Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak Emotikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak Emotikon. Pokaż wszystkie posty
„Krześlaki z rozwianą grzywą” kontra „Wierszyki domowe”, czyli zwykłe niezwykłe domy

17 kwietnia

„Krześlaki z rozwianą grzywą” kontra „Wierszyki domowe”, czyli zwykłe niezwykłe domy

Dziś przedstawiam dwa zbiory wierszy poświęcone jednej przestrzeni. Niezwykle aktualne, gdyż właśnie tę przestrzeń wielu z nas trochę z przymusu odkrywa na nowo. Domy, mieszkania, których ściany z wiadomych przyczyn ograniczają w tej chwili naszą aktywność, które dla większości z nas będą stanowiły przez najbliższy czas cały świat. „Krześlaki z rozwianą grzywą” Joanny Kulmowej to wygrzebana z głębi biblioteczki pozycja z mojego dzieciństwa, „Wierszyki domowe” Michała Rusinka to książka z półki mego dziecka. W obu domy postrzegane są jako magiczna przestrzeń, w której dzieją się cuda.

„Krześlaki z rozwianą grzywą” Joanna Kulmowa, Elżbieta Gaudasińska, Nasza Księgarnia, „Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon


„Krześlaki z rozwianą grzywą”
dowodzą, że Joanna Kulmowa wielką poetką była i już. Każdy z piętnastu wierszy to prawdziwy popis mistrzowskiego wręcz wykorzystania potencjału słowotwórczego polszczyzny. Miód. Piękne, czytelne neologizmy to coś, co czytelnicy tacy jak ja lubią najbardziej. Krześlaki, wieszająk, krajdywan, firaniec czy kołdrelia. O tak, te sprzęty, te tajemnicze artefakty znajdziecie w każdym polskim domu, wystarczy tylko odpowiednio spojrzeć na najbliższe otoczenie. 

„Krześlaki z rozwianą grzywą” Joanna Kulmowa, Elżbieta Gaudasińska, Nasza Księgarnia
„Krześlaki z rozwianą grzywą” Joanna Kulmowa, Elżbieta Gaudasińska, Nasza Księgarnia


Autorka wykreowała pełen magii świat fantazji, w którym codzienne przedmioty wiodą drugie, sekretne życie. Zaczarowane, ekscytujące. Krześlaki niczym rumaki pędzą do wodopoju, szafonia skrywa tajemnice, uwięziony windor próbuje wydostać się z pułapki, kranograjki wygrywają zwariowaną muzykę, krajdywan kusi przygodą, odchmurzacze jak szalone pędzą po niebie. Warto poznać perypetie tych nietypowych bohaterów i ich przyjaciół.


„Krześlaki z rozwianą grzywą” Joanna Kulmowa, Elżbieta Gaudasińska, Nasza Księgarnia

Dodatkowy smaczek mojego wydania to odjechane, nieco surrealistyczne, utrzymane w poetyce snu ilustracje Elżbiety Gaudasińskiej, na których zwykłe krzesła ożywają, wieszakowy pająk patrzy nieufnie, lampuchna zmienia się w muchę, stołoń nieporadnie rusza na podbój świata. Nie sposób przejść obok nich obojętnie, niektóre wywołują uśmiech, inne wprowadzają w zadumę. I tak jak w wierszach również w obrazie proporcje między humorem a lirycznością, żartem a refleksyjnością doskonale wyważono.


„Krześlaki z rozwianą grzywą” Joanna Kulmowa, Elżbieta Gaudasińska, Nasza Księgarnia


Mimo upływu lat (moje - pierwsze - wydanie pochodzi z 1978 roku) tomik wciąż zaskakuje świeżością. Taką moc ma niczym nieograniczona wyobraźnia i mistrzowskie operowanie słowem. Zachwycał się wykreowanym przez Joannę Kulmową i Elżbietę Gaudasińską światem mały Mamobab, polubiły go Mamobabowe dzieci, a teraz tomik cierpliwie czeka na kolejne pokolenia czytelników. Mam nadzieję, że nasz egzemplarz się nie rozpadnie.

„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon


W kolejnej pozycji - „Wierszykach domowych” - Michał Rusinek także przygląda się najbliższemu otoczeniu, które również skrywa trochę tajemnic i wcale nie jest takie oczywiste. Owszem, jest konkretniej, bardziej przyziemnie, autor nie buja aż tak w obłokach jak Joanna Kulmowa. Nie oznacza to jednak, że jest mniej zabawnie. Poeta stawia na absurdalny, inteligentny humor i w niektórych utworach cel ten udaje mu się osiągnąć na najwyższym poziomie.

„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon


Rusinek świetnie bawi się słowami, rozkłada je na czynniki pierwsze, analizuje, wydobywa dosłowne znaczenia i pozorne nieścisłości semantyczne. Weżmy taki przedpokój. Czy zawsze znajduje się on PRZED pokojem? A może czasami ZA? Wszystko zależy od perspektywy.

W innych wierszach autor gra z wieloznacznością, zestawia ze sobą homonimy. Śmieszą również przywoływane w kilku przypadkach fałszywe etymologie słów, także te, które narodziły się w wyobraźni twórcy. Słowem, wszystko tworzy całkiem zgrabną i sympatyczną całość.

„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon


Podobają mi się kulturowe nawiązania, obecne choćby w wierszu poświęconym umywalce. Niestety, w tym przypadku autor wyraźnie puszcza oko do dorosłego czytelnika, młodsi odbiorcy raczej nie odczytają aluzji. Wśród grupy docelowej tomu (mam nadzieję) nie znajdziemy bowiem małoletnich wielbicieli Kill Billa. Tego typu skierowanych ewidentnie do starszych nawiązań znajdziemy w tomiku odrobinę za dużo.


„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon


Podobny problem dotyczy wielu zastosowanych w tekstach wyszukanych leksemów, związków frazeologicznych czy zapożyczeń. Tak wiem, człek na poziomie powinien je znać. Tomik jednak ewidentnie napisany jest z myślą o młodszych czytelnikach, którzy mają prawo jeszcze pewnych rzeczy nie wiedzieć. Ja bawiłam się setnie wyłapując smaczki, moje dzieci najbardziej lubiły te utwory, które odnosiły się do ich świata. Na wszystkich poziomach.

Z naszego punktu widzenia niezbyt trafionym pomysłem również okazały się odnośniki, w których autor dowcipnie dopowiadał tekst. Często naprawdę zabawne, z reguły nadzwyczaj erudycyjne, niestety podczas wspólnej głośnej lektury wytrącały z rytmu, szczególnie przy dłuższych wierszach.


„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon


Warto podkreślić niezwykle przemyślany układ całego tomu. To nie jest tylko zbiór wierszy poświęconych domowi, to raczej poetycka podróż po poszczególnych pomieszczeniach. Wraz z autorem zaglądamy do wszystkich pokojów, odwiedzamy każdy zakamarek, eksplorujemy całość przestrzeni ograniczonej przez ściany, począwszy od przedpokoju, łazienki i kuchni, poprzez salon, sypialnię, po te części domu, które często omijamy (piwnicę, garaż, strych). Prywatna przestrzeń rozciąga się również na balkon, ogród, a kończy się w bibliotece. Wszędzie tam znajdujemy rzeczy niesamowite, odkrywamy tajemnice pospolitych sprzętów. Słowem, jesteśmy wraz z dziećmi najprawdziwszymi odkrywcami.


„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon



Wielkim plusem książki są realistyczne, sympatyczne ilustracje Joanny Rusinek świetnie oddające lekko prześmiewczy klimat tej pozycji. Podobnie jak autor tekstów, także twórczyni grafiki nie stroni od przemycania drobnych aluzji, nawiązań do innych dzieł z szeroko rozumianej kultury. I tak jak poprzednio lubię to, ale znów boję się, że część świetnych skojarzeń, cytatów z literatury, sztuki będzie zbyt trudna do wyłapania przez najmłodszych. Choćby Proust lub Monty Python.

„Wierszyki domowe” Michał Rusinek, Joanna Rusinek, Znak Emotikon



„Krześlaki z rozwianą grzywą” przypominają mi dzieciństwo i tę szczególną umiejętność ożywiania w wyobraźni tego, co zwykłe. Proza życia zamieniona w poezję, codzienność w przygodę. Od zawsze wiersze z tego tomiku kojarzą mi się z właściwą demiurgom mocą kreacji. Magią. Wiem, że to zbyt wielkie słowa, nieadekwatne, ale cóż poradzę na to, że do dziś czuję ciarki, czytając o firańcu wydętym płynącym przez odmęty, że zapadam w marzycielskie odrętwienie, wspominając księżniczkę Puchu, jedwabnicę i kapryśnicę, która poszeptuje nocą do księżyca. Jeśli traficie gdzieś w antykwariacie na ten tomik (obowiązkowo z ilustracjami Elżbiety Gaudasińskiej), koniecznie sprawdźcie, czy z taką samą siłą poezja ta działa na współczesne dzieciaki. (4+)

Trochę ponarzekałam na „Wierszyki domowe” Michała Rusinka. Mimo tych drobnych wad warto jednak sięgnąć z dziećmi również po ten tomik. Jest zabawnie, jest erudycyjnie, jest smakowicie. Czasami błyskotliwie, lekko i z polotem. Innym razem odbiorca musi trochę się intelektualnie wysilić, by nadążyć za autorem. A że nie wszystko będzie czytelne i zrozumiałe? Cóż, wśród sześciu i pół tuzinka wierszyków Rusinka na pewno każdy czytelnik znajdzie ten ulubiony i to niezależnie od tego, ile będzie miał lat. (6+)

Jedno jest pewne. Po lekturze w zupełnie inny sposób spojrzycie na własny dom. Zwykły niezwykły. Gwarantuję. 



PS. Dawno temu na blogu pisałam o jeszcze jednej książce, w której autorka zaprasza nas do eksplorowania pewnej nieruchomości. Graficzna, komiksowa propozycja „Mój dom” Delphine Durand świetnie uzupełnia domowy kontekst. 

KRZEŚLAKI Z ROZWIANĄ GRZYWĄ
Tekst:
Joanna Kulmowa
Ilustracje: Elżbieta Gaudasińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1978
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Format / forma: (prawie) kwadratowa
Sugerowany wiek: 4+


WIERSZYKI DOMOWE
Tekst: Michał Rusinek
Ilustracje: Joanna Rusinek
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Data wydania: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 208
Format / forma: klasyczna książka
Sugerowany wiek: 6+
„Lukrecja”, czyli kilka dni z życia początkującej nastolatki

30 września

„Lukrecja”, czyli kilka dni z życia początkującej nastolatki


„Lukrecja” napisana przez Anne Goscinny to przyjemne, lekkie czytadło. I dobrze, gdyż takie książki są potrzebne - niezobowiązujące, momentami zabawne, dość sprawnie napisane i przede wszystkim nawet niegłupie. Ponad dwieście stron przygód pewnej nastolatki do pochłonięcia w jeden wieczór. Najlepiej podczas jednego posiedzenia. 
„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon


Podstawowy atut książki to wiarygodna główna bohaterka w okresie przejściowym. Trochę dzieciak, trochę nastolatka. Czytelniczki mniej więcej do dwunastego roku życia łatwo odnajdą się w świecie emocji i doświadczeń Lukrecji, zwanej Lulu, szczególnie że to właśnie ona opowiada nam o sobie. Dotyka przy tym takich tematów, jak pierwsza miłość, przyjaźnie na całe życie i codzienne szkolne sprawy, pozornie skomplikowane relacje rodzinne, które okazują się wbrew pozorom całkiem uporządkowane i zwykłe, plany na przyszłość i marzenia. Dużo? Wcale nie. To po prostu kilka dni z życia pewnej uczennicy, która nie lubi mieszać tego, co szkolne, z tym, co domowe. Jakaś klasowa wycieczka czy wybory przewodniczącego, urodzinowa impreza, dzień z ojcem, kupowanie żółwia z mamą, dość dziwna pomoc w odrabianiu pracy domowej. Normalność. Cała książka przypomina pamiętnik, który dodatkowo w jednym z opowiadań pełni kluczową rolę.



„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon
   
Lulu wychowuje się w rodzinie patchworkowej. Mieszka z energiczną mamą, wiecznie zapracowaną panią adwokat, (dosłownie) bujającym w obłokach ojczymem i młodszym bratem, który funkcjonuje głównie w świecie zombiaków. Całości dopełniają: ojciec artysta, który ma średnio trzy narzeczone rocznie, ledwie wspomniana babcia z demencją i Scarlett, czyli babcia przeżywająca właśnie drugą młodość. W tle pojawiają się również inne postaci, w tym przyjaciółki, tak zwane Liny, nauczyciele, pani psycholog. Mnóstwo typów z charakterem. Niestety, trochę ich za dużo. W dodatku każdy z nich sportretowany został dość schematycznie. Ojciec malarz, więc wiadomo że musi być kochliwy. Matka, nowoczesna bizneswoman, więc oczywiście nie ona w domu gotuje. I tak dalej. Gdy pojawiła się wzmianka, że brat Lulu uwielbia zasady, z automatu spodziewałam się, że okaże się dzieckiem autystycznym (wyjątkowo w tym przypadku to był błędny trop). Słowem to, co jeszcze kilka lat temu uznalibyśmy w literaturze dziecięcej za nowe, odkrywcze, przełamujące tabu, dziś odrobinę zahacza o banał. Z drugiej strony może to dobrze? Przyznam szczerze, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.


„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon

Ciekawie wypada opis relacji panujących w tej (nie)typowej rodzinie. Tu wszyscy w jakiejś formie się starają. I mama, która bierze wolne w pracy, by towarzyszyć córce w wycieczce do muzeum, i babcia Scarlett opiekująca się młodzieżą na imprezie urodzinowej, i ojczym niezwykle zaangażowany w gotowanie i odrabianie lekcji, i wreszcie ojciec, bywający rzadko, ale wprowadzający luz i namawiający do twórczej ekspresji. Czasami te próby są nieporadne, często przynoszą zaskakujący efekt i powodują uśmiech politowania na twarzy Lulu, ale scalają rodzinę, dają poczucie bezpieczeństwa.

„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon

Pierwszoosobowa narracja wymusiła nieskomplikowaną formę językową. Nie znajdziecie tu nadmiaru zdań wielokrotnie złożonych, stylistycznych ozdobników. Lulu po prostu opowiada, momentami niezręcznie, innym razem nadzwyczaj składnie. Jak przeciętna dwunastolatka. Forma pasuje do przekazu. Nie oczekujcie więc literackiej ekstazy. To nie tu. To książka, która czyta się sama, wchodzi ekspresem. Dobre czytadło, przyjemna literatura rozrywkowa, raczej skłaniająca do śmiechu niż do refleksji, choć autorka w prezentowanych historiach starała się przemycić trochę życiowych prawd ważnych z punktu widzenia dorastającej dziewczynki.

„Lukrecja”, Anne Goscinny, Catel, Znak Emotikon


Całość uzupełniają zabawne ilustracje Catel utrzymane w czerni i bieli, na których udało się oddać charakter postaci, szczególnie babci Scarlett.

Powiem szczerze, że nie podoba mi się tak wyraźne podkreślanie przez wydawnictwo faktu, że „Lukrecja” wyszła spod pióra córki twórcy kultowego dla wielu pokoleń „Mikołajka”. Ta informacja wręcz krzyczy z okładki. Czy to gwarantuje jakość? Oczywiście, że nie, ale wymusza porównanie książek, których zestawianie ze sobą nie ma sensu. Nie te ligi. „Lukrecja” to „Lukrecja”, „Mikołajek” to „Mikołajek”, Anne Goscinny to Anne Goscinny, a René Goscinny to René Goscinny. Odrębne byty.

„Lukrecja” nie należy do książek odkrywczych, ale jestem pewna, że grupa docelowa polubi świat Lulu - zwykły, zabawny, tak podobny do tego, w którym funkcjonują i polskie dwunastolatki. Pewne sprawy są przecież uniwersalne, nieprawdaż? Choćby chęć posiadania własnego zwierzaka.



LUKRECJA
Tekst: Anne Goscinny
Ilustracje: Catel
Tłumaczenie: Magdalena Talar
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Data wydania: 2019
Liczba stron: 224
Oprawa: twarda
Format/forma: typowa powieść
Sugerowany wiek: 9+


Copyright © 2017 Mamobab czyta