09 września

Uczta u królowej, czyli gastronomiczna anarchia w UK

Przerażająca, mrożąca krew w żyłach wyklejka. 39 sztućców. Słownie TRZYDZIEŚCI DZIEWIĘĆ łyżek i łyżeczek, noży i nożyków, widelców i widelczyków o wielu kształtach, wielkościach i o różnym bliżej niesprecyzowanym przeznaczeniu. Senny koszmar zwykłego człowieka, być może (nie wiem, nie bywam) oczywistość na przyjęciach typu ą i ę. Lepszego wstępu do przezabawnego komiksu „Uczta u królowej” o gastronomicznej opresji, której większość z nas doświadczyła w dzieciństwie, autorka Rutu Modan nie mogła wymyślić. Jakby wyklejką groziła, że może być jeszcze gorzej.
„Uczta u królowej" Rutu Modan

A jest źle. Przynajmniej z punktu widzenia małej Niny. Siedź prosto, nie bujaj się na krześle, nie mów z pełnymi ustami. Takie tam podstawy obiadowego savoir-vivre. Rodzice są bezlitośni, a dziewczynka nie rozumie celowości tych wszystkich bzdurnych z jej perspektywy norm i zasad. Pyta więc, prosi, obrażona na cały świat, o jakieś uzasadnienie. Ojciec zaś udziela jej absurdalnej odpowiedzi, która wpasowuje się w kategorię „dzieci i ryby głosu nie mają”.

A co byś zrobiła, gdybyś została zaproszona przez królową Anglii na ucztę w pałacu Buckingham?

„Uczta u królowej" Rutu Modan

Niemal analogiczna scenka z udziałem autorki i jej córki podobno stanowiła inspirację do napisania tej historii. Dziecko Rutu Modan rezolutnie odpowiedziało, że królowa angielska jest jej najlepszą przyjaciółką, tak więc ten tego...

Nina nie miała szans na jakąkolwiek reakcję, gdyż właśnie w tej chwili ku konsternacji rodziców w ich domu pojawił się królewski herold z zaproszeniem. Gdzie? Do angielskiej królowej. Po co? Na ucztę. Kiedy? Natychmiast. Królowej się nie odmawia, więc dziewczynka bez zbędnej zwłoki wsiada do prywatnego samolotu i rusza na podbój świata. Zupełnie nieprzygotowana, w dresach i skarpetkach nie do pary. Żegnana przez rodziców. W jednym doskonałym kadrze zajmującym całą rozkładówkę autorka pokazuje także inne, świetnie nam znane symbole rodzicielskiej opresji (oczywiście według dzieci). Podczas lektury koniecznie zwróćcie uwagę na rekwizyty trzymane przez ojca i matkę. W tej scence niestety zobaczyłam siebie - matkę złą, męża mego - ojca złego, a także moją własną mamę, tatę i większość matek i ojców, które znam, znałam. Ech. Przecież intencje mamy dobre i czasem nawet wbrew sobie musimy robić właśnie tak. Wychowywać i wychowywać bez końca każdego dnia przez 24 godziny.
„Uczta u królowej" Rutu Modan

Uczta to także w oczach Niny dość grząski teren. Po pierwsze kuchnia serwuje wszystkie te potrawy, których dzieci NIE kochają najbardziej na świecie, podejrzane, wydumane, pewnie niejadalne, być może trujące. Kto wie. Na szczęście to królewski pałac, więc danie spełniające wymagania Niny pojawiło się dość szybko. Po drugie - nic nie wiadomo. Jak się zachować, co robić, którego z widelców użyć? Przypominam wyklejkę. 39 rodzajów sztućców, a widelca do spaghetti brak. Zgodnie z podpowiedzią nobliwego współbiesiadnika Nina postanawia jeść  jak zwykle. Po prostu rękoma.
„Uczta u królowej" Rutu Modan

I wtedy się zaczyna. Dystyngowani biesiadnicy nagle zrzucają sztywny gorset i zatracają się w hedonistycznym, wręcz cielesnym żarciu. Nie bułkę przez bibułkę, tylko po prostu łapskami prosto do pyska. Wszystkie normy i dobre maniery idą w zapomnienie. Czas skostniałych zasad życia codziennego wyższych sfer zostaje zawieszony.

Rozpoczyna się czas karnawału. Oficjalnie zapowiedziany przez królową i przez nią zakończony. Czas wytchnienia, niczym nieskrępowanej radości, zatracenia się w jedzeniu, okres, w którym wszystko jest możliwe, a najbardziej absurdalne zachowania są akceptowane. Nawet królowa angielska wlewająca ketchup z butelki wprost do gardła. 

„Uczta u królowej" Rutu Modan

Oczyszczająca i wyzwalająca moc karnawału to bardzo mocny kulturowy trop, który Rutu Modan wykorzystuje w pełni świadomie, a nawet poprzez postać Niny i figurę królowej wręcz się o niego upomina. Nie bez powodu czas wywrócenia wszystkiego na drugą stronę został wpisany w naszą kulturę. Potrzebujemy go nie tylko my, dorośli, ale i dzieci. Dlatego bardzo mnie dziwi strach przed antywychowawczym wydźwiękiem tego komiksu. Wyjątkowość czasu bez reguł jest przecież w tekście wyraźnie podkreślona przez największy autorytet, symbol konwenansu i sztywnych norm, czyli właśnie angielską królową. Niby srogą władczynię, która robi coś, o czym zapomnieli rodzice. Słucha Niny, daje dziecku głos.

Karnawałowa logika świata na opak, w którym chwilowo rządzą zasady dziecka, a nie autorytet dorosłych to zaprzeczenie pewnej innej idei wychowawczej, która mam nadzieję, jest już pieśnią przeszłości. To rzeczywistość, w której najmądrzejszy, wszechwiedzący dorosły wyznacza dziecku ścisłe reguły i pilnuje ich przestrzegania. Konsekwencja ich złamania może być tylko jedna - nieuchronna kara. Jak w XIX-wiecznej „Złotej różdżce” Heinricha Hoffmanna (pisałam na ten tematu już TUTAJ), a szczególnie w wierszu „O Filipie, który się bujał” opisującym analogiczną sytuację. Autorka zresztą bezpośrednio przywołuje schemat klasycznej wierszowanej opowiastki dydaktycznej (oczywiście z morałem). Maja go zna i się boi. Przecież złamała zasady.

„Uczta u królowej" Rutu Modan

Dzięki dużym, nieprzeładowanym treścią kadrom, często wypełniającym całą stronę, wyraźnej czcionce, czytelnym, prostym symbolom, a także linearnie rozwijającej się akcji (brak przeskoków czasowych) struktura komiksu jest bardzo przyjazna dla początkujących czytelników. Modan uprościła swoją kreskę na potrzeby dziecięcego odbiorcy, co nie oznacza, że rysunki stały się infantylne. Wręcz przeciwnie -  wizja wielkiego obżarstwa na jednym z największych kadrów to moim zdaniem małe arcydzieło.

Nie bójcie się odrobiny gastronomicznej anarchii. Dzieci nie są głupie, doskonale wiedzą, że istnieje czas zabawy i czas zasad, nawet jeśli nie znają jeszcze pięknego słowa karnawał. A jeśli mają kłopot z odróżnieniem, kiedy jeden się kończy, a drugi zaczyna, nie znajdziecie lepszej pozycji do rozmowy na ten temat.

A może przede wszystkim tego komiksu potrzebujemy my - rodzice, by przejrzeć się w nim jak w lustrze i czasami po prostu wyluzować. Jeśli angielska królowa może, to tym bardziej my.

I przypominam, śmiech to także ważny składnik karnawału, a przy lekturze „Uczty u królowej" trudno się od niego powstrzymać.

UCZTA U KRÓLOWEJ

Scenariusz i rysunki: Rutu Modan
Tłumaczenie: Zuzanna Solakiewicz

Seria: Krótkie Gatki

Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Data wydania: 2014
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Rekomendowany wiek:
4+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Mamobab czyta