Uczta u królowej, czyli gastronomiczna anarchia w UK

09 września

Uczta u królowej, czyli gastronomiczna anarchia w UK

Przerażająca, mrożąca krew w żyłach wyklejka. 39 sztućców. Słownie TRZYDZIEŚCI DZIEWIĘĆ łyżek i łyżeczek, noży i nożyków, widelców i widelczyków o wielu kształtach, wielkościach i o różnym bliżej niesprecyzowanym przeznaczeniu. Senny koszmar zwykłego człowieka, być może (nie wiem, nie bywam) oczywistość na przyjęciach typu ą i ę. Lepszego wstępu do przezabawnego komiksu „Uczta u królowej” o gastronomicznej opresji, której większość z nas doświadczyła w dzieciństwie, autorka Rutu Modan nie mogła wymyślić. Jakby wyklejką groziła, że może być jeszcze gorzej.
„Uczta u królowej" Rutu Modan

A jest źle. Przynajmniej z punktu widzenia małej Niny. Siedź prosto, nie bujaj się na krześle, nie mów z pełnymi ustami. Takie tam podstawy obiadowego savoir-vivre. Rodzice są bezlitośni, a dziewczynka nie rozumie celowości tych wszystkich bzdurnych z jej perspektywy norm i zasad. Pyta więc, prosi, obrażona na cały świat, o jakieś uzasadnienie. Ojciec zaś udziela jej absurdalnej odpowiedzi, która wpasowuje się w kategorię „dzieci i ryby głosu nie mają”.

A co byś zrobiła, gdybyś została zaproszona przez królową Anglii na ucztę w pałacu Buckingham?

„Uczta u królowej" Rutu Modan

Niemal analogiczna scenka z udziałem autorki i jej córki podobno stanowiła inspirację do napisania tej historii. Dziecko Rutu Modan rezolutnie odpowiedziało, że królowa angielska jest jej najlepszą przyjaciółką, tak więc ten tego...

Nina nie miała szans na jakąkolwiek reakcję, gdyż właśnie w tej chwili ku konsternacji rodziców w ich domu pojawił się królewski herold z zaproszeniem. Gdzie? Do angielskiej królowej. Po co? Na ucztę. Kiedy? Natychmiast. Królowej się nie odmawia, więc dziewczynka bez zbędnej zwłoki wsiada do prywatnego samolotu i rusza na podbój świata. Zupełnie nieprzygotowana, w dresach i skarpetkach nie do pary. Żegnana przez rodziców. W jednym doskonałym kadrze zajmującym całą rozkładówkę autorka pokazuje także inne, świetnie nam znane symbole rodzicielskiej opresji (oczywiście według dzieci). Podczas lektury koniecznie zwróćcie uwagę na rekwizyty trzymane przez ojca i matkę. W tej scence niestety zobaczyłam siebie - matkę złą, męża mego - ojca złego, a także moją własną mamę, tatę i większość matek i ojców, które znam, znałam. Ech. Przecież intencje mamy dobre i czasem nawet wbrew sobie musimy robić właśnie tak. Wychowywać i wychowywać bez końca każdego dnia przez 24 godziny.
„Uczta u królowej" Rutu Modan

Uczta to także w oczach Niny dość grząski teren. Po pierwsze kuchnia serwuje wszystkie te potrawy, których dzieci NIE kochają najbardziej na świecie, podejrzane, wydumane, pewnie niejadalne, być może trujące. Kto wie. Na szczęście to królewski pałac, więc danie spełniające wymagania Niny pojawiło się dość szybko. Po drugie - nic nie wiadomo. Jak się zachować, co robić, którego z widelców użyć? Przypominam wyklejkę. 39 rodzajów sztućców, a widelca do spaghetti brak. Zgodnie z podpowiedzią nobliwego współbiesiadnika Nina postanawia jeść  jak zwykle. Po prostu rękoma.
„Uczta u królowej" Rutu Modan

I wtedy się zaczyna. Dystyngowani biesiadnicy nagle zrzucają sztywny gorset i zatracają się w hedonistycznym, wręcz cielesnym żarciu. Nie bułkę przez bibułkę, tylko po prostu łapskami prosto do pyska. Wszystkie normy i dobre maniery idą w zapomnienie. Czas skostniałych zasad życia codziennego wyższych sfer zostaje zawieszony.

Rozpoczyna się czas karnawału. Oficjalnie zapowiedziany przez królową i przez nią zakończony. Czas wytchnienia, niczym nieskrępowanej radości, zatracenia się w jedzeniu, okres, w którym wszystko jest możliwe, a najbardziej absurdalne zachowania są akceptowane. Nawet królowa angielska wlewająca ketchup z butelki wprost do gardła. 

„Uczta u królowej" Rutu Modan

Oczyszczająca i wyzwalająca moc karnawału to bardzo mocny kulturowy trop, który Rutu Modan wykorzystuje w pełni świadomie, a nawet poprzez postać Niny i figurę królowej wręcz się o niego upomina. Nie bez powodu czas wywrócenia wszystkiego na drugą stronę został wpisany w naszą kulturę. Potrzebujemy go nie tylko my, dorośli, ale i dzieci. Dlatego bardzo mnie dziwi strach przed antywychowawczym wydźwiękiem tego komiksu. Wyjątkowość czasu bez reguł jest przecież w tekście wyraźnie podkreślona przez największy autorytet, symbol konwenansu i sztywnych norm, czyli właśnie angielską królową. Niby srogą władczynię, która robi coś, o czym zapomnieli rodzice. Słucha Niny, daje dziecku głos.

Karnawałowa logika świata na opak, w którym chwilowo rządzą zasady dziecka, a nie autorytet dorosłych to zaprzeczenie pewnej innej idei wychowawczej, która mam nadzieję, jest już pieśnią przeszłości. To rzeczywistość, w której najmądrzejszy, wszechwiedzący dorosły wyznacza dziecku ścisłe reguły i pilnuje ich przestrzegania. Konsekwencja ich złamania może być tylko jedna - nieuchronna kara. Jak w XIX-wiecznej „Złotej różdżce” Heinricha Hoffmanna (pisałam na ten tematu już TUTAJ), a szczególnie w wierszu „O Filipie, który się bujał” opisującym analogiczną sytuację. Autorka zresztą bezpośrednio przywołuje schemat klasycznej wierszowanej opowiastki dydaktycznej (oczywiście z morałem). Maja go zna i się boi. Przecież złamała zasady.

„Uczta u królowej" Rutu Modan

Dzięki dużym, nieprzeładowanym treścią kadrom, często wypełniającym całą stronę, wyraźnej czcionce, czytelnym, prostym symbolom, a także linearnie rozwijającej się akcji (brak przeskoków czasowych) struktura komiksu jest bardzo przyjazna dla początkujących czytelników. Modan uprościła swoją kreskę na potrzeby dziecięcego odbiorcy, co nie oznacza, że rysunki stały się infantylne. Wręcz przeciwnie -  wizja wielkiego obżarstwa na jednym z największych kadrów to moim zdaniem małe arcydzieło.

Nie bójcie się odrobiny gastronomicznej anarchii. Dzieci nie są głupie, doskonale wiedzą, że istnieje czas zabawy i czas zasad, nawet jeśli nie znają jeszcze pięknego słowa karnawał. A jeśli mają kłopot z odróżnieniem, kiedy jeden się kończy, a drugi zaczyna, nie znajdziecie lepszej pozycji do rozmowy na ten temat.

A może przede wszystkim tego komiksu potrzebujemy my - rodzice, by przejrzeć się w nim jak w lustrze i czasami po prostu wyluzować. Jeśli angielska królowa może, to tym bardziej my.

I przypominam, śmiech to także ważny składnik karnawału, a przy lekturze „Uczty u królowej" trudno się od niego powstrzymać.

UCZTA U KRÓLOWEJ

Scenariusz i rysunki: Rutu Modan
Tłumaczenie: Zuzanna Solakiewicz

Seria: Krótkie Gatki

Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Data wydania: 2014
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format/forma: komiksowe midi
Rekomendowany wiek:
4+

12 półtonów. Książka o muzyce, czyli już w brzuchu brzęczy w uchu

06 września

12 półtonów. Książka o muzyce, czyli już w brzuchu brzęczy w uchu

Uwaga! „12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanny Kisielewskiej zawiera wszystko to, co chcielibyśmy wiedzieć o dźwięku, rytmie i melodii, ale boimy się zapytać. Albo nie mamy kogo  lub takie pytania w ogóle nie przychodzą nam do głowy, bo muzyka to muzyka, więc bez sensu wnikać w szczegóły. Jeszcze taka rozebrana do rosołu straci swoją magię.

Obiecuję, że tak się nie stanie, a raczej będzie wręcz odwrotnie - młody czytelnik poczuje prawdziwą siłę i moc muzyki (a także odkryje kilka jej głęboko skrywanych sekretów). Czym jest dźwięk? Kiedy staje się muzyką? Czy rytm może być dziurawy? Czy neandertalczycy potrafili grać na flecie i co Marcin Luter ma wspólnego z popem (i nie chodzi tu o aspekt religijny)? Ilu muzyków zmieści się w jednym pasztecie? A może w jaki sposób Michael Phelps łamał (jawnie i legalnie) przepisy antydopingowe?  Jaki instrument widnieje na opakowaniu duńskiego masła Lurpak? To tylko przykłady czasami zdawałoby się absurdalnych pytań, na które autorka udziela całkiem poważnych odpowiedzi.

„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,

Pierwszy rozdział to próba wyjaśnienia, czym w ogóle jest muzyka. Krótkie notki napisane lekkim pełnym konkretnych obrazowych przykładów językiem opowiadają m.in. o funkcjach rytmu i jego specyfice, o fizycznych cechach dźwięku. Tak powinny wyglądać wszystkie podręczniki. W końcu po latach zrozumiałam, po co mi wiedza z akustyki! I dlaczego zostałam uderzona przez dźwięk, którego prawie nie słyszałam (tak, ustawiłam kiedyś przez przypadek maksymalną głośność w nowym, dość mocnym sprzęcie! Nie róbcie tego, to boli!). Bardzo ciekawe są też fragmenty tłumaczące muzyczne różnice międzykulturowe.

„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,

W drugim rozdziale autorka pokusiła się o zwięzłe przedstawienie historii muzyki - już od czasów prehistorycznych, od epoki kamiennej. Znajdziemy tu różne teorie samego jej powstania, a także przykłady niezwykłych związków muzyki z filozofią i religią.


„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,
Trzeci rozdział odpowiada na pytanie - po co nam w ogóle ta muzyka. Odpowiedź jest jedna. Po wszystko. Od rzeczy dobrych, poprzez neutralne, po zło w czystej postaci. Wykorzystujemy ją w medycynie - tej konwencjonalnej (np. na sali chirurgicznej), jak i alternatywnej (masaż dźwiękami). Stosujemy ją w celach militarnych - do budowania morale, zagrzewania do walki  i niestety jako broń. Komunikacja, polityka, reklama, sprzedaż. Kształtowanie wspólnoty i budowanie najbardziej intymnych relacji. I na smutki, i na radość. Ta lista nie ma chyba końca. Muzyka towarzyszy nam wszędzie, przenika wszystkie aspekty naszego życia, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi. 

„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,

Ostatnia część książki przedstawia to, co w muzyce najbardziej fascynuje - jej wpływ na nasz mózg i nasze uczucia. Dlaczego przy niektórych utworach płaczemy, a inne sprawiają, że nogi same rwą się do tańca. Co nas motywuje do tego, by smutek leczyć równie smutnymi  utworami? Czym jest amuzja i synestezja? I czy są przekleństwem, czy błogosławieństwem? 

„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,

W książce tej nie znajdziecie definicji pełnych mądrych słów zrozumiałych jedynie dla ucznia szkoły muzycznej - poziom zaawansowany, ale raczej dowcipne i przewrotne pytania, anegdoty, proste analogie i wręcz łopatologiczne przykłady. Zapewnia ona przy tym solidną dawkę wiedzy nie tylko z zakresu muzykologii, ale i z fizyki, akustyki, biologii, filozofii, medycyny, neurobiologii, historii, psychologii, a nawet wojskowości. Co więcej, autorka nie ogranicza się jedynie do muzyki klasycznej, w tekście przywoływane są również chyba wszystkie współczesne gatunki muzyczne, od jazzu poprzez punk, rock, klubowe brzmienia, hip-hop  po popowe klasyki i hity okupujące pierwsze miejsca list przebojów. 

„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,

Równie ciekawa jest szata graficzna książki. Ceglasta przyciągająca wzrok okładka, kolorowe tło stron, wyraziste i zapadające w pamięć ilustracje to dzieło Jerzego Gruchota i Wojciecha Kossa.

„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,
„12 półtonów. Książka o muzyce” Zuzanna Kisielewska,
Wydawnictwo rekomenduje książkę czytelnikom powyżej 9. roku życia. Śmiało jednak możecie ją już podsunąć zainteresowanemu muzyką 7-latkowi, a że tekst nie jest infantylny, również dorośli znajdą w niej wiele zaskakujących informacji. Tak jak ja. Bo niby skąd miałam wiedzieć, że najczęściej słuchany utwór na świecie to...

12 PÓŁTONÓW. KSIĄŻKA O MUZYCE

Tekst: Zuzanna Kisielewska
Ilustracje: Jerzy Gruchot, Wojciech Koss
Wydawnictwo: druganoga
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 128
Format/forma: kwadratowe midi
Rekomendowany wiek: 7+
Człowiek jaki jest, każdy widzi, czyli dobrzy ludzie nie pukają w akwarium

04 września

Człowiek jaki jest, każdy widzi, czyli dobrzy ludzie nie pukają w akwarium

Ponad 250 lat temu pewien ksiądz, Benedykt Chmielowski, postanowił opisać świat i stworzył pierwszą polską encyklopedię powszechną. Dziwne to było dzieło, na miarę tamtych czasów. Chmielowski w definicjach słów nie szczędził, w szerokim kontekście religijno-mityczno-legendarno-naukowym wszystkie zagadnienia ludziom objaśniał. Oprócz konia. Bo przecież „Koń jaki jest, każdy widzi”.

A człowiek? U Chmielowskiego doczekał się własnego rozdziału, a oprócz tego miliona różnych definicji, dzieł, opracowań, książek, wierszy, poematów, filmów, komiksów, rysunków. Wszystkie jednak zawierają jeden podstawowy błąd. To człowiek definiuje człowieka, od naszego antropocentryzmu nie ma ucieczki. Z małymi wyjątkami, do których należy książka Marzeny Matuszak „Człowiek jaki jest, każdy widzi”


Wszystko rozgrywa się w hotelu tylko dla zwierząt położonym wysoko, wysoko na himalajskim szczycie.  Nikt niepożądany, żaden człowiek nigdy tu nie dotarł. Tu zwierzęta wszystkich gatunków mogą się do woli relaksować, odpoczywać, ładować akumulatory. Oczywiście zgodnie z regulaminem, który wyklucza jedno - wzajemne zjadanie się. Prawa biologii w tym magicznym miejscu zostają zawieszone. Ba, nie wolno nawet o tym wspominać, by nie burzyć sielskiej atmosfery. Wszyscy są sobie gastronomicznie równi, jedzą to, co przygotują gospodarze, a ci serwują kuchnię wegańską. 

To zwierzęce spa prowadzi sympatyczna rodzina Yetich. Mama, tata i ciekawska, jak to dziecko, Yetinka. To ona próbuje dowiedzieć się czegoś o mitycznym człowieku, który podobno istnieje, ale nie każdy go widział. Niemal jak w „Czarodziejskiej górze” oniryczna, leniwa atmosfera wynikająca m.in. z całkowitej izolacji sprzyja długim filozoficznym dysputom, więc zwierzęta chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami. Bo cóż oprócz myślenia o ważnych i tajemniczych sprawach tego świata pozostaje, gdy wszystkie troski dnia codziennego można odstawić na boczny tor? Dlatego też nawiązanie tytułu do słynnej definicji jest nieco mylące. Hotelowi goście bardzo poważnie podchodzą do kwestii ustalenia, czym ten człowiek w ogóle jest. Oglądają go, analizują, zestawiają fakty, legendy i własne doświadczenia. Dokładnie tak jak Chmielowski.

Autorka świetnie pokazuje przy tym różne perspektywy postrzegania człowieka przez poszczególne gatunki. Mała komarzyca Bzybzy kojarzy długie śmiercionośne odnóża, którymi ludzie cały czas machają. Rekin myli człowieka z foką, a dorsz uważa go za tajemniczego porywacza. Co więcej, z punktu widzenia zwierząt człowiek stanowi całość ze wszystkimi swoimi atrybutami, narzędziami. Człowiek plus koparka to nadal tylko człowiek - ogromny i z długimi łapami. Sowa jest święcie przekonana, że ludzie świecą w ciemnościach. A but? Jego istotą jest rzeczywiście bycie butem? 

Niestety obraz wyłaniający się z tych rozważań nie jest dla naszego gatunku korzystny. Po pierwsze nasze zachowania co najmniej dziwią, są nieracjonalne, niezrozumiałe i pewnie głupie. Po drugie wśród większości gości hotelu u Yetich budzimy ogromny lęk. Po części wynika to z punktu pierwszego. Nawet nas, takich mądrych i wspaniałych, to, czego nie pojmujemy, przeraża. Jednak kluczową rolę odgrywa tu po prostu nasze miejsce w  łańcuchu pokarmowym. No cóż. Może rzeczywiście powinniśmy przerzucić się na ananasy?

Zupełnie inaczej odbierają nas zwierzęta udomowione, przy czym dzika natura kota nie pozwala mu na podporządkowanie się ludziom. Co innego pies. Niestety, dostało mu się trochę. Odstaje od innych zwierząt, nie potrafi się wysłowić, tylko wyje z tęsknoty za przewodnikiem swojego stada - człowiekiem. Trochę to niesprawiedliwe.

Siła tej książki tkwi także w humorze. Wyobraźcie sobie tylko istotę z rybim ogonem, o zmieniającej kolor i fakturę sierści, której z ust lecą bąbelki. Potrafi ona latać, pływać i długimi odnóżami kopie bezużyteczne tunele, w których nie trzyma ziarenek. Można ją wypić, a także w pewnych okolicznościach zjeść. Niezmiernie bawią także dwie wersje ewolucji człowieka - opowieść leniwca i kapucynki.

Nostalgiczny, lekko oniryczny klimat opowieści kształtuje baśniowa struktura, którą sygnalizują już pierwsze zdania. I nie tylko - w tekście znajdziemy także bezpośrednie odniesienia do baśni. 

Malarskie ilustracje Grażyny Rigall na pierwszy rzut oka mogą wydawać się trochę przytłaczające, ale to tylko złudzenie. Świetnie oddają nie tylko karykaturalność, przerysowanie niektórych wizji człowieka, ale i tajemniczość tego dziwnego gatunku.

Gdy przeczytałam  „Człowieka...” po raz pierwszy, sens tej książki, jej przesłanie wydało mi się oczywiste. Z każdą kolejną lekturą odkrywałam tkwiące w niej niby niepozornie, niby przez przypadek znaczenia. Wątków, myśli, według których możemy układać wraz z dzieckiem interpretacyjne ścieżki jest tu tyle, że moglibyśmy obdzielić nimi kilka innych opowieści. Od tytułowej definicji, kim w ogóle jesteśmy, poprzez nasz stosunek do zwierząt, nasze miejsce w łańcuchu pokarmowym, po to, jak mylne mogą być pozory, jak nasza ocena rzeczywistości zależy od naszej wiedzy i doświadczenia. A to tylko przykłady.

Jedno wiem na pewno. „Z pewnością nie brakuje na świecie dobrych ludzi, którzy nie pukają w akwarium”. A gdyby Benedykt Chmielowski znał książkę Marzeny Matuszak, wiedziałby, że koń zasługuje na bardziej złożoną definicję.

W 2016 roku książka zasłużenie otrzymała wyróżnienie w I edycji międzynarodowego konkursu na projekt ilustrowanej książki dla dzieci JASNOWIDZE.

CZŁOWIEK JAKI JEST, KAŻDY WIDZI

Tekst: Marzena Matuszak
Ilustracje: Grażyna Rigall
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 56
Format/forma: midi
Rekomendowany wiek: 5+



W moim sercu. Księga uczuć, czyli wielki bałagan w tajemniczym ogrodzie

31 sierpnia

W moim sercu. Księga uczuć, czyli wielki bałagan w tajemniczym ogrodzie

Uczucia. Tyle z nimi problemów. Emocje. Najlepiej schować je gdzieś głęboko, zakopać, położyć na nich kamień i nikomu nie pokazywać. Nikomu. Bo może są złe, nie takie jak trzeba, na pewno kłopotliwe i nie wiadomo, jak się zachować. Szczególnie gdy ktoś o nie pyta i patrzy, i ocenia, i coś sobie myśli. Nieważne, czy chodzi o radość, o gniew, czy o podekscytowanie lub zamyślenie. Coś się z nami dzieje, a my nie wiemy co.
„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey

Nawet dorosłych uczucia potrafią zaskakiwać, pojawiać się ni stąd, ni zowąd. Mają wielką moc - mogą burzyć zastane i budować nowe. Mogą  też po prostu być, chwilę potrwać i zniknąć. Albo zmienić się diametralnie, w sekundę lub dwie. Wszystko możliwe, gdyż jeżeli zajrzymy do naszych serc, znajdziemy tam wielki bałagan, skrzynię pełną skarbów, tajemniczy ogród. Tak jak bohaterka „W moim sercu. Księgi uczuć” Jo Witek i Christine Roussey.
„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey

„W moim sercu” to nietypowy katalog uczuć, które towarzyszą nam od dzieciństwa. Tych pozytywnych, pożądanych i tych złych, kłopotliwych. Narratorka - mała, rezolutna dziewczynka - oprowadza nas po wszystkim tym, co kotłuje się w jej sercu. Przyglądamy się tam nie tylko szczęściu, poczuciu niezwyciężenia, odwadze, ale i strachowi, złości, gniewowi. Na szczęście nie ma tam nienawiści - jednego z niewielu uczuć, na którym nie da się  budować niczego dobrego.
„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey

Co ważne, żadne z nich nie zostało nazwane wprost - na kolejnych stronach dziewczynka opisuje po prostu, co w danej chwili odczuwa. Nie używa znanych nam nazw emocji, jakby nie umiała do końca ich określić. Posługuje się za to prostymi porównaniami do zdarzeń / przedmiotów / spraw z jej codzienności. Tak jakby jej samoświadomość właśnie się kształtowała, jakby budowała swoje własne narzędzia do radzenia sobie ze skomplikowanym światem uczuć. Umożliwia to czytającym dorosłym interakcję z dzieckiem-odbiorcą tekstu, stanowi świetny pretekst do rozmów, do pobawienia się w definiowanie, nazywanie emocji... bez zbędnych emocji. Rzadko mamy taką okazję. Każdy z nas niby wie, że o uczuciach trzeba rozmawiać także, a może przede wszystkim z dziećmi. Czy to robimy? Różnie z tym bywa.
„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey

W szczerych rozmowach o uczuciach ogranicza nas często po prostu lęk przed oceną naszych najbardziej prywatnych przeżyć. Tutaj nikt nikogo nie ocenia, żadne z uczuć nie jest wartościowane, negowane bądź pochwalane. One po prostu się ot tak pojawiają i na równych prawach mieszkają w sercu dziewczynki. Dziecko zdaje sobie przy tym sprawę, że uczucia to sprawa intymna, nie przed każdym należy otwierać serce, które bezpiecznie „mieszka w domku na drzewie”, a wpuszcza się do niego tych, których się kocha. 
„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey
„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey
Zróżnicowanie świata uczuć oddają również świetne, proste i wyraziste ilustracje. Książka ma bardzo przejrzysty układ - każda strona to jedna emocja, każda emocja to jedna barwa - w tym samym kolorze narysowany jest również duży zajmujący niemal całą stronę symbol danego uczucia. Przykładowo radość to żółte słońce - gwiazda, smutek to szary słoń. Brzegi tych grafik tworzą tęczowe obramowania wyciętego trójwymiarowego serca zmniejszającego się w miarę przewracania kolejnych kart - odkrywania kolejnych uczuć. Dodatkowo rysunki utrzymane w nieco komiksowej stylistyce zawierają wiele czytelnych nawet dla małego dziecka odniesień (superbohaterka, Czerwony Kapturek, lekarz i wiele innych).

„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey

Prosty język pełen czytelnych porównań wprost z dziecięcego świata, wyraziste ilustracje i atrakcyjna forma graficzna (można samodzielnie pogmerać sobie w sercu), a także grubszy tekturowy papier sprawiają, że to świetna propozycja już nawet dla dwulatków.

Uczucia istnieją niezależnie od tego, czy nadamy im nazwę, czy nie, czy je rozpoznamy i zrozumiemy, czy będziemy przed nimi uciekać. Nauczenie dzieci definiowania emocji, tych dziwnych według dziecięcej optyki stanów, to pierwszy i jeden z najważniejszych etapów budowania narzędzi, by w dorosłym życiu sprawnie radzić sobie z uczuciami - tymi, których pożądamy i tymi niechcianymi.


W MOIM SERCU. KSIĘGA UCZUĆ

Tekst: Jo Witek
Ilustracje: Christine Roussey
Tłumaczenie: Anna Rosiak
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2016
Oprawa: twarda
Liczba stron: 28
Format/forma: midi z wycięciami
Rekomendowany wiek: 2+
Psy i koty pod lupą naukowców, czyli jak pies/kot z człowiekiem

29 sierpnia

Psy i koty pod lupą naukowców, czyli jak pies/kot z człowiekiem

Kotek lub piesek??? Nie ma mowy. A może świnka morska? A nie wystarczy hodowla patyczaków? Może królik? Nie, nie mamy warunków. Nie lubię kotów! Kot jest wykluczony! Może za rok. Ale ja marzę o piesku!!! A kto go będzie wyprowadzał? Ten słowotok to krótki wyciąg z zażartych dyskusji, które prowadziła z nami przez kilka lat nasza córka. Aż w końcu ulegliśmy. Na naszą zgubę. Dołączył do nas ON - nowy członek rodziny.  Pies, który rządzi nami wszystkimi.

Podejrzewam, że takie rozmowy toczą się w wielu polskich (i nie tylko) domach.  Bo prawie każde dziecko marzy o żywym stworzeniu do kochania. Jeśli i was dotyczy ten problem  (a także jeśli już w waszym domu zamieszkał pies lub kot), sięgnijcie wraz z dziećmi po książkę „Psy i koty pod lupą naukowców”. Napisał ją Antonio Fischetti, który choć jest fizykiem, zajmuje się również popularyzacją innych nauk. Zrealizował m.in. filmy o życiu morsów i krokodyli, o zwyczajach wielorybów, a także program telewizyjny właśnie o psach i kotach.

„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Odwieczny spór o wyższości psa/kota nad kotem/psem autor rozwiązał w bardzo prosty sposób. Książka podzielona została na dwie w pełni autonomiczne części, z których każda opowiada o zwyczajach i cechach konkretnego gatunku. Bez wartościowania, rzetelnie, konkretnie. A ciekawostek, pozwalających lepiej zrozumieć domowe zwierzaki, dzieci znajdą tu mnóstwo.
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Bardzo dużo miejsca poświęcono sposobom komunikowania się zwierząt - zarówno z ludźmi, jak i pomiędzy sobą, w stadzie lub quasi-stadzie. Momentami książka staje się przewodnikiem po mowie psów i kotów, i to zarówno po tym, co wyraża ich ciało (miny, ogony, wąsy, sierść i inne), jak i tym, co mogą oznaczać wydawane dźwięki - szczekanie, warczenie, mruczenie, miauczenie. Oczywiście nie zapomniano o psim węchu.

„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Autor przemyca też sporo wiedzy o historii udomowienia psów i kotów. Nie bójcie się - nie w formie nudnego wykładu. Historyczne wstawki służą do wyjaśnienia niektórych zachowań i zwyczajów dalekich kuzynów wilków i dzikich kotów. Różnice pomiędzy psami, które potrzebują stada, a kotami słynącymi ze swego indywidualizmu wynikają właśnie z genezy tych gatunków.
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Choć niektóre z rozdziałów wydają się pozornie być dość zabawne, dotyczą poważnych, często naukowo udowodnionych spraw. Czy wiecie, jak należy właściwie głaskać kota? Za co odpowiadają ciałka Vatera-Paciniego? Czy ludzie odnoszą korzyści z kociego mruczenia? I jak wygląda psi Facebook? Albo dlaczego kot powinien mieć aż dwie kuwety?
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Ja już wiem! I z ręką na sercu mogę powiedzieć, że psia część tej książki zawiera prawdę. Nawet jeśli wcześniej niektóre zachowania psów mojego życia (a było ich wiele) interpretowałam zupełnie inaczej. Niestety, kocie sprawy są mi zupełnie obce, więc wierzę autorowi na słowo.
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain


„Psy i koty pod lupą naukowców” to książka skierowana do młodszego czytelnika. Wydawnictwo rekomenduje ją czytelnikom powyżej 9. roku życia. Moim zdaniem śmiało można ją czytać razem z 4-latkiem. Autor posługuje się prostym językiem dostosowanym do percepcji dziecka, nawet gdy odwołuje się do badań naukowych. Nie ma tu trudnej terminologii, za to lekturę urozmaicają liczne anegdoty, humor, nawiązania do codzienności, nieskomplikowane porównania.

Smaczku całości dodają lekkie, pełne humoru ilustracje, za które odpowiadał Sébastien Mourrain. 

Jeśli więc chcecie, by wasze dziecko świadomie uczestniczyło w rewolucyjnej skądinąd decyzji o poszerzeniu rodziny o czworonoga lub by lepiej zrozumiało zachowania domowego zwierzaka, koniecznie zajrzyjcie do tej pozycji.

PSY I KOTY POD LUPĄ NAUKOWCÓW

Tekst: Antonio Fischetti
Ilustracje: Sébastien Mourrain
Tłumaczenie: Sylwia Sawicka
Wydawnictwo: Polarny Lis
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 56
Format/forma: maksi
Rekomendowany wiek:
4+



Wszystko gra. Co tu jest grane? Co słychać? - Muzyczna trylogia

27 sierpnia

Wszystko gra. Co tu jest grane? Co słychać? - Muzyczna trylogia


Trzy niezwykłe książki o muzyce, trzy próby przełożenia dźwięku i harmonii na język liter i obrazu, w efekcie dwa popularnonaukowe majstersztyki i jedna po prostu dobra pozycja. Łączy je autorka tekstu - Anna Czerwińska-Rydel i świetna, nowatorska forma graficzna.

Rozpocznijmy więc wielką muzyczną przygodę...
„Wszystko gra!” Anna Czerwińska-Rydel, Marta Ignerska

„Wszystko gra!”

Chaos, nieuporządkowanie, istna kakofonia, ciągłe kłótnie, przekomarzania. Każdy czuje się najważniejszy, niektórzy zbyt łatwo się obrażają. Jak to artyści. Nagle wkracza on, wykonuje nieczytelne dla laika ruchy, ale oni wiedzą, co mają robić. Każdy z osobna i wszyscy razem. W harmonii. Zaczyna się koncert.
„Wszystko gra!” Anna Czerwińska-Rydel, Marta Ignerska


Historię współtworzą niesamowite ilustracje Marty Ignerskiej w zależności od temperamentu, cech instrumentu nawiązujące do różnych stylistyk. Puzon i kontrabas przywołują od razu skojarzenia z klubem jazzowym z lat 30. Trochę diabelski fagot również preferuje ciemne, mroczne piwnice. Z dystansem, humorem bawią się muzyką, improwizują, choć kontrabas twardo stoi na ziemi. 

Co innego trąbka - funkcjonalna, skupiona na realizacji zadania, odpowiedzialna. Wszystko w niej jest celowe, każda jej cecha, nawet to, że błyszczy w słońcu. Ma być widoczna, ma ostrzegać. Nie dziwi również antyczna stylizacja flecisty - flet to przecież starożytny instrument pasterzy i bogów. Podobnie myśliwy z rogiem na polowaniu. Rytm stanowi podstawowy budulec muzyki o korzeniach afrykańskich - tak też kojarzy się perkusista rządzący kotłami. Gra na instrumentach perkusyjnych wymaga dużej krzepy i wyczerpuje fizycznie - nawet 6-latek zauważył, że znalazło to swoje odbicie na ilustracji. I tak dalej.
„Wszystko gra!” Anna Czerwińska-Rydel, Marta Ignerska

„Wszystko gra!” Anna Czerwińska-Rydel, Marta Ignerska

Dźwięk przedstawiono za pomocą wyrazistych, wręcz fluorescencyjnych kolorów - różowego i pomarańczowego. Grubość, rodzaj kreski oddaje jego siłę i natężenie. Od wielkiego, głębokiego, wypełniającego niemal całą stronę dudnienia kotłów, poprzez subtelne, świdrujące, cienkie dźwięki skrzypiec po ciszę obrażonych altówek. 

Lekturę zacznijcie koniecznie od wyklejki i dopiero na niej zakończcie. Skrywa się tam publiczność i jej emocje - te przed koncertem i euforia tuż po nim (choć nie na każdego podziałała magia muzyki klasycznej).
„Wszystko gra!” Anna Czerwińska-Rydel, Marta Ignerska

„Wszystko gra!” zasłużenie otrzymało najważniejszą nagrodę przyznawaną książkom dziecięcym - I miejsce Bologna Ragazzi Award w kategorii „Non Fiction”, a także nominację do nagrody Deutscher Jugendliteraturpreis 2014, książka została również wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej oraz na Honorową Listę IBBY.


„Co tu jest grane?” Anna Czerwińska-Rydel, Katarzyna Bogucka

„Co tu jest grane?”

Orkiestra symfoniczna nie ma już dla nas tajemnic, wiemy, kto jaką pełni funkcję, poznaliśmy istotę harmonii i wpływu muzyki na emocje widowni. Czas przyjrzeć się formie.

„Co tu jest grane?” Anna Czerwińska-Rydel, Katarzyna Bogucka
W tym celu Anna Czerwińska-Rydel wraz z ilustratorką Katarzyną Bogucką zabierają czytelnika do muzycznej cukierni, w której możemy skosztować między innymi drożdżowej fugi, pleśniaka sonatowego, ronda tortowego. Analogie pomiędzy tworzeniem dzieła muzycznego a pieczeniem ciasta, podobieństwa w strukturze, a nawet w cechach składników pozwalają łatwiej zrozumieć i zapamiętać budowę poszczególnych form. Pączki to nic innego jak etiudy i kaprysy, drobne pralinki przypominają preludia. Magia synestezji, przenikanie się zmysłów - słuchu, wzroku, smaku oddaje piękno i głębię sztuki, która działa na człowieka całościowo.
„Co tu jest grane?” Anna Czerwińska-Rydel, Katarzyna Bogucka

Na zmysł wzroku działają świetne ilustracje, nawiązujące do stylistyki lat 50. Dowcipne (zwróćcie uwagę na sklep znajdujący się pomiędzy cukiernią a warzywniakiem 😋😏), smakowite, pełne hedonistycznej radości z pochłaniania miliona muzycznych kalorii.
„Co tu jest grane?” Anna Czerwińska-Rydel, Katarzyna Bogucka

„Co tu jest grane?” Anna Czerwińska-Rydel, Katarzyna Bogucka

Warto skorzystać również z podpowiedzi autorki, otworzyć się na polecane w tekście dźwięki - przykłady omawianych form muzycznych. Fuga Bacha wysłuchana w towarzystwie świeżej, pachnącej, jeszcze ciepłej chałki - brzmi niezwykle kusząco.



„Co słychać?” Anna Czerwińska-Rydel, Monika Hanulak, Małgorzata Gurowska

„Co słychać?”

Muzyka skrywa się nie tylko w salach koncertowych, możemy odnaleźć ją wszędzie, we wszystkich naszych codziennych czynnościach.

Właśnie w ten sposób poprzez odniesienie do zwykłych, powtarzalnych rytuałów rodziny Allegrich autorka przystępnie tłumaczy trudne muzyczne terminy pochodzące z języka włoskiego. Podczas obiadu poznajemy muzyczne tempa jedzenia państwa Allegrich (od lento po allegro). Dyskusja o planach wakacyjnych to okazja do pokazania pojęć związanych z dynamiką (głośnością). Wieczór - tu ważna jest artykulacja, czyli sposób wydobycia dźwięku. Con amore kończy dzień.
„Co słychać?” Anna Czerwińska-Rydel, Monika Hanulak, Małgorzata Gurowska

„Co słychać?” Anna Czerwińska-Rydel, Monika Hanulak, Małgorzata Gurowska


„Co słychać?” Anna Czerwińska-Rydel, Monika Hanulak, Małgorzata Gurowska

Przyznam szczerze, że ostatnia część nie ujęła mnie tak bardzo jak dwie poprzednie. Nie zawsze bezpośrednio z tekstu wynikało znaczenie terminu (7-latek czasami się gubił), na szczęście na końcu znajduje się wyczerpujący słowniczek. Ale przede wszystkim  brakowało w niej emocji. To po prostu rzetelna, dość nowatorska w formie pozycja stricte edukacyjna ułatwiająca dzieciom zapamiętanie  tych wszystkich skomplikowanych nazw, które nawet nie wiadomo jak poprawnie wymówić (po lekturze nikt nie będzie już miał z tym kłopotu). Rysunki Moniki Hanulak i grafika Małgorzaty Gurowskiej - choć ciekawe i intrygujące - także wypadają trochę blado przy pełnych pasji ilustracjach Marty Ignerskiej i Katarzyny Boguckiej. Z drugiej strony wyraziste postaci skoncentrowane na jednej czynności zgodnie z zasadami mnemotechnicznymi pozwalają na lepsze zakotwiczenie omawianych pojęć w pamięci. Coś za coś.


„Wszystko gra” i „Co tu jest grane" to pozycje obowiązkowe w biblioteczce młodego melomana.
„Co słychać” przyda się każdemu dziecku, które myśli poważnie o tworzeniu muzyki.

WSZYSTKO GRA
Tekst: Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje: Marta Ignerska
Wydawnictwo: Wytwórnia
Data wydania: 2011
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Format/forma: maksi
Rekomendowany wiek:
5+

CO TU JEST GRANE?
Tekst: Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje: Katarzyna Bogucka
Wydawnictwo: Wytwórnia
Data wydania: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Format/forma: maksi
Rekomendowany wiek:
5+

CO SŁYCHAĆ?
Tekst: Anna Czerwińska-Rydel

Ilustracje: Monika Hanulak (rysunki), Małgorzata Gurowska (grafika)
Wydawnictwo: Wytwórnia
Data wydania: 2015
Oprawa: twarda
Liczba stron: 52
Format/forma: maksi
Rekomendowany wiek:
5+




Copyright © 2017 Mamobab czyta