Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mamania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mamania. Pokaż wszystkie posty
„Skunks i Borsuk”, czyli kury, gronostaje, kamienie i odrzutowy ziemniak

14 sierpnia

„Skunks i Borsuk”, czyli kury, gronostaje, kamienie i odrzutowy ziemniak

„Skunks i Borsuk” Amy Timberlake, Jon Klassen, Mamania, klasyczna opowieść dla dzieci i dorosłych, książka z mądrym przesłaniem

„Skunks i Borsuk”
pióra Amy Timberlake, opowieść o wspólnym życiu dwóch zupełnie różnych zwierząt, należy do tych historii, które trafią do czytelnika w każdym wieku. Można czytać ją na różnych poziomach, wciąż znajdować w niej nowe znaczenia, bawić się samą narracją, wyłapywać złote myśli, rozkoszować formą i językiem, chichrać jak szaleniec, wyobrażając sobie poszczególne scenki. Mistrzostwo.

„Skunks i Borsuk” Amy Timberlake, Jon Klassen, Mamania, klasyczna opowieść dla dzieci i dorosłych, książka z mądrym przesłaniem


Introwertyczny, wycofany, uporządkowany do bólu i odrobinę nudnawy Borsuk mieszka sobie spokojnie w małym domku, który należy do jego ciotki, kuny Luli, i prowadzi Bardzo Ważną Pracę nad Kamieniami. Trudna to praca, wymagająca skupienia i samotności oraz rytuałów, powtarzalności, codziennej rutyny. W końcu to poważne badania naukowe. Pewnego dnia jednak ktoś brutalnie wkracza w jego uporządkowany świat. To Skunks. Energiczny, ekstrawertyczny, pełen życia, witalności, mistrz garnków i patelni, zaprzyjaźniony nawet z kurami. I się zaczyna...

„Skunks i Borsuk” Amy Timberlake, Jon Klassen, Mamania, klasyczna opowieść dla dzieci i dorosłych, książka z mądrym przesłaniem

Zestawienie tak różnych osobowości, stylów życia zwiastuje katastrofę. I jednocześnie jest źródłem wielu prześmiesznych gagów. Pozwala również pokazać w lekki i mądry jednocześnie sposób mnóstwo życiowych prawd. To opowieść o przyjaźni mimo wszystko, mimo różnic i o tym, że często bywa ona wcale nie taka oczywista, wymaga trudnego dotarcia się, a nawet walki. W świetny sposób autorce udało się przedstawić sam proces budowania relacji. Tego, że owszem musimy w niej często iść na ustępstwa, nie zawsze jest nam komfortowo i wygodnie, ale dzięki temu zyskujemy coś niepowtarzalnego. To także historia uświadomienia sobie braku. Różnych rzeczy: innych (niekoniecznie ludzi), doświadczeń. Tego wszystkiego, co wykracza poza naszą codzienną rutynę, o czym zapominamy.

„Skunks i Borsuk” Amy Timberlake, Jon Klassen, Mamania, klasyczna opowieść dla dzieci i dorosłych, książka z mądrym przesłaniem

Ja, dorosła, odnalazłam w tej książce siebie, własne doświadczenia, przeżycia. To wszystko, czego przez całe życie się uczyłam. Czasami boleśnie. To wielki w treści i przezabawny w formie traktat o tym, że każdy z nas jest inny, że każdym z nas czasami targają emocje, ale to nie przekreśla relacji nawet pomiędzy skrajnie różnymi osobowościami. To także przypomnienie, że empatia to wielka wartość, a proste słowo przepraszam (dodałabym jeszcze próbuję zrozumieć) ma wielką moc.

I Borsuk, i Skunks mają pasje i poświęcają im się całym sercem. Autorka zwraca jednak uwagę na pewną istotną różnicę pomiędzy podejściem każdego z bohaterów. Borsuk zatraca się w pracy, widzi tylko kamienie. Jest jak one. Twardy, zimny. Świat poza nimi nie jest wart jego uwagi. Skunks owszem wie wszystko o kurach, ale czerpie radość głównie z relacji z tymi żywymi istotami, przyjaźni. To pasja, która otwiera, uwrażliwia, uczy empatii. Słowo klucz - relacja. Trudno nawiązać ją z zimnym kamieniem, pozbawioną uczuć skałą.    

„Skunks i Borsuk” Amy Timberlake, Jon Klassen, Mamania, klasyczna opowieść dla dzieci i dorosłych, książka z mądrym przesłaniem

Zachwyca język, którym posługuje się autorka (wielkie oklaski również dla Barbary Łukomskiej, tłumaczki). W zwykłe zdania, potoczny język, sprawne dialogi wpleciono mnóstwo specjalistycznych terminów, nazw różnych gatunków kur. I wbrew pozorom wszystko gra, wszystko do siebie idealnie pasuje. O żesz szlam i gnój! - ileż treści i emocji kryje się w tym jednym zdaniu.
W książce pada zdanie, że najlepsze historie powstają z połączenia przygód i nauki. O tak, ta opowieść jest tego żywym dowodem. Przy okazji, zupełnie mimochodem czytelnicy dowiedzą się co nieco o skałach i minerałach, o kurach, o Henryku V, królu o bardzo krótkim nazwisku, i o fizyce.

Nieco retro atmosferę książki budują ilustracje Jona Klassena. Dopracowane, pełne szczegółów i szczególików świetnie oddają klimat poszczególnych scen. Niestety, jest ich stanowczo zbyt mało. Trochę rekompensuje to zjawiskowa okładka. Vintage nie tylko na grafice. Dotknijcie tylko tej przypominającej płótno okładki.
 
„Skunks i Borsuk” Amy Timberlake, Jon Klassen, Mamania, klasyczna opowieść dla dzieci i dorosłych, książka z mądrym przesłaniem

„Skunks i Borsuk” to historia o tym, że w naszych relacjach ze światem wciąż budujemy mury. Budujemy po to, by za chwilę je burzyć. To ciągły proces, zmienny i warto, jak najwcześniej zacząć się uczyć, że wyznaczane przez nas granice owszem są ważne, dają nam komfort i poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie ograniczają nasz świat. Jeśli chcemy go w pełni poznać, musimy czasami pójść na kompromis, poczuć się niewygodnie, zmienić nasz sposób myślenia i działania. Warto. Książka zostaje w naszej domowej biblioteczce.
I jeszcze jedna ważna nauka. Zawsze należy czytać listy i inne wiadomości. Zawsze! A muzyka dobrze działa na skołatane nerwy.

SKUNKS I BORSUK
Tekst: Amy Timberlake
Ilustracje: Jon Klassen
Tłumaczenie: Barbara Łukomska
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2021
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Format / forma: mini i retro książka
Sugerowany wiek: 7+, dla każdego
„Królewna chomik. Myszy i magia”, czyli dziewczyny rządzą

29 lipca

„Królewna chomik. Myszy i magia”, czyli dziewczyny rządzą

W końcu powróciła. Ona. Jedyna w swoim rodzaju. Niepowtarzalna. Odważna. Przebojowa. Drżyjcie ogry, czarownice i potwory. Po raz kolejny do akcji wkracza Harriet Niepokonana, główna bohaterka świetnej serii. Nadchodzi „Królewna chomik. Myszy i magia” Ursuli Vernon.

„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa


Wymykająca się klasycznej księżniczkowo-różowej konwencji Harriet skradła nasze serce już wcześniej. Pierwszym tomem jej przygód zachwycałam się na blogu o tu 👉 Królewna chomik. Harriet niepokonana. Druga część nie ustępuje w niczym swej poprzedniczce. Nadal jest mądrze, inteligentnie, wciągająco, przezabawnie i, co najważniejsze, zupełnie niefalbaniasto (świetne określenie skradzione z samej okładki). 


„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa

Tym razem Harriet z różnych powodów przeraźliwie się nudzi. Po pierwsze nie jest już niepokonana z natury (magicznej), więc skakanie z klifów odpada. Ogry ze strachu przed waleczną królewną przeszły na wegetarianizm, regulaminy turniejów rycerskich uzupełnione zostały o jakieś dziwne zapisy dyskryminujące dziewczynę. Słowem, nie ma co robić. Nuda. Pojawia się jednak pewna tajemnicza postać (jej prawdziwa natura błyskawicznie została rozpracowana przez bystrą chomiczkę), a wraz z nią nowe zlecenie, kolejne wyzwanie. No nie przesadzajmy, zadanie, które z braku laku ujdzie w tłoku.

„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa

Harriet musi rozwiązać iście detektywistyczną zagadkę. Gdzie znika co noc dwanaście sióstr, dlaczego ich buciki rozpadają się każdego dnia, na czym polega i skąd się wzięła ta straszna klątwa. I wreszcie - kto za tym wszystkim stoi. I jak to w baśniach - wielu już próbowało swych sił (polegli lub zwiali), w dzielnej chomiczce więc ostatnia nadzieja.


Jeśli opis zadania brzmi jakoś znajomo, jesteście na dobrym tropie. To schemat fabularny starych dobrych „Stańcowanych pantofelków” braci Grimm. Także tym razem autorka sięga do klasycznych baśniowych motywów i znów przepisuje je zupełnie na nowo, rozbiera na części pierwsze, dodaje zaskakujące wątki, zderza stare i nowe i bum. Efekt bawi do łez, zaskakuje świeżością i niesie zupełnie inne przesłanie. Tu rządzą dziewczyny, które biorą sprawy w swoje ręce. Niekanoniczna królewna chomiczka ratuje z opresji dwanaście mysich królewien. Owszem, w tle pojawia się książę, równie nietypowy, gdyż wcale nie marzy on o połowie królestwa i koronowanej żonie. Ma bowiem znacznie ważniejsze rzeczy na głowie. W dwudziestym pierwszym wieku szczęśliwe zakończenie baśni nie musi od razu oznaczać ślubu. 

„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa

Vernon po mistrzowsku konstruuje ciekawe, intrygujące postaci. Każdy z bohaterów, nawet ten trzecioplanowy, jest jakiś, wyrazisty. Uwielbiam króla obsesyjnie porządkującego przestrzeń wokół siebie według wzorów, szablonów, które tylko on w pełni rozumie, wzruszają mnie bezwolni synkowie mamusi, którzy wolą tańczyć przez całą noc niż zmywać naczynia, do łez śmieszą strażnicy wykonujący posłusznie rozkazy tak, by nie naruszyć królewskiej logiki, nawet jeśli rządzące nią prawa właśnie zawodzą. A to tylko kilku bohaterów pojawiających się w książce.

„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa

Vernon pisze lekko, dynamicznie, komiksowo. Zdarzenia rozgrywają się szybko, nie ma tu miejsca na nudę, wbrew temu, co na początku myślała główna bohaterka. To książka, która czyta się niemal sama, błyskawicznie. Dodatkowo zabawne ilustracje i komiksowe wstawki urozmaicają i uatrakcyjniają lekturę, a niewielki format, całkiem sensowny rozmiar czcionki i spora interlinia sprawiają, że książka nie przytłacza i świetnie nadaje się dla początkujących czytelników. 

„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa

Lubię Harriet i lubię sposób, w jaki autorka opowiada o jej przygodach. Nowocześnie, odważnie i wbrew stereotypom. To historia dzielnej i przede wszystkim silnej dziewczynki, która żyje tak jak chce, według własnego scenariusza i na własnych zasadach.  Żadna klątwa jej nie groźna. Cenicie sobie niezależność? Chcecie, by wasze dzieci były właśnie takie - empatyczne, ale wolne? Wręczcie tę książkę swoim córkom i synom też. Dobra zabawa gwarantowana.

„Królewna chomik. Myszy i magia” Ursula Vernon, Mamania, przezabawna książka komiksowa

KRÓLEWNA CHOMIK. MYSZY I MAGIA
Tekst i ilustracje: Ursula Vernon
Tłumaczenie: Dorota Skowrońska
Seria: Królewna chomik
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2020
Liczba stron: 232
Oprawa: twarda
Format/forma: malutki
Sugerowany wiek: 6+




„Ziemia do Jadzi” i „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem”, czyli ekscytująca przygoda i dorosłość według Franka

23 kwietnia

„Ziemia do Jadzi” i „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem”, czyli ekscytująca przygoda i dorosłość według Franka


Jeden autor i dwie książki. Pierwsza świeżutka, z księgarnianych półek, druga z początków literackiej kariery autora znaleziona w domowej biblioteczce. Łączy je świetne wyczucie dziecięcego postrzegania świata. Takiego po prostu, takiego, w którym wszystko jest możliwe. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy przeżywamy ekscytującą przygodę, czy mamy posprzątać pokój, czy snujemy wizje naszej przyszłości. Gdy mamy kilka lat, nic nas nie ogranicza. Od czego bowiem wyobraźnia. „Ziemia do Jadzi” i „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” z tekstem Maćka Blaźniaka i ilustracjami Przemka Liputa (1) i samego autora (2) to lektury przyjemne, przy których naprawdę miło można spędzić czas. I pośmiać się trochę, i zadumać. Choć podobne, zwracają jednak uwagę na inny aspekt dziecięcej wrażliwości.


„Ziemia do Jadzi”, „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania, Ładne Halo


W „Ziemi do Jadzi” autor mierzy się z potwornym, odwiecznym problemem, który spędza sen z oczu kolejnym pokoleniom. To straszne hasło, ten rozkaz, to polecenie, które wytrąca z rytmu, paradoksalnie burzy porządek. POSPRZĄTAJ W SWOIM POKOJU! W tym przypadku dodatkowo sama Jadzia wywołała wilka z lasu. Zamarzyła o wizycie w planetarium, mama jednak postawiła ten straszny warunek.


„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania
„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

Czy na pewno taki straszny? Czy ten powtarzalny obowiązek zawsze musi być nudny, uciążliwy i w ogóle bez sensu? O nie. Jadzia potrafi zamienić go w ekscytującą przygodę. Zbieranie porozrzucanych zabawek w przygotowanie misji kosmicznej, zwykły posiłek w tankowanie statku, a spacer z psem w niesamowitą wyprawę na inną planetę. Wyobraźnia ma moc. Fantazja dziecka nie zna żadnych ograniczeń.

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

„Ziemia do Jadzi” to jedna z bardziej wdzięcznych książek, które trafiły ostatnio w moje ręce. Przepełnia ją szczera radość, pozytywne szaleństwo doprawione odrobiną łobuzerki. Jadzia nie należy do dzieci, które dają sobie w kaszę dmuchać, Jadzia to mistrzyni kreacji, nieujarzmiona eksploratorka kosmicznych przestrzeni, MacGyver w rajstopkach w paski. Jadzia wie, czego chce, wie, do czego dąży i wszystko podporządkowuje temu celowi. Nawet codzienne obowiązki.

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak, Przemek Liput, Mamania


Ograniczony do minimum tekst (pojedyncze zdania, podpisy pod elementami ilustracji) nie oznacza, że mamy do czynienia z prostą, jednowymiarową historyjką. Wręcz przeciwnie, właściwa narracja toczy się bowiem w warstwie graficznej stworzonej przez Przemka Liputa. Czego tu nie ma! Mnóstwo wydarzeń, jeszcze więcej inspiracji (nie tylko dla Jadzi), multum zabawnych szczegółów. Spójrzcie choćby na kołnierz pooperacyjny psa czy na galaktykę z płatków śniadaniowych. Pozornie panuje tu misz-masz, a jednak wszystko gra i składa się w spójną całość podporządkowaną jednemu wyzwaniu - Kosmos czeka, by go odkryć. Nawet imię psa wydaje się być znaczące i wpisuje się w zainteresowania dziewczynki.

„Ziemia do Jadzi” nie należy do kategorii książek do jednorazowego przeczytania. To pozycja do odkrywania, wielokrotnego eksplorowania poszczególnych scen. To przygoda, która może rozgrywać się wciąż i wciąż. Nawet poza okładkami. Cóż stoi na przeszkodzie, by twórczo potraktować nasze własne codzienne obowiązki, wykorzystać wyobraźnię i przełamać rutynę?



---------
Tytuł drugiej pozycji sugeruje bardziej refleksyjny klimat. I owszem, tak jest, ale nie są to rozmyślania oczywiste, tym bardziej poważne. To raczej zabawna próba odpowiedzi na pewne zwyczajowe pytanie zadawane przez ciekawskie ciotki i wujków. Kim chcesz być, gdy będziesz dorosły. Przewrotną ripostę skrywa już sam tytuł. „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” mówi narrator, czyli Franek - postrach porcelany.


„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo


Podobnie jak Jadzia Franek to chłopiec rezolutny, o ugruntowanych poglądach, wiedzący, co chce w życiu robić. A chce być dzieckiem, bo bycie dzieckiem wyraźnie mu służy. Autor prezentuje czytelnikom wizję sielskiego dzieciństwa, w którym beztrosko można skakać po kałużach, budować błotne zamki, grać w piłkę czy w chowanego lub uprawiać awangardowe malarstwo na murze. To czas poznawania świata, sprawdzania, co się skrywa za zakrętem. I nawet szkoła jest fajna, gdyż bez niej niemożliwe byłoby odliczanie godzin do wakacji.

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” to klasyczna dziecięca rymowanka, zabawna, przewrotna i momentami zmuszająca do myślenia. Nie wiem tylko, czy ten refleksyjny potencjał na pewno będzie czytelny dla dzieci, czy raczej jego właściwym adresatem nie jesteśmy my, dorośli. 

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo


Pod względem formy językowej książka raczej nie zaskakuje. Blaźniak posłużył się dość ograną konwencją, zwykłymi, typowymi dwuwierszami, z których każdy opisuje jedną myśl, jedną rozkładówkę. Nie ma tu jednak nudy, przewrotne podejście do tematu odświeża klasyczny schemat, dodatkowo czasami pojawiają się zabawne, zaskakujące neologizmy, w tym mistrzowskie misięniechcenie.

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo


Z przyjętą formą literacką dobrze koresponduje warstwa graficzna książki. Twarda okładka, gruby mięsisty papier, przygaszona kolorystyka przywodząca na myśl zeszyty z dawnych lat i charakterystyczne liniatury nadają książce przyjemny klimat retro. Trochę kanciaste, pełne humoru i dystansu rysunki przypominają stare kreskówki. Sam Franek ma w sobie coś z pomysłowego Dobromira. Słowem vintage w dobrym wydaniu.

„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo

To nie koniec atrakcji. Autor zaprasza bowiem czytelników do współtworzenia opowieści. Dziecko na kilku stronach może określić własne plany, wizję swojej wymarzonej przyszłości. Karty stylizowane na zeszyt w linię wyglądają bardzo stylowo, ale w tym przypadku lepiej sprawdziłaby się po prostu pusta przestrzeń. Grupa docelowa tej pozycji raczej wyraża siebie jeszcze poprzez rysunek, rzadko który przedszkolak sprawnie włada piórem.
„Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” Maciek Blaźniak, Ładne Halo

Obie pozycje odwołują się do samej istoty idealnego dzieciństwa, czasu beztroskiej zabawy, niczym nieograniczonej spontaniczności i zwykłej ciekawości świata. W obu lubię ten zawadiacki, hultajski pierwiastek. Ale moje serce skradła Jadzia. Rezolutna, współczesna dziewczynka, która wie, czego chce i pokazuje, że można wykorzystać każdą chwilę, że nuda to pojęcie względne, a dzięki mocy wyobraźni świat nie ma granic.

ZIEMIA DO JADZI
Tekst: Maciek Blaźniak
Ilustracje: Przemek Liput
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2019
Liczba stron: 40
Oprawa: twarda
Format/forma: midi
Sugerowany wiek: 3+, przedszkolaki

KIEDY BĘDĘ DUŻY, TO ZOSTANĘ DZIECKIEM
Tekst i ilustracje:
Maciek Blaźniak
Wydawnictwo: Ładne Halo
Data wydania: 2011
Liczba stron: 48
Oprawa: twarda
Format/forma: kwadratowe mini
Sugerowany wiek: 3+. przedszkolaki


„Mała biała rybka” kontra „Swimmy”, czyli samotność, bezkres oceanu i siła wspólnoty

29 stycznia

„Mała biała rybka” kontra „Swimmy”, czyli samotność, bezkres oceanu i siła wspólnoty


„Mała biała rybka” Guido van Genechten, Mamania, „Swimmy” Leo Lionni, Tatarak

Ocean to miejsce równocześnie fascynujące i przerażające. Piękne, ale i niebezpieczne. Jego bezkres onieśmiela i intryguje. Kusi przygodą, odstrasza ryzykiem. Pociąga tajemnicą, ale jednocześnie budzi lęk przed nieznanym. Jak świat z perspektywy dziecka. Nie dziwi więc, że motyw zagubienia się w morskich odmętach jest tak często eksplorowany w sztuce przeznaczonej dla najmłodszych. Wszyscy pamiętamy choćby historię Nemo, małego błazenka, i jego ojca, który wytrwale poszukiwał zaginionego syna.

Dziś dwie książki, których bohaterami są także małe rybki tak jak Nemo samotnie przemierzające niezmierzone przestrzenie oceanu. Każda inna i przeznaczona dla odmiennego odbiorcy. Prosta historia obrazkowa dla najmłodszych „Mała biała rybka” opowiedziana słowem i obrazem przez Guida van Genechtena i poetycki „Swimmy” Leo Lionniego dla bardziej zaawansowanych, co najmniej trzyletnich czytelników.

„Mała biała rybka” Guido van Genechten, Mamania

„Mała biała rybka” to nieskomplikowana historyjka dla najnajów wykorzystująca dość popularny motyw poszukiwania zagubionej mamy przez dziecko. Klasyka. Rybi maluch rozkładówka po rozkładówce spotyka kolejnych mieszkańców oceanu, uważnie się im przygląda, po czym stwierdza, że dany osobnik to jednak nie mama. I tak aż do szczęśliwego zakończenia.

Historia, choć nam może wydawać się dość banalna, trochę ponadrocznemu maluchowi naprawdę dostarczy wielu emocji. Wspólne poszukiwanie zaginionej mamy wraz z małą rybką po prostu wciąga, a zastosowanie powtarzających się pytań dodatkowo zwiększa zaangażowanie dziecka. „Mała biała rybka” Guido van Genechten, Mamania

Przy okazji, niepostrzeżenie młody czytelnik poznaje nazwy morskich stworzeń i uczy się rozpoznawania kolorów. Każdy bowiem z bohaterów reprezentuje inną barwę. Spotykamy czerwonego kraba, pomarańczową rozgwiazdę, żółtego ślimaka, zielonego żółwia, fioletową ośmiornicę. Niestety, teoretyczna niebieskość wieloryba wzbudziła w naszym domu wątpliwości - odcień dobrany został nieco niefortunnie i za bardzo wpada w fiolet.

„Mała biała rybka” Guido van Genechten, Mamania

Dodatkowy atut to wyraziste barwy. Nietypowo autor wybrał czarne tło, z którym dobrze kontrastują nasycone kolory. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się na zastosowanie twardych stron, które na pewno spotkałyby się z uznaniem potencjalnych odbiorców lektury.
„Mała biała rybka” Guido van Genechten, Mamania

„Swimmy” to z kolei lektura dla bardziej wyrobionych czytelników, którzy nazwy kolorów mają w małym palcu. Bardziej abstrakcyjna, miejscami poetycka dotyka znacznie poważniejszych problemów, o których jednak mówi w czytelny sposób.
„Swimmy” Leo Lionni, Tatarak

Przede wszystkim tytułowy Swimmy traci swą rodzinę, bo tak można określić ławicę, w bardziej dramatycznych okolicznościach, zgodnych z prawami natury, wpisanych w cykl życia i śmierci. Szybszy, sprawniejszy niż reszta rybek, jako jedyny zdołał uciec przed paszczą tuńczyka. Został sam. Jak palec. Smutny i przerażony w bezkresnym oceanie.
„Swimmy” Leo Lionni, Tatarak

Swimmy nie szuka swej ławicy, gdyż wie, jaki los ją spotkał. Powoli jednak poznaje morskie tajemnice, mieszkańców podwodnego świata. Podziwia piękno głębin. Obserwuje, uczy się i w końcu trafia do nowej rodziny takiej jak ta, którą utracił. Bogatszy o nowe doświadczenia, mądrzejszy.
„Swimmy” Leo Lionni, Tatarak

Swimmy to wielowymiarowa opowieść o tym, że nawet dramatyczna przeszłość nie musi determinować przyszłości, że rozpamiętywanie ran nic nie zmieni. Mała rybka musi, czy tego chce, czy nie, przezwyciężyć swoje lęki i po prostu iść do przodu. Ale nie tylko. Historia ta udowadnia też, że odmienny nie oznacza gorszy. Nasze unikatowe cechy możemy zaoferować innym, by także mogli z nich skorzystać. Tylko działanie w grupie daje szansę na sukces, na przetrwanie i gwarantuje bezpieczeństwo. Lubię również wszechobecną w tekście zwykłą afirmację piękna świata. Mimo zagrożeń, mimo przejmującej samotności. Bardziej doświadczony czytelnik z kolei w końcowych scenach odnajdzie metaforę świadomego, odpowiedzialnego i po prostu mądrego przywództwa.
„Swimmy” Leo Lionni, Tatarak

Lionni oszczędnie używa tekstu. Każde słowo jest tu przemyślane, konkretne. Większość kontekstu niezbędnego do interpretacji historii dostarczają ilustracje. Nietypowe, rozmyte kształty bez wyraźnych konturów uzyskano poprzez zastosowanie pieczątek, odcisków gąbek, rozmazanych akwareli. Wszystko tu zaskakuje nieoczywistością, czerwone rybki przypominają z daleka małe serca, meduzy wyglądają jak najprawdziwsze galaretki, pojawiają się landrynkowe lasy i różowe palmy ukwiałów. Sceneria zadziwia swą onirycznością. To właśnie te niepowtarzalne, magiczne obrazy tworzą poetycki nastrój.
„Swimmy” Leo Lionni, Tatarak

„Mała biała rybka” to dobra propozycja dla najmłodszych. Bez wątpienia roczne, dwuletnie dzieci polubią zarówno prosty, choć pełen emocji dostosowanych do ich wieku tekst i wciągającą historię, jak i wyraziste, dość oryginalne ilustracje. Dodatkowy plus to walor edukacyjny - odrobina wiedzy o morzach i kolorach. Ciekawe połączenie. Co więcej, książka ta stanowi część całkiem rozbudowanego cyklu, w którym znajdziecie jeszcze następujące tomy:
👉„Co umie mała biała rybka”, czyli opowieść o tym, że w każdym z nas drzemie jakiś talent
👉„Mała biała rybka liczy do 11”
👉„Mała biała rybka ma wielu przyjaciół”
👉„Mała biała rybka ma urodziny” 

„Swimmy” to pozycja niezwykła. Pięknym, zapadającym w pamięć ilustracjom towarzyszy mądry, pełen magii tekst. Mimo że wielowymiarowy, możliwy do odczytania na kilku poziomach, zrozumiały już dla przedszkolaków. Momentami liryczny, w kilku miejscach dramatyczny, zawsze budzący emocje i zmuszający do myślenia. Nie dziwi, że „Swimmy” na stałe wszedł do kanonu literatury dziecięcej. Choć polscy czytelnicy mogli poznać przygody małej rybki dopiero niedawno (2016), książka swoje pierwsze wydanie miała w latach 60. ubiegłego wieku.

MAŁA BIAŁA RYBKA
Tekst i ilustracje: Guido van Genechten
Tłumaczenie: Iwona Mączka
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2015
Oprawa: twarda, niestety miękkie wnętrze
Liczba stron: 24
Format/forma: midi
Sugerowany wiek: 1+


SWIMMY
Tekst i ilustracje: Leo Lionni
Tłumaczenie: Monika Perzyna
Wydawnictwo: Tatarak
Data wydania: 2016
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Format/forma: midi
Sugerowany wiek: 3+


 „A królik słuchał” kontra „Kolorowy potwór”, czyli emocje do kwadratu

14 stycznia

„A królik słuchał” kontra „Kolorowy potwór”, czyli emocje do kwadratu

Dwie książki dla najmłodszych o emocjach i uczuciach. Podobne, ale każda z nich przekazuje trochę inne treści. „A królik słuchał” Cori Doerrfeld to pozycja bardziej do czytania, „Kolorowy potwór” Anny Llenas - bardziej do działania. Obie - do wspólnej rozmowy, do nauki trudnej sztuki rozpoznawania naszych stanów emocjonalnych i sposobów radzenia sobie z nimi, głównie z tymi kłopotliwymi i niechcianymi. Choć te chciane, pożądane także mogą zadziwić i trochę przerazić, szczególnie gdy pojawiają się pierwszy raz. W książce Doerrfeld dzieci znajdą także ciekawą i wciągającą historię, a w drugiej zabawne, nieoczywiste ilustracje.

„A królik słuchał” Cori Doerrfeld. „Kolorowy potwór” Anny Llenas, Wydawnictwo Mamania

Najprościej rzecz ujmując, „A królik słuchał” to książka o frustracji. Wyobraźcie sobie kilka sytuacji. Piszecie ważnego maila, ślęczycie kilka godzin, mozolnie wpisując liczby w tabele, cyzelujecie cały dzień wykresy w prezentacji, dodajecie ostatni składnik do ciasta i następuje krach. Totalna katastrofa. Mail ginie gdzieś pomiędzy serwerami, zamiast zapisać tabelę niechcący wciskacie klawisz 'delete', wyłączają prąd i slajdy wracają do stanu z wczoraj, a jajko okazuje się zbukiem. W takiej chwili niektórzy z nas mają ochotę siąść i płakać, inni z wściekłości zaraz eksplodują, jeszcze inni wyżywają się na najbliższej rzeczy lub siarczyście klną. Repertuar możliwych reakcji jest wręcz nieograniczony.

„A królik słuchał” Cori Doerrfeld


W takim właśnie dziwnym, niepokojącym stanie emocjonalnym znalazł się mały chłopiec. Taylor miał plan i konsekwentnie go realizował. Klocek po klocku, warstwa po warstwie budował swoje dzieło. Już kończył, już podziwiał, gdy stało się to, co najgorsze. Tragedia. Niemal idealna konstrukcja runęła.
„A królik słuchał” Cori Doerrfeld

Przychodzą zwierzęta. Takie mądre, takie doświadczone. Każde z dobrą radą, wiedzą przecież, co należy teraz czuć, zrobić, itd. Żadne nie dopuszcza Taylora do głosu. Stoją i gadają, wygłaszają. Nie słuchają. I dziwią się, że chłopiec jakoś nie wyraża zainteresowania oferowaną (niby)pomocą. Odchodzą więc po kolei i zostawiają osamotnione dziecko mierzące się z sytuacją, z którą nawet dorosły często nie potrafi sobie poradzić.


Dopiero Królik po prostu słucha, tylko i aż jest tuż obok. Pojawia się przestrzeń na myśli Taylora, na rozładowanie napięcia, na wyrzucenie z siebie emocji. Królik bowiem rozumie. Nie naucza, nie poucza i nie ocenia. Pozwala na samodzielne przeżycie wszystkich uczuć. Po kolei.
„A królik słuchał” Cori Doerrfeld


W tej krótkiej, napisanej bardzo prostym i konkretnym językiem historii, autorka doskonale oddała wszystkie najczęstsze sposoby emocjonalnego radzenia sobie z frustracją, gniewem, zwątpieniem. Te pozytywne, konstruktywne, i te, które niekoniecznie pochwalamy, ale z ich istnienia zdajemy sobie sprawę. Podoba mi się delikatne przemycenie tego problemu, nieoceniające, lecz tylko sugerujące, że odwet na bogu ducha winnym 'innym' to tak naprawdę żadne rozwiązanie.

„A królik słuchał” Cori Doerrfeld


Niezwykła relacja pomiędzy chłopcem a Królikiem pokazuje samą istotę prawdziwej przyjaźni, uczy, jak my - rodzice, opiekunowie, koledzy, będący obok, powinniśmy zachowywać się w takich momentach. Recepta jest prosta, zrozumiała już dla najmłodszych. Wystarczy być obecnym, wysłuchać, pozwolić samodzielnie przeżyć, przytulić (gdy druga strona na to pozwala) i w żadnym wypadku nie oceniać. Kluczem zawsze będzie bezwarunkowa akceptacja i zwykła, ludzka empatia.

„A królik słuchał” Cori Doerrfeld


Czytelne, dopowiadające historię ilustracje nie wyróżniają się niczym szczególnym, są po prostu sympatyczne, za to dobrze spełniają swoją funkcję i w punkt oddają emocje bohaterów. Jedynym odstępstwem - niezwykle wyrazistym na tle klasycznych w formie obrazów - są ptaki. Dziwne, niepokojące, niszczycielskie. Oszczędnie rozmieszczono na stronach zarówno tekst, jak i rysunki. Puste miejsca, strony pełne światła pozwalają zatrzymać się na chwilę, przemyśleć. Dzięki temu prostemu zabiegowi historia, choć dynamiczna, nie pędzi do przodu bez chwili przerwy. Pojawia się czas na skupienie.


„Kolorowy potwór” Anna Llenas


Kolejna pozycja „Kolorowy potwór” zgodnie z tytułem aż kipi od różnorodnych barw, aż buzuje od emocji. Nie znajdziemy tu wciągającej opowieści, to książka-wyliczanka, w której po prostu poszczególnym uczuciom przypisane są konkretne kolory. Symbolicznie, zgodnie z naszymi kulturowymi przyzwyczajeniami. Radość żółta jak słońce, smutek błękitny jak morze, złość czerwona jak ogień, strach czarny jak ciemność, spokój zielony jak natura. I to ostatnie uczucie, jeszcze nienazwane, dopiero rozpoznawane. Różowe. Koncept prosty, czytelny i dający naprawdę wiele możliwości do rozmowy, do działania, do rozmyślań o splątanym potworze, który mieszka gdzieś w nas.
„Kolorowy potwór” Anna Llenas


Pozornie w warstwie narracyjnej niewiele się tu dzieje. Dziewczynka spotyka tytułowego potwora, kłębek kolorowych nitek, miszmasz kolorowych plam. Stwór się pogubił we własnych uczuciach. Nie potrafi ich ani zidentyfikować, ani tym bardziej nazwać. Cóż, trzeba mu pomóc. 

„Kolorowy potwór” Anna Llenas


Ciekawie wygląda również warstwa graficzna książki. Plamy, kolaże, wyklejanki, nierówne kreski, mazaje, bazgroły - wszystko to przypomina prace przedszkolaków. W pozornym bałaganie panuje jednak duży porządek. Gdy pojawia się konkretne uczucie, wszystko przybiera właściwy mu kolor.

„Kolorowy potwór” Anna Llenas


Siła tej książki tkwi w jej warsztatowym potencjale. Aż się prosi, by wziąć kolorowe kredki i rysować, kreślić, poprzez barwę wyrażać to, co tkwi gdzieś w środku nas. Można również podążać za radami bohaterki książki, odnaleźć w kuchni zwykłe słoiki, mozolnie rozdzielać plątaninę nitek-uczuć i wkładać je do odpowiednich pojemników. Pomysłów na twórcze wykorzystanie koncepcji uczuć-kolorów jest mnóstwo. Nie bez powodu pozycja ta zawojowała rynek hiszpański i jest bardzo chętnie wykorzystywaną szczególnie w przedszkolach pomocą dydaktyczną. Nie dziwię się. Autorka na co dzień zajmuje się arteterapią. 

„Kolorowy potwór” Anna Llenas


Tytułowa 'kontra' w przypadku tych dwóch książek nie ma racji bytu. To różne pozycje, odpowiadające na odmienne czytelnicze i wychowawcze potrzeby. Obie traktują o emocjach, obie edukują, każda w właściwy sobie sposób. „A królik słuchał” skupia się na konkretnym uczuciu. W atrakcyjny sposób pokazuje metody jego oswojenia. To także intymna opowieść, która odkrywa przed najmłodszymi siłę pewnej szczególnej relacji - przyjaźni opartej na empatii i zrozumieniu.
Barwny, pełen życia i ekspresji „Kolorowy potwór” pozwala za to spojrzeć na emocje ogólniej, rozpoznać je, zdefiniować. A przecież odczytanie tego, co czujemy, to pierwszy, niezbędny krok do zrozumienia siebie i świata. Warto postawić go jak najwcześniej. Dzięki prostej formie zarówno językowej, jak i graficznej obie pozycje nadają się już dla najmłodszych mniej więcej 2-letnich czytelników, choć zaciekawią także dzieci w wieku przedszkolnym.


W ofercie wydawnictwa Mamania znajduje się jeszcze jedna świetna pozycja poświęcona uczuciom. To „W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek i Christine Roussey, nietypowy leksykon emocji, o którym pisałam już na blogu o tu. 

A KRÓLIK SŁUCHAŁ
Tekst i ilustracje: Cori Doerrfeld
Tłumaczenie: Zofia Raczek
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2018
Liczba stron: 40
Oprawa: twarda
Format/forma: kwadratowe midi
Sugerowany wiek: 1,5+




KOLOROWY POTWÓR
Tekst i ilustracje: Anna Llenas
Tłumaczenie: Jowita Maksymowicz-Hamann
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2018
Liczba stron: 48
Oprawa: twarda
Format/forma: kwadratowe midi
Sugerowany wiek: 1,5 +


„Królewna chomik. Harriet niepokonana”, czyli pozytywne cechy klątwy

19 czerwca

„Królewna chomik. Harriet niepokonana”, czyli pozytywne cechy klątwy


Odcienie różu i fioletu oraz srebrzysty brokacik. Oto okładka godna opowieści o królewnie. Oto zwiastun słodkiej baśni, w której ona czeka aż on, książę piękny, przystojny i pewnie mądry, wyzwoli ją od tajemniczej klątwy. Czekamy na standard, ostrzymy zęby, by ponarzekać na stereotypy, klisze, dyskryminację, molestowanie (ten pocałunek) i tym podobne sprawy. A tu zonk. Wszystko wywrócone do góry nogami.
„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursula Vernon

„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursuli Vernon to ciekawa, śmieszna i wciągająca zabawa baśniowymi motywami, w której dodatkowo pojawia się  mocny akcent feministyczny. Tytułowa królewna nijak się nie wpisuje w klasyczny, kulturowo uświęcony schemat księżniczki. O nie. To wojowniczka, buntowniczka, która inteligentnie wykorzystuje słabości baśniowego świata i kpi sobie z determinizmu rządzącego rzeczywistością wróżek, królów, książąt, czarownic i innych magicznych postaci. Klątwa? E tam! Obróćmy ją na naszą korzyść. Żyjmy pełnią życia, na krawędzi. Nieważne, że krótko, ważne, że intensywnie.
„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursula Vernon

W krzywym zwierciadle przedstawiono tutaj także świat sztywnych norm, konwenansów i oczekiwań społecznych. Główna bohaterka sama określa obowiązujące ją zasady zgodnie z przyświecającym jej credo "Jestem królewną i jeżeli biję potwory do nieprzytomności, oznacza to, że jest to coś, co robią królewny". Warto jednak podkreślić, że opowieść nie jest peanem na cześć anarchii i apoteozą bezmyślnego postępowania zawsze wbrew. Gdy wrota kolejnych zamków zatrzaskują się przed chomicznym nosem, Harriet przekonuje się, że życie niezgodne z przyjętymi przez otoczenie standardami niesie pewne konsekwencje. Czy należy się nimi przejmować? To już inna historia.

„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursula Vernon

Zresztą obśmiane zostało tu niemal wszystko. Matka zamartwiająca się, czy znajdzie się ten właściwy książę. Ojciec, któremu sen z oczu spędzają sprawy praktyczne, na przykład odporność murów zamkowych na potencjalnie niszczycielskie działanie kolczastych krzewów. Wyższe sfery, jak choćby pretor, który przed powrotem do swojego królestwa wypycha kieszenie kanapkami. Wreszcie wykpiono tu także społeczne oczekiwania i kulturowe klisze. Harriet ratuje niezgodnie z obyczajem smoki przed niewiastami i niewiasty przed smokami, choć te ostatnie są raczej rozczarowane płcią wybawiciela. Na pewnego księcia rzucono klątwę, gdyż był ubrany w uroczy różowy strój odziedziczony po królewnie. I tak dalej.


„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursula Vernon

Autorka wyśmienicie bawi się mnóstwem baśniowych motywów. Dekonstruuje nie tylko historię śpiącej królewny, pojawia się między innymi także Baba Jaga (skądinąd dość bezbarwna), Jaś i magiczna fasola, ogry, hydry, Szklana Góra w bardzo niekanonicznych wersjach. W roli magicznego artefaktu występuje przykładowo klamerka do bielizny. Ciekawie też rozprawiono się z baśniowym elementem potencjalnie erotycznym, czyli zdejmującym klątwę pocałunkiem. Wystarczają typowe powitalne buziaki w czółka i policzki w dodatku w ilościach hurtowych. Nic tu nie jest bowiem traktowane poważnie, dominuje komizm i dobra zabawa. Jeśli lubicie klimat Shreka, docenicie również wywrócony do góry nogami świat baśni stworzony przez Vernon.


„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursula Vernon

Dość łatwy język, duża czcionka i spora interlinia, a przede wszystkim proste komiksowe wstawki urozmaicające tekst sprawiają, że „Królewna Chomik” świetnie nadaje się przede wszystkim dla początkujących samodzielnych czytelników (6-10 lat). Ale nie tylko. To także po prostu dobra literatura rozrywkowa do pochłonięcia na raz z sensownym przesłaniem gdzieś w tle także dla nieco starszych dzieci, co potwierdza moja dwunastoletnia córka. 
„Królewna chomik. Harriet niepokonana” Ursula Vernon

Niestety okładka znacznie zawęża krąg odbiorców. Doceniam jej aluzyjność i ironiczny wydźwięk. Super. Konia z rzędem jednak temu, kto namówi dziewięciolatka płci bardzo męskiej do sięgnięcia po ten tytuł. Ja poległam, choć wiem, że byłby zachwycony. Wartka akcja, gryzonie, humor. Cóż, on będzie czekał na kolejną „Mysią straż”, a damska część rodziny na polskie wydanie kolejnych czterech tomów przygód rezolutnej chomiczej królewny.


KRÓLEWNA CHOMIK. HARRIET NIEPOKONANA
Tekst i ilustracje: Ursula Vernon
Tłumaczenie: Barbara Łukomska
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256
Format/forma: mini
Sugerowany wiek: 6+


Copyright © 2017 Mamobab czyta