Pokazywanie postów oznaczonych etykietą timof. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą timof. Pokaż wszystkie posty
„Kosmiczne rupiecie”, czyli wieloryb ma niestrawność, a tatko potrzebuje pomocy

31 października

„Kosmiczne rupiecie”, czyli wieloryb ma niestrawność, a tatko potrzebuje pomocy

Akcja, przygoda, trochę grozy i niebezpieczeństwa, misja ratunkowa, mnóstwo absurdu i humoru w niesamowitej kosmicznej scenerii, a momentami dość ostra satyra na problemy dręczące również współczesny świat. Oto „Kosmiczne rupiecie” - komiks Craiga Thompsona, wielokrotnie nagradzanego autora takich powieści graficznych jak „Blankets” czy „Habibi”. Tym razem Thompson jednak zwraca się do młodszego odbiorcy i opowiada historię, która na najprostszym fabularnym poziomie uwiodła 8-latka.
„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Główna bohaterka, mniej więcej 10-, 11-letnia Fiolet Marlocke, mieszka wraz z rodzicami w zdezelowanym statku kosmicznym, odpowiedniku współczesnej przyczepy, gdzieś na rubieżach galaktyki. Muskularny ojciec w kraciastej koszuli to typowy przedstawiciel klasy robotniczej, drwal zbierający odpady, z których produkuje się paliwo. Matka z kolei projektuje stroje i marzy o pracy u modowego guru Adama Arnolda w pięknej, pełnej korporacyjnego sznytu O-Słonii.

Rodzina żyje skromnie, trochę w zawieszeniu między dwiema klasami społecznymi, ale szczęśliwie. Jednak wszystko się zmienia, gdy szkołę Fiolet pożerają wielkie wieloryby. Między innymi po to, by zapewnić dziewczynce właściwą edukację, ojciec przyjmuje intratne, choć śmiertelnie groźne zlecenie. I w tym momencie sprawy się komplikują. Zaczyna się kosmiczna przygoda dziecka, które chce tylko uratować tatusia, a przy okazji mimochodem ocala cały (wszech)świat.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Wiem, zdradziłam zakończenie, lecz dla dorosłego czytelnika jest ono oczywiste już po przeczytaniu pierwszych stron komiksu. Thompson bowiem twórczo przetwarza jeden z najbardziej wyświechtanych schematów fabularnych obecnych w popkulturze, tylko że zamiast Bruce'a Willisa główną rolę odgrywa mała Fiolet z przyjaciółmi.

Cały urok tej pozycji kryje się bowiem w tym, co przedstawiono pomiędzy zawiązaniem a rozwiązaniem akcji i to nie tylko w zakresie fabularnym, ale przede wszystkim wizualnym.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Thompson kreuje całą galerię wyrazistych, spójnych psychologicznie postaci. Drużyna, z którą Fiolet wyrusza na wyprawę, składa się z neurotycznego, przeintelektualizowanego kurczaka Elliota, który początkowo dba tylko o przestrzeń osobistą, oraz podobno ostatniego przedstawiciela rasy bryłkowców - porywczego niby-mięśniaka Zacheusza od czasu do czasu przeżywającego weltschmerz. Zacheusz to dziki stwór, siła, bezczelność, Elliot - wrażliwość, przewodnik duchowy. A Fiolet? To serce, które po prostu spaja ich wszystkich w jeden zespół.

Równie zabawne i wiarygodne są także inne postaci, choćby zmanierowany projektant mody, ekipa podstarzałych dawnych motocyklistów, ojciec Fiolet, pozornie prosty drwal, ni stąd ni zowąd używający słownictwa rodem z elementarza młodego socjalisty, a nawet OPIEKUNDRON - przejęta swoją rolą mechaniczna niańka.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Nie sposób jednak potraktować „Kosmicznych rupieci” jako prostego komiksu przygodowego. Thompson analizuje bądź tylko sygnalizuje z różnym skutkiem wiele bolączek świata przyszłości, które mają swe odpowiedniki w naszej teraźniejszości, w czasach, gdy wieloryby pływają grzecznie w morzach i oceanach, a nie połykają szkoły i całe planety.

Najwyższą wartością jest tu rodzina, przy czym autor nie ogranicza się jedynie do przedstawienia pozytywnych przykładów. Zaburzone toksyczne relacje, samotność, osierocenie, odrzucenie przez ojca, ambicjonalne konflikty i związane z tym kompleksy wydają się jeszcze bardziej bolesne na tle niemal idealnej rodziny Fiolet. Rodziny, w której liczą się nie pieniądze, ale bliskość.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

W satyrycznym świetle przedstawiono tu także problemy społeczne - poczynając od niesprawiedliwej dystrybucji dóbr, klasowości, nierówności, skończywszy na ograniczonym dostępie do edukacji, korporacyjnym wyzysku. Świat przy tym jest ekstremalnie spolaryzowany. Z punktu widzenia ojca mieszkańcy elitarnej O-Słoni to pretensjonalne, rozpuszczone pasożyty, nadęci, mdli elitaryści, z perspektywy oderwanego od rzeczywistości projektanta Adama Arnolda ludzie pochodzący z rubieży są w sumie tacy prawdziwi, surowi, ale choć stanowią świetne źródło inspiracji, to lepiej się od nich trzymać z daleka. Figura szlachetnego dzikusa wiecznie żywa.

Domyślam się, że większość z wspomnianych wyżej zagadnień będzie mało czytelna dla dzieci, ale Thompson posłużył się także przykładami z ich świata, choćby wyszydzaniem w szkole ze względu na nie taki jak trzeba strój.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Komiks nie pomija również kwestii ekologicznych i pokazuje we właściwy sobie przerysowany sposób między innymi skutki rabunkowej gospodarki, wyczerpania zasobów, zanieczyszczenia środowiska. Wielorybia biegunka prowadzi bowiem do ekologicznej katastrofy, odchody dosłownie zalewają wszechświat. Kadry przedstawiające zieloną postapokaliptyczną rzeczywistość należą do moich ulubionych.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Tym, co jednak najbardziej zaintryguje dzieci, jest mimo wszystko warstwa fabularna - atrakcyjna, pełna wrażeń przygoda w niesamowitym świecie, klasyczna opowieść o sile przyjaźni i współpracy. Niestety, z mojego punktu widzenia w pewnym momencie autor odrobinę zbyt nachalnie, za dosłownie forsuje ten oczywisty i wynikający z postępowania bohaterów przekaz.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Świat przedstawiony w komiksie mimo pozornego chaosu jest bardzo spójny, przemyślany i logiczny, wszystkie elementy do siebie pasują, współgrają nie tylko na poziomie dobrze skonstruowanego scenariusza, ale i rysunków.

Warstwa graficzna zapiera bowiem dech w piersiach. Bogactwo szczegółów, sugestywna sceneria, oszałamiające kostiumy, niesamowite pojazdy dopracowane w każdym calu, imponujące stacje kosmiczne - słowem kosmos w całej swej okazałości. Dodajmy do tego pełne życia, ciepłe kolory kojarzące się z animacjami studia PIXAR, dzieło Dave'a Stewarta, używane m.in. do pokazania zróżnicowania świata, od zgniłej zieleni wielorybich odchodów, ciemność rubieży, surowość tartaku po pełną światła, jasną O-Słonię, w której aż chce się być.

Dynamikę akcji podkreśla różnorodna kompozycja i wielkość kadrów, często niestandardowe podziały strony, przenikające się sceny, kadry w kadrach, rozkładówki. Na szczęście mimo bogactwa formy lektura nie sprawia problemu.
„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

„Kosmiczne rupiecie” to komiks bardzo mocno osadzony w kulturze i popkulturze, mnóstwo w nim intertekstualnych nie zawsze czytelnych dla dzieci nawiązań podanych wprost i nie wprost. Już sam surrealistyczny klimat utworu nawiązuje do groteskowo-absurdalnej wizji kosmosu w „Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa i to nie tylko poprzez wieloryby. Sam Thompson podkreśla, że postać Fiolet jest w dużej mierze inspirowana Pippi, której ojciec przecież także zaginął gdzieś na bezkresnych morzach południowych. Dziwaczni kosmici raczej przypominają tych z „Facetów w czerni” (według mojego syna - bohaterów Pixarowych „Potworów i spółki”). Przywołany zostaje „Moby Dick”, „Mały książę”, Biblia i wiele innych odniesień.

„Kosmiczne rupiecie” Craig Thompson

Z obowiązku wspomnę, że w komiksie pojawia się trochę niewybrednych żartów, co nie dziwi, zważywszy na rolę fekaliów w rozwoju akcji, i dosłownie parę słów powszechnie uznawanych za brzydkie (małego kalibru). Mimo tego śmiało można polecić „Kosmiczne rupiecie” już 8-latkom. Z całą pewnością kosmiczna przygoda wciągnie ich bez reszty. Dorosły doceni raczej różne smaczki, dialog z kulturowymi odniesieniami. Forma ma szansę zachwycić wszystkich.

A ja w rodzicielskim kajecie mądrych rad zapisałam sobie pewne zdanie wypowiedziane przez ojca Fiolet. „I na co jej się zdadzą te kalkulatory i »mylnie używane imiesłowy«, kiedy padną hamulce w kosmowozie”. Właśnie.


KOSMICZNE RUPIECIE
Tekst i rysunki: Craig Thompson
Kolor: Dave Stewart
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: timof comics
Data wydania: 2015
Oprawa: twarda
Liczba stron: 400
Format/forma: komiksowe midi
Sugerowany wiek: 8+
To, co najważniejsze - Płatki

17 lipca

To, co najważniejsze - Płatki



Zima. Wszechobecny śnieg, bezkresna biel, pozbawione liści drzewa. Pusty, srogi i nieprzyjazny krajobraz. W tym wszystkim dwa lisy, z których jeden choruje, a drugi, dziecko jeszcze, próbuje zapewnić rodzinie ciepło - przetrwanie. I dziwny ptak, magik trochę z innej rzeczywistości. O tym, jak skrzyżowały się ich losy i co z tego wyniknęło, opowiada komiks „Płatki” brazylijskiego duetu. Gustavo Borges odpowiada za rysunki i scenariusz, a Cris Peter za kolory.

komiks „Płatki” Cris Peter, Gustavo Borges, timof


Od kilku dni próbuję przełożyć tę historię na słowa, opisać, o czym jest tak naprawdę ten komiks, i nie umiem, poddaję się. Za każdym razem tworzę jakiś patetyczny bełkot, używam pojęć zbyt wzniosłych, które wydają się puste. Ze wszystkich zdań wyziera banał, szczerzy zęby i mówi mi, że wszystko to, co napisałam, jest z gruntu fałszywe. I ma rację. Gdyż siła opowieści Borgesa tkwi w prostocie, w opisaniu zwykłych zachowań, postaw, które powinny być naszą codziennością. To nie jest wzniosły epos o wielkiej przyjaźni na śmierć i życie, to kameralny komiks o zwykłej przyjaźni, która w efekcie okazuje się być przyjaźnią na śmierć i życie.

Borges zręcznie unika wyświechtanych frazesów, pustych pojęć dzięki rezygnacji ze słów. „Płatki” to komiks niemy, wszystko, co ważne, pokazano poprzez działanie bohaterów, ich decyzje i ich konsekwencje. Znaczenie ukrywa się w obrazie i oszczędnie stosowanej, czytelnej symbolice.

Symbol to choćby czerwony kwiat noszony przez ptaka na piersi. Napar z jego płatków ma niezwykłą, uzdrawiającą moc. Nawet jego kolorystyka - czerwień - kojarzy się jednoznacznie. W warstwie symbolicznej rozpatrywany być może również sam ptak, o którym nie wiemy nic. Skąd pochodzi, dlaczego w środku zimy znalazł się sam w lesie. Znamy tylko jego profesję - to iluzjonista, postać niejednoznaczna. Jego dziwny wygląd może budzić lęk, ale na jednym z kadrów ujęty od tyłu wygląda jak strach na wróble zagubiony na zaśnieżonym polu. Paradoksalnie strach, który w prawdziwym świecie chroni zasiewy właśnie przed ptakami, tu odgania lęki małego lisa. Okazuje się być przy tym prawdziwym czarodziejem, odkrywającym magię w codzienności i przyjaźni, a nie tylko zręcznym sztukmistrzem.

komiks „Płatki” Cris Peter, Gustavo Borges, timof

„Płatki" w magiczny, subtelny sposób opowiadają o sile zwykłej empatii, ale i o zaufaniu, otwarciu się na drugiego człowieka, które wcale nie przychodzi łatwo. Wręcz przeciwnie.
komiks „Płatki” Cris Peter, Gustavo Borges, timof

Opowieść nie jest sielankowa, baśniowość skontrastowano tu z tematyką przemijania. Jednak śmierć nie oznacza u Borgesa jedynie smutku, ostatecznego końca. Motyw nasiona, kwiatów, płatków pokazuje wartość życia, podczas którego udało się „zasiać” najważniejsze wartości.
komiks „Płatki” Cris Peter, Gustavo Borges, timof

Klimatu całości oprócz charakterystycznej zmiękczonej kreski nadają kolory - zgaszone, pastelowe, kojarzące się ze starymi animacjami. Dominują błękit, biel i jasna purpura. Filmowej dynamiki dodają nierównomiernie rozłożone kadry, często przenikające się wzajemnie, potęgujące wrażenie ruchu.

„Płatki” to jedynie pozornie komiks przeznaczony tylko dla dzieci. To pozycja bardzo dojrzała, dotykająca tego, co na co dzień nam - dorosłym - umyka, aż dziw, że autor ma tylko dwadzieścia dwa lata. Co więcej, magia tej prostej historii sprawia, że będę do niej nie raz i nie dwa wracać - po płatki, po ziarno.

PŁATKI  

Scenariusz i ilustracje: Gustavo Borges
Kolor: Cris Peter
Wydawnictwo: timof comics
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: midi
Sugerowany wiek: 7+, dla każdego



Copyright © 2017 Mamobab czyta