nieMAPA - Sto lat! I chodźmy na spacer

11 sierpnia

nieMAPA - Sto lat! I chodźmy na spacer


Dwa lata temu 11 sierpnia 2015 w mieście Łodzi narodziła się nieMAPA. W tym samym dniu w pobliskiej Warszawie zaczęła się akcja przeprowadzka. 13 sierpnia 2015 roku Mamobab wraz z rodziną przewiózł ostatnie swoje graty i definitywnie rozpoczął wielką łódzką przygodę. Oczywiście wraz z nieMAPĄ, która szybko stała się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny.
NIEMAPA. ŁÓDŹ. ŁÓDZKIE, GDYNIA

Wiecie, jak to jest. Nowe miasto, nowe życie. Trzeba się zorganizować. Google dwadzieścia cztery godziny na dobę. I gdzieś pomiędzy adresem przychodni a sprawdzaniem tras autobusów trafiłam na wpis o niej, o nieMAPIE. Musiałam ją zdobyć. I udało się. Na wszelki wypadek wzięłam od razu dwa egzemplarze, bo co jeśli jeden się zgubi? A jej już nie będzie. Nigdzie. 

Po dwóch latach eksploracji Łodzi z nieMAPĄ w torebce powiem jedno, ona mogła powstać tylko tu.  Tak jak to miasto jest cudownie nieoczywista. Nie liczcie, że przedstawia program - jakby pozornie mogło się wydawać - jednodniowej wycieczki. Prawie każde z przedstawionych miejsc można poznawać, poznawać i znowu poznawać na nowo. W kółko. Gdyż Łódź się zmienia na moich oczach w tak błyskawicznym tempie, że aż trudno w to uwierzyć. Gdy powstawała nieMAPA, w EC1 nie działało prawie nic. Dziś już można podziwiać pokazy w planetarium. Lada moment otworzy swe podwoje Centrum Nauki i Techniki. Nie wspomnę o planowanym Muzeum Komiksu, którego nie mogę się doczekać. W samym Lesie Łagiewnickim można spędzić godziny. A podwórka przy Piotrkowskiej? Do tej pory nie odkryliśmy wszystkich ich tajemnic. Dwa lata w Łodzi, a nie zeszliśmy jeszcze do podziemnego kanału Dętka. Wstyd. Ale już powoli zaczynamy odkrywać cały region wraz z nieMAPĄ - ŁÓDZKIE

Zapytacie, po co kolejna mapa Łodzi? To przecież NIE-mapa, to miniprzewodnik, turystyczne wyzwanie dla dzieci i całej rodziny. Stąd marszrucie towarzyszą proste (ale ciekawe) zadania, a przede wszystkim ilustrowany słownik łodzianizmów. To dzięki niemu dumna jak paw po tygodniu mieszkania w Łodzi na krańcówce kupowałam migawkę :-)


Zaczęło się skromnie od Łodzi, ale nieMAPA opanowała już wiele innych polskich miast - RZESZÓW, WROCŁAW, LUBLIN, GDYNIĘ, WARSZAWĘ, KIELCE, POZNAŃ. Na witrynie NIEMAPA znajdziecie je wszystkie, także w formie gotowej do ściągnięcia (pdf). Warto jednak kupić wersję papierową. Piękna grafika, porządny gruby papier i dołączona pocztówka naprawdę cieszą oczy.

nieMAPĘ wymyśliły dwie łódzkie mamy (stąd dziecięca perspektywa), zilustrował Maciej Blaźniak, a w świat puściło wydawnictwo Ładne Halo. nieMAPY poszczególnych miast zawsze współtworzą lokalni rodzice.  

Między innymi dzięki nieMAPIE pokochaliśmy Łódź! Dziękuję za wspólne dwa lata 💗💙💚💛. A jej twórcom życzę zniemapowania wszystkich polskich miast!

P.S.
Tydzień temu kupiliśmy gdyńską nieMAPĘ i nie zawahamy się jej użyć.

Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści - Na początku było jajo

10 sierpnia

Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści - Na początku było jajo

- Mamo, a ty piszesz na tym blogu o książkach dla dzieci takich jak ja?
- Mhm. No tak.
- Poczekaj.
Poczekałam, pewna, że przytarga któryś z komiksów.
- Masz. Musisz to opisać. To najfajniejsza książka, jaką mam.

Niniejszym nieco przymuszona przez 8-latka opisuję „Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści” Łukasza Wierzbickiego.
„Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści”  Łukasz Wierzbicki

„Drzewo” to książka przedziwna w dobrym tego słowa znaczeniu. Jej główny trzon stanowi opowieść o stworzeniu świata i człowieka według słowiańskich wierzeń uzupełniona o kilka najbardziej znanych legend - o Marzannie, Jutrzence i - ku mojemu zaskoczeniu - o Kościeju Nieśmiertelnym, którego kojarzę bardziej z folklorem rosyjskim niż z mitologią Słowian (tak wiem, Rosja to też słowiańszczyzna ;-).

Narrator przyjmuje pasującą do konwencji pozę barda, bajarza, który gdzieś przy ognisku snuje powolną, utrzymaną w poetyckim stylu gawędę. Kim był, czy uczestniczył w opisywanych wydarzeniach, czy tylko przyglądał się im z boku? A może tylko w każdej wiosce opowiadał zasłuchanej gawiedzi zasłyszane gdzieś historie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tekście.
„Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści”  Łukasz Wierzbicki

Taka konstrukcja narratora przyciąga uwagę - częste zwroty do czytelnika, włączenie go w tok opowiadania poprzez sformułowania typu 'wyobraź sobie', 'spójrz', przywoływanie sugerowanych pytań, które odbiorca tekstu mógłby zadać, wzmacniają obrazowość tekstu, zwiększają zaangażowanie dziecka. Zdziwiłam się, jak wiele rzeczy mój syn zapamiętał, jak bardzo treści poruszyły jego emocje. Chylę czoła przed autorem, Łukasz Wierzbicki naprawdę potrafi trafić do młodego czytelnika.
„Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści”  Łukasz Wierzbicki

To nie wszystko. „Drzewo” to nie tylko baśniowa opowieść, udaje ono także książkę naukową. Nie, to nie zarzut, a raczej zaleta. Łukasz Wierzbicki przekornie sam przyznaje, że dopuścił się „wszystkich błędów i nadużyć, jakie tylko autor podobnego opracowania może popełnić”. Dość swobodne interpretacje mitów inspirowane różnymi ich wersjami  powstały, by pobudzać wyobraźnię, zachęcić do własnych poszukiwań, dlatego w drugiej części znajduje się dość obszerny dział przeznaczony dla chcących wiedzieć więcej, w którym autor nie tylko opisuje motywy powstania książki, własną metodologię. Każda opowiedziana w pierwszej części historia zostaje tu dodatkowo wyjaśniona, umieszczona w szerszym kontekście. Nie za szerokim - dziecko spokojnie wszystko zrozumie. Jeszcze bardziej  dociekliwy czytelnik może skorzystać z naprawdę bardzo bogatej bibliografii wieńczącej całą pozycję

Niestety „Drzewo” udaje także edytorską perełkę. Twarda oprawa, dość ładna (z daleka)  i przyciągająca wzrok okładka, na której użyto ciekawej typografii, pergaminowa karta z odpowiednim cytatem na początku, kredowy papier.  I choć sama koncepcja oprawy graficznej - kolaż łączący fotografie z grafikami - była dość ciekawa, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Grafiki przypominają te z tandetnych wydań powieści fantasy z lat 90. Szkoda, bo momentami jest pięknie. Spójrzcie tylko na słomianego człowieka i porównajcie to zdjęcie z resztą. Gdybym kupowała książkę stacjonarnie, prawdopodobnie odłożyłabym ją na półkę i pozbawiłabym syna szansy przeczytania „najfajniejszej książki, jaką ma”.
„Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści”  Łukasz Wierzbicki

„Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści”  Łukasz Wierzbicki

Dlatego mimo tej ilustracyjnej wpadki książkę bardzo polecam. Warto, by dzieci poznały Świętowita, Welesa, Peruna. Wąpierze, smoki i inne demony z naszej ludowej tradycji to dodatkowa atrakcja, równie przemawiająca do wyobraźni jak trolle czy orki. „Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści” to po prostu świetny wstęp do poznania rodzimego, często niedocenianego dziedzictwa. Prosty baśniowy język autora, duża wyraźna czcionka sprawiają, że to również dobra propozycja do samodzielnej lektury.

DRZEWO. MITY SŁOWIAŃSKIE I INNE OPOWIEŚCI
Tekst: Łukasz Wierzbicki
Ilustracje: Wojciech Nawrot
Wydawnictwo: Pogotowie Kazikowe
Data wydania: 2016
Oprawa: twarda
Liczba stron: 145
Format/forma: midi
Rekomendowany wiek: 8+


Morze. Zadaniariusz - A może nad morze?

08 sierpnia

Morze. Zadaniariusz - A może nad morze?

Przyznaję, jestem szczurem lądowym. Bardzo lądowym. O morzach, oceanach nie wiem prawie nic. Plaże, muszelki, bursztyn o poranku i upiorne stwory w głębinach. Malownicze klify i piękne żagle w oddali. Albo kontenerowce, o tak, te odróżnię. I ryby - łososie,  dorsze - mniam.  Marynarze ćmiący fajki i piraci. To tyle. Za resztę dziękuję, wolę czuć twardy grunt pod stopami. A raczej wolałam, gdyż trafiła w moje ręce książka niezwykła „Morze. Zadaniariusz”. 
„Morze. Zadaniariusz” Ricardo Henriques, Andre Letria

Niech was nie zwiedzie podtytuł. To solidny leksykon w całości poświęcony słowom związanym z morzem. Z portugalskiej perspektywy, gdyż z tego właśnie kraju pochodzą autorzy, Ricardo Henriques (tekst) i Andre Letria (ilustracje), omówiono tu aż 206 pojęć, od tych najprostszych znanych nawet takim laikom jak ja (np. ahoj, lodołamacz, port,  rozgwiazda, rybak, Moby Dick) po tak egzotyczne jak naktuz, naupatia, malakologia, klipfisk. Czy wiedzieliście, że zapach morza podczas odpływu ma własną nazwę?
„Morze. Zadaniariusz” Ricardo Henriques, Andre Letria

„Morze. Zadaniariusz” pozwala również zanurzyć się w historii i kulturze Portugalii nieodłącznie związanej z oceanem, odkryciami geograficznymi i dorszem. Dowiemy się, czym jest fado, o czym opowiadają Luzjady, kim byli Henryk Żeglarz, Manuel I, czy Pedro Nunes, co możemy zobaczyć w miasteczku Ilhavo, a co zjeść w barze Peter.
„Morze. Zadaniariusz” Ricardo Henriques, Andre Letria

Autorzy opisali i narysowali także statki małe i duże, współczesne i te, które możemy zobaczyć już jedynie w muzeach, przyrządy wykorzystywane dziś i dawniej w żegludze,  mnóstwo przykładów morskiej fauny i flory. W formie przejrzystych grafik przedstawili również m.in. budowę żaglowca, rangi oficerskie i wiele innych rzeczy. Nie omówili jednak wszystkiego, do czego zresztą sami się przyznają, umieszczając na końcu listę słów „oburzonych i wykluczonych”. Zadaniariusz liczy przecież jedynie 56 stron (choć dużego formatu).
„Morze. Zadaniariusz” Ricardo Henriques, Andre Letria

Nie jest to przy tym zwykły leksykon prezentujący suche fakty i szczegółowe nudne dane. Treść podano przystępnie, sporo tu anegdot, humoru, nieoczywistych ciekawostek i luźnych skojarzeń. Choć przyznam, że czasami pojawiają się dość trudne terminy, co może czynić książkę trochę nieprzystępną dla najmłodszego odbiorcy. Przykładem habitat. Owszem ma on nawet swoje własne hasło, ale pojęcie to zostało użyte w innej definicji i - niestety - nie zastosowano odnośnika. Ale od czego są rodzice!
„Morze. Zadaniariusz” Ricardo Henriques, Andre Letria

Hasłom towarzyszą aż 92 różnorodne zadania - oczywiście od plastycznych począwszy na prostych eksperymentach (z dokładnymi instrukcjami) i zabawach ze słowem skończywszy. Niektóre z nich wymagają wyjścia w teren, nadmorski a jakże (np. rozmowa z surferem), odwiedzenia różnych miejsc nie tylko w Portugalii (ach te wielkie portugalskie wakacje), ale i w Polsce! Czasami trzeba skorzystać z nowoczesnych technologii (blog - dziennik pokładowy, wyszukanie różnych informacji), a od czasu do czasu coś upichcić. Autorzy przewrotnie zachęcają również do aktywności fizycznej (moje ulubione zadanie - weź mopa, sprzątaj co godzinę, by przekonać się, jak ciężką pracę wykonywali chłopcy okrętowi).
„Morze. Zadaniariusz” Ricardo Henriques, Andre Letria

Niesamowity klimat oceanu, jego ogrom - intrygujący, zagadkowy, a niekiedy przerażający - oddają również ilustracje. Już na okładce widzimy macki wielkiej ośmiornicy porywające statek, który wydaje się tak mikroskopijny. Cała szata graficzna książki utrzymana jest w typowo morskiej gamie kolorów - błękit w różnym nasyceniu, biel i czerń, często lekko rozmyte jakby wytrawione przez słoną wodę i morską bryzę.

„Morze” spodoba się nie tylko wilkom morskim, ale i zatwardziałym szczurom lądowym. Śmiało możecie odkrywać je już z 7-latkiem, choć musicie się przygotować na ciągłe pytania „A co to znaczy...”. I to, co najlepsze - to książka na lata. Nie znudzi nawet nastolatka.

Książka zdobyła w 2014 roku wyróżnienie w kategorii non fiction na najważniejszych targach książki dziecięcej w Bolonii.

MORZE. ZADANIARIUSZ
Tekst: Ricardo Henriques
Ilustracje: André Letria
Przekład: Jakub Jankowski
Wydawnictwo: Tako
Data wydania: 2015
Oprawa: miękka
Liczba stron: 56
Format/forma: maksi
Sugerowany wiek: 8+

Pop-up dla najmłodszych - Kto się kryje w lesie?

06 sierpnia

Pop-up dla najmłodszych - Kto się kryje w lesie?

Pop-up to format, który dzieci (i niektórzy dorośli) kochają najbardziej na świecie. Ten element zaskoczenia, gdy otwiera się kolejne strony po raz pierwszy. Co wyskoczy, co się odkryje? Niestety, to droga, wymagająca technika, więc wciąż stosunkowo mało na polskim rynku tego typu książek-niespodzianek, szczególnie dla najmłodszych. Dlatego tak mnie ucieszyło wydawnictwo Mamania i „Kto się kryje w lesie”  Eryla Norrisa (tekst). Za trójwymiarowe rozkładanki i ilustracje odpowiadał Andy Mansfield.
pop-up dla najmłodszych „Kto się kryje w lesie” Eryl Norris, Andy Mansfield

Prosta historia trochę przypomina tę znaną z wiersza „Stefek Burczymucha” Marii Konopnickiej w scenerii „ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie”. I o treści więcej nic nie napiszę, gdyż po pierwsze - nie chcę psuć niespodzianki i zamieszczać spoilerów, a po drugie - to nie ona jest istotna.
pop-up dla najmłodszych „Kto się kryje w lesie” Eryl Norris, Andy Mansfield

Cała frajda kryje się w wyskakujących nagle trójwymiarowych zwierzakach. To różni mieszkańcy lasu, niektórzy rzeczywiście prowadzący nocny tryb życia. Akcja dzieje się bowiem właśnie w nocy, stąd wszechobecna czerń. To dzięki niej żółte ślepia nie wiadomo kogo wydają się jeszcze bardziej intrygujące. Powiedziałabym przerażające, ale końcówka rozładowuje całą grozę sytuacji i przekonuje dzieci, że tak naprawdę nie ma się czego bać. 
pop-up dla najmłodszych „Kto się kryje w lesie” Eryl Norris, Andy Mansfield

pop-up dla najmłodszych „Kto się kryje w lesie” Eryl Norris, Andy Mansfield

Podoba mi się ascetyczność tej książki - czarny, żółty i biały to jedyne kolory, na poszczególnych stronach nie ma też zbędnego tła, które odciągałoby uwagę od głównej atrakcji.

Wydawca poleca ze względu na małe elementy książkę dzieciom powyżej 3. roku życia, ale śmiało można ją zaproponować i młodszym. Rozkładanki są bardzo proste i dość wytrzymałe. Tylko uwaga, prawdopodobieństwo przetrwania pop-upów w nienaruszonej formie zbliża się wtedy do zera. Moim zdaniem mimo wszystko warto - nie jest to w przeciwieństwie do bardziej zaawansowanych dzieł inżynierów papieru droga pozycja.

W tej serii ukazało się jeszcze „Kto się kryje w wodzie” całe niebieskie i oparte na tym samym pomyśle. 

KTO SIĘ KRYJE W LESIE?

Tekst: Eryl Norris
Ilustracje i inżynieria papieru: Andy Mansfield
Wydawnictwo: Mamania
Rok wydania: 2016
Oprawa: twarda
Liczba stron: 16
Format/forma: bardzo mini pop-up
Rekomendowany wiek: 3+


Dziewczyny tylko do chórków? O Wilku, który został gwiazdą rocka.

04 sierpnia

Dziewczyny tylko do chórków? O Wilku, który został gwiazdą rocka.


Niby wszystko w porządku. Ot taka motywacyjna opowiastka dla przedszkolaków całkiem sprawnie napisana, przyzwoicie zilustrowana (choć okładka trochę za bardzo kojarzy się z Elmerem). Sympatyczne zwierzaki obsadzone w roli bohaterów, z którymi łatwo się zidentyfikować. Wydawane w serii. No och, ach i w ogóle miód. Nic tylko kupować, dzieciom czytać, by je edukować, w świat wprowadzać, kształtować.
„O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand

Tak więc uczyniłam i by syna mego wspierać w wyborach życiowych kupiłam jedną z części cyklu - „O Wilku, który został gwiazdą rocka” autorstwa Orianne Lallemand. Wiem, wiem, trochę nie ten wiek, gdyż dziecko me edukację wczesnoszkolną pobiera, ale po pierwsze wilk, a po drugie najważniejsze - gwiazda rocka. Gwarancja identyfikacji czytelnika z bohaterem niemal stuprocentowa.

Dziecko przeczytało i stwierdziło, że fajne. Matka przeczytała i pożałowała, że dziecku bez weryfikacji dała.
książka dla dzieci w wieku przedszkolnym „O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand

Historia jest bardzo prosta i niegłupia. Chodzi wilczek koło drogi i talentu swego szuka. Próbuje tego i owego, maluje, rzeźbi, rozśmiesza, aktorem chce zostać, ale nic z tego. Nie umie, nie nadaje się, zdolności żadnych w tych dziedzinach nie przejawia. Aż tu nagle przez przypadek okazuje się, że muzyka, szczególnie rockowa, to jest to. Przecież Wilk z natury swej jest ekspertem od wycia. Oczywiście, sukces murowany. Wilk zostaje supergwiazdą, kariera stoi przed nim otworem. Ale nie. Wilkowi woda sodowa do głowy nie uderzyła. Po wielkim koncercie uznaje, że ma „jeszcze inne rzeczy do roboty”.
książka dla dzieci w wieku przedszkolnym „O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand
książka dla dzieci w wieku przedszkolnym „O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand
książka dla dzieci w wieku przedszkolnym „O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand

Historyjka pozytywna, motywująca, więc dlaczego się czepiam? Ano zwróćmy uwagę, jak tworzy się zespół. Każdy z przyjaciół dostaje przydział. W dodatku ten samodzielnie wybrany. Hipopotam będzie perkusistą, Alfred saksofonistą, Walerian gitarzystą, a Jędrek tekściarzem. A dziewczyny? „Wy, moje skarby (...) zostaniecie naszym chórkiem". Wilk na moment staje się stereotypowym macho w kostiumie gwiazdy rocka. Kurtyna.
książka dla dzieci w wieku przedszkolnym „O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand

Przedszkole to ten czas, gdy dzieci zaczynają odkrywać świat ról społecznych. Przygotowują się do ich pełnienia, odgrywają scenariusze już nie tylko bycia mamą, tatą, ale i księżniczką, księciem, żołnierzem, wojowniczką, strażakiem, nauczycielem, a nawet (w rzadkich, choć empirycznie potwierdzonych przypadkach) muzykiem rockowym. Skąd biorą wzorce? Zewsząd. Chłoną wszystko. Weryfikują to ze swoim życiem, z tym, co już wiedzą, zestawiają różne wizje tych samych ról, patrzą, wybierają. Jeszcze nieporadnie, ograniczone życiowym doświadczeniem. Często bezkrytycznie, całym sobą wchodzą w rolę. Bo tak. Bo dziewczynki lubią róż. Bo piłkarz musi chodzić cały dzień w korkach. Bo mama chodzi do pracy, a tata gotuje obiad, albo odwrotnie, albo jeszcze inaczej. W zależności od tego, co dzieci otacza, wreszcie - w zależności od tego, jaki im damy wkład w postaci wzorców w filmie, książce, itd. itp.

Tu niestety autorka w jednej prostej scenie serwuje przedszkolakom dwa stereotypy - zadufanego w sobie gwiazdora rozdającego role kobietom i dziewczyn, które nadają się wyłącznie do chórków. Naprawdę? Tylko chórki? Rock jedynie dla facetów?

Niedawno w sieci natknęłam się na wpisy kobiet działających na polskiej scenie muzycznej mówiące właśnie o dyskryminacji, o molestowaniu, o seksizmie, o problemach, z którymi muszą się zmierzyć tylko dlatego, że mają taką płeć, a nie inną. Ten typ informacji, na które trafia się przypadkiem,  czyta, przetwarza, oburza i tak trochę zapomina, gdyż przecież MNIE nie dotyczą. Odnalazłam ten tekst. Oto jeden z fragmentów - czyż nie podobna sytuacja?

Znajomy znajomego zaprosił mnie do zespołu. Mijały miesiące, podczas których nie był w stanie ustawić próby. Nagle zabookował koncert z nowym zespołem i powiedział mi, że zostałam wyrzucona ze składu. Zaczęłam projekt solowy – krótko potem skontaktował się ze mną pytając, czy mogą pożyczyć na koncerty jedną z moich piosenek. Powiedział, że jak chcę, mogę im towarzyszyć na scenie z tamburynem, jak będą ją grali.

Domyślam się, że scenka z Wilkiem i dziewczynami to wypadek przy pracy, takie bezmyślne odzwierciedlenie rzeczywistości widzianej w MTV. I choć zdaję sobie sprawę, że stereotyp ten jest w dużej mierze niestety prawdziwy, to w tym przypadku mówię wyraźne stop. Czy na pewno chcemy taki świat przedstawiać już w historiach dla przedszkolaków? Czy nie lepiej kreować inne realia i pokazywać, że płeć nie powinna mieć znaczenia, że liczą się umiejętności? Można było przecież tę scenkę przedstawić na wiele innych sposobów, które nie miałyby takiego wydźwięku. Można było w ogóle jej nie zamieszczać - opowieść nic by na tym nie straciła.

Przesadzam? Nie sądzę. Wyobraźcie sobie, że to wasza 5-, 6-letnia córka marzy o karierze gwiazdy rocka. I co? Tylko chórki?

W serii, wyróżnionej w konkursie „Świat przyjazny dziecku” Komitetu Ochrony Praw Dziecka, ukazały się także: „O Wilku, który nie lubił chodzić”, „O Wilku, który chciał się zakochać”, „O Wilku, który podróżował po świecie”, „O Wilku, który bał się własnego cienia”, „O Wilku, który chciał zmienić kolor”, „O Wilku, który obchodził urodziny”, „O Wilku, który trafił do Baśniowego Lasu”.
Nie skreślajcie jej, ale bądźcie czujni.

O WILKU, KTÓRY ZOSTAŁ GWIAZDĄ ROCKA
Autor: Orianne Lallemand
Ilustracje: Eleonore Thuillier
Tłumaczenie: Iwona Janczy
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format/forma: mini
Sugerowany wiek: 3+

55 hipopotamów, czyli Płetwal błękitny

02 sierpnia

55 hipopotamów, czyli Płetwal błękitny


Chłopiec w piżamie i koronie na głowie, łóżko, które mocą wyobraźni przemienia się w łódkę, i pełna przygód wyprawa. Tylko w odróżnieniu od historii opowiedzianej przez Sendaka przywołany przez Jenni Desmond dziki stwór naprawdę żyje. To „Płetwal błękitny” - największe żyjące na Ziemi stworzenie.
popularnonaukowy picture book dla dzieci „Płetwal błękitny” Jenni Desmond, Wydawnictwo Łajka

Desmond połączyła zwykłą fabularną opowieść o zasypianiu z fascynującym popularnonaukowym tekstem opisującym cechy i zwyczaje tych majestatycznych zwierząt. Unika przy tym podawania suchych faktów, przywołuje raczej przemawiające do wyobraźni nawet najmłodszych konkretne porównania. Serce płetwala jest tak duże jak niewielki samochód, a on sam waży tyle co 55 hipopotamów. W paszczy olbrzyma zmieściłoby się 50 osób, a jego pojedynczy wydech wystarczyłby do nadmuchania dwóch tysięcy balonów.  To tylko parę faktów, a książka zawiera ich dużo dużo więcej.
popularnonaukowy picture book dla dzieci „Płetwal błękitny” Jenni Desmond, Wydawnictwo Łajka

Autorka wszystkie informacje przedstawia również za pomocą niezwykłych akwarelowych ilustracji. Bo „Płetwal błękitny” to przede wszystkim niesamowity picture book. Historia rozgrywa się także na obrazie, który dopowiada, interpretuje, pobudza wyobraźnię. Zajrzyjcie do książki i spójrzcie w realistycznie oddane w rzeczywistych rozmiarach oko tego ssaka. Podobno bardzo małe w stosunku do jego całego ciała. Jasne.
popularnonaukowy picture book dla dzieci „Płetwal błękitny” Jenni Desmond, Wydawnictwo Łajka

Opowieść o płetwalu objęto klamrą kompozycyjną - zarówno na początku, jak i na końcu wracamy do zasypiającego chłopca. Maluchowi udało się zasnąć, a płetwalowi? Czy olbrzymy w ogóle śpią?

W historii o wielkim ssaku malec jest owszem obecny i pełni niezwykle ważną rolę, ale nie bezpośrednio w warstwie tekstowej. Po prostu dziecko - czytelnik wraz z nim odkrywa świat płetwali. Widzimy to na ilustracjach. Chłopiec czyta właśnie tę książkę, ogląda jak w kinie, doświadcza, rysuje to, co odkrył, dziwi się. W wyobraźni pobudzonej książką. Symultanicznie z czytelnikiem. „Płetwal błękitny” to także opowieść o niczym nieskrępowanej dziecięcej fascynacji światem.
popularnonaukowy picture book dla dzieci „Płetwal błękitny” Jenni Desmond, Wydawnictwo Łajka

Co ważne, lekturę tej książki warto rozpocząć od wstępu (lub nim zakończyć), w którym autorka kreśli tragiczną sytuację tych majestatycznych ssaków. 

Dzięki konkretnym przykładom, w miarę prostej kompozycji i niezwykle bogatym i obrazowym ilustracjom „Płetwal błękitny” to świetna propozycja nawet dla trzylatka. 

PŁETWAL BŁĘKITNY
Tekst i ilustracje: Jenni Desmond
Wydawnictwo: Łajka
Data wydania: 2015
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format/forma: maksi
Sugerowany wiek: 3+

Copyright © 2017 Mamobab czyta