„Różowa czapeczka”, czyli uśpiony potencjał

15 maja

„Różowa czapeczka”, czyli uśpiony potencjał

Pełna symboliki, alegorii, ważnych, fundamentalnych tematów, a jednocześnie pusta. Dedykowana wszystkim kobietom, dzięki którym maszerujemy naprzód, obrazkowa „Różowa czapeczka” Andrew Joynera niestety rozczarowuje. Wielka szkoda, gdyż pozycja w przystępny i czytelny sposób tłumacząca idee praw kobiet to rzecz niebywale potrzebna, towar deficytowy wśród książek dla najmłodszych. 

„Różowa czapeczka”  Andrew Joyner

Niestety, świetny pomysł nie idzie w tym przypadku w parze z równie dobrą realizacją. „Różowa czapeczka” jest po prostu nijaka, przede wszystkim historia nie wzbudza emocji, nie zapada w pamięć. Ot opowieść wykorzystująca słowo i obraz o perypetiach różowej czapeczki, która błąka się po świecie, by trafić wreszcie do małej dziewczynki, a następnie wraz z dzieckiem wziąć udział w wielkim marszu różowych czapeczek, beretów, bejsbolówek i hidżabów. Demonstracji (a nawet ich serii) ważnej, przypominającej po raz kolejny o tym, że prawa kobiet to wciąż nierozwiązany problem całego świata. Tych, którzy nie pamiętają, informuję, że to wydarzenie rzeczywiście miało miejsce w 2017 roku (więcej o Marszu Kobiet), a symbolem tych protestów była właśnie różowa czapka. Trochę inna. Rogata. (więcej o Pussycat Project)

„Różowa czapeczka”  Andrew Joyner

I ta właśnie rogatość umknęła gdzieś autorowi. Rozumiem, że konwencja książki sugeruje, że jej głównym odbiorcą ma być dziecko w wieku przedszkolnym, więc pewne treści związane z prawami kobiet siłą rzeczy muszą zostać bądź pominięte, bądź uładzone. Jednak bohaterka historii - czapeczka, która staje się symbolem, jest cieplusia, milusia, mięciusia, zabawna, szybciutka i bardzo funkcjonalna. Jak to się ma do ostatnich (świetnych skądinąd, z rogatymi czapkami i oczywiście różowym niebem!) stron prezentujących marsz? Nie wiem. Tym bardziej żadnych logicznych analogii nie dostrzegła tu moja 11-letnia córka.
„Różowa czapeczka”  Andrew Joyner

Brakuje bowiem choć odrobinę szerszego kontekstu, czytelnych powiązań  pomiędzy poszczególnymi obrazami, które niosą pewien przekaz i emocjonalny ładunek, ale po pierwsze nie są wystarczająco jasne na poziomie percepcji młodszych czytelników. Po drugie - nie łączą się w spójną całość. Owszem, dorosły uzupełni korzystając z własnej wiedzy narracyjne luki, nawet lekko naciągnie interpretację symboli. Dziecko zostanie z historią pękniętą w połowie. Sympatyczną, ciepłą opowiastką o przygodach różowej czapeczki i dwoma świetnymi kadrami, na których tłum w różowych nakryciach głowy niesie transparenty z hasłami.

„Różowa czapeczka”  Andrew Joyner

Ważnymi hasłami rzeczywiście wyrażającymi te główne postulaty kobiecych marszów, których zrozumienie nie sprawi kłopotu nawet młodszym odbiorcom. „Prawa kobiet prawami człowieka”, „Usłysz nasz głos”. Wielka szkoda, że poza główną bohaterką i pewną starszą panią z kotem przyglądającą się z okna protestującym, nie ma do nich żadnych odniesień w pierwszej części książki.

Mistrzowsko, choć trochę mimochodem, udało się za to Joynerowi coś zupełnie innego. Na prostych czarno-białych rysunkach wykreował niezwykle bogaty świat, pełen ludzi o różnym pochodzeniu etnicznym, kolorze skóry, odmiennych wyznań, a nawet typów osobowości. Znajdziemy tam nobliwą staruszkę i bawiące się dzieci, kobiety w hidżabach i ortodoksyjnego Żyda, rowerzystów i spacerowiczów, ludzi zatopionych w lekturze i pracujących na komputerze. Słowem, prawdziwy świat pulsujący różnorodnością.

Widać wyraźnie, że Joyner jest po prostu świetnym ilustratorem, opowiadanie historii nie należy do jego mocnych stron. Trochę szkoda, gdyż w tym pomyśle drzemie ogromny potencjał.  Nadal drzemie. Obudzić go może dorosły pośrednik, który dopowie to, co powinno być dopowiedziane.

RÓŻOWA CZAPECZKA
Tekst i ilustracje: Andrew Joyner
Tłumaczenie: Adrianna Zabrzewska
Wydawnictwo: Prószyński Media
Data wydania: 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format/forma: kwadratowe midi
Rekomendowany wiek: 4+

„Na wyścigi”, czyli wolno, szybko, szybciej, najszybciej

09 maja

„Na wyścigi”, czyli wolno, szybko, szybciej, najszybciej

Kto kogo prześcignie? Kto pierwszy (potencjalnie) zdobędzie metę? Żółw słoniowy czy konik morski? Karawela „Santa Maria” czy bazyliszek zwyczajny? Czy natura jest szybsza od wytworów ludzkich rąk? Jakie szanse na wygraną w wyścigu z balonem ma muflon? Czy sokół wędrowny dałby radę w rywalizacji z Kubicą? Na te wszystkie pytania próbuje odpowiedzieć książka „Na wyścigi”.
„Na wyścigi” Cruschiform

„Na wyścigi” to bowiem picturebook o prędkości i o niczym więcej. Na każdej rozkładówce zestawiono zwierzęta, pojazdy lub zjawiska przyrodnicze, które mogłyby stanąć razem na starcie jakieś dziwacznej gonitwy i co więcej, biorąc oczywiście pod uwagę jedynie potencjalnie uzyskiwaną szybkość, miałyby w niej równe szanse. 

Prezentacja zaczyna się oczywiście od egzemplarzy najwolniejszych (przecież nie sposób pominąć symbolicznego w tym kontekście żółwia), by na samym końcu przedstawić mistrza szybkości. Niewyobrażalnej. Kto/co nim jest, sprawdźcie sami.
„Na wyścigi” Cruschiform

„Na wyścigi” Cruschiform

Całość uzupełniono o Glosariusz uszczegóławiający informacje o umieszczonych w książce bohaterach. Czytelnik znajdzie tam trochę danych a to o pochodzeniu, a to o jakiś specyficznych cechach, czasami o historii, ale przede wszystkim o uzyskiwanych prędkościach. A te często po prostu zadziwiają. Czy wiecie, że dyliżans i słoń mogą pokonać w godzinę dziesięć kilometrów? Tylko i aż.
„Na wyścigi” Cruschiform

„Na wyścigi” Cruschiform

Niezwykle prosta i przejrzysta formuła książki, konsekwentny układ graficzny kojarzący się z retro plakatami, dość skromna, ale bardzo wyrazista paleta stosowanych barw sprawiają, że pozycja ta rzeczywiście przyciąga wzrok nawet najmłodszych. Dzięki nieprzeładowanym treścią stronom, geometrycznym kształtom prezentowane informacje łatwiej zapadają w pamięć. 

„Na wyścigi” traktować można jako ciekawy słownik obrazkowy eksplorujący ekstremalnie wąski wycinek rzeczywistości. I to chyba jedyna słabość tej pozycji. Zawsze znajdą się przykłady rzeczy/zjawisk szybszych, wolniejszych, szczególnie wśród pretendentów do podium.
„Na wyścigi” Cruschiform

Książkę wymyślono i opracowano w paryskim studiu kreacji graficznej Cruschiform (klik do strony Cruschiform), założonym przez Marie-Laure Cruschi. 


NA WYŚCIGI
Tekst i ilustracje: Cruschiform
Tłumaczenie: Lena Hadder
Wydawnictwo: Tatarak
Data wydania:2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 57
Format/forma: maksi
Sugerowany wiek: 3+

„Dołek jest do kopania” i „Przyjęcie dla motyli”, czyli vintage z klasą dla najmłodszych

01 maja

„Dołek jest do kopania” i „Przyjęcie dla motyli”, czyli vintage z klasą dla najmłodszych

Niektóre książki szybko czuć naftaliną. Pamiętasz z dzieciństwa ekscytację towarzyszącą ich lekturze, czujesz przez cały czas ten szczególny sentyment, znajdujesz je jak skarb największy ukryte gdzieś w najbardziej zapomnianych zakamarkach rodzinnego domu. Z niecierpliwością czekasz, by te cuda przeczytać własnym dzieciom, tworzyć pewną wspólnotę doświadczeń, wpisać je we własny domowy kapitał kulturowy. I co? I nic. Zero. Czar pryska. Realia nie te, język jakiś drętwy, niezrozumiały, zdania się nie kleją tak, jak powinny. Nie działa.

„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak

Czasami jednak może być inaczej. Istnieją książki bardziej odporne na upływ czasu, arcydzieła i arcydziełka, które mimo że powstały w innej epoce, za górami, za lasami i przed wiekami nadal zadziwiają świeżością, bawią, śmieszą lub wzruszają. Po prostu działają na czytelnika tak, jak powinny. Dwie na pierwszy rzut oka niepozorne pozycje, czyli „Dołek jest do kopania” i „Przyjęcie dla motyli” napisane (a raczej opracowane) przez Ruth Krauss i zilustrowane przez Maurice'a Sendaka w latach 50. dwudziestego wieku, bez wątpienia należą do tej właśnie kategorii. I żałuję przeogromnie, że nie było mi dane cieszyć się tymi lekturami w szczenięcych latach.

„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak
„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak

Truizmem jest stwierdzenie, że siedemdziesiąt lat temu świat wyglądał zupełnie inaczej. To oczywiste. Jednak okazuje się, że pewne rzeczy pozostają niezmienne. I nie chodzi o jakieś fundamentalne wartości, wzniosłe idee, ale po prostu o to najprostsze, dziecięce widzenie rzeczywistości. O pierwsze definicje, najwcześniejsze próby porządkowania otoczenia i odpowiadania na elementarne pytania. Te wszystkie po co, dlaczego. Te urocze, rozbrajające sięganie do źródeł znaczenia.

„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak

Okazuje się, że dzieci w tym najwcześniejszym okresie nadal tak samo widzą świat jak ich dziadkowie (i pewnie w wielu przypadkach pradziadkowie). Przecież każdy wie, że dołek jest do kopania i po to, żeby w nim siedzieć. Świat istnieje, żeby na nim stać, a kamyki się zbiera i układa w kupki. Brwi są po to, żeby mieć je nad oczami. Bo do czego innego niby miałyby służyć. A drzwi są do otwierania i do zamykania też. Nie ma żadnego powodu, by komplikować prosty i przyjazny świat.
„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak

Obie książki wypełnione są po brzegi niezwykle trafnymi i rozczulającymi dziecięcymi spostrzeżeniami. Dzidziuś to ktoś, kim wygodnie jest być. A powstał on po to, żeby starszy ktoś mógł być szefem. Nieprawdaż, że w punkt oddają pespektywę najmłodszych?

„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak

To także słowa, których niby nie ma, ale które przecież warto znać. Bo co zrobić, gdy się natkniesz na piespsa czy twój rowerek zmieni się w rozwalerek? Szczególnie w drugiej części („Przyjęcie dla motyli”) autorka często wykorzystuje dziecięce słowotwórstwo, zabawę podstawowymi znaczeniami wyrazów. 

„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak
Obie pozycje zilustrował Maurice Sendak. Prosta kreska i forma, czerń i biel, mnóstwo ruchu, typowych scenek sytuacyjnych i najzwyklejszej dziecięcej radości sprawiają, że rysunki nadal wydają się być dość świeże i oryginalne, bardziej stylizowane na retro niż rzeczywiście staroświeckie. Szczególnie gdy zestawimy to ze świetnym doborem koloru czcionki. Sepia nadaje książce klimat retro. I choć to bezspornie staroć, to raczej urokliwa pozycja vintage. W żadnym wypadku skostniała ramotka. 

Upływ czasu i zupełnie inne realia zauważymy dopiero, gdy przyjrzymy się strojom. Wszystkie dziewczynki ubrane są w spódnice i sukienki. Wyłącznie.
  
„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak
„Dołek jest do kopania. Książka pierwszych definicji”, „Przyjęcie dla motyli” Ruth Krauss, Maurice Sendak

Im jestem starsza, tym bardziej cenię dziecięcą szczerość, prostolinijność, niekomplikowanie rzeczywistości. Beztroska radość płynąca z odkrywania świata i rządzących nim reguł to umiejętność, którą tracimy bezpowrotnie stanowczo zbyt wcześnie. A przecież wszystko może być dużo prostsze. „Kiedy jesteś bardzo, bardzo zmęczona, po prostu wyrzuć ten zmęcz” to jedno z najmądrzejszych, najbardziej trafnych zdań, jakie ostatnio przeczytałam. Dziecięca mądrość? Po prostu mądrość. 

Chcecie więcej? Sięgnijcie po obie książki. Niezależnie od tego, ile macie lat.

DOŁEK JEST DO KOPANIA. KSIĄŻKA PIERWSZYCH DEFINICJI
Tekst: Ruth Krauss
Ilustracje: Maurice Sendak
Tłumaczenie: Katarzyna Domańska
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2014
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Format/forma: mini
Sugerowany wiek: 3+

PRZYJĘCIE DLA MOTYLI
Tekst: Ruth Krauss
Ilustracje: Maurice Sendak
Tłumaczenie: Maciej Byliniak
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2016
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Format/forma: mini
Sugerowany wiek: 3+
„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”, czyli porządkowanie światów

22 kwietnia

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”, czyli porządkowanie światów

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas” to książka, która prostym i jednocześnie pełnym poezji tekstem Heekyoung Kim i magicznymi ilustracjami Krystyny Lipki-Sztarbałło, opowiada o właściwym człowiekowi widzeniu świata. Pretekst do zadawania filozoficznych pytań stanowią mapy zawierające w sobie podstawowy poznawczy paradoks. Jednocześnie otwierają przed nami świat, ale zawsze ograniczają go pewne ramy wynikające z wiedzy, doświadczeń ich twórców. Tego, czego jeszcze nie znamy, po prostu nie ma. Tego, co chcemy ukryć, także.

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło

Podstawową funkcję map zdradzają już nawiązujące do siebie w dość przewrotny sposób wyklejki. Biblioteczny labirynt w całej okazałości i jego schemat. Porządkowanie świata, wiedzy, doświadczeń zobrazowane w bardzo prosty sposób. Pomiędzy nimi przedstawiono wybrane mapy nie tylko naszego otoczenia, ale i nas samych. Te zupełnie współczesne, i te, które powstały nim pojawiło się pismo.

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło

Opowieść zaczyna się od prostej mapy z palmy, muszelek i kamyków stworzonej przed wiekami przez mieszkańców Wysp Marshalla. Poznajemy graficzną wizję świata Anaksymandra z Miletu sprzed 2600 lat i wykuty w marmurze plan starożytnego Rzymu. Centrum wszystkiego, co znane, średniowieczni kartografowie umieścili w Jerozolimie, z kolei  dawne azjatyckie mapy burzą zakorzeniony w nas od wieków europocentryzm. Miasta, metro, miejsca użyteczności publicznej, drogi i ulice. Niebo i podziemia, a nawet ludzki genom. Mapy porządkują każdą rzeczywistość, a ściślej rzecz biorąc wszystkie rzeczywistości. Upraszczają lub uszczegóławiają w zależności od potrzeb. Zawsze jednak mówią o odzwierciedlanym świecie więcej niż nam się wydaje i więcej niż świadomie chcieli przekazać odbiorcom ich twórcy.

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło

To bowiem także opowieść o subiektywizmie naszego poznania, o jego ograniczeniach. Mapy pochodzące z różnych okresów, z różnych miejsc pokazują, jak odmiennie można postrzegać  to, co obiektywnie jest takie samo. Jak nasz ogląd świata zdeterminowany jest przez wiedzę i doświadczenia. To także obrazowa lekcja o tym, że warto czasami spojrzeć na to, co wokół nas, z innej perspektywy, o ile jesteśmy ją sobie w stanie w ogóle wyobrazić. Gangnido - najstarsza koreańska mapa świata przecież mówi „Azja jest wielka, a Zachód malutki". Europejskie mapy z podobnego okresu twierdzą coś zupełnie przeciwnego.

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło

Treść książki, a przede wszystkim sposób jej prezentacji, wymyka się prostym podziałom. Trudno jednoznacznie zaklasyfikować ją gatunkowo. Konkretna wiedza historyczna, fakty z dziejów kartografii przeplatają się tu z filozoficznymi pytaniami, a nawet czystą poezją. Wszystko rozgrywa się na poziomie czytelnym dla dziecka. Autorka unika trudnej terminologii, jednak  w żadnym momencie odbiorca - niezależnie od wieku - nie może czuć się niedoceniony. Język choć prosty, nie jest infantylny.

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło

Lapidarny, skondensowany tekst wszystkie swe niejednoznaczne sensy odkrywa dopiero w zderzeniu z nasyconymi treścią ilustracjami. Nie wiem, jak Krystyna Lipka-Sztarbałło zdołała ukryć w nich tyle przekazu. Mimo że przeglądałam poszczególne mapy, grafiki, obrazy wielokrotnie, z różnych perspektyw, cały czas odnoszę wrażenie, że coś jeszcze mi umknęło, że gdzieś na kartach książki kryją się jakieś nawiązania, których nie dostrzegam, a które umożliwiają czytelnikom zupełnie inne odczytania i interpretacje.


„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło


Wielowymiarowe ilustracje na pierwszy rzut oka mogą wydawać się dość trudne w odbiorze. Mapy, diagramy, wykresy, obrazy jak z dawnych rycin kojarzą się raczej z poważną książką naukową niż z pozycją popularnonaukową przeznaczoną dla młodszego czytelnika. Między innymi dlatego trochę bałam się tej książki. Jej nieoczywistości, filozoficznych podtekstów. Nie wierzyłam tak do końca, że moje dzieci (wtedy w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym) nie poczują się nią trochę przytłoczone, że odnajdą się w tej stylistyce. 

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas”  Heekyoung Kim, Krystyna Lipka-Sztarbałło

I rzeczywiście - początkowo pojawił się opór, takie powątpiewanie, czy to na pewno książka dla dzieci. Z czasem zamienił się on jednak w fascynację małego odkrywcy. Ilustracje okazały się naprawdę jasne, czytelne i przyjazne. A tekst zmuszał do myślenia, do spojrzenia na obraz z różnych perspektyw. Aktywizował poprzez umiejętne prowadzenie czytelnika, poprzez zadawanie odpowiednich pytań, a nie udzielanie prostych, jedynie słusznych odpowiedzi. Wiedza o kartografii jest bowiem w tym przypadku jedynie pretekstem, punktem wyjścia do rozważań o naturze świata. Mapy to przewodniki po różnych  otaczających nas rzeczywistościach - tych konkretnych, namacalnych, i tych, które możemy tylko sobie wyobrazić, gdyż należą do strefy idei. 

Cheonhado mówi: Myśl inaczej. Wtedy zobaczysz cały świat. Ja dopowiem - choć spróbuj. Ten picturebook będzie doskonałym przewodnikiem.

DOKĄD IŚĆ? MAPY MÓWIĄ DO NAS
Tekst: Heekyoung Kim
Ilustracje: Krystyna Lipka-Sztarbałło
Tłumaczenie: Jiwone Lee
Wydawnictwo: Entliczek
Data wydania: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 44
Format/forma: kwadratowe midi
Rekomendowany wiek: 6+
„Aciumpa”, czyli części mowy dla opornych

11 kwietnia

„Aciumpa”, czyli części mowy dla opornych

„Aciumpa” Catariny Sobral ujęła mnie od pierwszej sceny - dość abstrakcyjnej i wręcz fantastycznej z punktu widzenia przedszkolaka, pochodzącej niemal z równoległej rzeczywistości. Rzędy stołów w czytelni, badacz prowadzący naukowe poszukiwania, stary, rozpadający się słownik i niesamowite odkrycie. Słowo. Nowe słowo. Nie takie, które powstało tu i teraz dzięki jakiejś słowotwórczej wenie. Nie takie, które odnosi się znaczeniowo do istniejącego zasobu leksykalnego języka. To słowo zagadka, zupełnie abstrakcyjne, oderwane od wszystkiego. Niegdyś istniejące, dziś tak zapomniane, że bardziej zapomnianym być się nie da.

„Aciumpa” Catarina Sobral

Cóż robią ludzie? Próbują je zrozumieć, jakoś włączyć w znane sobie schematy. Słowo musi się bowiem dostosować. Przybrać odpowiednią formę gramatyczną, koniugować, deklinować lub trwać w jednej formie, mieć znaczenie lub znaczenia, wpasować się jak najbardziej precyzyjnie w strukturę mowy. Autorce świetnie udało się w krótkiej historii pokazać podstawową właściwość każdego języka - jego systemowość.


„Aciumpa” Catarina Sobral

To nie jedyne zagadnienie językoznawcze, które bez użycia żadnej trudnej terminologii poruszono w tej książce. Aciumpa staje się słowem modnym, na czasie, słowem wytrychem, które może oznaczać i wszystko, i nic. Każda moda, nawet leksykalna, z definicji swej wcześniej czy później przemija. Czy ten smutny los spotkał również aciumpę?

„Aciumpa” Catarina Sobral
Jedno jest pewne, przez jakiś czas aciumpa jest dosłownie na ustach wszystkich. Używana czasem z sensem, innym razem trochę bezmyślnie. Nad poprawnym włączeniem jej w system czuwa trochę niezdecydowany językoznawca, który co i rusz ogłasza kolejną teorię na temat właściwości gramatycznych tej formy. Niestety, zostaje pokonany przez językowy uzus.

O aciumpie przecież nie wiadomo nic. Czy to czasownik? Czy rzeczownik? Czy może perliśnik? Rozważania na ten temat to naprawdę udana próba krótkiego scharakteryzowania najważniejszych części mowy. Ich nazwy stanowią jedyne terminy naukowe pojawiające się w książce, nie towarzyszą im jednak drętwe definicje. Czasownik, rzeczownik, przymiotnik, przysłówek przedstawione zostały w czytelnych, bardzo zabawnych kontekstach. Poszukiwania desygnatu, który odpowiadałby rzeczownikowemu wcieleniu aciumpy, naprawdę śmieszą.   


Tekst uzupełniają charakterystyczne proste, trochę jednowymiarowe ilustracje kojarzące się z dziecięcymi rysunkami i kolorowankami. Świetnie dobrana kolorystyka dobrze oddaje niedzisiejszy, oldschoolowy świat wyglądający jakby ktoś go namalował kredkami Bambino, czasami niezbyt mocno dociskając świecówkę do kartki. Rozczulające.

Aciumpa to pozycja lekka, zabawna, a przy tym przekazująca dość sporo całkiem poważnej wiedzy, nie tylko z zakresu elementarnej gramatyki, ale i podstaw językoznawstwa. Bez zbędnej terminologii, bez przynudzania, prosto, konkretnie na dobrze dobranych przykładach dzieci poznają pewien sposób myślenia o języku jako o żywym organizmie, wciąż ewoluującym, w którym wszystkie elementy tworzą spójny, logiczny system. To także humorystyczna opowieść o strażnikach trwałości i czystości tego mechanizmu - językoznawcach, gramatykach, którzy toczą nierówną walkę z niepowstrzymanym żywiołem językowych zmian. Dodajmy do tego stary słownik jako źródło leksykalnej inspiracji i biblioteczne śledztwa. Ech. Dawno, dawno temu Mamobab kochał ten niepowtarzalny klimat, ten dreszczyk emocji, gdy sam znajdował zakurzone leksemy.

Aciumpnie aciumpuję więc Aciumpę wszystkim przedszkolakom i dzieciom w wieku wczesnoszkolnym. Warto!

ACIUMPA
Tekst i ilustracje: Catarina Sobral
Tłumaczenie: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2017
Liczba stron: 34
Oprawa: twarda
Format/forma: midi
Sugerowany wiek: 5+

„Malutki Lisek i Wielki Dzik”, czyli Tam, Najdalej i Świt

05 kwietnia

„Malutki Lisek i Wielki Dzik”, czyli Tam, Najdalej i Świt


Miś i Tygrysek z książek Janoscha, Chrupek i Miętus, Gucio i Cezar, Felek i Tola. Pumba, Simba i Timon. Kubuś Puchatek i jego brygada. Zwierzaki w parach, trójkach i innych konfiguracjach. Literatura, ba - sztuka przeznaczona dla dzieci, aż się od nich roi. Odmienne typy, różnorodne interakcje. Słowem, życie w pigułce. Czasami zwykłe przygody, kiedy indziej próby wytłumaczenia dzieciom tego, co ważne, tego, co trudne, i tego, co nie tylko najmłodszym spać po nocach nie daje i budzi egzystencjalne lęki (te małe i te duże). Seria trzech (mam nadzieję, że to tylko początek) komiksów Bereniki Kołomyckiej „Malutki Lisek i Wielki Dzik” sytuuje się gdzieś bliżej tego drugiego bieguna.
„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam”, „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej”, „Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt” Berenika Kołomycka

Tytułowi bohaterowie - Malutki Lisek i Wielki Dzik - to typowa sympatyczna para zwierzaków - przyjaciół. Choć spodziewałam się wyraźnego spolaryzowania charakterów tych postaci, autorka nie idzie na łatwiznę i nie wykorzystuje oczywistego zdawałoby się przyporządkowania cech. Mały wcale nie jest taki nieporadny, Duży wcale nie przypomina chłopka roztropka. Wydarzenia z ich życia stanowią kanwę do filozoficznych rozważań o rzeczach najprostszych - relacjach z bliskimi, z otoczeniem, i o najtrudniejszych - śmierci, przemijaniu i stracie.
„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam” Berenika Kołomycka

Z każdym tomem („Tam”, „Najdalej”, „Świt”) świat przyjaciół się powiększa.  Kolejne rozdziały to kroki w nieznane pozwalające zdobywać nowe doświadczenia. Punkt wyjścia stanowi jabłonka, pod którą mieszkał spokojnie i samotnie Mały Lisek. Do czasu gdy pojawił się tam Wielki Dzik, a wraz z nim zmiana. To powolne rozszerzanie się perspektywy odpowiada poznawaniu otoczenia przez dziecko, które wraz z rozwojem odkrywa kolejne kręgi wtajemniczenia - dom, podwórko, to, co znajduje się za symbolicznym płotem i tak dalej bez końca.
„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam” Berenika Kołomycka

Mimo pozornego "nic-się-niedziania" dwa pierwsze tomy prowokują czytelnika do rozmyślań...

O tym, że super mieszkać samemu pod piękną jabłonką, ale jeszcze lepiej dzielić to miejsce z kimś innym.
O tym, że warto otworzyć się na drugiego człowieka (zwierzaka).
O przyjaźni, której czasami mamy dość, ale gdy uświadamiamy sobie, że możemy stracić przyjaciela, ogarnia nas przerażenie.
O trudnej sztuce kompromisu.
O tym, że dla najlepszego kumpla możemy przekraczać nasze granice, nawet te fizyczne.
O tęsknocie za tym, co nieznane i za tym, co najbliższe. I o tym, że to nieznane z reguły budzi lęk.
O tym, że nasze życie wpisane jest w koło natury, że nawet nasz nastrój tu i teraz zależy od pory roku, pogody, otoczenia.
O pięknie ukrywającym się w rzeczach małych.
O radości i smutku.
O podążaniu za pragnieniami, marzeniami, które nie zawsze niestety są możliwe do spełnienia.
O poszukiwaniu własnego miejsca w świecie i czegoś, czego być może nigdy nie znajdziemy.
O tym, że tam, gdzie nas nie ma, trawa jest zawsze bardziej zielona.
O tym, że ...

„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik.Tam” Berenika Kołomycka


Słowem autorka prezentuje czytelnikom kameralne opowieści skupione na relacji, interakcji pomiędzy Wielkim i Malutkim, pomiędzy nimi a światem. Bliższym i dalszym. Każdy rozdział stanowi odrębną historię - niezwykle prostą, w łatwy i przystępny sposób objaśniającą podstawowe prawdy. Wszystkie one wynikają jedna z drugiej, dopowiadają, tworzą spójny ciąg przyczynowo-skutkowy, zachowują przy tym swój autonomiczny charakter.

„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej” Berenika Kołomycka

O ile pierwsze dwa tomy po prostu lubię, trzeci uznaję za prawdziwy majstersztyk, filozoficzne cacko nie tylko dla najmłodszych. Najpoważniejsza, najbardziej dojrzała część zaskakuje przewrotnością. Subtelna opowieść o śmierci i przemijaniu kryje w sobie dużo więcej znaczeń niż się na pozór może wydawać. To także, a może przede wszystkim, optymistyczna przypowieść o spełnieniu, afirmacja życia. Jętka ma tylko jeden dzień, by wykorzystać je w pełni. Dosłownie żyje chwilę, więc wyciska z każdej z nich maksimum doznań.
„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Najdalej” Berenika Kołomycka

W tej części autorka z dużym wyczuciem przedstawia również problem radzenia sobie ze stratą. Malutki Lisek, przechodząc przez kolejne etapy żałoby, zyskuje szansę, by zastanowić się nad sensem. Czego? Wszystkiego.


„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt” Berenika Kołomycka

Intymny i niezwykle ciepły klimat komiksu tworzą także subtelne akwarelowe malunki. Nawet jeśli pojawia się mrok i zagrożenie (a pojawiają się one dość często), miękka kreska osłabia ich negatywny wydźwięk. Delikatność i pewne niedopowiedzenie warstwy wizualnej idealnie pasują do filozoficznego, kameralnego charakteru opowieści. To dzięki nim zyskuje ona magiczny, baśniowy charakter. I, co najważniejsze, w wielu miejscach jest głównym nośnikiem treści.

Tekst bowiem autorka stosuje bardzo oszczędnie. Proste dialogi i komiksowe didaskalia uzupełniają i tak już czytelną narrację zapisaną w obrazie. Dzięki temu pozycja ta to świetna propozycja już dla najmłodszych dzieci, dobre wprowadzenie w sztukę komiksu.
„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt” Berenika Kołomycka

„Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt” Berenika Kołomycka

Historie, choć mało skomplikowane, opowiedziane są mądrze, z dużym wyczuciem i poszanowaniem dziecięcej wrażliwości. Autorka unika natrętnego dydaktyzmu, pouczania. Każda opowieść kończy się jakimś niby-morałem, który raczej skłania do własnej refleksji niż przekazuje jedną oczywistą i niepodważalną prawdę. I w tym niedopowiedzeniu, ciągłym balansowaniu między dosłownością a metaforą tkwi siła tej serii. 



Pierwszy tom powstał jako rozwinięcie krótkiej historii nagrodzonej w drugiej edycji konkursu imienia Janusza Christy na komiks dla dzieci.

MALUTKI LISEK I WIELKI DZIK. TAM
Scenariusz i rysunek:  Berenika Kołomycka
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Konkurs im. Janusza Christy
Data wydania: 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 48
Format/forma: komiksowe maksi
Sugerowany wiek: 3+

MALUTKI LISEK I WIELKI DZIK. NAJDALEJ
Scenariusz i rysunek:  Berenika Kołomycka
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Konkurs im. Janusza Christy
Data wydania: 2016
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 48
Format/forma: komiksowe maksi
Sugerowany wiek: 3+

MALUTKI LISEK I WIELKI DZIK. ŚWIT
Scenariusz i rysunek:  Berenika Kołomycka
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Konkurs im. Janusza Christy
Data wydania: 2017
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 48
Format/forma: komiksowe maksi
Sugerowany wiek: 3+, dla każdego

Copyright © 2017 Mamobab czyta