„Ziemia. Żywa planeta”, czyli historia życia, dzieje zmiany

16 kwietnia

„Ziemia. Żywa planeta”, czyli historia życia, dzieje zmiany

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego

„Ziemia. Żywa planeta” z klimatycznymi ilustracjami Ainy Bestard to przede wszystkim uczta dla oka, wizualny majstersztyk. Niezwykle piękne, albumowe wydanie przywodzi na myśl dawne atlasy, retro tomy, które kuszą czytelników w muzeach, starych bibliotekach, pełnych tajemnic antykwariatach. Ta pozycja to po prostu edytorskie mistrzostwo świata, które chce się przeglądać w nieskończoność.

Treść pióra Marty de la Serny także może zafascynować, choć bardziej za sprawą prezentowanych faktów niż formy. Nic dziwnego, inspiracją i podstawą powstania książki była ekspozycja Planeta Życie w Barcelońskim Muzeum Nauk Przyrodniczych (Museo de Ciencias Naturales de Barcelona). Życie, które od początku swego istnienia ewoluuje, czasami w zaskakujący sposób. To historia narodzin i śmierci, ciągłych przeobrażeń, znikania i pojawiania się, masowych wymierań i wielkiej ekspansji żywych form, gigantycznych stworzeń jak z innego świata i niewidocznych mikroorganizmów, to czasy globalnych ociepleń i ekstremalnych mrozów. Ta różnorodność, zmienność budzi podziw. Momentami wydawało mi się, że czytam o wielkim, nieskończonym eksperymencie, w którym ktoś/coś testuje po kolei różne scenariusze zdarzeń.

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego

Książka składa się z zaledwie dziesięciu bardzo zwięzłych rozdziałów, nie oczekujcie więc pełnego,  kursu historii Ziemi. To raczej szkicowy, lecz wciągający wykład poświęcony najbardziej przełomowym wydarzeniom w dziejach naszego globu, tym, które przyczyniły się do tego, że Ziemia wygląda dziś właśnie tak. Wykład to chyba złe słowo. To raczej nowoczesna, dynamiczna, choć utrzymana w klimacie vintage, prezentacja.

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego

W pierwszym rozdziale autorki prezentują klasyczną oś czasu, odrobinę barwniejszy odpowiednik tej, którą doskonale znamy ze szkoły. W drugim dowiadujemy się najważniejszych informacji o skamieniałościach - niemych świadkach przeszłości, którzy wbrew pozorom powiedzieć mogą bardzo wiele. Dopiero tak przygotowani, uzbrojeni w podstawową wiedzę wyruszamy w ekspresową podróż w czasie od samego Wielkiego Wybuchu, powstania wszechświata i ukształtowania się Ziemi i Księżyca, poprzez początki życia i nowe gatunki zasiedlające Ziemię, moment, gdy życie wychodzi z wody, po erę wielkich gadów i królestwo ssaków. Docieramy prawie do dziś.

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego

Niech was nie zwiedzie bogato ilustrowana formuła książki, autorka poważnie traktuje swoich czytelników. Informacje podaje z reguły dość prosto i zrozumiale, ale nie unika naukowych terminów, wręcz przeciwnie - chętnie ubarwia nimi narrację. I choć niby dba o to, by zawsze trudne terminy wytłumaczyć, momentami wydawało mi się, że tekst jest nimi trochę zanadto nasycony. Młodsi uczniowie mogą się odbić od zbyt naukowej nomenklatury. W warstwie tekstowej zabrakło mi odrobiny lekkości, gawędziarskiego tonu, który idealnie pasowałby do wizualnej, nieco tajemniczej strony książki. Jest po prostu sucho, faktograficznie, konkretnie. Refleksja pojawia się dopiero na samym końcu.  Nie czepiam się jednak zbytnio, same wydarzenia, ciekawostki są już ekstremalnie ekscytujące, a grafika wynagradza wszystko. Informacje, dane, konkrety stanowią jedynie uzupełnienie, szkielet. Nie bez powodu chyba na okładce brakuje nazwiska autorki tekstu.  

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego

W warstwie graficznej, mimo iż autorka sięga po bardzo zróżnicowane środki, panuje wyjątkowy porządek i to począwszy od przejrzystego spisu treści (oznaczono na nim nawet sposób prezentowania danych). Uwagę zwraca już sam rozmiar książki, jej nietypowy kształt i stylowa okładka, którą aż chce się wyeksponować na półce. Wszystko do siebie pasuje, każdy element współgra z innymi.

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego


Dalej jest jeszcze lepiej. Czego tu nie ma. Poruszanie się po milionach lat ułatwiają pojawiające się w wielu miejscach osie czasu. Kolejne epoki, ery zobrazowano na ilustracjach zajmujących całe rozkładówki. W innych miejscach wykorzystano klasyczne ryciny naukowe wykonane tuszem. Całości dopełnia spatynowane, zmatowione, lekko przygaszone tło wprost z lekko przykurzonych starodruków. Najlepsze zostawiłam na koniec. To po pierwsze klapki, pod którymi kryją się niespodzianki. O wyjątkowości tej pozycji przesądzają jednak półprzezroczyste karty sprawiające, że treść ożywa. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w magicznym spektaklu. Cudowne, szczególnie że sami możemy trochę wpływać na scenografię, sterować głębią, wzmacniać efekt 3D. Wystarczy manipulować kartką, układać ją tak, jak nam się żywnie podoba. Nie tylko dzieci lubią ten typ interaktywności.

„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego

W tej książce znajdziecie również rzecz dziś nieco zapomnianą, rzadko stosowaną, a przecież tak użyteczną. Błędy się zdarzają nawet w najbardziej dopieszczonych wydaniach. A to literówka, a to jakaś nieścisłość, pomylony termin, przekręcone słowo. Znam to i rozumiem, i jeszcze bardziej szanuję wydawnictwo za to, że nie schowało głowy w piasek, nie udało, że usterek nie widzi, ale przyznało się do nich i w odpowiedni sposób dało znać odbiorcy, co poprawić trzeba.
 
„Ziemia. Żywa planeta” Aina Bestard, Marta de la Serna, Tatarak, nonfiction i artbook w jednym, książka i dla dzieci, i dla każdego


Dzieje Ziemi fascynują, zadziwiają. Wciąż odkrywam coś nowego, coś, co sprawia, że czuję podziw i respekt. Dinozaury są banalne. Wyobraźcie sobie raczej 70-metrowe ważki i lasy składające się z kilkumetrowych grzybów. Brzmi jak opis ekosystemu z obcej planety, jak element scenografii fantastycznego filmu? O nie. Często jednak popełniamy ten fundamentalny błąd myślowy. Traktujemy przeszłość naszego globu jako ciekawą opowieść o tym, co się działo kiedyś, gdzieś tam, daleko. Nie tu. To bzdura. Historia Ziemi wciąż się toczy, a my - ludzie - odgrywamy w niej bardzo istotną rolę. Od nas zależy, czy w ostatecznym rozrachunku zostaniemy uznani za bohaterów pozytywnych, czy wręcz przeciwnie - będziemy mieli między innymi samych siebie na sumieniu. I właśnie takim, refleksyjnym, filozoficznym i jednocześnie bardzo konkretnym przesłaniem kończy się ta książka, którą polecam każdemu.

ZIEMIA. ŻYWA PLANETA
Tekst:
Marta de la Serna / Museo de Ciencias Naturales de Barcelona
Ilustracje: Aina Bestard
Tłumaczenie: Karolina Jaszecka
Wydawnictwo: Tatarak
Data wydania: 2020
Liczba stron: 92
Oprawa: twarda
Format / forma: artbook, klapki, przezroczyste kalki
Sugerowany wiek: 5+ (według wydawcy), 5+ do oglądania, 8+ do czytania (według Mamobaba), dla każdego
 „Jestem Życie” i „Jestem Śmierć”, czyli zawsze razem, zawsze obok nas

11 kwietnia

„Jestem Życie” i „Jestem Śmierć”, czyli zawsze razem, zawsze obok nas

„Jestem życie”, „Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książki obrazkowe o sprawach podstawowych

„Jestem Życie” i „Jestem Śmierć” autorstwa Elisabeth Helland Larsen (scenariusz) i Marine Schneider (obraz) to dwie poruszające opowieści obrazkowe, które - choć wydane w odrębnych tomach - stanowią nierozerwalną całość. Czytane oddzielnie są po prostu w porządku, ot, całkiem ciekawe historie o ważnych sprawach w wersji dla młodszych. Na rynku księgarskim znajdziecie mnóstwo tego typu pozycji i lepszych, i gorszych. „Jestem Śmierć” jest przy tym głębsza, bardziej przejmująca.
Jednak te zwykłe opowieści czytane w duecie, jedna po drugiej, razem zyskują dodatkowy sens, rezonują, dają w kość i emocjonalnie, i intelektualnie. Dopiero wtedy stają się dziełem skończonym. 

„Jestem życie” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

„Jestem życie” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

Zacznijmy od Życia, które wprawia wszystko w ruch. W postaci czerwonego jak krew stworka trochę przypominającego leniwca wędruje po świecie, doświadcza i daje innym doświadczać, czuje i powoduje, że inni czują. Jest wszędzie. Trwa krótko bądź przez wieki. Lata, pływa, wspina się. Widzi ludzi, ich ciała - różne, stare i młode, piękne i interesujące, odważne i chowające się kącie. Jest zawsze. W każdym z nas. Podoba mi się ta wciąż podkreślana różnorodność, to, że autorki nie lukrują rzeczywistości, ale gdy trzeba sygnalizują też trudniejsze zagadnienia, jak choćby samotność, strach, czy wojnę.  

„Jestem życie” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

„Jestem życie” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

Momentami może się wydawać, że tekst niebezpiecznie zbliża się do banału, ale to tylko pozór. Wystarczy spojrzeć na towarzyszące mu obrazy, by to wrażenie się oddaliło. To właśnie na ulotnych, poetyckich, niemal baśniowych ilustracjach toczy się historia życia, jest ono przedstawione we wszystkich swych przejawach, a my czytelnicy możemy podglądać, tak jak i ono, świat ożywiony. Ujmuje czułość, z jaką artystka portretuje wszystkich bohaterów, zadziwia trafność dobrania scenek, w których uczestniczą. Prostych, codziennych, a jednak w tym kontekście wręcz symbolicznych. To naklejanie plastra na zranione miejsce, rój motyli i pszczół, dzieci beztrosko doświadczające zimy wszystkimi zmysłami, te cienie innych, to celebrowanie każdej chwili. Któż w dzieciństwie nie czuł się panem świata, próbując smakować padający śnieg? Chyba tylko ten, kto wybierał życie na krawędzi, lubił dreszczyk emocji i dotykał językiem zmrożonego metalu.

„Jestem życie” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

Zapowiedź istnienia Śmierci, jej wiecznej więzi z Życiem znajdziemy już w pierwszej części. Bez Życia nie ma Śmierci, bez Śmierci Życie nie miałoby szansy zyskać prawdziwego znaczenia, nie miałoby sensu. Brzmi jak truizm? Owszem, ale prawdy podstawowe wypowiedziane na głos często przecież wydają się banalne. Autorki jednak śmierć pokazują w rzadko spotykany w kulturze sposób, odczarowują ją, prezentują jako część cyklu, któremu wszyscy podlegamy. Przede wszystkim zaś zdejmują z niej grozę. Śmierć w tym ujęciu jest czuła, przyjacielska, empatyczna. Rozumie uczucia tych, po których przychodzi, nawet jeśli sama nie jest rozumiana. Stara się otoczyć odchodzących dobrem, zagwarantować im spokój, bezpieczeństwo, ukoić ich ból. I obiecuje im to, co najważniejsze. Wiedzę, odpowiedzi na te wszystkie pytania, co będzie po.

„Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

„Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

Już samo graficzne przedstawienie śmierci - dziewczyna o długich włosach przemierzająca świat a to na rowerze, a to w łodzi - przywodzi bardziej na myśl łagodną nimfę, niż stereotypową groźną, bezwzględną kostuchę z kosą. Wzruszają obrazy, na których łagodnie otacza ona swym ramieniem tych, po których przychodzi. Czule. I te ilustracje, na których po prostu współtowarzyszy w ostatnich czynnościach, chwilach. Rozumiejąc. Spójrzcie na scenkę, gdy razem ze starszą panią kończą robótkę, symboliczną, czerwoną, długą jak życie staruszki.

„Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

„Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książka obrazkowa o sprawach podstawowych

Nie oznacza to, że śmierć została tu sprowadzona do banału. Wręcz przeciwnie. Autorki pokazują jej nieuchronność, ale także nieprzewidywalność, nieokreśloność czasu jej nadejścia. I to mnie chyba poruszyło najbardziej. Wprost bowiem w książce przeznaczonej dla dzieci napisano, że śmierć może przyjść i po człowieka, który przeżył już wiele, i po tego w kwiecie wieku, i po dziecko, rówieśnika hipotetycznego czytelnika książki, i po tych, którzy nawet jeszcze się nie urodzili.  Śmierć towarzyszy każdemu z nas codziennie, w każdej chwili, w każdym miejscu. Dokładnie tak, jak jej bliźniacza siostra -  Życie.  

„Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książki obrazkowe o sprawach podstawowych

„Jestem śmierć” Elisabeth Helland Larsen, Marine Schneider, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, książki obrazkowe o sprawach podstawowych

Bądźmy szczerzy. Nawet nam dorosłym trudno jest spokojnie rozmawiać i myśleć o śmierci. Definitywny koniec wciąż przynależy do sfery tabu, którą się wypiera, czasami obśmiewa, najczęściej omija i ignoruje, szczególnie gdy trudne pytania o sprawy ostateczne zadają dzieci.  „Jestem Życie” i „Jestem Śmierć” czytane razem, w duecie pozwalają oswoić problem, zmierzyć się z nim.  Co więcej, cykl życia i śmierci dotyka tu zgodnie z prawdą wszystkich - i ludzi, i zwierzęta, i rośliny. Każdy żywy organizm, każdy składnik przyrody. Sama Śmierć mówi przecież, że gdyby skończyła wędrówkę, „kto robiłby miejsce wszystkiemu, co rośnie i ma korzenie?”. Takie ujęcie tematu, uniwersalne i poetyckie, ale pozbawione zarówno religijnego, jak i typowo naukowego kontekstu, stanowi dobry punkt wyjścia do rozmyślań, do rozmów dla każdego. Łagodność, piękny, prosty język (brawa dla tłumaczki Katarzyny Tunkiel) i w sumie pozytywny, choć nieunikający trudnych spraw, przekaz sprawiają, że książka trafi nawet do przedszkolaka. Dorosłych z kolei wzruszy, zatrzyma na chwilę. Taką mam nadzieję.  

Szczególnie że ważnych, fundamentalnych tematów do dyskusji odnajdziecie wraz z dziećmi w tych dwóch niewielkich tomikach wiele. Wystarczy, że uważnie przyjrzycie się niesamowitym, poetyckim obrazom pełnym znaczących scenek, symbolicznych detali, tropów i smaczków dopowiadających tekst, prowokujących do refleksji, do zadawania dodatkowych pytań. 


JESTEM ŻYCIE
Tekst: Elisabeth Helland Larsen
Ilustracje: Marine Schneider
Tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Seria: Krótkie Gatki
Data wydania: 2021
Liczba stron: 44
Oprawa: twarda
Format / forma: klasyk
Sugerowany wiek: 4+, dla każdego


JESTEM ŚMIERĆ
Tekst: Elisabeth Helland Larsen
Ilustracje: Marine Schneider
Tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Seria: Krótkie Gatki
Data wydania: 2021
Liczba stron: 44
Oprawa: twarda
Format / forma: klasyk
Sugerowany wiek: 4+, dla każdego
„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”, czyli globalna wioska wczoraj, dziś i jutro

01 kwietnia

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”, czyli globalna wioska wczoraj, dziś i jutro

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata” to skrócona i dostosowana do oczekiwań i potrzeb młodszego odbiorcy wersja monumentalnego tomu pod tym samym tytułem. Do tego bajecznie zilustrowana. Autor, Peter Frankopan, z gawędziarską swadą prowadzi nas po dziejach (prawie) całego świata za punkt wyjścia biorąc tytułowe jedwabne szlaki, najstarsze drogi handlowe, krwioobieg, system nerwowy globu działający od starożytnych cywilizacji począwszy po dziś. To siatka połączeń dosłownych i symbolicznych, którą przemieszczają się ludzie, towary, dobra kultury i - co najważniejsze - idee. I filozoficzne, i prawne, i religijne. Dobre i złe, rozwijające i destrukcyjne.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych


W zaledwie szesnastu rozdziałach autor stara się ująć najważniejsze fakty z historii świata. Oczywiste jest więc, że nie jest to rozprawa pełna, zniuansowana, uwzględniająca wszystko, co nawet laikom może wydać się istotne. Nie o to też w tej książce chodzi, nie taki był jej zamysł. To raczej esej historyczny podporządkowany jednej tezie. Pojawiają się uproszczenia, uogólnienia, ale nigdy nie miałam poczucia braku, pisania po łebkach. Czułam się raczej zaintrygowana, zachęcona, by zgłębić temat w bardziej wyspecjalizowanych źródłach.
  
„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Książka zaczyna się przewrotnie - od punktu dojścia, od dziś. Na samym jej początku czytelnik widzi bowiem mapę współczesnego świata. Następnie w inspirującym wstępie autor opowiada o genezie swojego zainteresowania historią i tłumaczy przyjętą przez niego w jej interpretacji perspektywę. W kolejnych rozdziałach dzieje przedstawione zostały chronologicznie - jednocześnie tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni, i inaczej. Rzadko bowiem w naszej edukacji historycznej mogliśmy spojrzeć na dzieje świata z innego punktu. To nie Europa jest tu centrum wszechświata, nawet nie Azja, nie Afryka. Świat tu traktowany jest jako całość, a jego centralny punkt zmienia się w czasie. Krąży, przemieszcza się nawet dziś.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Dużym plusem wynikającym z odejścia od europocentrycznej perspektywy w przedstawianiu historii jest uzmysłowienie odbiorcy, że starożytność to nie tylko Grecja i Rzym, nie tylko gdzieś tam wspomniany Egipt i jakiś wręcz nierealny, baśniowy Babilon. Intrygujący i wiele tłumaczący jest choćby rozdział pokazujący przeobrażenia w świecie Islamu, jego ekspansję, zmiany w obrębie samej religii. Dzięki temu lepiej i głębiej można zrozumieć niektóre procesy zachodzące we współczesności.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Kształtowanie się i ekspansja wielkich religii, wymiana towarów, ale i handel ludźmi, wojny i zarazy, pierwsze katastrofy klimatyczne, które przyczyniły się do upadku wielkich cywilizacji. Dobro i zło.  Frankopan pokazuje wielkie imperia w pełni rozkwitu i ich późniejszy rozkład. W starożytności, w czasach nowożytnych i całkiem współcześnie. Analizuje punkty milowe w dziejach, czasami skupia się na pozornie mało ważnych wydarzeniach, których wpływ na historię możemy zobaczyć dopiero z pewnego dystansu. Przedstawia decyzje i działania prowadzące do rozwoju, i te błędne, które powodowały regres, przegraną. Przede wszystkim jednak zawsze akcentuje wyjątkowe połączenia, interakcje, skrzyżowania, na których przenika się polityka, gospodarka i kultura.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Warto podkreślić, że książka została pięknie wydana i ciekawie zilustrowana przez Neila Packera. Gigantyczny format, intrygująca okładka (choć złocenia trochę drażnią oko w ostrym słońcu), mapki, które można studiować godzinami, całostronicowe obrazy przedstawiające kluczowe zagadnienia. Najciekawiej wypadają przy tym symboliczne labirynty przewijające się przez całą książkę. Wszystko to uatrakcyjnia lekturę, ułatwia zapamiętanie. Super.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Prosty, ale pełen pasji język, mnóstwo ciekawostek, anegdot, dziwnych i zdumiewających faktów -  takie ujęcie dość poważnej tematyki sprawia, że książka najlepiej trafi do uczniów starszych klas podstawówki (od 9 do 15 lat). Co więcej, ukazanie historii jako pewnych procesów, które wciąż trwają, schematów, które raz za razem się powtarzają, może niektórym niedowiarkom udowodnić, że to dziedzina ważna, że bez zrozumienia tego, co było, trudniej nam poruszać się we współczesności, a względem przyszłości stajemy się wręcz bezbronni. W tym kontekście frazes, że historia lubi się powtarzać, nabiera zupełnie innego, trochę złowieszczego wymiaru.

Cieszy także, że pojawia się zupełnie inna, nowoczesna i uwzględniająca różne punkty odniesienia narracja historyczna, która nie zapętla się wokół jednej, jedynie słusznej perspektywy. Taką historię lubię i taką chcę pokazywać dzieciom.  A sama rzucam się łapczywie na wersję dla zaawansowanych. Papierowa zniknęła z rynku, przegapiłam, ale ebook wciąż jest dostępny.


JEDWABNE SZLAKI. NOWA HISTORIA ŚWIATA
Tekst:
Peter Frankopan
Ilustracje: Neil Packer
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 2020
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda ze złoceniami
Format / forma: monumentalna
Sugerowany wiek: 8-15 lat, dla każdego, kto woli krótko i na temat
„Co robią uczucia”, czyli kompleksy budują klatki, a radość skacze na trampolinie

15 marca

„Co robią uczucia”, czyli kompleksy budują klatki, a radość skacze na trampolinie

„Co robią uczucia” Tina Oziewicz, Aleksandra Zając, Dwie Siostry, poetycki picturebook dla każdego (nie tylko dla dzieci) o emocjach i uczuciach


„Co robią uczucia” skrzą się inteligentnym dowcipem, zaskakują błyskotliwą puentą. Tina Oziewicz w zabawny, mądry i lakoniczny sposób jednym zdaniem wydobywa istotę różnych emocji, samą ich esencję. Od tych pożądanych, pozytywnych, do tych, których z reguły nie lubimy, których z całej siły staramy się unikać.

„Co robią uczucia” Tina Oziewicz, Aleksandra Zając, Dwie Siostry, poetycki picturebook dla każdego (nie tylko dla dzieci) o emocjach i uczuciach

„Co robią uczucia” Tina Oziewicz, Aleksandra Zając, Dwie Siostry, poetycki picturebook dla każdego (nie tylko dla dzieci) o emocjach i uczuciach


Poetycka hasłowość wychodzi tej książce na dobre. Zwykle jedno zdanie, zawsze jedna cecha, jedna trafna metafora, a myśli tysiące. Śmiało można ją traktować i jako ilustrowaną encyklopedię emocji dla najmłodszych zawierającą aż trzydzieści jeden wymownych haseł, i jako szkicowy poradnik radzenia sobie z uczuciami (ich zdefiniowanie to pierwszy krok do ich zrozumienia i przepracowania), i wreszcie jako tomik pełen aforyzmów, złotych myśli, lapidarnych maksym. Aż chce się niektóre wydrukować i powiesić w widocznym miejscu.

„Co robią uczucia” Tina Oziewicz, Aleksandra Zając, Dwie Siostry, poetycki picturebook dla każdego (nie tylko dla dzieci) o emocjach i uczuciach

Cudne i w punkt są również ilustracje autorstwa Aleksandry Zając, bez których książka straciłaby i połowę znaczeń, i chyba większość lekkiej, nieco ulotnej atmosfery. Monochromatyczne barwy nadają opowieści klasę i wzmacniają filozoficzny klimat. Urocze stworki, personifikacje różnych emocji, aż proszą, żeby się wtulić w ich futerko. Nawet jeśli się złoszczą. Każda strona to ciekawa scenka z ich życia. Podglądamy wspinającą się na komin Ciekawość, Wdzięczność dziergającą ciepły sweter, Wyobraźnię wędrującą niewydeptaną ścieżką. Zastanawiamy się, czy Lęk kiedyś wyjdzie z szafy i czy Złość naprawdę wybuchnie. Wędrujemy z Samotnością przez pustynię.

„Co robią uczucia” Tina Oziewicz, Aleksandra Zając, Dwie Siostry, poetycki picturebook dla każdego (nie tylko dla dzieci) o emocjach i uczuciach

„Co robią uczucia” Tina Oziewicz, Aleksandra Zając, Dwie Siostry, poetycki picturebook dla każdego (nie tylko dla dzieci) o emocjach i uczuciach


Nie będę się rozpisywać. Książkę trzeba poznać. Warto mieć przy tym własny egzemplarz i już, gdyż to pozycja, do której się wraca, rozpamiętuje, przeżywa. Każda rozkładówka to świetny punkt wyjścia do rozmów, dyskusji. Każda pozwala coś oswoić, z czymś się zmierzyć, coś przegadać. I problem, i emocje. I to, z czym sobie radzimy, i to, co nas lub dzieci ogranicza. I łezka się w oku zakręci, i uśmiech się pojawi od ucha do ucha. I złość czasami, że autorka czyta nas i interpretuje aż nazbyt trafnie. I refleksja, że ma rację. Bo nie sposób się przecież nie zgodzić, że kompleksy budują klatki, a radość skacze na trampolinie. I już wiem, dlaczego mój ogród nie jest piękny. Klasa. Poezja. Miód na serce. Z radością przyznaję, że entuzjastyczne recenzje, które znajdziecie wszędzie, wcale nie są przesadzone. A trochę się tego obawiałam. Także i ja jak Zachwyt biegnę do Was z nowo odkrytą książką. I dzielę się emocją. Korzystajcie.
 
Nie tylko mnie urzekła ta opowieść. Picturebook został nagrodzony wyróżnieniem literackim w konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY 2020 oraz zdobył pierwsze miejsce w kategorii Od A do Z w plebiscycie blogerów Lokomotywa.   

CO ROBIĄ UCZUCIA?
Tekst: Tina Oziewicz
Ilustracje: Aleksandra Zając
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2020
Liczba stron: 66
Oprawa: twarda
Format /forma: picturebook typowy
Sugerowany wiek: 4+
„Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”, czyli harmonia wspólnej przestrzeni

11 marca

„Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”, czyli harmonia wspólnej przestrzeni


„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka,  „Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Miasto, czyli przestrzeń, w której wielu z nas żyje na co dzień. Obce lub oswojone, statyczne lub pulsujące, przyjazne lub wrogie. Lubię miejski zgiełk, klimat, ale przeraża mnie, męczy i przesyt, i betonowa pustka. To właśnie o tych różnych obliczach miast opowiadają dwie książki obrazkowe - „Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”. W każdej z nich autorzy spoglądają krytycznie na świat wieżowców, budynków, zaułków i ulic. W każdej akcentują inne rzeczy. W pierwszej - przytłaczający nadmiar i niekontrolowany bałagan, w drugiej - dojmujący brak zieleni i chaos, celowy, wrogi. Problemem zawsze okazuje się brak równowagi, harmonii, zaburzone proporcje. W sumie rozwiązanie, które wyłania się z obu lektur, jest jedno. Zaskakująco proste. Niemal oczywiste.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” napisane przez Joannę Gusztę i brawurowo zilustrowane przez Przemka Liputa to prosty thriller dla dzieci. Oto mamy pewne urocze miasteczko, Miastoszewem zwane. Oto mamy potwora, który jak Godzilla wyłania się z morza i podąża w stronę miasta, by je zjeść. W łapie dzierży uroczą pocztówkę przedstawiającą miasteczko jak z bajki. Śliczne, czyste, do schrupania. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Po pierwsze gdzieś zniknęły wszystkie drzewa, za to mury, ściany budynków opanowały billboardy i banery. Setki reklam, ogłoszeń. Istna kakofonia barw, kształtów. Gdzieniegdzie prymitywne graffiti, tu i ówdzie psie kupy. Wszędzie brakuje skwerów, placów, parków, miejsc do spotkań, czyli wspólnej przestrzeni. Znajomy koszmar. Mieszkałam w takim miejscu, więc doskonale rozumiem, że nawet tytułowy Potwór poczuł obrzydzenie. Przewrotnie jednak to właśnie on uczy mieszkańców i przy okazji młodych czytelników, jak powinno wyglądać przyjazne ludziom miasto, takie, w którym po prostu żyje się dobrze.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Choć użyta konwencja może budzić niepokój, nie bójcie się. Ta opowieść z dreszczykiem świetnie nadaje się właśnie dla przedszkolaków. Sensacyjny sztafaż zastosowany został tu z dużym dystansem i humorem. Potwór owszem jest straszny, a jeszcze straszniejszym czyni go fioletowa muszka w groszki. Kreatura chce pożreć miasto, ale tak naprawdę pomaga jego mieszkańcom w uświadomieniu sobie, że to także oni odpowiadają za otoczenie. W rzeczywistości dzieci nie znajdą tu nic przerażającego, tylko prostą, sympatyczną grę ze znanym schematem fabularnym. Tym, co budzi grozę, jest raczej brudne, chaotyczne i przeładowane miasto.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Przystępny język świetnie współgra z zabawną formą graficzną. Krótki, dość minimalistyczny tekst podany został nie tylko w formie typowych bloków, ale głównie w lubianych przez dzieci komiksowych dymkach. Pełne szczegółów, śmiesznych lub znaczących detali ilustracje stanowią tak naprawdę główną arenę rozgrywającej się akcji. Co więcej, dobrze się sprawdzą jako zwykła wyszukiwanka. I to zaczynając od i śmiesznej, i strasznej pierwszej wyklejki, na końcowej - czystej, schludnej i miłej dla oka - kończąc.
 
„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” to odpowiednik książek poświęconych miejskiej estetyce Filipa Springera, ale dla najmłodszych, to pierwsza lekcja dobrego smaku, prosty poradnik urbanistyki dla przedszkolaków, czyli podstawy tworzenia przyjaznej przestrzeni, w której aż chce się żyć. Nie pstrokate, tandetne, brudne, przytłaczające i pozbawione zieleni, ale z czystymi, stonowanymi elewacjami, wygodnymi chodnikami, dobrze zaplanowaną przestrzenią, w której można oddychać pełną piersią, skwerami i parkami, w których mieszkańcy mogą wspólnie spędzać czas.  

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka,  ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Druga pozycja - „Miasto Złotej” - eksploruje zupełnie inne miasto. Szare, betonowe, wręcz postapokaliptyczne, opustoszałe, nieskończenie wielkie i przytłaczające, choć główna bohaterka wcale tak nie uważa. O ile pierwsza z książek pełna była humoru, w tym przypadku Daniel Chmielewski (tekst) i Magda Rucińska (ilustracje) serwują dzieciom prawdziwy urbanistyczny horror, industrialną baśń. Całkiem na poważnie. Na szczęście mrok i groza mieszają się tu z elementami wprost z dziecięcego świata, które pozwalają oswoić temat. W opowieści wyraźnie czuć klimat znany z niektórych powieści Gaimana, filmów Burtona lub klasycznych baśni. Owszem, bywa strasznie, ale groza zawsze ma jakiś cel. Granice dziecięcej wrażliwości na pewno w żadnym momencie nie zostały przekroczone. 

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

To dziwaczne, odrealnione miasto, puste, szare, jak ze snu, w którym przebywa tylko trójka mieszkańców: tytułowa Złota, Miś i lalka Tina. Towarzystwu żyje się w sumie całkiem dobrze, Tina dostrzega w budynkach, ścianach piękno i różnorodność barw i faktur, wszystkie potrzeby przyjaciół są na bieżąco zaspokajane przez dziwne sklepy, które znajdują się wszędzie. Czy wszystkie? Cóż. Niektórych potrzeb Złota nawet sobie nie uświadamia. Dziewczynka nigdy nie widziała innego miasta, wsi, nie zna zieleni, nie wie, skąd bierze się żywność. Ba, nie jest świadoma, z czego składają się jej codzienne posiłki, skąd się biorą pieniądze.
Jej świat to beton, szkło i metal. Beton jest bowiem wszędzie, zawłaszcza sobie każdą szczelinę. Natura została skutecznie wyeliminowana. Co więcej, miasto robi wszystko, by utrzymać status quo. Broni się, staje się agresywne, gdy wyczuwa przyrodę. Groza.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Wszystko się zmienia, gdy w mieście pojawia się druga dziewczynka, Sylva, lustrzane odbicie Złotej. Różni ją tylko srebrny, niemal betonowy kolor włosów. Wraz z nią do świadomości Złotej wkracza inna, nieznana rzeczywistość. Początkowo bohaterowie odbierają ją jako groźną, jak drzazga. Groźną, lecz jednocześnie intrygującą, ciekawą, inspirującą. Złota dowiaduje się nowych rzeczy, że istnieją drewniane domy i rośliny, że jedzenie tworzy się ze składników, które najpierw trzeba wyhodować. Od ziarenka.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Jednocześnie w tym właśnie momencie wcześniej oswojona, bezpieczna przestrzeń zaczyna się zmieniać, betonowa masa przepoczwarza się, czuje wroga, przystępuje do walki.
Ważnym elementem rzeczywistości, w której funkcjonuje Złota, jest mapa. Wciąż tworzona, nie nadąża za odzwierciedleniem wciąż zmieniającego się miasta, które rozrasta się, ewoluuje, przekształca. I nikt nie kontroluje tego procesu. Co więcej, każdy z bohaterów widzi przestrzeń inaczej, mapy Złotej, Tiny i Misia różnią się, choć każda jest trochę prawdziwa. W każdej z nich miasto jawi się jako oddzielny byt, destrukcyjny, agresywny. Drapieżnik, który pożera wszystko, co staje mu na drodze. Wiem, co czuje Złota. Pamiętam, gdy kiedyś zgubiłam się w Warszawie, w miejscu, które znałam na wylot. Nagle ni z tego ni z owego pojawiły się w nim płoty, zasieki, granice. Ktoś zabrał wspólną, miejską przestrzeń. Z dnia na dzień. Złota doświadcza tego każdego dnia.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Cała przestrzeń wydaje się bardziej przypominać makietę, plastelinowy lub klockowy plac zabaw dziecka, które tworzy i burzy, konstruuje i rozwala. Jakby samo nie wiedziało, czego chce, jaki ma być efekt. Podobnie Złota - wie, że coś nie gra, że struktura miasta wymaga zmian, ale nie potrafi zdefiniować, na czym te modyfikacje miałyby polegać. Bo skąd ma wiedzieć. Zna tylko beton.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Autorzy wyraźnie podzielili bowiem świat na dwie pozornie nieprzystające do siebie części. Granica przebiegająca na linii natura - cywilizacja na początku poprowadzona jest bardzo wyraźnie. Nie da się jej przekroczyć. Coś się jednak wydarza, dwie rzeczywistości zaczynają się przenikać. Wtedy zaczyna się walka. Miasto zaczyna zjadać swoich mieszkańców. W tym miejscu, w którym zderzają się wspomniane wyżej światy, szczególnie uwidacznia się ekologiczne i prospołeczne przesłanie książki.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Bez wątpienia ta oniryczna, mroczna, chwilami niepokojąca opowieść wciąga bez reszty. Tak jak Złota nie wie, co kryje się za rogiem, tak czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, jak potoczy się akcja. To wielki atut i ogromna rzadkość we współczesnej literaturze i to nie tylko tej skierowanej do młodszego odbiorcy. Chcę więcej.
Warto podkreślić, że konstrukcja książki wzmacnia zaangażowanie odbiorcy. Autorzy wykorzystują nie tylko chwyty oczywiste, najłatwiejsze - bezpośrednie zwroty narratora do czytelnika, zadania do wykonania, zachęcają do różnych aktywności. Angażująca formuła wynika z samej budowy fabuły, ze sposobu konstruowania akcji, który przypomina zabawę w wojnę, świat wirtualnej gry, w której przeciwnikiem nie jest inny bohater, ten ZŁY. Tu wrogiem okazuje się sama przestrzeń, sama sceneria, sam budulec. Co ciekawe, odbiorca dostaje do ręki narzędzia, dzięki którym może na poziomie tekstu i obrazu z tym wrogiem samodzielnie się zmierzyć. Podkreśla to jego sprawczość, uświadamia, jak wiele każdy z nas może zrobić w realnym życiu.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Całość dopełniają mroczne ilustracje Magdy Rucińskiej, dobrze wpasowujące się w z jednej strony baśniowy, z drugiej postapokaliptyczny klimat. Autorka rezygnuje ze szczegółów, detali, widzimy głównie plamy, figury, kształty w różnych odcieniach szarości. Geometryczne bryły po pierwsze przypominają dziecięce klocki, po drugie oddają industrialny, techniczny charakter miasta.
Jako kontrapunkt służą elementy w ciepłym odcieniu brązu - włosy Złotej, fragmenty mapy, liście. Pod koniec książki pojawia się natura w pełni, czyli zieleń. Początkowo przygaszona, na ostatniej rozkładówce żywa i soczysta.
Niepokojąco wyglądają również same postaci. Trochę upiorne, przypominają zombie, mają w sobie coś Burtonowskiego. Z miłą chęcią pobałabym się ilustracji autorki do „Koraliny” Gaimana. To byłoby coś.
Nie byłabym sobą, gdybym nie doceniła pewnego szczegółu, który dodaje 1000 punktów do mojej oceny książki. Ach, ten przepiękny grzbiet, granatowy i płócienny. Cudo.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci


Obie książki poruszają podobny temat, każda jednak analizuje problem z innej strony, w zupełnie odmienny sposób. „Miasto Potwór” to mądra i zabawna historia, która trafi do przedszkolaka. Prosta pod względem fabularnym opowieść z ważnym przesłaniem prześmiewczo punktuje wszystkie nasze grzechy i grzeszki względem wspólnej przestrzeni. Mroczne i filozoficzne „Miasto Złotej” to propozycja dla już nieco starszego czytelnika, który lubi dreszczyk emocji, nie boi się strachu i jest w stanie zanurzyć się w bardziej skomplikowanej narracji. Baśniowy traktat pokazujący, jak ważna jest równowaga.

Łączy je za to proekologiczne i prospołeczne przesłanie. Mieszkańcy Miastoszewa wspólnie porządkują własne miasto. Złota, Sylva, Miś i Tina zakładają coś na kształt miejskiego kolektywu, ekologicznej partyzantki, lokalnej kooperatywy. Wiedzą, że w otwartej walce nie mają szans z drapieżnym betonem, który rozrasta się na miejskiej tkance jak złośliwy nowotwór, wybierają więc inną drogę. Wolniejszą, wymagającą cierpliwości, ale skuteczną.

Podsumowując, „Miasto Potwór” czytajcie z najmłodszymi, samodzielnym czytelnikom sprezentujcie „Miasto Złotej” (ale nie oddalajcie się zbyt daleko, by w razie czego ukoić skołatane nerwy). A starszym nastolatkom podsuńcie książki Filipa Springera. Uwrażliwiajcie, uczcie, że wspólna przestrzeń wokół nas znacząco wpływa na jakość naszego życia, że miasto nie musi przypominać ani betonowej pustyni, ani tandetnego lunaparku. Rozmawiajcie i działajcie. Klucz to harmonia i współpraca.

MIASTO POTWÓR
Tekst: Joanna Guszta
Ilustracje: Przemek Liput
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40    
Format / forma: typowa książka 
Sugerowany wiek: 4+


MIASTO ZŁOTEJ
Tekst:
Daniel Chmielewski
Ilustracje: Magda Rucińska
Wydawnictwo: Tadam
Data wydania: 2018
Oprawa: twarda z płóciennym grzbietem
Liczba stron: 76
Format / forma: odwrócony prostokąt
Sugerowany wiek: 8+

„Basik Grysik i wrony”, czyli ufajcie księgarkom, wiedzą, co mówią

26 lutego

„Basik Grysik i wrony”, czyli ufajcie księgarkom, wiedzą, co mówią

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci


Justyna Bednarek w wersji refleksyjnej, której tekst wzrusza. Ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej, które wywołują we mnie jakąś pierwotną tęsknotę za sama nie wiem czym. Może rajem? Może za dzieciństwem? Może za poczuciem bezpieczeństwa? Poznajcie urzekającą i zaskakującą książkę „Basik Grysik i wrony”.

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

Powiem szczerze, że okładka zupełnie nie oddaje treści i charakteru tej pozycji. Wręcz przeciwnie. Myli, sprowadza na manowce. Dlatego nie uwierzyłam księgarce, która zapewniała, że się nie zawiedziemy. I za pierwszym razem zdecydowanie odłożyłam książkę na półkę, niesłusznie klasyfikując ją jako klasyczną historyjkę dla przedszkolaków. Ale nitka została już zawiązana i pewnego dnia przekartkowałam ją dokładniej, i zdziwiłam się, i zadumałam, a książka wylądowała natychmiast w naszej biblioteczce. 

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

Basik Grysik i wrony to bowiem opowieść nietuzinkowa, choć autorki i w tekście, i w obrazie eksplorują najbardziej chyba wyeksploatowany literacko motyw. Po prostu życie. Robią to jednak w sposób magiczny i pełen czułości.  Po swojemu.
Oto pewnego zimowego dnia na świat przychodzi Basik Grysik Kapelusik. Wypada główką w dół, a po przecięciu pępowiny staje się odrębnym bytem. Właśnie Basikiem Grysikiem Kapelusikiem. Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda, że z innymi ludźmi, ze światem, z losem łączą i Basika, i każdego z nas Linki Osobiste Sprężynki. Widzą je jedynie wrony. 
Na następnych stronach podpatrujemy kolejne etapy życia dziecka. Pierwszy spacer, pierwszy domowy wypadek, zgubienie ukochanej kaczuszki w przedszkolu, przyjaźń z wronami, spotkanie z Tym Ktosiem, który potknął się o linkę dorastającej dziewczyny i został już na zawsze, by opiekować się chorą wroną i nie tylko, aż po przybycie na świat Małego Prosięcia z Muchą w Nosie. Wszystkie te ważne chwile, drobiazgi, które splatają los Basika z innymi, te niby przypadkowe zdarzenia, które determinują jej przyszłość. I choć pojawia się gdzieś w tle pytanie, czy kieruje nami przypadek, czy przeznaczenie, to tekst nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Nigdy bowiem nie wiemy, czy przypadek na pewno jest przypadkiem, do kogo trafi zgubiona ukochana zabawka, z kim połączy nas miłość do naleśników, o czyją linkę sprężynkę zahaczymy gdzieś w przelocie.
Justyna Bednarek snuje przy tym swoją opowieść powoli, niespiesznie, osadza akcję gdzieś w tym świecie, w którym rzeczywistość przenika się z magią. Tu czytelnik może zatracić się w tym, co jest prawdą, co metaforą, co prozą życia, a co baśnią. Autorka wydobywa z codzienności ten metafizyczny, baśniowy pierwiastek, o którym w codzienności zapominamy.  

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

Tekst owszem polubiłam i to bardzo, ale to ilustracje pokochałam. Elżbieta Wasiuczyńska stworzyła przepiękne, malarskie impresje, które przypominają mi malowane pocztówki z dawnych lat. To właśnie one nadają opowieści ten wyjątkowy refleksyjny klimat. Zróżnicowane kadrowanie, zbliżenia i oddalenia, szczegóły i ogólny plan, dosłowność i metafora - z właśnie takich elementów artystka utkała opowieść. Najbardziej jednak zapadają w pamięć pejzaże, zapisy ulotnych chwil. 

„Basik Grysik i wrony” Justyna Bednarek, Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Literackie, poetycka opowieść o życiu nie tylko dla dzieci

„Basik Grysik i wrony” zachwyca magią i spokojnym, trochę nie z tego świata czarem. Jednocześnie to historia bliska, domowa, zwyczajna. Dzięki tej wielowymiarowości trafi i do przedszkolaka, który znajdzie tu ciekawą przygodę, i do dojrzalszego czytelnika, którego wzruszy, zatrzyma na chwilę, zmusi do zadumy. Jak poezja, bo choć historia spisana została prozą, to liryzm aż w niej buzuje. Zawołajcie dzieci, zróbcie hektolitry gorącej herbaty, nasmażcie naleśników, otulcie się miękkim kocem, zapalcie świece i zanurzcie się w tej opowieści. Warto. I nie zwracajcie uwagi na nieszczęsną, mylącą okładkę. A przede wszystkim ufajcie rekomendacjom księgarek. Wiedzą, o czym mówią. 


BASIK GRYSIK I WRONY
Tekst: Justyna Bednarek
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format / forma: klasyczna książka
Sugerowany wiek: 4+, dla każdego

Copyright © 2017 Mamobab czyta