„Zmyślenia z myślenia”, czyli intelektualne wyzwanie

20 marca

„Zmyślenia z myślenia”, czyli intelektualne wyzwanie


Szperanie w najbardziej zapomnianych czeluściach domowej biblioteczki w poszukiwaniu pomocy dydaktycznych do niespodziewanej edukacji domowej przynosi czasami nieoczekiwane znaleziska. Zapomniane skarby z przeszłości. Bardzo dawnej. „Zmyślenia z myślenia” Jadwigi Jasny to książka, która dosłownie dała mi intelektualnie w kość gdzieś na początku szkoły podstawowej. Podobała mi się i drażniła, gdyż nie wszystko rozumiałam. Przyciągała i odpychała jednocześnie. Jedno wiem. Sięgałam do niej często, kartkowałam, próbowałam znaleźć jakiś klucz, by połączyć oryginale, nieoczywiste ilustracje i odrealniony, filozoficzny, nieco abstrakcyjny tekst w jakiś spójny, zrozumiały dla siedmiolatki przekaz. Nie pamiętam, czy te próby skończyły się sukcesem. Pamiętam za to książkę i emocje, które wywoływała. I o to chyba przecież chodzi.

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia,

Historia jest w sumie dość prosta. Czwórka przyjaciół (Pierwszy, Drugi, Trzeci i Czwarta) jak co roku muszą własnoręcznie przygotować sobie wzajemnie niespodzianki. I tu pojawia się problem. Jak wymyślić aż trzy niepowtarzalne rzeczy, które usatysfakcjonują każdego z obdarowanych? Jak wpaść na pomysł czegoś, czego jeszcze nie było? Trudna sprawa, szczególnie że w sumie prezentów musi być... Nie powiem. To jedno z zabawnych zadań matematycznych ukrytych w książce. Ważne, że dużo.
„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia,

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia,


Bohaterowie myślą, myślą i nic wymyślić nie mogą. Więc myślą dalej, bo najlepsze niespodzianki biorą się właśnie z myślenia. I tu dochodzimy do najważniejszej części opowieści - metaforycznej podróży po pewnym labiryncie, który przypomina nasz mózg. To wyprawa do baśniowej Krainy Myślenia, a raczej do czterech takich krain, gdyż „w każdym człowieku (…) jest (ona) inna, każdy jest z nią sam. Zawsze!”.

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia

Od razu zaznaczam, że nie mamy do czynienia z pozycją popularnonaukową, opisującą, jak działa nasz mózg. Nie znajdziemy tu także żadnego skomplikowanego wykładu dla dzieci o procesach myślenia i tym podobnych sprawach. Autorka nie używa terminów naukowych, a wręcz przeciwnie tworzy własne metaforyczne pojęcia, jak choćby Kieszeniostrychy, które dobrze wpisują się w baśniowy klimat książki. Labirynty, skrytki, schowki, szafy i szuflady to przestrzeń, w której dzieją się takie cuda jak przypominanie, zapamiętywanie, zapominanie. To świat marzeń, pragnień i snów, rzeczywistość, w której można wymyślić niepowtarzalną niespodziankę. Oniryczna kraina pełna emocji: momentami zaskakująca, czasami wzruszająca, bywa że wesoła i bywa że smutna.

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia


Tak naprawdę jednak istotę myślenia autorki próbują oddać w tej opowieści głównie poprzez obrazy i to nie tylko te kreślone za pomocą słów. „Zmyślenia z myślenia” to graficzne i edytorskie cudo, choć ilustracje stworzone przez Małgorzatę Różańską wcale nie są (nie były) łatwe w odbiorze. Po pierwsze uwagę zwraca kolorystyka - zgaszone barwy, czerń, biel, brązy - do tej pory pamiętam niepokój, który we mnie budziły. Abstrakcyjne labirynty, jeszcze bardziej abstrakcyjne tak jakby wypikselowane sceny, plansze do gry przeplatają się z obrazami przedstawiającymi elementy dziecięcego świata. Niektóre grafiki są niezwykle wyraźne, inne wręcz przeciwne - rozmazane, o nieokreślonych konturach. Nowoczesne sąsiadują z przypominającymi prehistoryczne naskalne rysunki. Uporządkowanie i chaos, konkret i nie wiadomo co. Słowem - nasze mózgi, nasze myślenie.
„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia

„Zmyślenia z myślenia” Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia

To nie wszystko. Książka skrywa dodatkowe niespodzianki. Rozkładane strony, ukryte treści, alternatywne ścieżki. Nawet układ czcionki odgrywa tu ważną rolę. W tekście znajdują się również pytania skierowane do czytelnika, zadania do wykonania. Słowem, interaktywność w wersji z początku lat 80. ubiegłego wieku. Nie ma tu miejsca na nudę. Trzeba być uważnym przez cały czas. Trzeba myśleć.

Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia

Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia
Mimo upływu czasu „Zmyślenia z myślenia” wciąż zaskakują świeżością, szczególnie w warstwie graficznej. Owszem, wprawne oko wypatrzy i w tekście, i w obrazie tropy świadczące o czasie powstania książki, drobne szczegóły, elementy z przeszłości, z czasu mojego dzieciństwa. Niestety, książkę odnalazłam na półce zbyt późno, by poddać ją ocenie dzieci, by porównać moje zapamiętane emocje do współczesnej recepcji. Mogę się tylko domyślać.
Jadwiga Jasny (tekst), Małgorzata Różańska (ilustracje), Nasza Księgarnia 

Oczywiście książki nie znajdziecie w księgarniach, ale bywa na Allegro i w antykwariatach. Warto do niej sięgnąć, choćby ze względu na wyjątkową grafikę. Autorkom udało się bowiem stworzyć pozycję kompletną, w której wszystko niesie treść, obraz i tekst nawiązują dialog, a całość - niedopowiedziana, poetycka - po prostu intryguje i zmusza do myślenia. 

Często zastanawiamy się, czy jakaś książka nie jest zbyt hermetyczna, trudna w odbiorze, czy nie za wcześnie, by wręczyć ją dziecku. „Zmyślenia z myślenia” dostałam na koniec pierwszej klasy, nie wszystko było jasne, niektóre obrazy sprawiały mi kłopot i emocjonalny, i interpretacyjny. Z całą pewnością jednak mogę stwierdzić, że nie byłam za mała, za głupia, itd. To było po prostu intelektualne wyzwanie, które pamiętam do dziś. Chyba właśnie tak powinna działać literatura, nieprawdaż?


ZMYŚLENIA Z MYŚLENIA

Tekst: Jadwiga Jasny
Ilustracje: Małgorzata Różańska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1983
Oprawa: twarda z obwolutą (chyba, w moim egzemplarzu obwoluta nie dotrwała do dziś)
Liczba stron: 74
Format / forma: kwadratowe midi z rozkładanymi stronami
Sugerowany wiek: 7+
„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, czyli sproszkowane mumie i trujące zielenie

09 marca

„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, czyli sproszkowane mumie i trujące zielenie


Prehistoryczne jaskinie, tajemnicze zgony, trucizny, piraci, przypadkowe skutki uboczne eksperymentów i kolejka do toalety w pewnej XIX-wiecznej angielskiej fabryce. Starożytni władcy, próżne królowe i sproszkowane mumie. Wszystko to znajdziecie w jednej, niedużej książce. I nie jest to kryminał, thriller czy awanturnicza powieść przygodowa.
Oto „Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat” (tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre), czyli opowieść o fascynujących pigmentach, zmieniających rzeczywistość barwnikach. Zdziwieni?

„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre, Nasza Księgarnia,

Historia kolorów nie jest poważnym dziełem popularnonaukowym, próżno szukać tu pogłębionych wykładów na powyższy temat. Autor skupia się na tym, co najciekawsze, co może zaintrygować młodego czytelnika, przytacza głównie anegdoty, zabawne bądź mrożące krew w żyłach fakty o barwach, ich pochodzeniu, symbolice, sposobach pozyskiwania pigmentów i wreszcie - wpływie kolorów na historię i kulturę. W sumie otrzymujemy wciągającą opowieść, która może zadziwić nawet dorosłych odbiorców.

„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre, Nasza Księgarnia
Z drugiej strony książka uświadamia, że historia kolorów to organiczna część dziejów świata, a nie jakaś niszowa dziedzina wiedzy mogąca zainteresować jedynie plastyków. Barwy to wojny, intrygi, trucizny, wynalazki. To chemia, biologia i antropologia kulturowa w jedynym. Wreszcie to oznaki przynależności do jakiejś grupy społecznej. Niektóre nobilitują, przysługują wybranym, inne wręcz przeciwnie. Często przypisane są konkretnej płci, ale stereotypowe postrzeganie danych kolorów jako męskich lub kobiecych zmieniało się na przestrzeni dziejów wielokrotnie.

„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre, Nasza Księgarnia

Powiem szczerze, że podczas lektury sama wielokrotnie przecierałam oczy ze zdumienia. Czy słyszeliście o barwniku, który tak przy okazji ma działanie przeczyszczające? To gumiguta, a jej niespodziewanych właściwości doświadczyli pracownicy fabryki, w której ją wytwarzano. Zawsze podziwiałam lekko turkusowy grynszpan, ale nie zdawałam sobie sprawy z jego konserwacyjnych talentów. Piękna, głęboka zieleń Scheelego także skrywa pewną tajemnicę. Mroczną, wręcz zabójczą. Jaką? Sprawdźcie w książce. Po raz pierwszy z kolei usłyszałam o kolorze puce, wypromowanym przez Marię Antoninę. Dosłownie oznacza on rozgniecioną pchłę. Najbardziej jednak i zdumiał, i przeraził mnie brąz mumiowy, czyli farba stworzona ze sproszkowanych egipskich mumii. Creepy.


„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre, Nasza Księgarnia


Duży plus pozycji to przejrzysty układ. Barwy podzielono na grupy, osobne rozdziały poświęcono żółcieniom, czerwieniom, fioletom, błękitom i zieleniom. Każdy z kolorów został omówiony na jednej rozkładówce. Dodatkowo na końcu książki znajdziemy niewielki indeks tematyczny.

„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre, Nasza Księgarnia


Jak na książkę o barwach przystało, aż kipi ona od kolorów i to już od samej okładki. W środku rozkładówki poświęcone poszczególnym barwnikom utrzymano w odpowiadającej im tonacji kolorystycznej. Dość ciekawe ilustracje utrzymano w różnej stylistyce, w zależności od klimatu opowieści o danym kolorze. Z tego też powodu po pobieżnym przekartkowaniu książki można mieć wrażenie graficznego chaosu. W trakcie lektury, gdy skupiamy się na poszczególnych dykteryjkach, anegdotach i historiach, ten pozorny miszmasz zupełnie nie przeszkadza.


„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat”, tekst Clive Gifford, ilustracje Marc-Etienne Peintre, Nasza Księgarnia


„Historia kolorów. Jak kolory kształtowały świat” zaciekawi nie tylko młodszych pasjonatów sztuki, to propozycja również dla tych, którzy lubią historię i opowieści z dreszczykiem. Starsi też znajdą tu coś dla siebie, wiele ciekawostek, o których z pewnością większość z nas nie ma najmniejszego pojęcia. Mnie tematyka książki zaintrygowała na tyle, że rozpoczynam poszukiwania pozycji bardziej zaawansowanej. Świat kolorów to kraina pełna tajemnic.

I najważniejsze - najbardziej cenię te książki popularnonaukowe dla młodszych, które pokazują, jak poszczególne dziedziny przenikają się, jak wpływają na siebie i na świat wokół. Ta pozycja taka właśnie jest!

HISTORIA KOLORÓW. JAK KOLORY KSZTAŁTOWAŁY ŚWIAT
Tekst: Clive Gifford
Ilustracje: Marc-Etienne Peintre
Tłumaczenie: Hanna Pasierska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2020
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
Format / forma: klasyczne A4
Sugerowany wiek: 6+

„Przejścia nie ma”, czyli dyktatura, bunt i współpraca

03 marca

„Przejścia nie ma”, czyli dyktatura, bunt i współpraca


„Przejścia nie ma” to zaskakująca książka obrazkowa portugalskiego duetu, w którym za tekst odpowiadała Isabel Minhós Martins, a za grafikę Bernardo P. Carvalho. Zaskakująca i w formie, i w treści. Na pierwszy rzut oka niepozorna, w rzeczywistości niejednoznaczna, skrywająca wiele znaczeń, otwierająca mnóstwo interpretacyjnych ścieżek. W łatwy i przystępny sposób opowiadająca o sprawach trudnych, niełatwych nawet w dorosłym świecie.

„Przejścia nie ma”, tekst Isabel Minhós  Martins, ilustracje Bernardo P. Carvalho, Wydawnictwo Dwie Siostry,


Wszystko zaczyna się od pewnego generała o wybujałym ego. Żądny chwały Alcazar postanawia zostać bohaterem, chce zapisać się w historii, kiedy tylko będzie chciał. Nadużywa więc swej władzy i wydaje na pierwszy rzut oka absurdalny rozkaz. Przejścia nie ma - ogłasza i zawłaszcza sobie prawą stronę każdej rozkładówki. To tylko jego przestrzeń, a strzeże jej podległy oficerowi strażnik, który, jak to żołnierz, poleceń przełożonego nie kwestionuje. Co więcej, nawet nie zastanawia się nad ich sensownością. Jest tylko narzędziem. Do czasu.


„Przejścia nie ma”, tekst Isabel Minhós  Martins, ilustracje Bernardo P. Carvalho, Wydawnictwo Dwie Siostry,


Można odczytywać tę niepozorną historię na wiele sposobów. Znajdziemy tu i ministudium pokus, którym może ulec ktoś dysponujący władzą, to opowieść o tyranii, dyktaturze. Ale nie tylko. Autorzy pokazują i to, co dobre w ludziach, sposoby na wyjście z impasu - obywatelskie nieposłuszeństwo, współdziałanie, współpracę. Wreszcie to znana każdemu z nas sytuacja, w której musimy zmierzyć się z absurdalnością dziwacznych, niezrozumiałych rozkazów, nakazów, przepisów. Pamiętajmy, świat dorosłych z perspektywy dziecka tak właśnie często wygląda. Dlaczego muszę coś robić? Dlaczego czegoś nie mogę? Dyktator jak Alcazar narzuca swoją wolę, nie tłumaczy. Ktoś, kto wprowadza dziecko w rzeczywistość pełną ograniczeń, powinien przyjąć inną strategię. Rozmawiać, wyjaśniać, pozwalać zrozumieć.

„Przejścia nie ma”, tekst Isabel Minhós  Martins, ilustracje Bernardo P. Carvalho, Wydawnictwo Dwie Siostry,


Stylizowana na nieco nieporadną kreska przyciąga wzrok. Ilustracje wyglądają jak namalowane zwykłymi mazakami ot tak od niechcenia przez dziecko. Ta niedokładność, humor nadaje historii lekkości, pozwala odbiorcy nabrać do poruszanych w niej trudnych zagadnień dystansu. Pełne intensywnych barw, odrobinę karykaturalnych postaci i ruchu obrazy wręcz ożywają na oczach czytelnika, szczególnie że to właśnie one pełnią tu kluczową rolę. Obraz i jego brak, pustka i tłok, zamknięte i otwarte - znaczenie ukrywa się nawet w zagospodarowaniu przestrzeni. Dodatkowej dynamiki dodaje sposób prezentacji tekstu - to typowo komiksowe dymki z krótkimi wypowiedziami bohaterów, z okrzykami, skandowanymi hasłami. 

„Przejścia nie ma”, tekst Isabel Minhós  Martins, ilustracje Bernardo P. Carvalho, Wydawnictwo Dwie Siostry,



Dodatkową atrakcję bez wątpienia stanowią wyklejki, na których przedstawiono wszystkich bohaterów książki. Można więc z maluchami pobawić się w wyszukiwanie poszczególnych postaci, snucie indywidualnych historii. Za jednym zamachem ćwiczymy spostrzegawczość i uwagę oraz rozwijamy wyobraźnię. I śmiejemy się do łez, gdyż autorzy zgromadzili tu dość ciekawą gromadę charakterystycznych typów. Moje serce skradł narowisty koń Rży-Petarda, skromny duszek Buu,  Babo, który przypomina naszego szpiega z Krainy Deszczowców i Paulina, dziewczynka w czerwonym kapturku.

„Przejścia nie ma”, tekst Isabel Minhós  Martins, ilustracje Bernardo P. Carvalho, Wydawnictwo Dwie Siostry,

„Przejścia nie ma” to pozycja niezwykle aktualna, z przykrością stwierdzam, że ponadczasowa. Dążenie do autorytarnej władzy i bunt, reguły i wolność tkwią gdzieś głęboko w naturze ludzkiej. Niby sprzeczne cechy, diametralnie różne wartości, ale funkcjonują one w jednej przestrzeni. Ta historia to dobry punkt wyjścia, pretekst do rozmów z najmłodszymi o tym, jak poruszać się w świecie wciąż lawirującym pomiędzy tyranią a anarchią. Dzięki pojemnej formie, w której większość znaczeń niesie obraz, książka ta rośnie wraz z dzieckiem. Opisaną sytuację można bowiem odnieść i do tego, co bliskie (rodzina, podwórko, przedszkole), i do tego, co tylko pozornie wydaje się być z dziecięcej perspektywy dalekie. Jeszcze dalekie. Do czasu. 

Dodatkowy smaczek czytelny raczej dla dorosłych to przewrotny tytuł. Lubię to!



PRZEJŚCIA NIE MA
Tekst: Isabel Minhós  Martins
Ilustracje: Bernardo P. Carvalho
Tłumaczenie: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: 2017
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format / forma: klasyczna książka midi
Sugerowany wiek: 5+

„Rekiny”, czyli okładka ma znaczenie

25 lutego

„Rekiny”, czyli okładka ma znaczenie


„Rekiny”, które narysowała i powycinała Alicja Grobelka, byłyby świetną pozycją, gdyby zostały wydane na nieco grubszym papierze, z twardą okładką. Ba, gdyby wydawca zdecydował się na formę w całości sztywną, kartonową, moim zachwytom nie byłoby końca. Niestety, mimo że książka trafiła w raczej już poważne ręce, gnie się na wszystkie strony. Jak gazetka, od której raczej nikt nie oczekuje trwałości. Wolę nie myśleć, jak wyglądałaby po kontakcie z młodszymi czytelnikami, dla których przecież została stworzona.

„Rekiny” Alicja Grobelka, Wydawnictwo Warstwy
Alicja Grobelka proponuje odbiorcy ciekawe połączenie picturebooka, pop-upu i rozkładanki w jednym. To przestrzenna książka-zabawka, zabawny, nieco abstrakcyjny sposób na bliższe poznanie budzących grozę morskich drapieżników. Dodatkowy bonus stanowią nietuzinkowe grafiki wykonane za pomocą czerwonych i niebieskich kropek, znanych z książek 3D. Pożyczyłam okulary z innej pozycji i potwierdzam. Na kilku stronach przestrzenny efekt udało się uzyskać całkiem przyzwoicie.

„Rekiny” Alicja Grobelka, Wydawnictwo Warstwy


Autorka przygotowała jedenaście odrealnionych, umownych, nieco szkicowych sylwetek poszczególnych gatunków rekinów. Spotkamy tu między innymi żarłacza tygrysiego, głowomłota pospolitego, rekina polarnego i ostronosego. Podglądamy je i na indywidualnych portretach, i wśród innych mieszkańców oceanów. Podziwiamy kształty i wielkości, uświadamiamy sobie proporcje. 

„Rekiny” Alicja Grobelka, Wydawnictwo Warstwy

„Rekiny” Alicja Grobelka, Wydawnictwo Warstwy

Tak ciekawa, nieoczywista forma pobudza wyobraźnię. Mali czytelnicy mogą tu pływać w oceanie wraz z wielkimi bestiami (wspomniany efekt 3D), zajrzeć do wnętrza rekina, by odnaleźć w nim ostatni jego posiłek. Dzięki wycinankom można również pokusić się o stworzenie własnego gatunku. Nie ma tu konkretów, nie ma żadnych naukowych danych. To czysta zabawa dla najmłodszych, dobre uzupełnienie innych, bardziej naukowych pozycji  o rekinach i naprawdę ciekawa inspiracja do własnych twórczych działań. Nie bez powodu projekt książki został wyróżniony w międzynarodowym konkursie na projekt ilustrowanej książki dla dzieci organizowanym przez wydawnictwo Dwie Siostry „Jasnowidze”.


„Rekiny” Alicja Grobelka, Wydawnictwo Warstwy

Podziwiam formę i świetny pomysł. Mali miłośnicy rekinów powinni być w pełni usatysfakcjonowani tym nietypowym spotkaniem z władcami oceanów. Rozczarowuje tylko ten papier, tylko ta okładka.

A spragnieni konkretnej wiedzy, naukowych faktów i twardych danych mogą sięgnąć po komiks „Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie” autorstwa Joego Flooda, o którym pisałam niedawno na blogu. W „Rekinach” Alicji Grobelki rządzi bowiem wyobraźnia, króluje zabawa.


REKINY
Treść i ilustracje: Alicja Grobelka
Wydawnictwo: Warstwy
Data wydania: 2019
Liczba stron: 25
Okładka: miękka
Format/forma: picturebook, rozkładanka, pop-up
Sugerowany wiek: 3+


„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, czyli marzyciel z bławatnego sklepu

13 lutego

„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, czyli marzyciel z bławatnego sklepu

„Nie wiem, skąd w dzieciństwie dochodzimy do pewnych obrazów o rozstrzygającym dla nas znaczeniu. Grają one rolę tych nitek w roztworze, dookoła których krystalizuje się dla nas sens świata. Do tych obrazów należy jeszcze u mnie obraz dziecka niesionego przez ojca przez przestrzenie ogromnej nocy, rozmawiającego z ciemnością. (…) Takie obrazy stanowią program, statuują żelazny kapitał ducha, dany nam bardzo wcześnie w formie przeczuć i na wpół świadomych doznań. (…) wyznaczają artystom granice ich twórczości.”¹ - pisał w liście do Witkacego Bruno Schulz. Ten obraz wykorzystały również autorki książki obrazkowej „Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, onirycznej biografii autora „Sklepów cynamonowych” stworzonej z myślą o młodszych odbiorcach.


„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format


Bez wątpienia to piękna książka. Nadia Terranova odpowiedzialna za tekst i Ofra Amit, twórczyni niesamowitych ilustracji, stworzyły wielowarstwową, nasyconą symboliką opowieść, która wgniata w fotel. Co więcej, autorki dokonały niemożliwego - udało im się na zaledwie kilku stronach oddać klimat Schulzowskich opowiadań i grafik - pełnych znaczeń, pięter interpretacyjnych, po których porusza się czytelnik i w zależności od swojej wiedzy i doświadczenia szuka sensów. Wykorzystały do tego najbardziej charakterystyczne dla prozy Schulza tropy, trochę je upraszczając, sygnalizując jedynie ich ważność. Oprócz wspomnianej już kluczowej postaci ojca - demiurga, który zamieszkuje świat snu, pojawia się między innymi jego antagonistka - służąca Adela, niestrudzona obrończyni świata materii, dosłowności, tego, co rzeczywiste, namacalne. Bruno lawiruje pomiędzy jednym i drugim poziomem.


„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format



Autorki nie dodają zbędnych treści, uzupełniają jedynie opowieść o tragiczne losy Brunona Schulza z czasów wojny. Historia dzieciństwa pisarza utkana została z tego, co znajdziemy w jego twórczości. I tekst, i obrazy nawiązują zarówno klimatem, jak i treścią do wszystkich dzieł artysty, nawet do grafik z „Xięgi bałwochwalczej”. Jedyne, z czego oczyszczono przekaz ze względu na wiek odbiorcy, to erotyka. Jest niewinna zmysłowość, ale brakuje jej seksualnego podtekstu.  

„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format


Dialog z oryginalnymi pracami Schulza odbywa się nie tylko w warstwie treści, tropów, znaków. Przenika on również samą strukturę tekstu i obrazu. Zarówno pisarka, jak i ilustratorka z wyczuciem wykorzystują poetykę snu, zacierają granice pomiędzy rzeczywistym i symbolicznym, realnym i zmitologizowanym. To opowieść o nieustannym przeobrażaniu się, tworzeniu, o plastyczności materii. Mały Bruno obserwuje zatapianie się ojca w kolejnych wcieleniach, jego bycie w niebyciu dla świata. Fascynuje go szczególnie postać ojca-ptaka, wolnego, funkcjonującego w przestrzeni bez ograniczeń. Bycie takim, jak ojciec, to marzenie chłopca. Niestety, lot uniemożliwia jego zbyt duża głowa, jeden z symboli obcości, inności, niedopasowania do świata. Tytuł sugeruje jednak, że bohaterowi w końcu się udało. Przewrotnie, metaforycznie. Ci, którzy już znają biografię Schulza, mogą się domyślić dlaczego.
„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format


Jeszcze większe wrażenie niż tekst wywierają ilustracje Ofry Amit. Przygaszone, ziemiste kolory, sepia kojarzą się z zakurzonym sklepem bławatnym, z odrealnionym światem, w którym forma to rzecz umowna. W tym przykurzeniu, zaduchu skrywa się jednak lekkość - surrealistyczny lot, oraz radość symbolizowana przez przedstawione nieco teatralnie kolejne przeobrażenia ojca. Te pozytywne elementy znikają definitywnie wraz z ostatecznym zaginięciem Jakuba Schulza. Zostaje tylko pustka, mrok i powracający wciąż refren „DAREMNIE. BEZ POWODZENIA. NA PRÓŻNO.” Kończy się dzieciństwo. Obrazy wypełniają cienie i budzące grozę oficerki, zaczyna się droga ku śmierci Brunona, ku destrukcji pewnego świata.

„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format


Dodatkowym nośnikiem znaczeń wykorzystywanym w książce jest także typografia. Niektóre treści podkreślane są poprzez zmianę wielkości czcionki, użycie wersalików. Innym razem litery układają się w kolejne obrazy lub części składowe głównej ilustracji. Każdy element jest istotny, nawet brak wyklejki, nawet wyjątkowo gruba, tekturowa okładka.


„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format



Opowieścią rządzi tu niedopowiedzenie, które czytelnik może rozwijać w sposób zależny od swojej wiedzy i o historii, i o samym Schulzu, i o jego twórczości. Nawet śmierć nie została nazwana wprost, to zniknięcie, tajemnica, zawieszenie. Lubię ten klimat, sprzyja on refleksji, zadumie, umożliwia całkowite zanurzenie się w historii, prywatny, intymny lot obok ojca i syna. Niestety, wiele faktów (choćby kwestia nazistów, Zagłady i samej śmierci Schulza) i jeszcze więcej symboli, znaków może być nieczytelna i nieoczywista dla młodszych odbiorców. Z tego też powodu sugerowany przez wydawcę wiek potencjalnych czytelników  (9+) wydaje mi się trochę zbyt niski, by w pełni docenić lekturę. Owszem, można potraktować tę opowieść jako poetycką, pełną tragizmu historię  pewnego chłopca, traktat o poczuciu obcości i odmienności. Tak po prostu. Bez pełnego biograficznego kontekstu. Nie traci ona przy tym na pięknie, na jakości, ale mam wrażenie, że można coś utracić, a te niedostępne poziomy sensów są zbyt wartościowe, by było warto. Lepiej chwilę poczekać. 

Dodatkowy problem dotknął nas już wielokrotnie. Prozaiczny. Intrygująca postać, tajemnicza, zagadkowa. Ciekawa forma. Chcesz wiedzieć więcej, pragniesz zrozumieć głębiej, poznać twórczość i odbijasz się. Jesteś o te kilka lat za młody, by przetrawić choćby „Sklepy cynamonowe”. Powtórzę więc - lepiej chwilę poczekać. Te dwa, trzy lata.

Mnie samą „Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać” zachwycił. Dorosłym i nastoletnim wielbicielom prozy Schulza, ludziom, których fascynuje ta pełna sprzeczności postać bez żadnej wątpliwości bardzo polecam. A ja po raz kolejny lecę zanurzyć się w „Księdze listów”, dzięki której odkryłam Brunona Schulza - człowieka, który próbował nauczyć się latać. 

„Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać”, Nadia Terranova, Ofra Amit, Wydawnictwo Format



1. Bruno Schulz, Księga listów, Wydawnictwo Literackie, 1975, s. 63


BRUNO. CHŁOPIEC, KTÓRY NAUCZYŁ SIĘ LATAĆ
Tekst: Nadia Terranova
Ilustracje: Ofra Amit
Tłumaczenie: Joanna Wajs
Wydawnictwo: Format
Data wydania: 2016
Liczba stron: 44
Oprawa: kartonowa
Format/forma: picturebook
Sugerowany wiek: według wydawcy 9+, w przypadku dolnej granicy Mamobab ma wątpliwości, górnej brak



„Pippi się wprowadza i inne komiksy”, czyli klasyka dziecięcej anarchii

03 lutego

„Pippi się wprowadza i inne komiksy”, czyli klasyka dziecięcej anarchii

Bohaterki tej książki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Rudowłosa buntowniczka z zawadiackimi warkoczykami już od ponad siedemdziesięciu lat z właściwym sobie wdziękiem burzy skostniałe reguły rządzące światem - bawi dzieci, hurtowo daje prztyczki w nos dorosłym. Oto ona, Pippi Pończoszanka, tym razem w wersji komiksowej w sam raz dla najmłodszych, czyli niewielki tomik „Pippi się wprowadza i inne komiksy” według scenariusza Astrid Lindgren i z ilustracjami Ingrid Vang Nyman.

„Pippi się wprowadza i inne komiksy” scenariusz Astrid Lindgren, ilustracje Ingrid Vang Nyman, Zakamarki

Nie będę recenzować treści. Nie będę analizować scenariusza. To ponadczasowa klasyka, która nadal się broni i, co mówię z przykrością, wciąż trafnie punktuje absurdy naszej dorosłej rzeczywistości.  Pippi, małoletnia anarchistka, ustala własne reguły, kwestionuje bzdurne ograniczenia, piętnuje bezduszność i okrucieństwo wobec słabszych i względem zwierząt. Od dziecka kupuję bez reszty jej sposób postrzegania otoczenia, jej dziecięcą logikę, taką trochę na opak z punktu widzenia sztywnej dojrzałości.

„Pippi się wprowadza i inne komiksy” scenariusz Astrid Lindgren, ilustracje Ingrid Vang Nyman, Zakamarki

Pierwotnie komiksy o Pippi były publikowane od 1957 do 1959 roku w piśmie dla dzieci Klumpe Dumpe. Scenariusze do każdego z nich osobiście przygotowywała sama Astrid Lindgren. W każdej z opowieści wyraźnie widać prasowy rodowód. Krótkie, dynamiczne, jednowątkowe historyjki mogą funkcjonować niezależnie, każda z nich opisuje jedno wydarzenie, koncentruje się na jednej psocie. To proste, zamknięte na czterech planszach całości, z których zrozumieniem nie będą miały problemu nawet młodsze dzieci, także te, które jeszcze nie są w stanie się skupić na bardziej złożonej, beletrystycznej, oryginalnej wersji. Tutaj znajdą samą esencję, to, co w danej historii najbardziej istotne.

„Pippi się wprowadza i inne komiksy” scenariusz Astrid Lindgren, ilustracje Ingrid Vang Nyman, Zakamarki

Warto przy tym podkreślić, że komiksowe przygody w większości przypadków odpowiadają tym, pochodzącym z klasycznej, książkowej wersji. W tym tomie zgodnie z tytułem Pippi wprowadzi się do Willi Śmiesznotki i pozna Annikę i Tommy'ego, będzie poszukiwała rzeczy, pobawi się w berka z policjantami, pójdzie do szkoły, do cyrku, na zakupy i na jarmark oraz na wycieczkę, zmierzy się z Silnym Adolfem, wymierzy sprawiedliwość dręczycielom zwierząt oraz zostanie rozbitkiem. W sprzedaży dostępny jest również drugi tom „Pippi zawsze sobie poradzi i inne komiksy”, na trzecią, ostatnią część polscy czytelnicy muszą jeszcze trochę poczekać. 

„Pippi się wprowadza i inne komiksy” scenariusz Astrid Lindgren, ilustracje Ingrid Vang Nyman, Zakamarki

Warstwa graficzna trochę trąci myszką, co w tym wypadku na pewno nie jest jej wadą. Wręcz przeciwnie - ten sznyt retro, odrobina uroczej patyny po prostu wzrusza. Uwielbiam te stroje z innej epoki, przypominają mi wizerunki dzieci ze starych elementarzy. Prosta kreska, ograniczone do najważniejszych z punktu widzenia fabuły elementów tło, wyraziste, pozbawione niuansów kolory przywodzą na myśl stare kreskówki. Czytelne, przyjazne w odbiorze nie przytłaczają,  nie generują nadmiaru bodźców. Co więcej, wyrazista czcionka i drukowane litery sprawiają, że komiksowe przygody Pippi dobrze się sprawdzą jako jedna z pierwszych samodzielnych lektur.


„Pippi się wprowadza i inne komiksy” scenariusz Astrid Lindgren, ilustracje Ingrid Vang Nyman, Zakamarki


Pippi zmieniła dziecięcą literaturę na zawsze. Mimo upływu lat jej przygody nadal zaskakują świeżością, bawią kolejne pokolenia, a rodzicom przypominają, że ich córki i synowie trochę inaczej patrzą na świat, że reguły dorosłych z dziecięcej perspektywy nie zawsze mają sens. Warto spojrzeć na życie oczami dziecka, odnaleźć w sobie jakieś resztki buntowniczki z opadającą, niesforną pończochą, założyć puszkę na głowę i bawić się w środek nocy.  Komiksowa, uproszczona wersja historii Pippi to świetny początek przyjaźni z tą niepowtarzalną bohaterką.


PIPPI SIĘ WPROWADZA I INNE KOMIKSY
Scenariusz: Astrid Lindgren
Rysunki: Ingrid Vang Nyman
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Wydawnictwo: Zakamarki
Data wydania: 2015
Oprawa: twarda
Liczba stron: 60
Format / forma: klasyczny komiks
Sugerowany wiek: 3+

Copyright © 2017 Mamobab czyta