08 października

Wielka historia małej kreski, czyli pasja znaleziona na ulicy

Ta chwila, gdy coś się zaczyna. Obejrzany film, przeczytana książka, wywiad, jakieś spotkanie,  niby zwyczajna rozmowa, kolega, który coś poleca, piosenka lecąca gdzieś w tle. Smak jakiejś potrawy, zapach, niepozorna historia zasłyszana  przypadkiem, wycieczka, zwykły nauczyciel, nadzwyczajny mistrz. Coś. Duże lub małe. Pieczołowicie pamiętane lub zapomniane niemal od razu. Zidentyfikowane i hołubione albo niezauważone. Początek pasji, impuls do znalezienia własnej drogi.

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

Tym tajemniczym katalizatorem, który pozwolił odkryć bohaterowi „Wielkiej historii małej kreski” Serge'a Blocha jego własny wyjątkowy talent, była zwykła niepozorna czerwona kreska poniewierająca się bezpańsko na skraju ulicy. Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu przyciągnęła uwagę chłopca i powędrowała z nim do domu. I, jak to w bajkach, żyli wspólnie długo i szczęśliwie. I na pewno magicznie.
Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

Dziecko dojrzewało, kreska zmieniała się wraz z nim. Chłopiec dbał o kreskę, a kreska w zamian go chroniła, dawała siłę, radość. Czasami jednak się boczyła. Rosła, uczyła się oddawać coraz to bardziej skomplikowane rzeczy, relacje. Chciałoby się powiedzieć, że stała się narzędziem do poznawania świata, językiem, w którym mały artysta wyrażał swe odkrycia, dzielił się nimi z innymi. Coraz doskonalszym. To jednak zbyt duże uproszczenie. Linia bowiem miała własną osobowość.

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

Łączyła ich niepowtarzalna symbioza, coś niedefiniowalnego, ukrytego. Przywiązanie? Przyjaźń? Oddanie? Zaufanie? Wspólne emocje? Pewnie wszystko po trochu. Ale i niezrozumienie, opór przed pełnym poddaniem, upór, złość. Jak w życiu, jak w procesie twórczym, gdyż między nimi nie ma według Blocha granicy.

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

Po prostu bez tej małej czerwonej linii chłopiec nie byłby tym samym chłopcem, stałby się innym mężczyzną.  A kreska? Czy poradziłaby sobie bez niego?

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

To zależy, jaką perspektywę interpretacyjną przyjmiemy.  Nie da się nie odczytywać tej historii biograficznie jako swoistego artystycznego zapisu drogi twórczej autora. Fascynującej, choć czasami trudnej. Zresztą to on sam niejako uprawdopodabnia takie rozumienie nie tylko poprzez odnośniki w tekście, ale i zadedykowanie książki sławnym grafikom, twórcom, którzy, jak możemy się domyślać, wywarli na niego wpływ, inspirowali. 
Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

Nie zapominajmy przy tym, że sama czerwona kreska to autocytat z innych prac Blocha, choćby z opisywanego już przeze mnie na blogu „A ja czekam” (klik do recenzji). W obu pozycjach oszczędna graficznie forma współgra z prostym tekstem trafiającym w samo sedno. W „A ja czekam” odpowiednikiem kreski jest spajający poszczególne strony motyw czerwonej nitki, muliny, symbolizującej krew, życie. W obu przypadkach te dwa elementy niosą największy ładunek emocjonalny. I poprzez wyróżniający się kolor, i poprzez kontrast z resztą obrazu.

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch
Forma jest bowiem więcej niż minimalistyczna. Bloch oszczędnie używa koloru, oprócz ostrej, wyróżniającej się czerwieni pojawia się jedynie czerń i niebieski. Ale pierwsze skrzypce odgrywa tu światło. Dominuje biała pusta przestrzeń, która zdaje się czekać na uzupełnienie, a przede wszystkim i kontrastuje, i współgra z niezwykle prostą kreską, przypominającą według naszych stereotypowych przyzwyczajeń raczej szkic niż skończone dzieło. 

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch
„Wielka historia małej kreski” to nie tylko metafora życia twórcy, hołd złożony tym, co inspirują, opis artystycznej sztafety mistrzów i uczniów. Picturebook może być też odczytywany po prostu jako historia o poszukiwaniu / odnalezieniu sensu życia, prosta w formie i bogata w treści opowieść o przyjaźni. Tak ją zrozumiał 8-latek. A starszej wystarczył rzut oka na zakończenie. Pióro kreślarskie. Niemal identyczne jak to, które kupiła dziś rano. Każde dziecko znajdzie w tej książce to, czego właśnie potrzebuje. I 6-latek, i nastolatka. W końcu mówią, że wszyscy mamy jakiś talent. Trzeba go tylko odnaleźć. 
Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

Myślę o różnych kreskach, które spotykałam w swoim życiu. Ilu z nich nie zauważyłam, ile zaniedbałam? Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć. Dla wielu z nas, dorosłych, może być to trochę gorzka lektura, przywołująca marzenia z dzieciństwa, które się nie spełniły, pasje odstawione na boczny tor, zapomniane, zakurzone. Z drugiej strony warto sobie o nich przypomnieć, tchnąć w nie trochę życia. Czemu nie, zawsze istnieje szansa, że rozkwitną. Nieważne, ile mamy lat.

Często pewnie będzie zupełnie inaczej i choć niektórzy uświadomią sobie, że wiodą życie spełnione, że nie zaniedbali swojej pasji, tylko nie wiedzieli, że to właśnie TO nią jest. Tym CZYMŚ, małą czerwoną kreską może być przecież wszystko.

Wielka historia małej kreski, Serge Bloch

PS. Czy wiecie, że Serge Bloch jest również twórcą najmniejszego we wszechświecie Superbohatera, który walczy między innymi ze złymi, podstępnymi Łóżkosikaczami. Już wiem, dlaczego pokochaliśmy SamSama ❤


WIELKA HISTORIA MAŁEJ KRESKI
Tekst i rysunki: Serge Bloch
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska
Wydawnictwo: Zakamarki
Data wydania: 2015
Oprawa: (bardzo) twarda
Liczba stron: 88
Sugerowany wiek: 6+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Mamobab czyta