Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guszta Joanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guszta Joanna. Pokaż wszystkie posty
„Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”, czyli harmonia wspólnej przestrzeni

11 marca

„Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”, czyli harmonia wspólnej przestrzeni


„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka,  „Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Miasto, czyli przestrzeń, w której wielu z nas żyje na co dzień. Obce lub oswojone, statyczne lub pulsujące, przyjazne lub wrogie. Lubię miejski zgiełk, klimat, ale przeraża mnie, męczy i przesyt, i betonowa pustka. To właśnie o tych różnych obliczach miast opowiadają dwie książki obrazkowe - „Miasto Potwór” i „Miasto Złotej”. W każdej z nich autorzy spoglądają krytycznie na świat wieżowców, budynków, zaułków i ulic. W każdej akcentują inne rzeczy. W pierwszej - przytłaczający nadmiar i niekontrolowany bałagan, w drugiej - dojmujący brak zieleni i chaos, celowy, wrogi. Problemem zawsze okazuje się brak równowagi, harmonii, zaburzone proporcje. W sumie rozwiązanie, które wyłania się z obu lektur, jest jedno. Zaskakująco proste. Niemal oczywiste.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” napisane przez Joannę Gusztę i brawurowo zilustrowane przez Przemka Liputa to prosty thriller dla dzieci. Oto mamy pewne urocze miasteczko, Miastoszewem zwane. Oto mamy potwora, który jak Godzilla wyłania się z morza i podąża w stronę miasta, by je zjeść. W łapie dzierży uroczą pocztówkę przedstawiającą miasteczko jak z bajki. Śliczne, czyste, do schrupania. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Po pierwsze gdzieś zniknęły wszystkie drzewa, za to mury, ściany budynków opanowały billboardy i banery. Setki reklam, ogłoszeń. Istna kakofonia barw, kształtów. Gdzieniegdzie prymitywne graffiti, tu i ówdzie psie kupy. Wszędzie brakuje skwerów, placów, parków, miejsc do spotkań, czyli wspólnej przestrzeni. Znajomy koszmar. Mieszkałam w takim miejscu, więc doskonale rozumiem, że nawet tytułowy Potwór poczuł obrzydzenie. Przewrotnie jednak to właśnie on uczy mieszkańców i przy okazji młodych czytelników, jak powinno wyglądać przyjazne ludziom miasto, takie, w którym po prostu żyje się dobrze.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Choć użyta konwencja może budzić niepokój, nie bójcie się. Ta opowieść z dreszczykiem świetnie nadaje się właśnie dla przedszkolaków. Sensacyjny sztafaż zastosowany został tu z dużym dystansem i humorem. Potwór owszem jest straszny, a jeszcze straszniejszym czyni go fioletowa muszka w groszki. Kreatura chce pożreć miasto, ale tak naprawdę pomaga jego mieszkańcom w uświadomieniu sobie, że to także oni odpowiadają za otoczenie. W rzeczywistości dzieci nie znajdą tu nic przerażającego, tylko prostą, sympatyczną grę ze znanym schematem fabularnym. Tym, co budzi grozę, jest raczej brudne, chaotyczne i przeładowane miasto.

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Przystępny język świetnie współgra z zabawną formą graficzną. Krótki, dość minimalistyczny tekst podany został nie tylko w formie typowych bloków, ale głównie w lubianych przez dzieci komiksowych dymkach. Pełne szczegółów, śmiesznych lub znaczących detali ilustracje stanowią tak naprawdę główną arenę rozgrywającej się akcji. Co więcej, dobrze się sprawdzą jako zwykła wyszukiwanka. I to zaczynając od i śmiesznej, i strasznej pierwszej wyklejki, na końcowej - czystej, schludnej i miłej dla oka - kończąc.
 
„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” to odpowiednik książek poświęconych miejskiej estetyce Filipa Springera, ale dla najmłodszych, to pierwsza lekcja dobrego smaku, prosty poradnik urbanistyki dla przedszkolaków, czyli podstawy tworzenia przyjaznej przestrzeni, w której aż chce się żyć. Nie pstrokate, tandetne, brudne, przytłaczające i pozbawione zieleni, ale z czystymi, stonowanymi elewacjami, wygodnymi chodnikami, dobrze zaplanowaną przestrzenią, w której można oddychać pełną piersią, skwerami i parkami, w których mieszkańcy mogą wspólnie spędzać czas.  

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

„Miasto Potwór” Joanna Guszta, Przemek Liput, Kropka,  ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Druga pozycja - „Miasto Złotej” - eksploruje zupełnie inne miasto. Szare, betonowe, wręcz postapokaliptyczne, opustoszałe, nieskończenie wielkie i przytłaczające, choć główna bohaterka wcale tak nie uważa. O ile pierwsza z książek pełna była humoru, w tym przypadku Daniel Chmielewski (tekst) i Magda Rucińska (ilustracje) serwują dzieciom prawdziwy urbanistyczny horror, industrialną baśń. Całkiem na poważnie. Na szczęście mrok i groza mieszają się tu z elementami wprost z dziecięcego świata, które pozwalają oswoić temat. W opowieści wyraźnie czuć klimat znany z niektórych powieści Gaimana, filmów Burtona lub klasycznych baśni. Owszem, bywa strasznie, ale groza zawsze ma jakiś cel. Granice dziecięcej wrażliwości na pewno w żadnym momencie nie zostały przekroczone. 

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

To dziwaczne, odrealnione miasto, puste, szare, jak ze snu, w którym przebywa tylko trójka mieszkańców: tytułowa Złota, Miś i lalka Tina. Towarzystwu żyje się w sumie całkiem dobrze, Tina dostrzega w budynkach, ścianach piękno i różnorodność barw i faktur, wszystkie potrzeby przyjaciół są na bieżąco zaspokajane przez dziwne sklepy, które znajdują się wszędzie. Czy wszystkie? Cóż. Niektórych potrzeb Złota nawet sobie nie uświadamia. Dziewczynka nigdy nie widziała innego miasta, wsi, nie zna zieleni, nie wie, skąd bierze się żywność. Ba, nie jest świadoma, z czego składają się jej codzienne posiłki, skąd się biorą pieniądze.
Jej świat to beton, szkło i metal. Beton jest bowiem wszędzie, zawłaszcza sobie każdą szczelinę. Natura została skutecznie wyeliminowana. Co więcej, miasto robi wszystko, by utrzymać status quo. Broni się, staje się agresywne, gdy wyczuwa przyrodę. Groza.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Wszystko się zmienia, gdy w mieście pojawia się druga dziewczynka, Sylva, lustrzane odbicie Złotej. Różni ją tylko srebrny, niemal betonowy kolor włosów. Wraz z nią do świadomości Złotej wkracza inna, nieznana rzeczywistość. Początkowo bohaterowie odbierają ją jako groźną, jak drzazga. Groźną, lecz jednocześnie intrygującą, ciekawą, inspirującą. Złota dowiaduje się nowych rzeczy, że istnieją drewniane domy i rośliny, że jedzenie tworzy się ze składników, które najpierw trzeba wyhodować. Od ziarenka.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Jednocześnie w tym właśnie momencie wcześniej oswojona, bezpieczna przestrzeń zaczyna się zmieniać, betonowa masa przepoczwarza się, czuje wroga, przystępuje do walki.
Ważnym elementem rzeczywistości, w której funkcjonuje Złota, jest mapa. Wciąż tworzona, nie nadąża za odzwierciedleniem wciąż zmieniającego się miasta, które rozrasta się, ewoluuje, przekształca. I nikt nie kontroluje tego procesu. Co więcej, każdy z bohaterów widzi przestrzeń inaczej, mapy Złotej, Tiny i Misia różnią się, choć każda jest trochę prawdziwa. W każdej z nich miasto jawi się jako oddzielny byt, destrukcyjny, agresywny. Drapieżnik, który pożera wszystko, co staje mu na drodze. Wiem, co czuje Złota. Pamiętam, gdy kiedyś zgubiłam się w Warszawie, w miejscu, które znałam na wylot. Nagle ni z tego ni z owego pojawiły się w nim płoty, zasieki, granice. Ktoś zabrał wspólną, miejską przestrzeń. Z dnia na dzień. Złota doświadcza tego każdego dnia.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Cała przestrzeń wydaje się bardziej przypominać makietę, plastelinowy lub klockowy plac zabaw dziecka, które tworzy i burzy, konstruuje i rozwala. Jakby samo nie wiedziało, czego chce, jaki ma być efekt. Podobnie Złota - wie, że coś nie gra, że struktura miasta wymaga zmian, ale nie potrafi zdefiniować, na czym te modyfikacje miałyby polegać. Bo skąd ma wiedzieć. Zna tylko beton.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Autorzy wyraźnie podzielili bowiem świat na dwie pozornie nieprzystające do siebie części. Granica przebiegająca na linii natura - cywilizacja na początku poprowadzona jest bardzo wyraźnie. Nie da się jej przekroczyć. Coś się jednak wydarza, dwie rzeczywistości zaczynają się przenikać. Wtedy zaczyna się walka. Miasto zaczyna zjadać swoich mieszkańców. W tym miejscu, w którym zderzają się wspomniane wyżej światy, szczególnie uwidacznia się ekologiczne i prospołeczne przesłanie książki.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Bez wątpienia ta oniryczna, mroczna, chwilami niepokojąca opowieść wciąga bez reszty. Tak jak Złota nie wie, co kryje się za rogiem, tak czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, jak potoczy się akcja. To wielki atut i ogromna rzadkość we współczesnej literaturze i to nie tylko tej skierowanej do młodszego odbiorcy. Chcę więcej.
Warto podkreślić, że konstrukcja książki wzmacnia zaangażowanie odbiorcy. Autorzy wykorzystują nie tylko chwyty oczywiste, najłatwiejsze - bezpośrednie zwroty narratora do czytelnika, zadania do wykonania, zachęcają do różnych aktywności. Angażująca formuła wynika z samej budowy fabuły, ze sposobu konstruowania akcji, który przypomina zabawę w wojnę, świat wirtualnej gry, w której przeciwnikiem nie jest inny bohater, ten ZŁY. Tu wrogiem okazuje się sama przestrzeń, sama sceneria, sam budulec. Co ciekawe, odbiorca dostaje do ręki narzędzia, dzięki którym może na poziomie tekstu i obrazu z tym wrogiem samodzielnie się zmierzyć. Podkreśla to jego sprawczość, uświadamia, jak wiele każdy z nas może zrobić w realnym życiu.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci

Całość dopełniają mroczne ilustracje Magdy Rucińskiej, dobrze wpasowujące się w z jednej strony baśniowy, z drugiej postapokaliptyczny klimat. Autorka rezygnuje ze szczegółów, detali, widzimy głównie plamy, figury, kształty w różnych odcieniach szarości. Geometryczne bryły po pierwsze przypominają dziecięce klocki, po drugie oddają industrialny, techniczny charakter miasta.
Jako kontrapunkt służą elementy w ciepłym odcieniu brązu - włosy Złotej, fragmenty mapy, liście. Pod koniec książki pojawia się natura w pełni, czyli zieleń. Początkowo przygaszona, na ostatniej rozkładówce żywa i soczysta.
Niepokojąco wyglądają również same postaci. Trochę upiorne, przypominają zombie, mają w sobie coś Burtonowskiego. Z miłą chęcią pobałabym się ilustracji autorki do „Koraliny” Gaimana. To byłoby coś.
Nie byłabym sobą, gdybym nie doceniła pewnego szczegółu, który dodaje 1000 punktów do mojej oceny książki. Ach, ten przepiękny grzbiet, granatowy i płócienny. Cudo.

„Miasto Złotej” Daniel Chmielewski, Magda Rucińska, Tadam, ekologiczna urbanistyka dla dzieci


Obie książki poruszają podobny temat, każda jednak analizuje problem z innej strony, w zupełnie odmienny sposób. „Miasto Potwór” to mądra i zabawna historia, która trafi do przedszkolaka. Prosta pod względem fabularnym opowieść z ważnym przesłaniem prześmiewczo punktuje wszystkie nasze grzechy i grzeszki względem wspólnej przestrzeni. Mroczne i filozoficzne „Miasto Złotej” to propozycja dla już nieco starszego czytelnika, który lubi dreszczyk emocji, nie boi się strachu i jest w stanie zanurzyć się w bardziej skomplikowanej narracji. Baśniowy traktat pokazujący, jak ważna jest równowaga.

Łączy je za to proekologiczne i prospołeczne przesłanie. Mieszkańcy Miastoszewa wspólnie porządkują własne miasto. Złota, Sylva, Miś i Tina zakładają coś na kształt miejskiego kolektywu, ekologicznej partyzantki, lokalnej kooperatywy. Wiedzą, że w otwartej walce nie mają szans z drapieżnym betonem, który rozrasta się na miejskiej tkance jak złośliwy nowotwór, wybierają więc inną drogę. Wolniejszą, wymagającą cierpliwości, ale skuteczną.

Podsumowując, „Miasto Potwór” czytajcie z najmłodszymi, samodzielnym czytelnikom sprezentujcie „Miasto Złotej” (ale nie oddalajcie się zbyt daleko, by w razie czego ukoić skołatane nerwy). A starszym nastolatkom podsuńcie książki Filipa Springera. Uwrażliwiajcie, uczcie, że wspólna przestrzeń wokół nas znacząco wpływa na jakość naszego życia, że miasto nie musi przypominać ani betonowej pustyni, ani tandetnego lunaparku. Rozmawiajcie i działajcie. Klucz to harmonia i współpraca.

MIASTO POTWÓR
Tekst: Joanna Guszta
Ilustracje: Przemek Liput
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40    
Format / forma: typowa książka 
Sugerowany wiek: 4+


MIASTO ZŁOTEJ
Tekst:
Daniel Chmielewski
Ilustracje: Magda Rucińska
Wydawnictwo: Tadam
Data wydania: 2018
Oprawa: twarda z płóciennym grzbietem
Liczba stron: 76
Format / forma: odwrócony prostokąt
Sugerowany wiek: 8+

„Dźwięk” kontra „Halo! Tu dźwięk”, czyli kurs podstawowy kontra zaawansowany

30 stycznia

„Dźwięk” kontra „Halo! Tu dźwięk”, czyli kurs podstawowy kontra zaawansowany


„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, „Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Dwie książki na ten sam temat - miniaturowy, króciutki „Dźwięk” oraz monstrualny, gigantyczny tom „Halo! Tu dźwięk”. Kurs podstawowy i zaawansowany, wstępniak i pogłębione rozwinięcie. Obie pozycje godne uwagi, wciągające, pełne ciekawostek i rzetelnych informacji. W obu autorzy z powodzeniem w obrazowy sposób tłumaczą dzieciom (i dorosłym laikom też), co w sferze audio gra, co w ciszy piszczy i dlaczego o dźwięku uczymy się nie tylko na lekcjach muzyki. 

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Zacznijmy od propozycji mniejszej, miniaturowej wręcz, wydanej w omawianej już na blogu serii „Czego nie widać” (Brud). Autorka książki zatytułowanej po prostu „Dźwięk”, Irena Cieślińska, w ciekawy sposób opowiada o wszystkim tym, co wiąże się z dźwiękiem, i robi to w pełni profesjonalnie, wykorzystując zarówno swoją wiedzę fizyka, wykształcenie muzyczne, i doświadczenia z pracy w Centrum Nauki Kopernik. Ten miks gwarantuje pełną i głęboką znajomość tematu i przede wszystkim umiejętność takiego przedstawienia naukowych treści, by ich przyswojenie było łatwe, miłe i przyjemne. 

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Czytelnicy przeczytają m.in. o tym, czym w ogóle jest dźwięk, z jaką prędkością się porusza, dlaczego tropiciele często przykładają ucho do ziemi lub torów, i jak zbudowany jest nasz narząd słuchu. Autorka wyjaśni również, na czym polegają dźwiękowe przekłamania w filmach, których akcja osadzona jest gdzieś w kosmicznej przestrzeni, w jaki sposób niektóre gatunki wykorzystują echolokację i jak pomaga ona niewidomym. Zaciekawiła mnie informacja o tym, że dźwięk można sfotografować (naprawdę!) i które ze zwierząt wydaje najgłośniejszy dźwięk. Okazuje się, że rekord wcale nie należy do płetwala błękitnego. 

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Dużą część książki wypełniają ciekawostki dźwiękowe ze świata fauny (to oczywiste) i flory (to mniej). Znajdziemy tu m.in. listę najgłośniejszych zwierząt, system porozumiewania się słoni, ale także dowiemy się, dlaczego ogórek nie śpiewa, po co koty mruczą i skąd się biorą syreny na pustyni. Okazuje się, że i piasek, i kamienie potrafią całkiem nieźle zawodzić. Najlepsze jednak kryje się na końcu książki - to dźwiękowa lewitacja i najstarszy dźwięk na świecie (a raczej we wszechświecie). 

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Teoretyczne rozważania urozmaicają propozycje prostych eksperymentów w sam raz do samodzielnego wykonania w domu lub na podwórku. Dodatkowo dzieci odkryją pewien sekretny i bardzo atrakcyjny dzwonek. Na czym polega jego tajemniczość? Sprawdźcie w książce. 

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Przystępny, gawędziarski styl pozwala w bardzo plastyczny sposób wytłumaczyć nawet najbardziej opornym odbiorcom naukowe podstawy teorii dźwięku na poziomie bardzo podstawowym, dostosowanym do możliwości poznawczych także młodszych czytelników. Autorka dobrze dobrała treści, zachowała balans pomiędzy teorią a teorię przybliżającymi przykładami. Nie ma tu trudnych terminów, zbędnych szczegółów. Wszystko gra. Opowieść ma swoją melodię. 

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Ilustracje, które stworzyła Patricija Bliuj-Stodulska, współtworzą muzyczny klimat książki. Fenomenalnie udało się jej (nie wiem jakim cudem) oddać jednocześnie siłę i ulotność, chwilowość dźwięku. Obrazy są czasami refleksyjne, czasami zaczepne i wyraziste, często zabawne. Zróżnicowane jak melodia, jak całe spektrum otaczających nas dźwięków.

„Dźwięk” Irena Cieślińska, Patricija Bliuj-Stodulska, Hokus-Pokus, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

𝄞𝆕𝆕

Druga pozycja, „Halo! Tu dźwięk” to zupełnie inna opowieść, choć część treści się powtarza. Dżwięk analizowany jest tu w trochę odmiennych kontekstach. Jako autor na okładce widnieje tajemnicze Embassy of Sound, czyli platforma zrzeszająca ludzi, którzy zawodowo zajmują się dźwiękiem (m.in. realizatorów dźwięku, teoretyków, akustyków, muzyków, projektantów i po prostu pasjonatów audio). To właśnie oni stworzyli m.in. internetową stronę, która ma służyć popularyzowaniu wiedzy o dźwięku (Klik do Embassy of sound). Za książkę, która powstała w ramach jednego z projektów, konkretnie odpowiadali: Joanna Guszta (połowa znanego nam już duetu Ładne Halo), Karolina Jaruszewska (specjalistka od akustyki), Magdalena Piotrowska (realizatorka dźwięku, edukatorka, specjalistka od zarządzania treścią muzyczną), Szymon Piotrowski (muzyk, kompozytor, realizator dźwięku). Szata graficzna to z kolei dzieło Macieja Blaźniaka, czyli drugiej połowy duetu Ładne Halo. Zacne to i profesjonalne grono, które w dodatku umie opowiadać o dźwięku intrygująco i przystępnie.


„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

O ile pierwsza z omawianych książek skupiała się głównie na fizyce dźwięku, na różnych jego aspektach występujących w szeroko rozumianej przyrodzie, w tym przypadku akcent położony został raczej na technicznych aspektach dźwięku i na tym, co możemy z nim zrobić, jak go wykorzystać w codziennym życiu. Na stronie projektu znalazłam frazę, która chyba najlepiej oddaje charakter tej pozycji. „Dźwięk wzbogaca doświadczenie. Staramy się, aby było to zauważalne”. O tak, jeśli wszystko dodatkowo jest jeszcze zrozumiałe dla laika, to nic więcej odbiorcy do szczęścia nie potrzeba.

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Punktem wyjścia książki są uporządkowane definicje najważniejszych pojęć. Autorzy w kilku zdaniach wytłumaczyli, czym są: dźwięk, akustyka, decybel, fale dźwiękowe, częstotliwość, infra- i ultradźwięki. Dowiemy się także, jak powstaje głos, jak działa słuch, czym jest psychoakustyka i echolokacja, w jaki sposób zapisujemy i przesyłamy dźwięk. Całą rozkładówkę poświecono takim wynalazkom, jak telefon i radio. Słowem podstawowa teoria ciekawie i czytelnie podana.

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Kolejna część poświęcona została muzyce. Tym razem autorzy wychodzą od ogólnej refleksji o funkcjach muzyki, umieszczają ją w kulturowym, historycznym i społecznym kontekście. Pieśni, melodie to nie tylko czysta rozrywka, to wyrażanie uczuć, opowieść, wiara, bunt, a nawet terapia. Krótko omówiono także zasady działania kilku grup instrumentów. Najciekawsze jednak okazały się strony, na których autorzy omawiają współczesną muzykę elektroniczną (łącznie z jej genezą), zabierają nas do profesjonalnego studia nagrań. Wielki plus za obszerną analizę tego, czym różni się prawdziwy koncert, taki na żywo, z publicznością, od słuchania nagrań w domowym zaciszu. Poczułam prawdziwą tęsknotę za tłumem, za obecnością pod sceną, za czuciem drgań. Ech. Nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak potrzebuję ich do życia. 

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Równie wciągająca jest część, w której autorzy przedstawili różne sposoby zastosowania dźwięku w przestrzeni prywatnej i publicznej, w naszym otoczeniu. To nie tylko akustycy współpracujący z architektami nad idealnym wykorzystaniem właściwości odbić, pogłosów, transmisji w budynkach. Dźwięk stosowany jest przecież w medycynie. Każdy z nas zna stetoskop, ultrasonograf i aparaty słuchowe, ale badania nad choreografią akustyczną w operacjach serca kojarzą mi się bardziej z książką science fiction a nie z rzeczywistością. Równie abstrakcyjnie brzmią dla mnie próby zwiększenia głośności elektrycznych pojazdów prowadzone przez projektantów samochodów (i pociągów pewnie też). No i oczywiście nie mogło zabraknąć sztucznych inteligencji. Któż z nas nie konwersował z Aleksą, Siri czy innym wirtualnym konsultantem (brr!).

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Zaskakuje końcówka książki, a w niej ciekawe informacje o tym, co zazwyczaj ignorujemy, czego nie zauważamy, o tle, czyli pejzażu dźwiękowym, który nas otacza, a także o problemie zanieczyszczenia świata hałasem, o którym mówi się stanowczo zbyt rzadko, o ciszy i ekoakustyce, wreszcie o tym, jak będzie brzmiała przyszłość. 

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Mnóstwo wciągających, często trudnych treści, danych, informacji, nowych terminów, a mimo to ani przez chwilę nie czułam się przytłoczona. Tekst podzielono na czytelne rozdziały, krótkie bloki, niewielkie akapity. Autorzy nie unikają naukowej nomenklatury, ale zawsze wszelkie potencjalnie niezrozumiałe słowa dokładnie tłumaczą. Całość urozmaicają propozycje dźwiękowych eksperymentów i mnóstwo odnośników do dodatkowych materiałów na stronie Embassy of sound. Ostrzegam, ta strona wciągnie was na długi czas - można tu i pograć w interaktywne Halodźwięki, i zabawić się w wirtualnego dyrygenta, i obejrzeć film, i posłuchać muzyki lub pobuszować w bazie ptasich treli. Ale najbardziej niesamowitym, creepy i cool i w ogóle och i ach odkryciem jest wielorybie radio. Czad! Siedzimy i słuchamy jak zahipnotyzowani.

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Format książki naprawdę robi wrażenie. To wielka pozycja. Również oprawa graficzna w wykonaniu Maćka Blaźniaka nie zawodzi. Gdy trzeba, jest monumentalnie, innym razem autor skupia się na szczególe, by zobrazować niektóre terminy. Pięknie prezentuje się już sama okładka - symboliczna, pokazująca różne poruszane w książce aspekty dźwięku - od muzyki poprzez naturę po architekturę i przedmioty codziennego użytku. Ciekawy pomysł to wyodrębnieni graficznie przedstawiciele różnych zawodów związanych z dźwiękiem przybliżający czytelnikom w komiksowych dymkach w kilku zdaniach swoją pracę. Świetnie pokazuje to dzieciom, że miłość do muzyki można realizować w wielu różnych formach. 
 
„Halo! Tu dźwięk” Embassy of Sound, wszystko o dźwięku (nie tylko) dla dzieci

Którą książkę wybrać? Która lepiej oddaje istotę dźwięku? To zależy. „Dźwięk” to kurs podstawowy, świetny wstęp do rozpoczęcia przygody z tematem, dobrze i z humorem napisany, ciekawie zilustrowany, nieprzytłaczający. Sprawdzi się nawet w przypadku młodszych dzieci powyżej 6 roku życia. Znajdziecie tu najważniejsze informacje, dużo ciekawostek i zdumiewających faktów. Autorka skupia się przy tym na fizycznych cechach dźwięku i jego występowaniu w szeroko rozumianej przyrodzie. 

„Halo! Tu dźwięk” to pozycja, która idzie krok (i to duży) dalej, nieco bardziej zaawansowana, rozszerzająca naszą perspektywę myślenia o dźwięku. Sporo w niej nieco trudniejszych terminów, konkretnych faktów. Główny akcent położony jest przy tym trochę gdzie indziej, na obecności dźwięku w całej przestrzeni wokół nas, na jego technicznych aspektach i przede wszystkim na tym, jak możemy go wykorzystać. Cieszy, że autorzy poruszają kwestie ekologiczne, że wybiegają w przyszłość i starają się pokazywać trendy. Co więcej, jeśli wasze dziecko marzy o karierze muzyka, a wy obawiacie się, że to niepewna przyszłość, zbyt mało konkretna, w książce znajdziecie wiele podpowiedzi, jak inaczej można realizować pasję. Doradztwo zawodowe w pakiecie. To lektura raczej dla nastolatków (9+). 

Obie pozycje docenią również dorośli. Pierwszą za ekspresową powtórkę, drugą za uświadomienie smutnego faktu, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważny jest dźwięk we wszystkich aspektach naszego życia - od architektury po religię, od relaksu po pracę, od chorób po zdrowie, od natury po technologię.     

DŹWIĘK
Tekst: Irena Cieślińska
Ilustracje: Patricija Bliuj-Stodulska
Seria: Czego nie widać
Wydawnictwo: Hokus-Pokus
Data wydania: 2015
Liczba stron: 58
Oprawa: twarda
Format / forma: mały prostokąt
Sugerowany wiek: 6+


HALO! TU DŹWIĘK
Tekst: Joanna Guszta, Karolina Jaruszewska, Magdalena Piotrowska, Szymon Piotrowski
Ilustracje: Maciej Blaźniak
Wydawnictwo: Fundacja Learn How to Sound
Data wydania: 2020
Liczba stron:
Oprawa: twarda
Format / forma: gigant
Sugerowany wiek: 9+

Książkę kupisz tu: https://embassyofsound.org/book
Copyright © 2017 Mamobab czyta