla dzieci również autorstwa Oscara Brenifiera opowiada o perypetiach małej dziewczynki Niny, która mierzy się z tak skomplikowanymi tematami jak prawda i szczęście („Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”). W pierwszej części punktem wyjścia jest sytuacja znana każdemu chyba dziecku - Nina niechcący stłukła wazon, czyli klasyczna historia pod tytułem wazon został stłuczony, a nawet stłukł się sam. Dalsza część opowieści to rozważania, czy powiedzieć prawdę, czy nie, co łączy kłamstwo z zaufaniem, czy mówienie nieprawdy zawsze jest złe. W kolejnym tomie Nina konfrontuje się ze światem własnych uczuć i z relacjami z innymi ludźmi. Zastanawia się nad tym, czy jest szczęśliwa, co to właściwie oznacza, czy życie ma sens i co tak naprawdę sprawia, że czujemy się szczęśliwi.



Oscar Brenifier „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Czarna Owca, filozofia dla dzieci


Oscar Brenifier „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Czarna Owca, filozofia dla dzieci


Treść podana jest w raczej przystępny sposób, choć lektura wymaga skupienia. Główny trzon opowieści stanowią komiksowe scenki sytuacyjne, przyjazne w odbiorze dialogi. Dodatkowy kontekst tworzą przytaczane historyjki, przypowieści, bajki ilustrujące omawiane problemy, jak choćby platońska jaskinia czy toposy zaczerpnięte z mitologii. 
Oscar Brenifier „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Czarna Owca, filozofia dla dzieci


Niestety, w przypadku książek o Ninie czytelnik nie jest już aktywnym uczestnikiem dyskursu, a raczej obserwatorem historii, biernym odbiorcą. To główna bohaterka pyta, analizuje, zastanawia się, kwestionuje odpowiedzi dorosłych, drąży temat. Niestety, nie do końca pasowała nam ta konwencja, stwarzała dystans, czuliśmy się jak sędziowie oceniający czyjeś zachowania. Po drugie dzieci często po prostu nie nadążały za tokiem myślowym Niny, gubiły się. Zabrakło miejsca na odpoczynek, na refleksję, na dopasowanie problematyki do własnych potrzeb i własnej dojrzałości. 


Oscar Brenifier „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Czarna Owca, filozofia dla dzieci


Dużym atutem serii są oszczędne w formie, nowoczesne grafiki Iris de Moüy. Dynamiczne, komiksowe, nieprzeładowane treścią nie odciągają uwagi od tego, co najważniejsze, od dialogu i intelektualnych poszukiwań.

Oscar Brenifier „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Czarna Owca, filozofia dla dzieci

Oscar Brenifier „Prawda według Niny”, „Szczęście według Niny”, Czarna Owca, filozofia dla dzieci


W obu seriach Brenifier ambitnie próbuje zmusić nas do myślenia, często niezgodnego z naszymi przyzwyczajeniami. Kwestionuje wszystko, prowokuje, czasami łamie tabu. Odbiorca, niezależnie od wieku i doświadczenia życiowego, może się czuć nieswojo, dziwnie. Trudno rozmawiać z dziećmi choćby o tym, czym jest miłość rodzicielska. Wątpliwości mogą budzić również rozważania dotyczące kłamstw w dobrej wierze. Świat wartości nie jest czarno-biały, ale pełen odcieni szarości. Brenifier nie boi się otwarcie o tym mówić dzieciom, jednak właśnie ze względu na brak łatwych odpowiedzi, wyraźne niuansowanie wartości, ukazywanie ich z różnych perspektyw książki najlepiej trafią dzieci nieco starszych, co najmniej uczniów młodszych klas szkół podstawowych. 

Serię wydaną przez Zakamarki znajdziecie bez trudu w księgarniach, książek o Ninie szukajcie w bibliotekach. Na obie naprawdę warto zwrócić uwagę, choć w naszym domu wygrała forma aktywna, czyli dzieci filozofują.



ŻYCIE. CO TO TAKIEGO?
Tekst: Oscar Brenifier
Ilustracje: Jérôme Ruillier
Tłumaczenie: Magalena Kamińska-Maurugeon
Wydawnictwo: Zakamarki
Seria: Dzieci Filozofują
Data wydania: 2013
Oprawa: półtwarda
Liczba stron: 96
Format/forma: książka jak notatnik
Sugerowany wiek: 7+

UCZUCIA. CO TO TAKIEGO?
Tekst: Oscar Brenifier
Ilustracje: Serge Bloch
Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Wydawnictwo: Zakamarki
Seria: Dzieci filozofują
Data wydania: 2012
Oprawa: półtwarda
Liczba stron: 96
Format/forma: książka jak notatnik
Sugerowany wiek: 7+

DOBRO I ZŁO. CO TO TAKIEGO?
Tekst: Oscar Brenifier
Ilustracje: Clément Devaux
Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Wydawnictwo: Zakamarki
Seria: Dzieci filozofują
Data wydania: 2016
Oprawa: półtwarda
Liczba stron: 96
Format/forma: książka jak notatnik
Sugerowany wiek: 7+

PIĘKNO I SZTUKA. CO TO TAKIEGO?
Tekst: Oscar Brenifier
Ilustracje: Rémi Devaux
Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Wydawnictwo: Zakamarki
Seria: Dzieci filozofują
Data wydania: 2016
Oprawa: półtwarda
Liczba stron: 96
Format/forma: książka jak notatnik
Sugerowany wiek: 7+

PRAWDA WEDŁUG NINY
Tekst: Oscar Brenifier
Ilustracje: Iris de Moüy
Tłumaczenie: Maja Wałachowska-Sobczak
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Filozofia dla dzieci
Data wydania: 2010
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Format/forma: książka
Sugerowany wiek: 7+

SZCZĘŚCIE WEDŁUG NINY
Tekst: Oscar Brenifier
Ilustracje: Iris de Moüy
Tłumaczenie: Maja Wałachowska-Sobczak
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Filozofia dla dzieci
Data wydania: 2010
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Format/forma: książka
Sugerowany wiek: 7+
„Tydzień Konstancji”, czyli zapach koloru

28 października

„Tydzień Konstancji”, czyli zapach koloru


Siedem dni z życia jednej dziewczynki, wyjątkowy symboliczny tydzień złożony z dni specjalnych, niezapomnianych, począwszy od pachnącej babciną szarlotką soboty, poprzez niedzielę o kawowym aromacie, lany poniedziałek, zalatujący rybą wtorek, czwartek, w którym unosi się woń papkowatego ryżu i domowych pączków, aż do kolejnej soboty, gdy spełniają się marzenia. O tym właśnie opowiada niewielka książka „Tydzień Konstancji” Olgi Masiuk - zabawna i wzruszająca, słodka (czasami za) i szczera.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


Tytułowa Konstancja to ciekawa świata, trochę roztrzepana dziewczynka, która uwielbia słowa, choć z tymi trudniejszymi czasami sobie jeszcze nie radzi. Jak każde dziecko w jej wieku chce przede wszystkim doświadczać, czuć i wiedzieć. Pędzić na rowerze tak szybko, by poczuć wiatr. Zostać porządnie oblaną w wielkanocny poniedziałek. Niestety, w jej przypadku nie wszystko jest proste. Jeden ze zmysłów dziecka nie działa, Kostka nie widzi od urodzenia.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


W tej pełnej niewymuszonego humoru opowieści autorce udało się w subtelny, lekki sposób pokazać nam, widzącym, z czym musi się mierzyć ktoś, kto nie widzi. To historia marzeń, które ze względu na to ograniczenie wydają się być niemożliwe do spełnienia. Czy to prawda? Odpowiedź znajdziecie w książce.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


Pierwszoosobowa narracja dodaje wiarygodności. Poznajemy świat Konstancji jej oczami. I ten problem, który bystry czytelnik już wyłapał, przewija się przez całą książkę. Najlepiej oddaje to przezabawna rozmowa Kostki z wujkiem, dialog „ze ślepym o kolorach”, uzmysławiająca, jak bardzo nasz język jest przesiąknięty odwołaniami do leksemów związanych z wzrokiem. Wujek mówi, dziecko punktuje, ujawniając przy tym dystans do siebie i swojej niepełnosprawności. Niezręczność wynikająca z nieadekwatności leksyki, frazeologii kryjącej się w dosłownych znaczeniach stanowi punkt wyjścia do zabawnej próby oddania tego, co w tym przypadku wydaje się być niemożliwe do zrozumienia w typowy sposób.

„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry


W dzieciństwie byłam na zimowisku zorganizowanym w szkole dla głuchoniemych z świetnie wyposażoną (jak na tamte czasy) salą dyskotekową. Z prawdziwą kulą. Wszystkie dzieciaki były zdumione. Po co? Dlaczego? Jak? Do dziś pamiętam panią, która próbowała pokazać nam, w jaki sposób osoby niesłyszące czują dźwięk, muzykę, rytm. Podobnie w tej historii paradoksalnie świat dziewczynki wypełniają kolory definiowane przez odniesienia do rzeczywistości, którą ONA może poznać i zrozumieć. Barwy pachną, znaczą, są konkretne, przywołują wspomnienia, wydarzenia, emocje podobnie jak odsłaniające się dzięki dotykowi kształty. Zmysły, którymi dysponuje dziewczynka, kompensują ten jeden brak, starają się wypełnić lukę. Niestety, nikt z nas nie jest w stanie w pełni pojąć istotę tego procesu, nie możemy wejść w skórę osoby niesłyszącej/niewidzącej/niepełnosprawnej i tak naprawdę poczuć, jak to jest. Możemy tylko starać się zrozumieć.
„Tydzień Konstancji” Olga Masiuk, Ewa Stiasny, Dwie Siostry

Klimat książki tworzą również minimalistyczne, ale pełne treści ilustracje Ewy Stiasny. Przypominają cienie, sylwetki i kształty wyłaniające się gdzieś z mroku i doskonale dopowiadają treść.

Prosta, wiarygodna narracja pełna zabawnych scenek, charakterystycznych ciepłych postaci sprawia, że książka czyta się sama i świetnie nadaje się do wspólnej lektury nawet z młodszymi dziećmi. Z naszych rodzinnych lektur pamiętam jednak, że jednemu ze słuchaczy trochę przeszkadzał nieco przesłodzony sposób mówienia głównej bohaterki. Nie do końca się z tym zgadzam, ale obowiązek recenzencki wymaga, bym o tym wspomniała. Z dużym uznaniem zaś spotkały się zabawne słowne przekształcenia, przejęzyczenia, językowe łamańce.

Historia Konstancji pokazuje przede wszystkim, że mimo różnego sposobu doświadczania świata wszyscy, niezależnie od naszej sprawności, jesteśmy tacy sami. Marzymy, lubimy dobre jedzenie, chcemy być akceptowani i samodzielni, tęsknimy za bliskimi, przeżywamy śmierć naszych zwierzaków. Jesteśmy po prostu ludźmi. 

Książki szukajcie w bibliotekach.

TYDZIEŃ KONSTANCJI
Tekst: Olga Masiuk
Ilustracje: Ewa Stiasny
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2008
Oprawa: twarda
Liczba stron: 132
Format / forma: kieszonkowa
Sugerowany wiek: 6+
„Lukrecja”, czyli kilka dni z życia początkującej nastolatki

30 września

„Lukrecja”, czyli kilka dni z życia początkującej nastolatki


„Lukrecja” napisana przez Anne Goscinny to przyjemne, lekkie czytadło. I dobrze, gdyż takie książki są potrzebne - niezobowiązujące, momentami zabawne, dość sprawnie napisane i przede wszystkim nawet niegłupie. Ponad dwieście stron przygód pewnej nastolatki do pochłonięcia w jeden wieczór. Najlepiej podczas jednego posiedzenia. 
„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon


Podstawowy atut książki to wiarygodna główna bohaterka w okresie przejściowym. Trochę dzieciak, trochę nastolatka. Czytelniczki mniej więcej do dwunastego roku życia łatwo odnajdą się w świecie emocji i doświadczeń Lukrecji, zwanej Lulu, szczególnie że to właśnie ona opowiada nam o sobie. Dotyka przy tym takich tematów, jak pierwsza miłość, przyjaźnie na całe życie i codzienne szkolne sprawy, pozornie skomplikowane relacje rodzinne, które okazują się wbrew pozorom całkiem uporządkowane i zwykłe, plany na przyszłość i marzenia. Dużo? Wcale nie. To po prostu kilka dni z życia pewnej uczennicy, która nie lubi mieszać tego, co szkolne, z tym, co domowe. Jakaś klasowa wycieczka czy wybory przewodniczącego, urodzinowa impreza, dzień z ojcem, kupowanie żółwia z mamą, dość dziwna pomoc w odrabianiu pracy domowej. Normalność. Cała książka przypomina pamiętnik, który dodatkowo w jednym z opowiadań pełni kluczową rolę.



„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon
   
Lulu wychowuje się w rodzinie patchworkowej. Mieszka z energiczną mamą, wiecznie zapracowaną panią adwokat, (dosłownie) bujającym w obłokach ojczymem i młodszym bratem, który funkcjonuje głównie w świecie zombiaków. Całości dopełniają: ojciec artysta, który ma średnio trzy narzeczone rocznie, ledwie wspomniana babcia z demencją i Scarlett, czyli babcia przeżywająca właśnie drugą młodość. W tle pojawiają się również inne postaci, w tym przyjaciółki, tak zwane Liny, nauczyciele, pani psycholog. Mnóstwo typów z charakterem. Niestety, trochę ich za dużo. W dodatku każdy z nich sportretowany został dość schematycznie. Ojciec malarz, więc wiadomo że musi być kochliwy. Matka, nowoczesna bizneswoman, więc oczywiście nie ona w domu gotuje. I tak dalej. Gdy pojawiła się wzmianka, że brat Lulu uwielbia zasady, z automatu spodziewałam się, że okaże się dzieckiem autystycznym (wyjątkowo w tym przypadku to był błędny trop). Słowem to, co jeszcze kilka lat temu uznalibyśmy w literaturze dziecięcej za nowe, odkrywcze, przełamujące tabu, dziś odrobinę zahacza o banał. Z drugiej strony może to dobrze? Przyznam szczerze, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.


„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon

Ciekawie wypada opis relacji panujących w tej (nie)typowej rodzinie. Tu wszyscy w jakiejś formie się starają. I mama, która bierze wolne w pracy, by towarzyszyć córce w wycieczce do muzeum, i babcia Scarlett opiekująca się młodzieżą na imprezie urodzinowej, i ojczym niezwykle zaangażowany w gotowanie i odrabianie lekcji, i wreszcie ojciec, bywający rzadko, ale wprowadzający luz i namawiający do twórczej ekspresji. Czasami te próby są nieporadne, często przynoszą zaskakujący efekt i powodują uśmiech politowania na twarzy Lulu, ale scalają rodzinę, dają poczucie bezpieczeństwa.

„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon

Pierwszoosobowa narracja wymusiła nieskomplikowaną formę językową. Nie znajdziecie tu nadmiaru zdań wielokrotnie złożonych, stylistycznych ozdobników. Lulu po prostu opowiada, momentami niezręcznie, innym razem nadzwyczaj składnie. Jak przeciętna dwunastolatka. Forma pasuje do przekazu. Nie oczekujcie więc literackiej ekstazy. To nie tu. To książka, która czyta się sama, wchodzi ekspresem. Dobre czytadło, przyjemna literatura rozrywkowa, raczej skłaniająca do śmiechu niż do refleksji, choć autorka w prezentowanych historiach starała się przemycić trochę życiowych prawd ważnych z punktu widzenia dorastającej dziewczynki.

„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon


Całość uzupełniają zabawne ilustracje Catel utrzymane w czerni i bieli, na których udało się oddać charakter postaci, szczególnie babci Scarlett.

Powiem szczerze, że nie podoba mi się tak wyraźne podkreślanie przez wydawnictwo faktu, że „Lukrecja” wyszła spod pióra córki twórcy kultowego dla wielu pokoleń „Mikołajka”. Ta informacja wręcz krzyczy z okładki. Czy to gwarantuje jakość? Oczywiście, że nie, ale wymusza porównanie książek, których zestawianie ze sobą nie ma sensu. Nie te ligi. „Lukrecja” to „Lukrecja”, „Mikołajek” to „Mikołajek”, Anne Goscinny to Anne Goscinny, a René Goscinny to René Goscinny. Odrębne byty.

„Lukrecja” nie należy do książek odkrywczych, ale jestem pewna, że grupa docelowa polubi świat Lulu - zwykły, zabawny, tak podobny do tego, w którym funkcjonują i polskie dwunastolatki. Pewne sprawy są przecież uniwersalne, nieprawdaż? Choćby chęć posiadania własnego zwierzaka.



LUKRECJA
Tekst: Anne Goscinny
Ilustracje: Catel
Tłumaczenie: Magdalena Talar
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Data wydania: 2019
Liczba stron: 224
Oprawa: twarda
Format/forma: typowa powieść
Sugerowany wiek: 9+


Copyright © 2017 Mamobab czyta