Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polarny Lis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polarny Lis. Pokaż wszystkie posty
„Złodziej kanapek”, czyli taki kryminał, że palce lizać

14 czerwca

„Złodziej kanapek”, czyli taki kryminał, że palce lizać

Dziś czysta rozrywka. Wciągająca, trzymająca w napięciu historia kryminalna, którą czyta się w mig. Akcja „Złodzieja kanapek” - zabawnej powieści graficznej - osadzona jest w pewnej szkole, w której dochodzi do potwornej zbrodni. Serii zbrodni. Ktoś dzień w dzień (z małym wyjątkiem) podkrada ze śniadaniówki jednego z uczniów kanapki. I to nie byle jakie, ale wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju - pyszne, zdrowe i z domowym majonezem, przygotowane przez mamę, królową kuchni.

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci


Opowieść stworzył duet. Intrygę wymyślił i w słowa ubrał Andre Marois, kanadyjski autor popularnych kryminałów, opowieść zaś rozrysował w przypominających serial kadrach Patrick Doyan, ilustrator, scenarzysta nominowany do Oscara za film animowany „Niedziela".

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

Intryga nie jest skomplikowana, ot klasyczne, całkiem profesjonalne śledztwo, które z wielkim zaangażowaniem prowadzi sam poszkodowany, mały Marcel. Chłopiec analizuje sytuację jak rasowy detektyw, typuje podejrzanych, zbiera dowody, stawia hipotezy i mając nowe dane je obala. A przestępcą może być każdy. Wreszcie wraz z mamą zastawia pułapkę, prawdziwą prowokację, z którą ma związek tajemnicza kuchnia molekularna.

Dochodzenie uczy jeszcze jednego, pokazuje bowiem, że nie można sądzić po pozorach, z góry zakładać, że ktoś jest winny, bo jest grubszy (więc łakomy), biedniejszy (więc głodny), zazdrosny (więc złośliwy). Prawdziwy motyw wcale nie jest łatwy do odkrycia, oczywisty. Prawdziwy detektyw musi na bok odłożyć stereotypy, by złapać złoczyńcę.  

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci


Teoretycznie książkowe kanapki mogłyby zainspirować niejedną mamę, niejednego tatę do własnych eksperymentów kulinarnych. Oryginalne, zdrowe bułki orkiszowe z krewetkami, pastą tofu czy kiełkami lucerny, z całą pewnością rewelacyjne w smaku, cudownie mogą urozmaicić nudną dietę, wzbogacić zawartość standardowych śniadaniówek. Pod jednym warunkiem - otwartości dziecka na nowe smaki. A z tym jest z reguły największy kłopot. Być może książka i sam główny bohater zachęcą młodszych czytelników do zdrowszego jedzenia. Reakcja Marcela na świństwa, które w dobrej wierze serwuje mu dyrektor szkoły, to świetny motywator. 


„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci


Książkę wyróżnia także oryginalna oprawa graficzna. Wyraziste, często krwiste kolory (czerwień, pomarańcza) tworzą kryminalny klimat, akcja dzieje się tak naprawdę na kolejnych rozkładówkach przypominających filmowe kadry. Jest ciekawie, dynamicznie, czuć emocje.

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci



Wciągająca intryga, dreszczyk emocji, lekki język, forma powieści graficznej z minimalną ilością tekstu sprawiają, że to świetna książka dla początkujących czytelników. Pochłonięcie w jeden wieczór ponad 150 stron daje wielką satysfakcję i ośmiela do sięgnięcia po coraz grubsze lektury. 
I ta bezcenna duma, że dałem/dałam radę.

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

„Złodziej kanapek” Patrick Doyan, Andre Marois, Polarny Lis, detektywistyczna powieść graficzna dla dzieci

Nie ma nic lepszego na (prawie) wakacyjny czas niż kryminał, do tego gastronomiczny. A że w tle jest szkoła? Cóż, w dzisiejszej rzeczywistości większość dzieci chyba tęskni za szkolnymi murami. Polecam nie tylko początkującym czytelnikom.


ZŁODZIEJ KANAPEK
Tekst: Andre Marois
Ilustracje: Patrick Doyon
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawnictwo: Polarny Lis
Data wydania: 2018
Liczba stron: 168
Oprawa: miękka
Format / forma: klasyczna powieść graficzna
Sugerowany wiek: 6+


„Kruszynka”, czyli delikatność i bokserskie rękawice

28 kwietnia

„Kruszynka”, czyli delikatność i bokserskie rękawice


Kruchość i siła, subtelność i waleczność. Czy te cechy się wykluczają? „Kruszynka” Remiego Courgeona udowadnia, że nie. Gdy sytuacja tego wymaga nawet najdelikatniejszy, najbardziej niepozorny człowiek może przeistoczyć się w wojownika.

„Kruszynka” Remi Courgeon, Polarny Lis



Szczegółów prostej choć przewrotnej fabuły nie zamierzam zdradzać. Ot mała dziewczynka żyje w zdominowanym przez mężczyzn domu. Tata pracuje jako taksówkarz, ale kiedyś był górnikiem (nie istnieje bardziej wymowny symbol tradycyjnej rodziny), trzej bracia mają swoje pasje (piłka nożna, komputer, rower -  oczywiście stereotypowo chłopięce). Męski świat, pełen testosteronu. W tym wszystkim o swoją podmiotowość musi dosłownie walczyć najmłodsza z rodzeństwa, Paulina, tytułowa Kruszynka. I jako od jedynej kobiety w rodzinie od niej się wymaga, wszyscy automatycznie, bez refleksji zakładają, że te wszystkie domowe sprawy, to sprzątanie i tym podobne samo się zrobi. A jeśli nawet podział obowiązków podlega negocjacjom, głównym argumentem jest siła.
„Kruszynka” Remi Courgeon, Polarny Lis



W takim układzie Paulina stoi na z góry przegranej pozycji. Jak dalej potoczą się sprawy? Czy dziewczynka osiągnie swoje cele? Czy zrealizuje marzenia? Podpowiem, że Courgeon sprawnie posługuje się kliszami i do pewnego momentu serwuje nam opowieść dość przewidywalną i oczywistą, co w tym przypadku nie jest wadą. Wręcz przeciwnie wzmacnia to jej sugestywność, a pewien fabularny twist staje się jeszcze bardziej wymowny.

„Kruszynka” Remi Courgeon, Polarny Lis

Najbardziej do wyobraźni przemawiają jednak zadziorne ilustracje autora. Wielkie, gdyż książka wbrew tytułowi do kruszynek nie należy. Momentami zabawnie łączące rekwizyty ze świata pieczeni i odkurzaczy, z którego Kruszynka chce się wyrwać, ze światem, który musi poznać, by zyskać siłę. Wszystko po to, by odnaleźć siebie i swoje miejsce. Courgeon często wplata w ilustracje wręcz rzeźbiarskie ujęcia, wykorzystuje trochę przerysowany kontrast pomiędzy dużym a małym. Obrazy pełne są emocji, drobnych szczegółów, które wiele znaczą. Zwróćcie uwagę na spojrzenie dziewczynki, na jej postawę różną w różnych sytuacjach. Miód.
„Kruszynka” Remi Courgeon, Polarny Lis

Podczas pierwszej lektury przeszkadzało mi, że Paulina, by zawalczyć o siebie, musi grać według reguł stworzonych przez mężczyzn. Nie dlatego, że to lubi, że tego pragnie, ale dlatego, że to jedyna droga. Z drugiej strony to przecież tylko skuteczna taktyka, efektywne narzędzie. Dziewczynka pozostaje przy tym zawsze sobą.  Małą kobietą z własnymi marzeniami, pasjami, podejściem do świata. Zyskuje jedynie głos, siłę. To ona decyduje. Jest podmiotem, nie biernym przedmiotem.
„Kruszynka” Remi Courgeon, Polarny Lis

To lektura nie tylko dla dziewczyn i nie tylko dla dzieci. Warto przełamać narzucającą się kobiecą perspektywę interpretacyjną. Kruszynką przecież może być każdy. Dziewczynka, chłopiec, ktoś po prostu w danym momencie, w konkretnym wymiarze (zazwyczaj pozornie) słabszy, inny, zmuszony, by walczyć o siebie, o poczucie własnej wartości. Lecz najważniejszy jest przekaz, że kruchość nie oznacza słabości, delikatność może skrywać siłę. To przecież istota nie tylko kobiecości, ale bycia człowiekiem. 






KRUSZYNKA
Tekst i ilustracje: Remi Courgeon
Tłumaczenie: Sylwia Sawicka
Wydawnictwo: Polarny Lis
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Format/forma: giga maksi
Sugerowany wiek: 6+

Lotte piratka, czyli dziko dzika dziewczynka

02 października

Lotte piratka, czyli dziko dzika dziewczynka

Leży przede mną „Lotte piratka” - picture book napisany przez Sandrine Bonini i zilustrowany przez Audrey Spiry. Patrzę od kilku dni na okładkę tej książki i nie mogę przestać się uśmiechać. Aż wylewa się z niej szczera, nieograniczona radość dziecka, w rozwianych włosach kryje się wolność, a głęboka zieleń zdaje się aż wychodzić poza kadr. To zapis chwili absolutnego szczęścia. Zazdrość mnie zżera. Czy słusznie?
„Lotte piratka” Sandrine Bonini, Audrey Spiry

Właśnie o swojej wizji najlepszego życia na świecie opowiada nam narratorka, mała Lotte, (potencjalnie) dzika mieszkanka (skraju) dżungli. A raczej odważne, pełne temperamentu dziecko o niesamowitej wyobraźni, które chce być jak Pippi, Mowgli i Tarzan w jednym. Niezależna dziewczynka, która najlepiej czuje się sama ze sobą i ze swoimi zwierzęcymi przyjaciółmi, a przede wszystkim bawi się w bycie dziką piratką. Taką piratką bez własnego statku i - co kluczowe - bez zbędnej ludzkiej załogi.
„Lotte piratka” Sandrine Bonini, Audrey Spiry

Zachowanie Lotte przypomina teatr, co zresztą wielokrotnie jest w tekście sugerowane. Teatr co prawda totalny, ale mimo wszystko mamy do czynienia z przedstawieniem, w którym mała dzikuska nie tylko odgrywa główną rolę, jest także scenografem, kostiumologiem, kształtuje egzotyczną przestrzeń, reżyseruje ten specyficzny spektakl. W sumie jak każde zwykłe dziecko nawet podczas najprostszej zabawy. Różnią się tylko dekoracje. Co więcej, teatr to teatr, zabawa to zabawa, ale życie to życie, więc zawsze w odwodzie czekają rodzice i bezpieczny dom na farmie na skraju dżungli. I wentylator.


„Lotte piratka” Sandrine Bonini, Audrey Spiry
W swojej inscenizacji Lotte miesza rekwizyty i zachowania z różnych znanych jej światów - tworzy własne muzeum (równie eklektyczne), przebiera się za damę, eksploruje dżunglę, oswaja zwierzęta, buduje domek na drzewie, tańczy wśród drzew. Istny misz-masz, który łączy jedno. Dziewczynka nie potrzebuje, wręcz nie chce publiczności. Gdy potencjalni widzowie się pojawiają, zaczyna się jej bunt. Dziecinny, płynący prosto z jej dzikiej natury. A wraz z nim do bezpiecznego świata zabawy wkracza żywioł, zagrożenie, niebezpieczeństwo i strach. Lęk przed tym obliczem natury, którego nie jest w stanie okiełznać i oswoić, i jeszcze większa obawa przed wpuszczeniem do własnej sielankowej krainy innych ludzi, których nie rozumie, nie zna i nie chce poznać.

„Lotte piratka” Sandrine Bonini, Audrey Spiry

„Lotte piratka” to bowiem opowieść o wartości i potrzebie przyjaźni, która dotyczy nawet największych „dzikusów”. Pozornie Lotte przypomina najsłynniejszą dziecięcą buntowniczkę - Pippi, jednak gdy przyjrzymy się bliżej, okazuje się, jak wiele  dzieli te postaci. Pippi bowiem kontestuje świat dorosłych, ale wchodzi z nim w relacje, choć poddaje w wątpliwość rządzące nim reguły, a przede wszystkim jest otwarta na rówieśników. Lotte po prostu ucieka od jakiegokolwiek kontaktu z drugim człowiekiem, tworzy własną niedostępną dla innych przestrzeń, w której rzeczywistość miesza się z fantazją, egzotyka z codziennością.
   
„Lotte piratka” Sandrine Bonini, Audrey Spiry

Dość prostą w sumie opowieść doskonale uzupełniają malarskie, niezwykle świeże ilustracje pędzla Audrey Spiry. Niesamowicie nasycone, żywe, momentami wręcz nienaturalne, przerysowane kolory oddają teatralność dżungli. Zieleń aż wylewa się z poszczególnych kadrów, natura kipi od nadmiaru. Wszystko cechuje maksymalna intensywność, jakby dzikość mogła stać się jeszcze bardziej dzika.
„Lotte piratka” Sandrine Bonini, Audrey Spiry
Wkomponowanie poszczególnych ilustracji w tekst chwilami przypomina typowo filmowe, dynamiczne kadrowanie, w niektórych scenach mamy wręcz złudzenie ruchu. W innych miejscach widać wyraźnie inspiracje estetyką komiksu, pojawiają się nawet dymki. 

Oprawa graficzna książki oszałamia i jednocześnie swą intensywnością odrobinę przytłacza, ale paradoksalnie ujmuje w niej także skupienie się na rzeczach niewielkich, drobiazgach. Istotne szczegóły, w których kryje się piękno świata, Lotte dostrzega bez problemu. Uważna, skoncentrowana na eksploracji natury we wszystkich jej przejawach - tych dużych, i tych mikroskopijnych, uczy się dopiero zauważać wartości płynące z relacji z drugim człowiekiem, z przyjaźni, przejawiającej się nawet w drobnych gestach.

W kontraście do rozbuchanych ilustracji stoi tekst - skromny, niedługi, w sam raz nadający się dla wszystkich początkujących czytelników, nie tylko dla samowystarczalnych piratów, którzy żyją samotnie we wspaniałych światach swojej wyobraźni.


LOTTE PIRATKA
Tekst: Sandrine Bonini
Ilustracje: Audrey Spiry
Tłumaczenie: Jakub Jedliński
Wydawnictwo: Polarny Lis
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Format/forma: maksi
Sugerowany wiek: 5+

Psy i koty pod lupą naukowców, czyli jak pies/kot z człowiekiem

29 sierpnia

Psy i koty pod lupą naukowców, czyli jak pies/kot z człowiekiem

Kotek lub piesek??? Nie ma mowy. A może świnka morska? A nie wystarczy hodowla patyczaków? Może królik? Nie, nie mamy warunków. Nie lubię kotów! Kot jest wykluczony! Może za rok. Ale ja marzę o piesku!!! A kto go będzie wyprowadzał? Ten słowotok to krótki wyciąg z zażartych dyskusji, które prowadziła z nami przez kilka lat nasza córka. Aż w końcu ulegliśmy. Na naszą zgubę. Dołączył do nas ON - nowy członek rodziny.  Pies, który rządzi nami wszystkimi.

Podejrzewam, że takie rozmowy toczą się w wielu polskich (i nie tylko) domach.  Bo prawie każde dziecko marzy o żywym stworzeniu do kochania. Jeśli i was dotyczy ten problem  (a także jeśli już w waszym domu zamieszkał pies lub kot), sięgnijcie wraz z dziećmi po książkę „Psy i koty pod lupą naukowców”. Napisał ją Antonio Fischetti, który choć jest fizykiem, zajmuje się również popularyzacją innych nauk. Zrealizował m.in. filmy o życiu morsów i krokodyli, o zwyczajach wielorybów, a także program telewizyjny właśnie o psach i kotach.

„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Odwieczny spór o wyższości psa/kota nad kotem/psem autor rozwiązał w bardzo prosty sposób. Książka podzielona została na dwie w pełni autonomiczne części, z których każda opowiada o zwyczajach i cechach konkretnego gatunku. Bez wartościowania, rzetelnie, konkretnie. A ciekawostek, pozwalających lepiej zrozumieć domowe zwierzaki, dzieci znajdą tu mnóstwo.
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Bardzo dużo miejsca poświęcono sposobom komunikowania się zwierząt - zarówno z ludźmi, jak i pomiędzy sobą, w stadzie lub quasi-stadzie. Momentami książka staje się przewodnikiem po mowie psów i kotów, i to zarówno po tym, co wyraża ich ciało (miny, ogony, wąsy, sierść i inne), jak i tym, co mogą oznaczać wydawane dźwięki - szczekanie, warczenie, mruczenie, miauczenie. Oczywiście nie zapomniano o psim węchu.

„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Autor przemyca też sporo wiedzy o historii udomowienia psów i kotów. Nie bójcie się - nie w formie nudnego wykładu. Historyczne wstawki służą do wyjaśnienia niektórych zachowań i zwyczajów dalekich kuzynów wilków i dzikich kotów. Różnice pomiędzy psami, które potrzebują stada, a kotami słynącymi ze swego indywidualizmu wynikają właśnie z genezy tych gatunków.
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Choć niektóre z rozdziałów wydają się pozornie być dość zabawne, dotyczą poważnych, często naukowo udowodnionych spraw. Czy wiecie, jak należy właściwie głaskać kota? Za co odpowiadają ciałka Vatera-Paciniego? Czy ludzie odnoszą korzyści z kociego mruczenia? I jak wygląda psi Facebook? Albo dlaczego kot powinien mieć aż dwie kuwety?
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain

Ja już wiem! I z ręką na sercu mogę powiedzieć, że psia część tej książki zawiera prawdę. Nawet jeśli wcześniej niektóre zachowania psów mojego życia (a było ich wiele) interpretowałam zupełnie inaczej. Niestety, kocie sprawy są mi zupełnie obce, więc wierzę autorowi na słowo.
„Psy i koty pod lupą naukowców” Antonio Fischetti, Sébastien Mourrain


„Psy i koty pod lupą naukowców” to książka skierowana do młodszego czytelnika. Wydawnictwo rekomenduje ją czytelnikom powyżej 9. roku życia. Moim zdaniem śmiało można ją czytać razem z 4-latkiem. Autor posługuje się prostym językiem dostosowanym do percepcji dziecka, nawet gdy odwołuje się do badań naukowych. Nie ma tu trudnej terminologii, za to lekturę urozmaicają liczne anegdoty, humor, nawiązania do codzienności, nieskomplikowane porównania.

Smaczku całości dodają lekkie, pełne humoru ilustracje, za które odpowiadał Sébastien Mourrain. 

Jeśli więc chcecie, by wasze dziecko świadomie uczestniczyło w rewolucyjnej skądinąd decyzji o poszerzeniu rodziny o czworonoga lub by lepiej zrozumiało zachowania domowego zwierzaka, koniecznie zajrzyjcie do tej pozycji.

PSY I KOTY POD LUPĄ NAUKOWCÓW

Tekst: Antonio Fischetti
Ilustracje: Sébastien Mourrain
Tłumaczenie: Sylwia Sawicka
Wydawnictwo: Polarny Lis
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 56
Format/forma: maksi
Rekomendowany wiek:
4+



Copyright © 2017 Mamobab czyta