Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liput Przemek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liput Przemek. Pokaż wszystkie posty
„Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”, czyli harmonia wspólnej przestrzeni

11 marca

„Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”, czyli harmonia wspólnej przestrzeni


„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka,  „Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Miasto, czyli przestrzeń, w której wielu z nas żyje na co dzień. Obce lub oswojone, statyczne lub pulsujące, przyjazne lub wrogie. Lubię miejski zgiełk, klimat, ale przeraża mnie, męczy i przesyt, i betonowa pustka. To właśnie o tych różnych obliczach miast opowiadają dwie książki obrazkowe - „Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”. W każdej z nich autorzy spoglądają krytycznie na świat wieżowców, budynków, zaułków i ulic. W każdej akcentują inne rzeczy. W pierwszej - przytłaczający nadmiar i niekontrolowany bałagan, w drugiej - dojmujący brak zieleni i chaos, celowy, wrogi. Problemem zawsze okazuje się brak równowagi, harmonii, zaburzone proporcje. W sumie rozwiązanie, które wyłania się z obu lektur, jest jedno. Zaskakująco proste. Niemal oczywiste.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” napisane przez Joannę Gusztę i brawurowo zilustrowane przez Przemka Liputa to prosty thriller dla dzieci. Oto mamy pewne urocze miasteczko, Miastoszewem zwane. Oto mamy potwora, który jak Godzilla wyłania się z morza i podąża w stronę miasta, by je zjeść. W łapie dzierży uroczą pocztówkę przedstawiającą miasteczko jak z bajki. Śliczne, czyste, do schrupania. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Po pierwsze gdzieś zniknęły wszystkie drzewa, za to mury, ściany budynków opanowały billboardy i banery. Setki reklam, ogłoszeń. Istna kakofonia barw, kształtów. Gdzieniegdzie prymitywne graffiti, tu i ówdzie psie kupy. Wszędzie brakuje skwerów, placów, parków, miejsc do spotkań, czyli wspólnej przestrzeni. Znajomy koszmar. Mieszkałam w takim miejscu, więc doskonale rozumiem, że nawet tytułowy Potwór poczuł obrzydzenie. Przewrotnie jednak to właśnie on uczy mieszkańców i przy okazji młodych czytelników, jak powinno wyglądać przyjazne ludziom miasto, takie, w którym po prostu żyje się dobrze.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Choć użyta konwencja może budzić niepokój, nie bójcie się. Ta opowieść z dreszczykiem świetnie nadaje się właśnie dla przedszkolaków. Sensacyjny sztafaż zastosowany został tu z dużym dystansem i humorem. Potwór owszem jest straszny, a jeszcze straszniejszym czyni go fioletowa muszka w groszki. Kreatura chce pożreć miasto, ale tak naprawdę pomaga jego mieszkańcom w uświadomieniu sobie, że to także oni odpowiadają za otoczenie. W rzeczywistości dzieci nie znajdą tu nic przerażającego, tylko prostą, sympatyczną grę ze znanym schematem fabularnym. Tym, co budzi grozę, jest raczej brudne, chaotyczne i przeładowane miasto.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Przystępny język świetnie współgra z zabawną formą graficzną. Krótki, dość minimalistyczny tekst podany został nie tylko w formie typowych bloków, ale głównie w lubianych przez dzieci komiksowych dymkach. Pełne szczegółów, śmiesznych lub znaczących detali ilustracje stanowią tak naprawdę główną arenę rozgrywającej się akcji. Co więcej, dobrze się sprawdzą jako zwykła wyszukiwanka. I to zaczynając od i śmiesznej, i strasznej pierwszej wyklejki, na końcowej - czystej, schludnej i miłej dla oka - kończąc.
 
„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” to odpowiednik książek poświęconych miejskiej estetyce Filipa Springera, ale dla najmłodszych, to pierwsza lekcja dobrego smaku, prosty poradnik urbanistyki dla przedszkolaków, czyli podstawy tworzenia przyjaznej przestrzeni, w której aż chce się żyć. Nie pstrokate, tandetne, brudne, przytłaczające i pozbawione zieleni, ale z czystymi, stonowanymi elewacjami, wygodnymi chodnikami, dobrze zaplanowaną przestrzenią, w której można oddychać pełną piersią, skwerami i parkami, w których mieszkańcy mogą wspólnie spędzać czas.  

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka,  ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Druga pozycja - „Miasto Złotej” - eksploruje zupełnie inne miasto. Szare, betonowe, wręcz postapokaliptyczne, opustoszałe, nieskończenie wielkie i przytłaczające, choć główna bohaterka wcale tak nie uważa. O ile pierwsza z książek pełna była humoru, w tym przypadku Daniel Chmielewski (tekst) i Magda Rucińska (ilustracje) serwują dzieciom prawdziwy urbanistyczny horror, industrialną baśń. Całkiem na poważnie. Na szczęście mrok i groza mieszają się tu z elementami wprost z dziecięcego świata, które pozwalają oswoić temat. W opowieści wyraźnie czuć klimat znany z niektórych powieści Gaimana, filmów Burtona lub klasycznych baśni. Owszem, bywa strasznie, ale groza zawsze ma jakiś cel. Granice dziecięcej wrażliwości na pewno w żadnym momencie nie zostały przekroczone. 

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

To dziwaczne, odrealnione miasto, puste, szare, jak ze snu, w którym przebywa tylko trójka mieszkańców: tytułowa Złota, Miś i lalka Tina. Towarzystwu żyje się w sumie całkiem dobrze, Tina dostrzega w budynkach, ścianach piękno i różnorodność barw i faktur, wszystkie potrzeby przyjaciół są na bieżąco zaspokajane przez dziwne sklepy, które znajdują się wszędzie. Czy wszystkie? Cóż. Niektórych potrzeb Złota nawet sobie nie uświadamia. Dziewczynka nigdy nie widziała innego miasta, wsi, nie zna zieleni, nie wie, skąd bierze się żywność. Ba, nie jest świadoma, z czego składają się jej codzienne posiłki, skąd się biorą pieniądze.
Jej świat to beton, szkło i metal. Beton jest bowiem wszędzie, zawłaszcza sobie każdą szczelinę. Natura została skutecznie wyeliminowana. Co więcej, miasto robi wszystko, by utrzymać status quo. Broni się, staje się agresywne, gdy wyczuwa przyrodę. Groza.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Wszystko się zmienia, gdy w mieście pojawia się druga dziewczynka, Sylva, lustrzane odbicie Złotej. Różni ją tylko srebrny, niemal betonowy kolor włosów. Wraz z nią do świadomości Złotej wkracza inna, nieznana rzeczywistość. Początkowo bohaterowie odbierają ją jako groźną, jak drzazga. Groźną, lecz jednocześnie intrygującą, ciekawą, inspirującą. Złota dowiaduje się nowych rzeczy, że istnieją drewniane domy i rośliny, że jedzenie tworzy się ze składników, które najpierw trzeba wyhodować. Od ziarenka.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Jednocześnie w tym właśnie momencie wcześniej oswojona, bezpieczna przestrzeń zaczyna się zmieniać, betonowa masa przepoczwarza się, czuje wroga, przystępuje do walki.
Ważnym elementem rzeczywistości, w której funkcjonuje Złota, jest mapa. Wciąż tworzona, nie nadąża za odzwierciedleniem wciąż zmieniającego się miasta, które rozrasta się, ewoluuje, przekształca. I nikt nie kontroluje tego procesu. Co więcej, każdy z bohaterów widzi przestrzeń inaczej, mapy Złotej, Tiny i Misia różnią się, choć każda jest trochę prawdziwa. W każdej z nich miasto jawi się jako oddzielny byt, destrukcyjny, agresywny. Drapieżnik, który pożera wszystko, co staje mu na drodze. Wiem, co czuje Złota. Pamiętam, gdy kiedyś zgubiłam się w Warszawie, w miejscu, które znałam na wylot. Nagle ni z tego ni z owego pojawiły się w nim płoty, zasieki, granice. Ktoś zabrał wspólną, miejską przestrzeń. Z dnia na dzień. Złota doświadcza tego każdego dnia.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Cała przestrzeń wydaje się bardziej przypominać makietę, plastelinowy lub klockowy plac zabaw dziecka, które tworzy i burzy, konstruuje i rozwala. Jakby samo nie wiedziało, czego chce, jaki ma być efekt. Podobnie Złota - wie, że coś nie gra, że struktura miasta wymaga zmian, ale nie potrafi zdefiniować, na czym te modyfikacje miałyby polegać. Bo skąd ma wiedzieć. Zna tylko beton.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Autorzy wyraźnie podzielili bowiem świat na dwie pozornie nieprzystające do siebie części. Granica przebiegająca na linii natura - cywilizacja na początku poprowadzona jest bardzo wyraźnie. Nie da się jej przekroczyć. Coś się jednak wydarza, dwie rzeczywistości zaczynają się przenikać. Wtedy zaczyna się walka. Miasto zaczyna zjadać swoich mieszkańców. W tym miejscu, w którym zderzają się wspomniane wyżej światy, szczególnie uwidacznia się ekologiczne i prospołeczne przesłanie książki.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Bez wątpienia ta oniryczna, mroczna, chwilami niepokojąca opowieść wciąga bez reszty. Tak jak Złota nie wie, co kryje się za rogiem, tak czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, jak potoczy się akcja. To wielki atut i ogromna rzadkość we współczesnej literaturze i to nie tylko tej skierowanej do młodszego odbiorcy. Chcę więcej.
Warto podkreślić, że konstrukcja książki wzmacnia zaangażowanie odbiorcy. Autorzy wykorzystują nie tylko chwyty oczywiste, najłatwiejsze - bezpośrednie zwroty narratora do czytelnika, zadania do wykonania, zachęcają do różnych aktywności. Angażująca formuła wynika z samej budowy fabuły, ze sposobu konstruowania akcji, który przypomina zabawę w wojnę, świat wirtualnej gry, w której przeciwnikiem nie jest inny bohater, ten ZŁY. Tu wrogiem okazuje się sama przestrzeń, sama sceneria, sam budulec. Co ciekawe, odbiorca dostaje do ręki narzędzia, dzięki którym może na poziomie tekstu i obrazu z tym wrogiem samodzielnie się zmierzyć. Podkreśla to jego sprawczość, uświadamia, jak wiele każdy z nas może zrobić w realnym życiu.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Całość dopełniają mroczne ilustracje Magdy Rucińskiej, dobrze wpasowujące się w z jednej strony baśniowy, z drugiej postapokaliptyczny klimat. Autorka rezygnuje ze szczegółów, detali, widzimy głównie plamy, figury, kształty w różnych odcieniach szarości. Geometryczne bryły po pierwsze przypominają dziecięce klocki, po drugie oddają industrialny, techniczny charakter miasta.
Jako kontrapunkt służą elementy w ciepłym odcieniu brązu - włosy Złotej, fragmenty mapy, liście. Pod koniec książki pojawia się natura w pełni, czyli zieleń. Początkowo przygaszona, na ostatniej rozkładówce żywa i soczysta.
Niepokojąco wyglądają również same postaci. Trochę upiorne, przypominają zombie, mają w sobie coś Burtonowskiego. Z miłą chęcią pobałabym się ilustracji autorki do „Koraliny” Gaimana. To byłoby coś.
Nie byłabym sobą, gdybym nie doceniła pewnego szczegółu, który dodaje 1000 punktów do mojej oceny książki. Ach, ten przepiękny grzbiet, granatowy i płócienny. Cudo.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci


Obie książki poruszają podobny temat, każda jednak analizuje problem z innej strony, w zupełnie odmienny sposób. „Miasto Potwór” to mądra i zabawna historia, która trafi do przedszkolaka. Prosta pod względem fabularnym opowieść z ważnym przesłaniem prześmiewczo punktuje wszystkie nasze grzechy i grzeszki względem wspólnej przestrzeni. Mroczne i filozoficzne „Miasto Złotej” to propozycja dla już nieco starszego czytelnika, który lubi dreszczyk emocji, nie boi się strachu i jest w stanie zanurzyć się w bardziej skomplikowanej narracji. Baśniowy traktat pokazujący, jak ważna jest równowaga.

Łączy je za to proekologiczne i prospołeczne przesłanie. Mieszkańcy Miastoszewa wspólnie porządkują własne miasto. Złota, Sylva, Miś i Tina zakładają coś na kształt miejskiego kolektywu, ekologicznej partyzantki, lokalnej kooperatywy. Wiedzą, że w otwartej walce nie mają szans z drapieżnym betonem, który rozrasta się na miejskiej tkance jak złośliwy nowotwór, wybierają więc inną drogę. Wolniejszą, wymagającą cierpliwości, ale skuteczną.

Podsumowując, „Miasto Potwór” czytajcie z najmłodszymi, samodzielnym czytelnikom sprezentujcie „Miasto Złotej” (ale nie oddalajcie się zbyt daleko, by w razie czego ukoić skołatane nerwy). A starszym nastolatkom podsuńcie książki Filipa Springera. Uwrażliwiajcie, uczcie, że wspólna przestrzeń wokół nas znacząco wpływa na jakość naszego życia, że miasto nie musi przypominać ani betonowej pustyni, ani tandetnego lunaparku. Rozmawiajcie i działajcie. Klucz to harmonia i współpraca.

MIASTO POTWÓR
Tekst: Joanna Guszta
Ilustracje: Przemek Liput
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40    
Format / forma: typowa książka 
Sugerowany wiek: 4+


MIASTO ZŁOTEJ
Tekst:
Daniel Chmielewski
Ilustracje: Magda Rucińska
Wydawnictwo: Tadam
Data wydania: 2018
Oprawa: twarda z płóciennym grzbietem
Liczba stron: 76
Format / forma: odwrócony prostokąt
Sugerowany wiek: 8+

„Ziemia do Jadzi” i „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem”, czyli ekscytująca przygoda i dorosłość według Franka

23 kwietnia

„Ziemia do Jadzi” i „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem”, czyli ekscytująca przygoda i dorosłość według Franka


Jeden autor i dwie książki. Pierwsza świeżutka, z księgarnianych półek, druga z początków literackiej kariery autora znaleziona w domowej biblioteczce. Łączy je świetne wyczucie dziecięcego postrzegania świata. Takiego po prostu, takiego, w którym wszystko jest możliwe. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy przeżywamy ekscytującą przygodę, czy mamy posprzątać pokój, czy snujemy wizje naszej przyszłości. Gdy mamy kilka lat, nic nas nie ogranicza. Od czego bowiem wyobraźnia. „Ziemia do Jadzi” i „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” z tekstem Maćka Blaźniaka i ilustracjami Przemka Liputa (1) i samego autora (2) to lektury przyjemne, przy których naprawdę miło można spędzić czas. I pośmiać się trochę, i zadumać. Choć podobne, zwracają jednak uwagę na inny aspekt dziecięcej wrażliwości.


„Ziemia do Jadzi”, „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania, Ładne Halo


W „Ziemi do Jadzi” autor mierzy się z potwornym, odwiecznym problemem, który spędza sen z oczu kolejnym pokoleniom. To straszne hasło, ten rozkaz, to polecenie, które wytrąca z rytmu, paradoksalnie burzy porządek. POSPRZĄTAJ W SWOIM POKOJU! W tym przypadku dodatkowo sama Jadzia wywołała wilka z lasu. Zamarzyła o wizycie w planetarium, mama jednak postawiła ten straszny warunek.


„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania
„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

Czy na pewno taki straszny? Czy ten powtarzalny obowiązek zawsze musi być nudny, uciążliwy i w ogóle bez sensu? O nie. Jadzia potrafi zamienić go w ekscytującą przygodę. Zbieranie porozrzucanych zabawek w przygotowanie misji kosmicznej, zwykły posiłek w tankowanie statku, a spacer z psem w niesamowitą wyprawę na inną planetę. Wyobraźnia ma moc. Fantazja dziecka nie zna żadnych ograniczeń.

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

„Ziemia do Jadzi” to jedna z bardziej wdzięcznych książek, które trafiły ostatnio w moje ręce. Przepełnia ją szczera radość, pozytywne szaleństwo doprawione odrobiną łobuzerki. Jadzia nie należy do dzieci, które dają sobie w kaszę dmuchać, Jadzia to mistrzyni kreacji, nieujarzmiona eksploratorka kosmicznych przestrzeni, MacGyver w rajstopkach w paski. Jadzia wie, czego chce, wie, do czego dąży i wszystko podporządkowuje temu celowi. Nawet codzienne obowiązki.

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania


Ograniczony do minimum tekst (pojedyncze zdania, podpisy pod elementami ilustracji) nie oznacza, że mamy do czynienia z prostą, jednowymiarową historyjką. Wręcz przeciwnie, właściwa narracja toczy się bowiem w warstwie graficznej stworzonej przez Przemka Liputa. Czego tu nie ma! Mnóstwo wydarzeń, jeszcze więcej inspiracji (nie tylko dla Jadzi), multum zabawnych szczegółów. Spójrzcie choćby na kołnierz pooperacyjny psa czy na galaktykę z płatków śniadaniowych. Pozornie panuje tu misz-masz, a jednak wszystko gra i składa się w spójną całość podporządkowaną jednemu wyzwaniu - Kosmos czeka, by go odkryć. Nawet imię psa wydaje się być znaczące i wpisuje się w zainteresowania dziewczynki.

„Ziemia do Jadzi” nie należy do kategorii książek do jednorazowego przeczytania. To pozycja do odkrywania, wielokrotnego eksplorowania poszczególnych scen. To przygoda, która może rozgrywać się wciąż i wciąż. Nawet poza okładkami. Cóż stoi na przeszkodzie, by twórczo potraktować nasze własne codzienne obowiązki, wykorzystać wyobraźnię i przełamać rutynę?



---------
Tytuł drugiej pozycji sugeruje bardziej refleksyjny klimat. I owszem, tak jest, ale nie są to rozmyślania oczywiste, tym bardziej poważne. To raczej zabawna próba odpowiedzi na pewne zwyczajowe pytanie zadawane przez ciekawskie ciotki i wujków. Kim chcesz być, gdy będziesz dorosły. Przewrotną ripostę skrywa już sam tytuł. „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” mówi narrator, czyli Franek - postrach porcelany.


„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo


Podobnie jak Jadzia Franek to chłopiec rezolutny, o ugruntowanych poglądach, wiedzący, co chce w życiu robić. A chce być dzieckiem, bo bycie dzieckiem wyraźnie mu służy. Autor prezentuje czytelnikom wizję sielskiego dzieciństwa, w którym beztrosko można skakać po kałużach, budować błotne zamki, grać w piłkę czy w chowanego lub uprawiać awangardowe malarstwo na murze. To czas poznawania świata, sprawdzania, co się skrywa za zakrętem. I nawet szkoła jest fajna, gdyż bez niej niemożliwe byłoby odliczanie godzin do wakacji.

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” to klasyczna dziecięca rymowanka, zabawna, przewrotna i momentami zmuszająca do myślenia. Nie wiem tylko, czy ten refleksyjny potencjał na pewno będzie czytelny dla dzieci, czy raczej jego właściwym adresatem nie jesteśmy my, dorośli. 

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo


Pod względem formy językowej książka raczej nie zaskakuje. Blaźniak posłużył się dość ograną konwencją, zwykłymi, typowymi dwuwierszami, z których każdy opisuje jedną myśl, jedną rozkładówkę. Nie ma tu jednak nudy, przewrotne podejście do tematu odświeża klasyczny schemat, dodatkowo czasami pojawiają się zabawne, zaskakujące neologizmy, w tym mistrzowskie misięniechcenie.

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo


Z przyjętą formą literacką dobrze koresponduje warstwa graficzna książki. Twarda okładka, gruby mięsisty papier, przygaszona kolorystyka przywodząca na myśl zeszyty z dawnych lat i charakterystyczne liniatury nadają książce przyjemny klimat retro. Trochę kanciaste, pełne humoru i dystansu rysunki przypominają stare kreskówki. Sam Franek ma w sobie coś z pomysłowego Dobromira. Słowem vintage w dobrym wydaniu.

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo

To nie koniec atrakcji. Autor zaprasza bowiem czytelników do współtworzenia opowieści. Dziecko na kilku stronach może określić własne plany, wizję swojej wymarzonej przyszłości. Karty stylizowane na zeszyt w linię wyglądają bardzo stylowo, ale w tym przypadku lepiej sprawdziłaby się po prostu pusta przestrzeń. Grupa docelowa tej pozycji raczej wyraża siebie jeszcze poprzez rysunek, rzadko który przedszkolak sprawnie włada piórem.
„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo

Obie pozycje odwołują się do samej istoty idealnego dzieciństwa, czasu beztroskiej zabawy, niczym nieograniczonej spontaniczności i zwykłej ciekawości świata. W obu lubię ten zawadiacki, hultajski pierwiastek. Ale moje serce skradła Jadzia. Rezolutna, współczesna dziewczynka, która wie, czego chce i pokazuje, że można wykorzystać każdą chwilę, że nuda to pojęcie względne, a dzięki mocy wyobraźni świat nie ma granic.

ZIEMIA DO JADZI
Tekst: Maciek Blaźniak
Ilustracje: Przemek Liput
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2019
Liczba stron: 40
Oprawa: twarda
Format/forma: midi
Sugerowany wiek: 3+, przedszkolaki

KIEDY BĘDĘ DUŻY, TO ZOSTANĘ DZIECKIEM
Tekst i ilustracje:
Maciek Blaźniak
Wydawnictwo: Ładne Halo
Data wydania: 2011
Liczba stron: 48
Oprawa: twarda
Format/forma: kwadratowe mini
Sugerowany wiek: 3+. przedszkolaki


Copyright © 2017 Mamobab czyta