Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”, czyli globalna wioska wczoraj, dziś i jutro

01 kwietnia

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”, czyli globalna wioska wczoraj, dziś i jutro

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata” to skrócona i dostosowana do oczekiwań i potrzeb młodszego odbiorcy wersja monumentalnego tomu pod tym samym tytułem. Do tego bajecznie zilustrowana. Autor, Peter Frankopan, z gawędziarską swadą prowadzi nas po dziejach (prawie) całego świata za punkt wyjścia biorąc tytułowe jedwabne szlaki, najstarsze drogi handlowe, krwioobieg, system nerwowy globu działający od starożytnych cywilizacji począwszy po dziś. To siatka połączeń dosłownych i symbolicznych, którą przemieszczają się ludzie, towary, dobra kultury i - co najważniejsze - idee. I filozoficzne, i prawne, i religijne. Dobre i złe, rozwijające i destrukcyjne.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych


W zaledwie szesnastu rozdziałach autor stara się ująć najważniejsze fakty z historii świata. Oczywiste jest więc, że nie jest to rozprawa pełna, zniuansowana, uwzględniająca wszystko, co nawet laikom może wydać się istotne. Nie o to też w tej książce chodzi, nie taki był jej zamysł. To raczej esej historyczny podporządkowany jednej tezie. Pojawiają się uproszczenia, uogólnienia, ale nigdy nie miałam poczucia braku, pisania po łebkach. Czułam się raczej zaintrygowana, zachęcona, by zgłębić temat w bardziej wyspecjalizowanych źródłach.
  
„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Książka zaczyna się przewrotnie - od punktu dojścia, od dziś. Na samym jej początku czytelnik widzi bowiem mapę współczesnego świata. Następnie w inspirującym wstępie autor opowiada o genezie swojego zainteresowania historią i tłumaczy przyjętą przez niego w jej interpretacji perspektywę. W kolejnych rozdziałach dzieje przedstawione zostały chronologicznie - jednocześnie tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni, i inaczej. Rzadko bowiem w naszej edukacji historycznej mogliśmy spojrzeć na dzieje świata z innego punktu. To nie Europa jest tu centrum wszechświata, nawet nie Azja, nie Afryka. Świat tu traktowany jest jako całość, a jego centralny punkt zmienia się w czasie. Krąży, przemieszcza się nawet dziś.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Dużym plusem wynikającym z odejścia od europocentrycznej perspektywy w przedstawianiu historii jest uzmysłowienie odbiorcy, że starożytność to nie tylko Grecja i Rzym, nie tylko gdzieś tam wspomniany Egipt i jakiś wręcz nierealny, baśniowy Babilon. Intrygujący i wiele tłumaczący jest choćby rozdział pokazujący przeobrażenia w świecie Islamu, jego ekspansję, zmiany w obrębie samej religii. Dzięki temu lepiej i głębiej można zrozumieć niektóre procesy zachodzące we współczesności.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Kształtowanie się i ekspansja wielkich religii, wymiana towarów, ale i handel ludźmi, wojny i zarazy, pierwsze katastrofy klimatyczne, które przyczyniły się do upadku wielkich cywilizacji. Dobro i zło.  Frankopan pokazuje wielkie imperia w pełni rozkwitu i ich późniejszy rozkład. W starożytności, w czasach nowożytnych i całkiem współcześnie. Analizuje punkty milowe w dziejach, czasami skupia się na pozornie mało ważnych wydarzeniach, których wpływ na historię możemy zobaczyć dopiero z pewnego dystansu. Przedstawia decyzje i działania prowadzące do rozwoju, i te błędne, które powodowały regres, przegraną. Przede wszystkim jednak zawsze akcentuje wyjątkowe połączenia, interakcje, skrzyżowania, na których przenika się polityka, gospodarka i kultura.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Warto podkreślić, że książka została pięknie wydana i ciekawie zilustrowana przez Neila Packera. Gigantyczny format, intrygująca okładka (choć złocenia trochę drażnią oko w ostrym słońcu), mapki, które można studiować godzinami, całostronicowe obrazy przedstawiające kluczowe zagadnienia. Najciekawiej wypadają przy tym symboliczne labirynty przewijające się przez całą książkę. Wszystko to uatrakcyjnia lekturę, ułatwia zapamiętanie. Super.

„Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”  Peter Frankopan, Neil Packer, Wilga, podróż przez dzieje świata dla dzieci, nastolatków i dorosłych

Prosty, ale pełen pasji język, mnóstwo ciekawostek, anegdot, dziwnych i zdumiewających faktów -  takie ujęcie dość poważnej tematyki sprawia, że książka najlepiej trafi do uczniów starszych klas podstawówki (od 9 do 15 lat). Co więcej, ukazanie historii jako pewnych procesów, które wciąż trwają, schematów, które raz za razem się powtarzają, może niektórym niedowiarkom udowodnić, że to dziedzina ważna, że bez zrozumienia tego, co było, trudniej nam poruszać się we współczesności, a względem przyszłości stajemy się wręcz bezbronni. W tym kontekście frazes, że historia lubi się powtarzać, nabiera zupełnie innego, trochę złowieszczego wymiaru.

Cieszy także, że pojawia się zupełnie inna, nowoczesna i uwzględniająca różne punkty odniesienia narracja historyczna, która nie zapętla się wokół jednej, jedynie słusznej perspektywy. Taką historię lubię i taką chcę pokazywać dzieciom.  A sama rzucam się łapczywie na wersję dla zaawansowanych. Papierowa zniknęła z rynku, przegapiłam, ale ebook wciąż jest dostępny.


JEDWABNE SZLAKI. NOWA HISTORIA ŚWIATA
Tekst:
Peter Frankopan
Ilustracje: Neil Packer
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 2020
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda ze złoceniami
Format / forma: monumentalna
Sugerowany wiek: 8-15 lat, dla każdego, kto woli krótko i na temat
 „O kolędach. Gawęda”, czyli pastorałki dogłębnie objaśnione

16 grudnia

„O kolędach. Gawęda”, czyli pastorałki dogłębnie objaśnione

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Wszyscy mają to cudo. Mam i ja. Wszyscy się zachwycają. Zachwycam się i ja, gdyż duet autorski Emilii Kiereś (tekst) i Marianny Oklejak (ilustracje) biorący na warsztat temat z pogranicza kultury, folkloru, literatury i siłą rzeczy religii gwarantuje, że powstanie rzecz co najmniej ciekawa. I tak właśnie jest. „O kolędach. Gawęda” to książka niby skierowana do dzieci, dużo w niej miłej ckliwości, ale polecam ją każdemu. I wierzącym, i ateistom, i agnostykom. I tym muzykalnym, którzy nie wyobrażają sobie wigilijnej wieczerzy bez rodzinnego śpiewania pastorałek, i tym, którzy wolą posłuchać wykonania innych, i tym, którzy w święta mają kolęd już serdecznie dość. Ci ostatni być może odkryją w nich coś nowego, coś, co umyka i spojrzą na niekiedy zbyt już osłuchane wersy trochę bardziej przyjaznym okiem.

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Dwadzieścia omówionych w książce kolęd w większości każdy z nas lepiej lub gorzej zna. Niektóre potrafimy zanucić, w przypadku innych po prostu kojarzymy albo tekst, albo melodię, albo i jedno i drugie. Nie ma przecież możliwości, by przedświąteczny czas przetrwać bez wybrzmiewającej gdzieś w tle „Cichej nocy” czy „Lulajże, Jezuniu”. 

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Książka, jak każdy przyzwoity leksykon, ma bardzo przejrzysty układ. Z jednej strony to całkiem sensowny śpiewnik, każdej pieśni towarzyszy zapis nutowy uwzględniający gitarowe chwyty. Gratka dla miłośników domowego muzykowania. Następnie znajduje się pełny tekst pieśni ze słowniczkiem wyjaśniającym trudniejsze wyrazy, archaizmy. Na końcu to, co najlepsze, czyli barwna opowieść o każdej pastorałce. 


„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci


Krok po kroku, słowo po słowie autorka pokazuje, jak można zinterpretować opowieść, jak ją odczytać, który klucz interpretacyjny najlepiej odda jej przekaz. Emilia Kiereś sięga do historii, folkloru, uważnie przygląda się i samemu tekstowi, i jego genezie, i wreszcie światu, w którym dana pastorałka powstała. Tropi symbole, wyjaśnia archaizmy, przytacza anegdoty, odkrywa nieznane, tłumaczy pozorne nieścisłości (na przykład nasze rodzime gatunki zwierząt w stajence / grocie w zupełnie innej szerokości geograficznej). A że ze swadą umie barwnie i zajmująco analizować nawet najbardziej klasyczne teksty udowodniła przecież już w swoich komentarzach do „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza. Tym razem również nie zawodzi. Uwielbiam wykopane przez nią ciekawostki, te smaczki. Miód na serce człowieka, który zawsze chce wiedzieć więcej. Wyobraźcie sobie, że autorka w tekst o kolędach wplotła nawet opowieść o naszych rodzimych gatunkach ptaków czy składzie góralskiej kapeli.

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Tekst nie jest zwykłym wykładem, to opowieść, zgodnie z tytułem gawęda, w której autorka zwraca się do czytelnika. Stosuje prosty, bezpośredni i jednocześnie pełen czułości język dostosowany do małego odbiorcy, a przede wszystkim za pomocą pięknej, plastycznej polszczyzny kreuje niesamowite światy (o tak, każda kolęda to inna przestrzeń, inne emocje), tworzy magiczną atmosferę świąt. I choć czasami wydawałoby się, że słodyczy jest odrobinę zbyt wiele, nie czułam się upupiona, nie miałam wrażenia przesytu. Ot, taki temat, abstrahując od religijnego kontekstu po prostu narodziny dziecka.  

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Mocny wydźwięk religijny owszem się pojawia, co nie dziwi, wręcz przeciwnie - byłabym zaskoczona, gdyby go nie było. Z punktu widzenia osób wierzących Bóg się przecież rodzi, to czas, gdy dzieje się cud. Trochę się obawiałam, czy moje racjonalne do bólu podejście do rzeczywistości nie sprawi, że odbiję się od tego typu tematyki. Okazuje się jednak, że naprawdę dobrą przeciwwagę stanowi równie silna podbudowa historyczna i kulturowa - ciekawa, wciągająca, pełna faktów. To po prostu spojrzenie na tradycję w nieco inny sposób. Tak ja podeszłam do tematu i dałam radę.  

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Marianna Oklejak, autorka pełnych energii, bajecznie kolorowych i przede wszystkich ciepłych ilustracji, także wielokrotnie pokazała, że potrafi ożywić dawne ludowe motywy, tradycji nadać współczesny rys. Uwielbiam jej „Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych”,  o których pisałam na blogu. W kolędowych gawędach artystka równie wyśmienicie bawi się formą, sięga po wycinanki, z szacunkiem przekształca na folkową modłę religijne symbole, klasyczną chrześcijańską ikonosferę. A przy tym nie boi się wprowadzić do obrazów odrobiny przewrotności, ciepłego humoru i takiej rodzinnej swojskości. Pokładający się tu i ówdzie na kartach książki pastuszkowie są przeuroczy. 

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

„O kolędach. Gawęda” Emilia Kiereś, Marianna Oklejak, Wydawnictwo Kropka, świąteczna opowieść o pastorałkach nie tylko dla dzieci

Kolędy towarzyszą i wierzącym, i niewierzącym od zawsze, od pierwszych świąt w ich życiu. W domu, w pracy, w szkole, nawet w sklepie. Czy tego chcemy, czy nie. Czasami męczą, czasami powodują, że ciepło nam na sercu. Często jednak nie zastanawiamy się, o czym tak naprawdę opowiadają, jaki świat pokazują. Niektórym towarzyszą emocje, przywołują one bowiem pewien szczególny świąteczny, rodzinny klimat. Z reguły jednak po prostu je śpiewamy lub stanowią zwykłe dźwiękowe tło. Nie poświęcamy im głębszej refleksji, bo i nie taka jest ich rola. Warto się jednak zatrzymać i odkryć coś nowego w czymś, co znamy od lat.

I to albumowe wydanie. Sprawcie sobie w tym roku rodzinny gwiazdkowy prezent, który będzie towarzyszył wam przez lata.  

O KOLĘDACH. GAWĘDA
Tekst: Emilia Kiereś
Ilustracje: Marianna Oklejak
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 128
Format / forma: piękny album
Sugerowany wiek: 6-100, dla każdego, dla rodziny

„Encyklopedia Wczesnej Ziemi”, czyli siła opowieści

23 maja

„Encyklopedia Wczesnej Ziemi”, czyli siła opowieści

Lubię tytuły, które trochę zwodzą, swą wieloznaczność ujawniają dopiero, gdy kończysz lekturę. Tytuły zapadające w pamięć, które mimo ich twierdzącej formy w mojej głowie zmieniają się w pytanie. Taki właśnie tytuł widnieje na okładce grubego tomu, który skrywa intrygującą powieść graficzną - „Encyklopedię Wczesnej Ziemi”, zaskakująco dojrzały debiut Isabel Greenberg.


„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu


Encyklopedia to wiedza - sprawdzona, zweryfikowana. To termin z punktu widzenia współczesnego człowieka odnoszący się do tego, co pewne, racjonalne, wiadome. Nie narracja, a zbiór faktów. Opowieść snuta przez Greenberg nie dzieje się jednak dziś, ale w zapomnianej, przedhistorycznej erze Wczesnej Ziemi. W czasach, gdy porządek rzeczy dopiero się tworzył, a reguły rządzące światem zapisano w symbolicznym języku mitu. To właśnie on wyznaczał horyzont wiedzy, tłumaczył niezrozumiałą rzeczywistość i porządkował przestrzeń aksjologiczną. Wielowątkowa narracja właściwa tradycji oralnej jest tu traktowana jako spoiwo, element magiczny, wręcz religijny łączący wszystkie wymiary, te dostępne doświadczeniu i te poza empirię wykraczające.


„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu


Gdyby ktoś mnie zapytał, o czym konkretnie jest ten komiks, nie umiałabym odpowiedzieć. Od kilku dni próbuję wyłuskać jakąś przewodnią ideę, główny temat i poddaję się, nie potrafię. I w tym właśnie tkwi siła tych opowieści, w wielowątkowości, w udanej próbie wytłumaczenia całości świata nie tylko z punktu widzenia głównego bohatera, opowiadacza, gawędziarza, trochę z przypadku wędrownego poety. To przecież encyklopedia, to mitologia, w której zapisano całą wiedzę niezbędną ludziom zamieszkującym Wczesną Ziemię. Tego streścić się nie da, ba, tego streszczać nie wolno.
„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu


W misternie utkanych w szkatułkowej formie historiach znajdziemy i miłość matczyną, ojcowską, i miłość między kobietą i mężczyzną spełnioną i niespełnioną jednocześnie. W kolejnych opowieściach pokazano relacje człowieka z tym, co transcendentne, i relacje boga z tymi, których stworzył. Złożone, trudne, pełne napięć, skrywające i poddaństwo, i bunt. To nie wszystko. Władza, ofiara, opozycja obcy - swój, rodzina i plemię, znaczenie możliwości komunikacji i porozumienia, rożne interpretacje tych samych wydarzeń, zwykły spryt, podstęp, pospolite oszustwo, wykorzystywanie pozycji, dezinformacja. Morały, kompasy moralne, usprawiedliwienia i rozgrzeszenia. Okrucieństwo i łagodność. Manipulacje na poziomie boskim i ludzkim. Słowem pełne spektrum. Encyklopedia wiedzy, podręcznik przetrwania. Mitologia. Po prostu obraz ówczesnego świata.
„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu


Greenberg przy tym nie wymyśla własnych, autorskich opowieści. Wręcz przeciwnie, w większości przypadków sięga do różnych, mniej lub bardziej zakorzenionych w naszej kulturze, tradycji mitologii, świętych ksiąg i czerpie z nich garściami - schematy fabularne, toposy, bohaterów. Nie robi tego na szczęście metodą „kopiuj/wklej”, ale twórczo przekształca, miksuje, tworzy nową jakość. Wciągającą bez reszty, pełną emocji, klimatyczną, a przede wszystkim przekonującą. Czytelnik wie, że to fikcja, literacka kreacja, ale to nie ma znaczenia. Łatwo uwierzyć, że Wczesna Ziemia istniała naprawdę. Bo gdyby istniała, byłaby właśnie taka, jak sugeruje Greenberg. Prawdę o niej przekazywałby konglomerat tradycyjnych opowieści z różnych światów i kultur.



„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu

Oś narracyjna, wokół której skupiają się wszystkie historie, przypomina przy tym z jednej strony tradycyjną baśń, w której ten najmłodszy udaje się w świat, by odnaleźć zagubiony artefakt. Z drugiej strony wyraźnie widać inspirację klasyczną inicjacyjną powieścią drogi. Tu także bohater wyrusza w nieznane, by dojrzeć, stać się „pełnym” człowiekiem. Całością i dosłownie, i w przenośni. Przewrotnie zaś w tym komiksie droga, którą przemierza chłopiec, nazwana została wprost odyseją. Pokrętnym powrotem do domu, właściwego miejsca, choć znajduje się on na przeciwnym biegunie.

„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu


Encyklopedia sugeruje również powagę, naukowość, formalność. Mitologia z kolei pewną dozę patosu. Niech was to nie zwiedzie, we wszystkich opowieściach język jest żywy, nowoczesny, często pełen humoru, potoczności. Efekt zderzenia potencjalnie podniosłych treści ze zwykłą, codzienną mową, często aż nazbyt dzisiejszą, zadziwia świeżością. Co więcej, równie niestandardowo autorka buduje postaci, żyjące tak dawno i jednocześnie tak współczesne. Zwróćcie szczególną uwagę na moich faworytów, boską rodzinkę. 

„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu

Warstwa graficzna nie zaskakuje, ale też nie rozczarowuje. Prosta kreska i ograniczona, raczej zimna paleta kolorystyczna oddają mroźny klimat i ducha dawnych opowieści. Umowność, odrealnienie grafiki z kolei powoduje, że wymowa nawet drastycznych scen (choćby ofiary z dzieci czy odcięta głowa olbrzyma) zostaje złagodzona. Dodajmy do tego imponującą, godną encyklopedii wielkość (to rzeczywiście potężne tomisko), świetne, dodające magii lakierowania na okładce i czcionkę stylizowaną na odręczne pismo. 

„Encyklopedia Wczesnej Ziemi” Isabel Greenberg, Kultura Gniewu

„Encyklopedię Wczesnej Ziemi” możemy potraktować po prostu jako bajeczną, fantastyczną opowieść o przygodzie, o jednocześnie egzotycznym i bliskim świecie, w którym spotykamy fascynujące, barwne postaci - wojowników, bóstwa, olbrzymów, szamanów, wiedźmy, władców. Jednak najciekawsze kryje się poziom wyżej, w kulturowych nawiązaniach, fabularnych cytatach, użytych kliszach, przetworzonych toposach. Gęsto tu od znaczeń, symboli i metafor w większości przypadków czytelnych nawet dla dwunastolatka.  Greenberg udało się stworzyć atrakcyjne dla czytelnika w każdym wieku uniwersum z naprawdę dużym potencjałem. Z niecierpliwością czekam, aż wypełni je kolejnymi opowieściami.


ENCYKLOPEDIA WCZESNEJ ZIEMI
Scenariusz i rysunki: Isabel Greenberg
Tłumaczenie: Łukasz Buchalski
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Data wydania: 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 180
Format/forma: grube komiksowe midi
Sugerowany wiek: 10+, dla każdego, dorośli
„Atlas mitów”, czyli włochaci ludzie, rogate węże i gadające rzeki

25 stycznia

„Atlas mitów”, czyli włochaci ludzie, rogate węże i gadające rzeki



Atlas okazuje się być bardzo pojemną formułą. Porządkuje wiedzę, pozwala przedstawić ją w klarowny i przejrzysty sposób. Może przytłaczać wielkością (zazwyczaj dominuje format gigant), nie onieśmiela jednak, nie zarzuca na wstępie tysiącem szczegółowych informacji. Pokazuje jakiś wybrany wycinek rzeczywistości, fragment wiedzy z lotu ptaka, czytelnik zyskuje ogólny pogląd i to on sam decyduje, czy warto poświęcić trochę więcej uwagi prezentowanej tematyce. Palcem po mapie wcale nie musi przy tym oznaczać jedynie odkrywania nowych lądów, miast, rzek i masywów górskich. Poznawać można niemal wszystko. Duchy i zjawy, historię, kulturę i zwyczaje, a także prastare legendy i wierzenia.

W dosłownie olbrzymim „Atlasie mitów” Thiago de Moraes zabiera małych czytelników w niezwykle zajmującą podróż po dwunastu mitologicznych krainach, w których mieszkają potwory, herosi i bogowie. Wciąż żywi i ci, których wyznawcy są obecni jedynie na kartach historii.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Wędrówka zaczyna się od krainy oczywistej, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym. Od starożytnej Grecji, pierwszego skojarzenia przeciętnego Europejczyka z hasłem mitologia. Dopiero później robi się ciekawiej. Poznajemy wierzenia Janomamów z Ameryki Południowej, Azteków i Indian z Ameryki Północnej, a także ludów Polinezji. Podróżujemy w czasie do starożytnego Egiptu. Odwiedzamy afrykańskie plemię Jorubów. Nie pominięto mitów japońskich i hinduistycznych. Nie zabrakło także panteonu naszych rodzimych bóstw słowiańskich, a także historii irlandzkich i nordyckich. To wszystko na zaledwie dziewięćdziesięciu sześciu stronach.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Mimo bogatej treści nie ma tu w ogóle bałaganu. Cała książka podzielona została konsekwentnie na przejrzyste sekcje. Najpierw strona wstępu z krótką charakterystyką omawianej później mitologii i geograficznym jej umiejscowieniem. Potem wielka rozkładówka z ogromną mapą przedstawiającą wyobrażenie świata w danej kulturze. Piętra, dyski, wieże, wyspy, góry, gigantyczne żółwie, a na tym wszystkim umieszone sylwetki wybranych postaci - bogów, półbogów, herosów. Wokół grafiki zaś krótkie, jedno- lub dwuzdaniowe charakterystyki omawianych bohaterów, trochę powierzchowne, czasami uwypuklające jakąś wcale nie najważniejszą cechę.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Na kolejnych stronach przedstawiono przykładowe opowieści, legendy w dość uproszczonej, dostosowanej do percepcji dziecka wersji i wybrane ciekawostki, często w postaci czytelnych wypunktowań. Co więcej, na założonego dziecięcego odbiorcę wyraźnie wskazuje podkreślony morał, nauka, wniosek z danej historii wynikający. Cały blok kończy część Stworzenia i artefakty, która zawiera dokładnie to, co sugeruje tytuł - portrety dodatkowych postaci, magicznych narzędzi, potraw o wyjątkowych mocach. Przyznam szczerze, że wybór czasami był nieco zaskakujący.

Często stosowane są również porządkujące treść odnośniki i wyliczenia.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia




















Trudno pisać o starożytnych mitach, całkowicie pomijając okrutne i przerażające sceny. Nie da się. Autorowi jednak całkiem sprawnie udała się niemal niemożliwa sztuka przystosowania brutalnych czasami treści do dziecięcej wrażliwości. Częściowo to zasługa lekkiej, uproszczonej formy, częściowo wszechobecnego humoru osłabiającego wydźwięk najbardziej drastycznych wątków. Przykładowo informując czytelnika o azteckich ofiarach z ludzi, z jednej strony podano dość konkretną, kulturową i religijną motywację tego obyczaju, z drugiej dość dowcipnie skomentowano zwyczaje bogów i ludzkie o nich wyobrażenia. Granica dobrego smaku nie została przy tym przekroczona.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Początkowo, szczególnie po lekturze rozdziału poświęconego Słowianom, krytycznie podeszłam do zbytnich uogólnień, nieuwzględniania wewnętrznego zróżnicowania omawianych kultur. Choćby baśń o Wasylisie nie charakteryzuje całego, niezwykle bogatego świata Słowian. Zarówno autor, jak i wydawca zdają sobie sprawę z tych ograniczeń, co wyraźnie zaznaczają już we wstępie. Książka nie ma bowiem na celu objaśnienia każdego aspektu danej cywilizacji. To jedynie punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Przy takim ujęciu to, co uznawałam za wadę, staje się zaletą tej pozycji. Znajdź punkt zaczepienia, barwną inspirację i drąż, szukaj, dociekaj. Im ich więcej, tym lepiej.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Atlas mitów to typowe tomiszcze do czytania w pozycji półleżącej. Ciężkie, średnio wygodne nie różni się niczym od klasycznych atlasów geograficznych. Forma ta jednak zachęca do eksplorowania map, odnajdywania na nich różnych szczegółów i szczególików. To raczej nie jest lektura na raz, a raczej książka, którą czyta się wciąż, na wyrywki. Pozycja, która wymaga wysiłku. Także fizycznego, gdyż mapy przedstawiono zarówno w pionie, jak i w poziomie i najzwyczajniej w świecie książkę trzeba czasami odwrócić.

ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Dodatkowo całkiem ciekawe ilustracje dzięki zastosowanej przygaszonej kolorystyce świetnie współtworzą atlasowy klimat. Surowe, trochę przerysowane, często zabawne raczej wywołują uśmiech niż przerażają. Spójrzcie na chatkę Baby Jagi na kurzych nóżkach. Wygląda tak, jakby chciała uciec z książki.

ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Wielki plus przyznaję za wieńczący całą książkę rozdział zawierający poprawną wymowę często bardzo egzotycznych nazw. Konia z rzędem temu, kto potrafi prawidłowo wypowiedzieć choćby azteckie imiona bóstw. Centzonhuitznahuac. Huitzilopochtli. Hochiquetzal.

ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Czy to książka uniwersalna, która zainteresuje bardziej zaawansowanych czytelników, starszą młodzież i dorosłych? Szczerze mówiąc, nie wiem. Części poświęcone całkowicie mi nieznanym wierzeniom i narodom/plemionom naprawdę mnie zaciekawiły, ale dotyczyły one kultur, o których wiedziałam bardzo mało lub w ogóle nic. Jak dziecko rozpoczynające swoją przygodę z mitologią. Fragmenty odnoszące się do bliskich nam tradycji (starożytna Grecja, Skandynawia, Słowiańszczyzna) wydawały mi się zbyt uproszczone, za oczywiste, zupełnie niepogłębione. Oczywiście z punktu widzenia dorosłego. Z perspektywy sześcio-, siedmio-, a nawet dziesięciolatka wszystko to wydaje się nowe, zajmujące i bardzo wciągające. Domowy tester potwierdza i szczególnie poleca mitologię nordycką - odrobinę znaną, wystarczająco egzotyczną. Od niej właśnie zaczął lekturę.
ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN, Thiago de Moraes, Nasza Księgarnia

Ogień, powodzie i jaguary, czarodziejskie ptaki, wampiry, wilkołaki i zmiennokształtni, włochaci ludzie, rogate węże, gadające rzeki i walczące małpy, wybuchające jajka, olbrzymy i krasnoludy. I setki innych niesamowitych magicznych stworzeń i przedmiotów, dziesiątki wciągających opowieści w niczym nieustępujących współczesnym historiom fantastycznym. Nieustające źródło inspiracji i klucz do zrozumienia dzisiejszej kultury. Warto wiedzieć, że Thor to nie owoc wyobraźni scenarzystów Marvella.

Największą jednak zaletą tej publikacji, czymś, co wyróżnia ją spośród innych pozycji poświęconych mitom, jest uwzględnienie bardzo egzotycznych kultur. Tych, o których niemal nic nie wiemy. Ba, często nie zdajemy sobie sprawy, że istniały/istnieją. To chyba jedyna książka dla młodszego czytelnika, w której przeczytamy choćby o Jorubach czy Janomamach.


Dodatkowo wydawnictwo przygotowało specjalne karty zabaw, które możecie pobrać ze strony wydawnictwa Nasza Księgarnia. O tu!



ATLAS MITÓW. POTWORY, HEROSI I BOGOWIE ORAZ MAPY DWUNASTU MITOLOGICZNYCH KRAIN
Tekst i ilustracje: Thiago de Moraes
Tłumaczenie: Anna Nowak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2018
Liczba stron: 96
Oprawa: twarda
Format/forma: gigantyczne maksi
Sugerowany wiek: 6-10 lat



„Bangsi”, czyli niedźwiadek, troll i wioska wikingów

10 stycznia

„Bangsi”, czyli niedźwiadek, troll i wioska wikingów


Najzimniejsza z zim. Mroźny klimat, nieskazitelnie czysty krajobraz północy. Bezkres śniegu i lodu, czyli tego, „co jest nad nami i przed nami, i z tyłu, i z prawej, i z lewej strony”. Biel wszędzie, aż po horyzont. W takiej magicznej, rzadko dziś spotykanej pod naszą szerokością geograficzną, scenerii Hubert Klimko-Dobrzaniecki umieszcza akcję trochę nietypowej opowieści „Bangsi”.

„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format


Przyznam szczerze, że najbardziej w tej pozycji cenię jej wyjątkową oprawę graficzną. Minimalistyczną, pozornie prostą, a jednocześnie stylową i świetnie wpisującą się w samą opowieść. Zachwyca już sama okładka, twarda, kartonowa z wyciętymi literami tytułu, spod których prześwituje jasnoszara wyklejka ze śnieżkami. Rozczulają łagodne, zaokrąglone brzegi. Ciekawy efekt daje nietypowy szarozielony kolor czcionki. Wielka szkoda, że na okładce nie znalazło się nazwisko autorki projektu graficznego, Julity Gielzak.

„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format



Dość specyficzne ilustracje Marcina Dopieralskiego dobrze oddają śnieżny, zimowy klimat tej historii. Na pełnych światła stronach nakreślone czarną kreską postaci i elementy scenografii przyciągają i dopowiadają opowieść. Wszystko wydaje się tu być miękkie, puszyste jak śnieg, dominują obłe kształty. Z wyczuciem oddane są także emocje i uczucia towarzyszące bohaterom - miłość, przywiązanie, ciekawość, niepokój. I te szczegóły! Charakterystyczne dla tamtych rejonów dachy budynków porośnięte trawą. Wzrok owcy patrzącej spode łba na pewnego wikinga. Mina Trolla w ostatecznej rozgrywce.
„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format


Przejdźmy do treści. Tytułowy Bangsi to mały niedźwiadek polarny, który przez podstępnych ludzi zgubił w Bezkresie swoją mamę. W wyniku różnych zbiegów okoliczności zwierzak trafia na wyspę Grimsey do  sympatycznej osady Wikingów wygnanych z Norwegii za to, że myli zęby, i staje się niemal członkiem rodziny Grimura, który zamiast rogatego hełmu na głowie nosi metalowy czajnik. Życie w wiosce płynie powoli, trochę sielankowo. Opowiada się tu bajki, popija zdrową herbatkę ziołową (nie tylko) i delektuje suszonymi rybami. Do czasu. Gdyż na wyspę w pewnym momencie pada blady strach. 


„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format


Bangsi to przede wszystkim opowieść o miłości, rodzinie i przyjaźni. Postawy bezinteresowne, szlachetne przewijają się przez całą historię. Taka jest i miłość matczyna, i (trochę ryzykanckie) poświęcenie się dla dobra wspólnoty, i zaskakująca pomoc udzielona przez ludzi Bangsiemu. Ludzie w świecie niedźwiedzi są przecież wyłącznie źli, spotkanie z nimi oznacza śmierć, gdyż człowiek chce futer i sadła. A tu niespodzianka. Zdarzają się tacy, którzy wcale tego nie potrzebują, wręcz przeciwnie. Choć ogólny przekaz jest jak najbardziej pozytywny, trochę zabrakło tu pokazania, że eskimoscy myśliwi nie byli okrutni tak ot, bez powodu. Motywowała ich przecież biologia i instynkt przetrwania. 

Autor porusza również temat skutków nałogu, który wyniszcza nie tylko jednostkę - tu uzależnionego od hazardu wikinga Lali, ale i zagraża istnieniu całej społeczności. Pojawia się także kościół i refleksje na temat religii. Czy wnoszące coś do fabuły? Z mojej perspektywy nic, choć doceniam delikatne, nienachalne podejście do zagadnienia. 
„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format

Znający kulturę islandzką jak własną kieszeń Klimko-Dobrzaniecki buduje swą opowieść trochę przewrotnie. Pokazuje nie tylko lokalny koloryt wioski wikingów (suszone śledzie, wełniane sweterki itd.), zawieszonej pomiędzy światem tutejszego folkloru (trolle) a nowożytnością (religia chrześcijańska). Przekształca również klasyczne baśniowe motywy zagadki i zakładu. Z tym złym oczywiście. I doskonale udaje mu się oddać zimową atmosferę opowieści. Jednocześnie mroźną i ciepłą.


„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format



W tej nieco absurdalnej historii odnajdziemy także dużo sympatycznego, bezpiecznego humoru. Niestety, o ile banicja za mycie zębów rozśmieszy już przedszkolaka, to dyskusja o zamianie wina w ocet może dzieci po prostu nudzić.

Z drugiej strony to książka opowiadająca również o dorastaniu, poznawaniu świata, nauce odróżniania tego, co dobre, od tego, co złe. Autor nie stroni więc od poważnych pytań, które zadaje ciekawski niedźwiadek. Odpowiedzi jednak często przypominają złote myśli dla najmłodszych, gotowe, podane na talerzu, przetworzone. Nie prowokują do własnych przemyśleń.

„Bangsi” Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Dopieralski, Wydawnictwo Format


Przyznam szczerze, że z tekstem zaprzyjaźnialiśmy się kilkukrotnie. Pierwsze podejście było kompletnie nieudane. Dopiero kolejne lektury, lepsze zrozumienie dość egzotycznego z naszego punktu widzenia, północnego kontekstu, pozwoliły odnaleźć trochę smaczków, punktów zaczepienia, pozwalających historię polubić.

Trochę wynika to z przyjętej przez autora konwencji - filozoficznej, miejscami nieco patetycznej przypowieści połączonej z prostą, momentami infantylną historią. Przede wszystkim zaś to efekt mnogości poruszanych zagadnień i wątków, które nie zawsze układają się w spójną, czytelną całość. Czasami mniej naprawdę znaczy więcej, szczególnie w książce skierowanej do przedszkolaków.

Z tego też powodu „Bangsi” dość często trafia na moją półkę książek do puszczenia w świat. I zawsze z niej powraca. Nie umiem rozstać się z magiczną okładką, uwielbiam na nią patrzeć. To wyjątkowa forma graficzna rekompensuje wszystkie mankamenty fabuły. Tylko tyle i aż tyle.

I na koniec rzecz najważniejsza. Doskonale ujęła to w okładkowej notce Natasza Goerke: „Bangsi reprezentuje rzadką w dzisiejszej bajce postawę non violence: z nikim się nie bije, nikogo nie nienawidzi, a pazernego trolla sprytnie pacyfikuje za pomocą siły, którą jest miłość. Jakie to proste i jakie niezwykłe.” Nie sposób się z tym nie zgodzić.

Książki szukajcie w antykwariatach i bibliotekach.

BANGSI
Tekst: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Ilustracje: Marcin Dopieralski
Wydawnictwo: Format
Data wydania: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Format/forma: midi z zaoblonymi rogami
Sugerowany wiek: 4+
„Reformator. Marcin Luter”, czyli historia dla (nie tylko) opornych

13 września

„Reformator. Marcin Luter”, czyli historia dla (nie tylko) opornych


Prosto. Z humorem. Z pazurem. Oto historia w wersji dla opornych (i nie tylko). Oto „Reformator. Marcin Luter” - opowieść prawdziwa w formie komiksowej opowiedziana. Słowem przez Michała Rzecznika, rysunkiem przez Piotra Nowackiego.

„Reformator. Marcin Luter” Michał Rzecznik, Piotr Nowacki

O swoim życiu opowiada tu sam Marcin Luter (wersja uwspółcześniona). Zaczyna od dnia swoich narodzin, by zakończyć swój żywot i snuć opowieść dalej. Luter-narrator ocenia swe dokonania z dzisiejszej perspektywy, wykazuje przy tym dużo dystansu i do siebie, i do swego otoczenia. Lekka, komediowa formuła przypomina z jednej trochę cmentarne wywiady z „Trupich gadek” Adama Murphy'ego w wersji mniej makabrycznej, w ogóle niezombiastycznej, z drugiej niedawno wznowioną serię Strrraszna historia. Już sama okładka kojarząca się z serialem „Był sobie człowiek” sygnalizuje, jaką konwencję przyjęli autorzy.

„Reformator. Marcin Luter” Michał Rzecznik, Piotr Nowacki

Narracja toczy się składnie. Poznajemy skrótowo nie tylko rozwój duchowy bohatera, jego dojrzewanie, mierzenie się z wiarą i instytucją kościoła katolickiego, ale i genezę samej reformacji łącznie z równie ramowym tłem historycznym. Przyglądamy się najważniejszym etapom zmian i religijnych, i społecznych, a także ich wpływowi na ówczesny świat (oczywiście ograniczony do Europy).
„Reformator. Marcin Luter”

Kompozycyjnie opowieść podzielono konsekwentnie na dwie części. Na każdej rozkładówce po prawej stronie w komiksowej formie umieszczono główną oś narracji, najczęściej w czterech kadrach, gdzieniegdzie urozmaiconych nietypowym układem uwypuklającym pewne kluczowe treści. Po lewej zaś autorzy zdecydowali się zaprezentować coś w rodzaju słowniczka. Każda strona to jedno hasło zdefiniowane raczej klasycznie. Oprócz pojęć związanych z epoką (np. szwabacha, inkwizycja, scholastyka, sztuki wyzwolone, symonia), odwołań do literatury, sztuki i kultury tamtego okresu, znajdziemy tam także krótkie biogramy kluczowych postaci zarówno artystów (Łukasz Cranach Starszy, Dante, Dürer), jak i teologów, filozofów (np. św. Augustyn, Arystoteles, Jan Staupitz, Erazm z Rotterdamu, Morus, Jan Hus).

„Reformator. Marcin Luter” Michał Rzecznik, Piotr Nowacki

Niestety, układ ten ma pewne mankamenty. Po pierwsze wybija z lekturowego rytmu, po drugie często nie widać logicznego związku z tym właśnie momentem fabuły, w którym właśnie jesteśmy. Nawiązanie pojawia się na przykład za stron kilka i albo dziecko je zauważy, albo nie. Powróci, by sobie przypomnieć, lub wciągnięte w wir opowieści zignoruje. Trzeba jednak przyznać, że dzięki tym definicjom nawet młodsze dzieci będą w stanie zmierzyć się z lekturą całkowicie samodzielnie. To atut.
„Reformator. Marcin Luter” Michał Rzecznik, Piotr Nowacki

Czarno-białe, proste rysunki (kolor pojawia się tylko w jednym, znaczącym momencie) Piotra Nowackiego pełne są różnorodnych smaczków, aluzji, mrugnięć oczkiem. Autor chętnie stosuje skrót, czytelne symbole. Tu się, moi drodzy, profesjonalnie stosuje wykresy rodem z Power Pointa, by szkodliwość zjawiska odpustów klarownie wyjaśnić. Tu się fachowe logo tworzy. Tu się przed spoilerami ostrzega. Tu się współczesność zakrada do wieków średnich, by dziś żyjącym dzieciom dawny świat lepiej objaśnić.

„Reformator. Marcin Luter” mimo że wprost odnosi się do religii, w żaden sposób komiksem religijnym nazwany być nie może. Przyjęta perspektywa, dość szerokie jak na tak niewielki tom tło historyczne, powoływanie się na konkrety, fakty, słowem zwykły obiektywizm sprawiają, że bliżej tej pozycji do książek religioznawczych traktujących o genezie poszczególnych wyznań i ich podstawowych zasadach, dogmatach. Luteranizm wpisany został tu w bardziej złożony kontekst jako opcja, a nie jedynie słuszne rozwiązanie. Aż się prosi o komiksowe opowieści o innych wiarach i niewiarach. Wszystkich. Bez wyjątku.
„Reformator. Marcin Luter” Michał Rzecznik, Piotr Nowacki

Można się zżymać na pewne uproszenia, na trywializację dość dramatycznych wydarzeń. Tylko po co? Komiks nie zastąpi książek poważniejszych, głębiej traktujących temat, naświetlających problem z wszelkich stron. Będzie za to świetnym uzupełnieniem dla tych bardziej zaawansowanych, zachętą do zgłębienia tematu dla początkujących i ostatnią deską ratunku dla tych, którzy do wszystkiego, co związane z historią, podchodzą jak do jeża. (10-13 lat, choć i starszym się spodoba)

REFORMATOR. MARCIN LUTER
Scenariusz: Michał Rzecznik
Rysunki: Piotr Nowacki
Wydawnictwo: Widnokrąg
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
Format/forma: komiksowe midi
Rekomendowany wiek: 10-13 lat

Copyright © 2017 Mamobab czyta